piątek, 30 grudnia 2011

niekoniecznie w odpowiedzi.

w te Święta nabrałam takiego dystansu
że gdybym wysłała ci sms
dostałbyś go za kilka lat świetlnych

poniedziałek, 19 grudnia 2011

jestem zła.

czuję w tobie fałsz
nie chcę cię już znać
myślisz tylko jakby znowu kogoś zjeść
pokaż wszystkim nam
jak ważnym można być
kogo znasz i jak można zdobyć świat

czujesz we mnie gniew
bardzo cieszę się
nienawidzę tych którzy kłamią
z kwiatka na kwiatek
łatwo jest tak żyć
powiem tylko krótko to nie gra

będę czekał wciąż
cała wieczność całą noc
zniszczę cię
będę czekał wciąż
na kolejny twój błąd
przysięgam
negatyw - tłustosz

piątek, 16 grudnia 2011

teenage dream

serce wyskakuje z orbity kiedy marzysz o czymś od dawna
kiedy przed snem układasz stos obrazków w ten jeden idealny
zapisujesz kartki pamiętnika wymyślasz swoje scenariusze
lepsze niż rzeczywiste
takie do których chce się wracać
rysujesz mapy obliczasz trasy kalkulujesz koszta
i liczysz na cud
przypadek
który pchnie cię dokładnie przez ciebie obmyślanym torem

kiedy uświadamiasz sobie że to tylko młodzieńcze emocje
nastoletni poryw serca duszy
która chciałaby daleko i w nieznane i żeby jeszcze wszystkim cokolwiek udowodnić
kiedy już prychasz z ironicznym uśmiechem na swoją niedorosłą głupotę
- spełnia ci się

i znów wpisujesz w google to i owo
sprawdzając czy cokolwiek z tych utopijnych planów przetrwało.



jakie to jest zabawne że nigdy nie dowiesz się o mnie prawdy
jaki jestem i jaki chciałbym być
nigdy całej prawdy


klik

niedziela, 11 grudnia 2011

my search for answers will end in agony.

i każdy księżyc który w pełni wisi na granatowym niebie
powtarza:
to nie twój czas
to nie twój czas

sobota, 10 grudnia 2011

better luck next time, Nenu.

skulona mknie przez deszcz
depcze najgłębsze kałuże wysiadając z tramwaju
pisze miliardy sms'ów do świata
mruga czarną powieką
przedziera się przez tłum
walczy o swój świat
zbawia swój świat
zasypia zmęczona bezsilnością
marzy o zagranicach świadomości
o metafizycznej Japonii
o świętym niepowtarzalnym niepokoju

klik

środa, 7 grudnia 2011

porządki czy początki?


i całkiem spokojnie piję drugą kawę
więc zadzwoń do mnie zanim będę stara

czwartek, 1 grudnia 2011

in my mind I have shot you and stabbed you through your heart - I just didn't understand the ricochet is the second part.

umawiamy się
dzwonimy
nie odbieramy
nie widzimy się
ty masz zły humor
ja mam zły humor
dwa minusy dają plus
dwa uparte osły dają zły humor do potęgi tysięcznej
nie będziesz się ze mną spotykał pod przymusem
nie będę już dzwonić kiedy łamie mi się świat
i tak nigdy nie mamy czasu razem
osobno zawsze znajdzie się chwila na to i owo
po raz setny można zadać pytanie: gdzie w tym sens?
i co jest z nami? między nami? ni to przyjaźń ni skrajna obojętność

zaprawdę powiadam ci
rzucać talerzami będę

środa, 23 listopada 2011

there's always something better 'round the corner.

i choć budzisz we mnie najdziksze sentymenty
to gdy podajesz mi czerwoną farbę do włosów
mówię pewnym siebie tonem
- nie będę z powrotem ruda! nie licz na to.

wciąż bardziej granatowa
z kosmykiem wspomnień na szyi

wtorek, 22 listopada 2011

życie w mono.

przypaliłam jajeczne grzanki bo napisała do mnie Ginger
- ludziom poprzewracało się w główkach, psze pani.
posłodziłam kawę (pierwszy raz od lat)
mleka nie dolałam tylko dlatego że wypił je kot
nie słucham już

zmień się
pracuj nad sobą
przytłaczasz
jest cię za dużo
ludzie się tobą męczą
jesteś psem któremu co chwilę trzeba patyk
trzeba sobie ciebie dawkować

lepiej mi
z późnym listopadem na karku
z siwymi włosami z których szybciej schodzi farba
z zawodem w którym w końcu się spełniam
z kings of convenience od rana w kuchni
przy przypalonym jajku
ogórkach konserwowych

piątek, 18 listopada 2011

pani Przemyk śpiewa nas...

klik

...bo pani Przemyk wie.

wyrzucam dobre wspomnienia
w towarzystwie złych łatwiej się zapomina
i nie tęsknię już tak rozpaczliwie
za staniem pod plakatem leroy merlin
pośród smrodu spalin
huku marketowych wózków

i coraz rzadziej widzieć mnie będziesz
przywyknijLink

środa, 16 listopada 2011

idę na imprezę...

idę na imprezę
z kokardką pod szyją
w szarych zakolanówkach ze wstążeczkami
granatowa sukienka Alicji z kieszonkami na pustkę
po zegarkach i królikach
wisi swobodnie na moim bladym ciałku
idę na imprezę
z lampką wina pod ścianą siądę
z kreską na oku a'la Marie - ta zmyślająca miłości we Francji
idę na imprezę
singiel ka
singiel ka
singiel ka

jak i PotaPota tak i NenaNena

wtorek, 15 listopada 2011

powiem wszystko w rytmie disco.

kliku klik:

Link
Spokój
tak już zostanie
Spokój

od lat właśnie tam układam wszelkie moje paranoje

poniedziałek, 14 listopada 2011

czwartek, 10 listopada 2011

appendix 137.

płaczę na filmach które zawsze chciałeś obejrzeć.

te poranki gdy.

wysypała całą fiolkę na rękę
okazało się że została tylko jedna tabletka
gdzie się podziała cała ta kodeina?
od letnich alergii powoli połykała ją jak tlen
w tle grało memories Davida Guetty
zażyła ostatnią dawkę mając nadzieję że ból brzucha
dręczący ją od 4:44 w końcu minie
odkąd przestałeś istnieć dla jej świata
budzi się w momencie przełomu hormonalnego
z bólem brzucha
workiem wspomnień
kotem pod poduszką
mlekiem w lodówce
próbuje zapisać co czuje
ale nie wie

Maria: wiesz. zrobiono kiedyś taki eksperyment. szczury zamknięto w trzech klatkach.
jednym zrobiono szczurze piekło. drugim niebo. a trzecie pozostawiono w umiarkowanych warunkach. okazało się że najdłużej żyły te w szczurzym piekle wśród braku jedzenia i samic. znacznie krócej te w niebie. natomiast te żyjące "normalnie" zdychały jako pierwsze.
ważne żeby coś czuć. niezależnie czy są to pozytywne czy negatywne emocje. ważne żeby były silne. żeby coś trzymało cię z dala od obojętności. coś trzymało cię przy życiu.

środa, 9 listopada 2011

samolot pisze wiersz na niebie.

on: pełnia.
ja: spełnia?
on: bo dziś jest. każde. się.
ja: siódma.

bo dziś jest siódma pełnia. każde się spełnia.

wtorek, 8 listopada 2011

appendix 136.

wróć z krainy obojętności
do krainy objęć

dla jasności. o ile tu jesteś.

fot. D. W.

myślę o tobie ciepło i dobrze
a co za złe mam zachowam dla siebie.

niedziela, 6 listopada 2011

schizofrenicznie żółtą jesienią łamie się obcasy na liściach.

klik

appendix bez numeru.

mój kot codziennie o 4:41 sprawdza czy nie umarłam wbijając mi pazurki w twarz. w razie zatrzymania akcji serca zamieni mnie w kobietę-kota. I like it, like it.

sobota, 5 listopada 2011

flow.

lodówka przygotowuje się do startu
kot biega jak opętany
lodówka mówi że liczy się tylko moje zdanie
kot nie liczy się ze mną
świat prycha
piję zieloną z opuncją bo na jaśmin za późno
rozczula za bardzo
mam rudą pościel a w niej czarno-białe sny
po środku miasta w dwudziestu minutach czekania na tramwaj
zjawia się pomarańczowy samochód który widziałam ostatnio z tobą
czerwony? po co w ogóle się zastanawiać
rozsądek wziął koronę i splendory
serce wierci się
świat prycha
na pryczy świata leżę uwięziona
odliczam kreślę kreski na ścianach
wróć: linie
długie linie jak linia życia
jak prążkowany ogon kota
pomarańcz jakby nie patrzeć jest pozytywnym kolorem
ale co rude to fałszywe
fałszywa pościel
samochód
ostatnie dwa lata
czerwień jest od czerni bogatsza zaledwie o trzy litery
a ja ostatnio cenię sobie minimalizm
więc wybieram czerń
i samotność
bo to jeden
a dwa dusi swoim krótkim łańcuchem trzech liter
tak
tak
niby dwa a jednak trzy
wolę nieskończenie pojemne jeden
wygodne jak pufa z auchan
a jeśli nie wygodne to przynajmniej ładne i zgrabne
i zmieści się w cudze objęcia
zimne
ciepłe
gorące może nawet jeśli trafi się zimą przy grzejniku
nadal piję herbatę z torebką w środku
nadal nie słodzę kawy
wszystko jest po staremu
kot leży na oparciu i czyta
świat prycha

her evening elegance.

jeszcze tylko wieczory widzą mnie płaczącą
podjęłam najgłupszą decyzję swojego życia
która jest zarazem najrozsądniejszą
(witkacowskie kobiety nie dorastają mi do pięt swoją demonicznością)

jeszcze tylko wieczorami widzę cię w każdej twarzy
(spodnie w kratkę
nikon
rozwiany uśmiech)

nie
to nie ty
to tylko ten fizyk z Moskwy którego nie chciałam zatrzymać tylko dlatego że nie był tobą

klik

walczę o swoje życie
a twoje buty leżą obok łóżka

piątek, 4 listopada 2011

bardzo się boję ale tak ma być.

wszystko jest inaczej niż w książce
miało być na podstawie a na faktach jest

pamiętam tylko
trzy sekundy
no
już cię nie lubię
ciągle to przesiadanie się
każdy wierci we mnie
co za głupi ludzie
źle urządzone wnętrze
straszne te
zasłony
światła jakieś
muchy słabe
energooszczędne
no

NIWEA

czwartek, 3 listopada 2011

an end has a start.

wybieram siebie
tym razem ostatecznie

nie umiemy być obok
nie możemy (nie chcesz) być razem

więc PYK! i nie ma nas wcale

wybieram siebie
jestem sama dla siebie.

sobota, 29 października 2011

you are X.




tacy jak pan - panie X - trzymają moją przyszłość w swoich rękach
zakochuję się (w swoich planach) na nowo

środa, 26 października 2011

forget everything and remember.

znów tańczę między kuchnią a pokojem
w szarych skarpetkach
na paluszkach
delikatnie odrywam się od ziemi
zamykam oczy i widzę oczy
i swój szeroki uśmiech
i jestem wszędzie
wypełniam cały świat

niedziela, 23 października 2011

środa, 19 października 2011

pij herbatę.

cytrynowa na niezmienną rzeczywistość
tropikalna na poprawę łuku uśmiechu
czekoladowa na globalne ocieplenie wieczorów
jaśminowa na miłość

wszystkie mam w szafce nad zlewem
wszystkie!
chcesz?
pokazać ci?
ach! nie.
przecież ty wiesz.
przecież ty wszystko wiesz.
zawsze.

brakuje mi jaśminowej

- kłamałam

tytuł naukowy.

jutro bronię Bunga
może nie upadnę

poniedziałek, 17 października 2011

w ambasadzie śledzia powiedziałam: "tracę przy bliższym poznaniu".

chcę dziękować
chcę żebyś częściej się uśmiechał
i był taki spokojny
jak dzisiaj w spokojowym kąciku na antresoli
żebyś się cieszył każdym zrobionym zdjęciem
i żeby Sidley doczekał się kolejnej sesji
chcę dziękować
chcę pić z tobą kawę nie mówić o niczym istotnym
- o tym co najważniejsze

póki wciąż gubię się w tym mieście - nie jest źle

- co ja z tobą mam... kawę!

niedziela, 16 października 2011

aura tajemniczości nadal mnie pociąga.

uczynił mój wieczór lepszym jedną piosenką
(o jedną piosenkę?)
klik

brać od obcych jak niepokorne dziecko

wtorek, 11 października 2011

***

zasnę z nim dziś,
D.

wtorek, 4 października 2011

cud zdarza się tylko wtedy kiedy nie ma znaczenia.
wtedy przychodzi bez trudu.

appendix 135.

oddzielam to co było
kreską

choć jest to piekielnie trudne

kompromis.

trzeba znać swoje miejsce
o ile jest wtedy łatwiej!
trzeba pamiętać że nie można działać
jak mięsień sercowy -
zasadą "wszystko albo nic".
idę na kompromis z samą sobą
z tobą

nie musząc cię tracić

wczoraj popełniłam trzy wirtualne samobójstwa
facebook
blogger
last fm
dziś wszędzie zmartwychwstaję
upokorzyłam samą siebie
i oby na dobre mi to wyszło

tobie? wybaczam bycie tobą

poniedziałek, 3 października 2011

ki.

nie wygrałam biletów
czyli w kwestii nenowego szczęścia - bez zmian

she feels like kicking out all the windows

niedziela, 2 października 2011

i komu mam powiedzieć że jest mi źle?

oddaj mi, to są moje zabawki.

połowa mnie ma się świetnie
druga kompletnie nie może się pozbierać
to pewnie przez ten podzielony mózg

piątek, 30 września 2011

appendix 134.

rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd

chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie

klik

napisy końcowe.

widocznie tak miało być
odchodzę i nie wiem czy wrócę
jeśli nie będziesz mnie szukał
łatwiej będzie zatuszować pamięć
oszukać serce
pozwolić oczom nie krwawić łzami
wezmę głęboki oddech

już wyczyściłam skrzynkę mailową
pamięć telefonu
skasowałam wszystkie twoje zdjęcia
wiję sobie czyste gniazdko spokoju psychicznego

nasze oczekiwania minęły się
jak pociągi jadące w zupełnie innych kierunkach
my sami - zderzyliśmy się całym swym istnieniem
i choć wyszliśmy cało z tej kraksy
u mnie pojawiły się powikłania

i choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę...

czwartek, 29 września 2011

wyjaśnij mi.

tak się wiercisz w tym fotelu prawd i zwierzeń
że czuję bolesny ucisk w okolicach mostka
oni wszyscy dorzucają worki pełne piasku swoich prawd
i sprawiają że nasz idealny balon spada
ja tak bardzo chcę ci wierzyć
i tak średnio umiem

choćby najgorszą prawdę
ale TWOJĄ
nie cudzą
niczyją
nawet nie moją
mi daj

poniedziałek, 26 września 2011

jesteś mi koniecznie do życia potrzebny.

minęło tyle czasu a ja dalej przykładam dłoń do policzka
zagięty mały palec do ust
opieram go na krawędzi
czuję gładkość swojej skóry
każde pęknięcie warg
ciepło oddechu
podane na dłoni jak na tacy
minęło tyle czasu a ja dalej trzymam cię w ramkach mojego życia
i nadal mogę słuchać preludu 13

niedziela, 25 września 2011

banalny.

chyba nie.
już nie.
nie.

nienawidzę cię za to że muszę cię tak kochać

piątek, 23 września 2011

jesienne playlisty.

you will not ever be forgotten by me in the procession of the mighty stars.
your name is sung and tattooed now on my heart. here I will carry you forever.





Główną bohaterką mojej opowieści jest kobieta rozczarowana,
zakleszczona w niesatysfakcjonującym,
dopalającym się związku.
W ciągu jednej nocy doznaje olśnienia,
które sprawia, że odkrywa siebie na nowo...

czwartek, 22 września 2011

funduję sobie kroplówkę z jesieni.

wtorek, 20 września 2011

(zawsze) masz rację.

nawet najmiększą i najwygodniejszą poduszkę
trzeba czasem strzepnąć
by znów była miękka i wygodna.

nie wątpię w ciebie

poniedziałek, 19 września 2011

kobieta szpieg.

ja mam sens
ty masz sens
my mamy sens
tylko sens nie ma sensu

piątek, 16 września 2011

spoons.

klik

włączyło się i zapętliło w jakimś dziwnym wspomnieniu. pomiędzy słowem pisanym a niewyraźną wizją przed uniesionymi sprzed laptopowego monitora oczami. i uśmiecham się jakoś tak dziwnie. jakby nie po mojemu. produkcja liter ustała. teraz produkują się myśli. i znów oczy mam od ust większe a usta jakieś niewyraźne i rozmazane mimo iż bez szminki. wachluję palące policzki rzęsami czekając aż to uczucie ustanie i jednocześnie wybitnie tego nie chcąc. kiedy zamykam oczy jestem tam, na kładce. z tobą.

redellious...

http://redellious.blogspot.com

hipnoekstaza

środa, 14 września 2011

ab ovo.

tak jakbyśmy się znali od zawsze.
tak jakbyśmy się dopiero co spotkali.
z brązowym cukrem Spokoju - po raz kolejny - w roli głównej.

piątek, 9 września 2011

krótko.

recollect me, darling
raise me to your lips...

- tłucze się w głowie


zrozumienie jest błogosławieństwem
kiedy rozumiem - nie gniewam się i nie smucę
pozwól mi więc rozumieć jak najczęściej
nieporozumienie - przyczyną wszelkich nieszczęść
przed niezrozumieniem chroń mnie jak parasolem od deszczu
karm mnie zrozumieniem w dzień powszedni
w świąteczny obsypuj rozjaśnieniem myśli
i wszystko będzie dobrze
- tak jak dziś
znów z tobą.

wtorek, 6 września 2011

anchor up!

słucham rozwodnionych melodii
ściany wypełnia przyjemne dla ucha drżenie
jeszcze nie tupot kocich łapek

tak mi wszędzie po drodze!
beztroska, och!

niedziela, 4 września 2011

bon ton na ostrzu noża.

sobota, 3 września 2011

zaloguj się - wyloguj się.

zachwycam się dziś
tym że ludzie wymyślili tyle pięknych rzeczy
z natchnienia
od niechcenia
z potrzeby
z tęsknoty
lubię to że u niego w kuchni (zabałaganionej remontem)
gra chrześcijański pop
i smutne pieśni o nieszczęśliwych rycerzach
lubię sielankowy spokój jego mieszkania
(w sercu ruchliwego miasta!)
tam czas zastyga
- może pomaluję ten tandetnie czerwono-plastikowy zegar na biało? zostało mi trochę farby.

jutro o świcie śniadanie i targ staroci

cała jestem jednym wielkim sentymentem.

czwartek, 1 września 2011

mapa nocy.

(zamknąć siebie w sobie
zasnąć spokojnie
obudzić się dobrze)

it's time to be here alone
it's fine to be here alone

środa, 31 sierpnia 2011

appendix 133.

nie zasłużyłeś.

...and Susie knows her baby was a family man
but the world has got him down on his knees

sens?

to jak mówić spalonemu domowi
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)

zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku

but if you feel better, I don't mind

uspokój ją
podaruj spokój sobie

wtorek, 30 sierpnia 2011

appendix 132.

czasem trzeba wyjść z siebie
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu

i dlatego lubię mówić z tobą

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Haśka wieczorową porą.

przyszła do mnie powoli
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.

jesteś

jak księżyc wyraźny

świecisz

na moim chłodnym niebie

ty.


niedziela, 28 sierpnia 2011

usiądź obok.

klik

niczego w tym momencie nie pragnę bardziej.

jar of hearts.

oglądam Smallville i kroję jabłka w półplasterki
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.

sobota, 27 sierpnia 2011

contagious & overwhelming

jest mnie za dużo
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum

appendix 131.

zginę
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem

wszystkiego najlepszego, Neno.

samotność & bezsenność.

dosięgły mnie
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem

a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?

27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie

piątek, 26 sierpnia 2011

jestem lżejsza od fotografii.

nie bardzo rozumiem i nie jestem pewna czy chcę
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy

bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać

czwartek, 25 sierpnia 2011

appendix 130.

przerost treści nad ciałem
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.

duszę duszę.

znalazłam zgubione kawałki siebie
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka

o(d)suwam się

środa, 24 sierpnia 2011

appendix 129.

wróciłam
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu

- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.

kit(s)chen stories 1 i 1/2.

pie(ka)rnikowy zegar pokazuje 00:02
w nowej kuchni gotuje się stare rzeczy
resentymenty
od roku siedzę w tym samym garnku
pod przykrywką rzeczywistości
musiałam wskoczyć tu przez przypadek
ścianki parują a woda bulgocze
czasem bywa za gorąco
serce pęka i rozłazi się kipiąc na czystą kuchenkę
znowu zostawia za sobą brud kopcące kominy
jeden wyższy
aorta
pod kapeluszem pokrywki kiszą się słabe myśli
rozmoczone przez wspomnienie
nie potrafiące nabrać stałych kształtów i przynależności
muzyka odbija się i wraca jak bumerang
na zdrowie
zeskrobuję pleśń zapomnienia z garnuszka życia
próbuję przeskoczyć o ten rok w tył
znaleźć siebie tam gdzie się zgubiłam
krążę w kółko
tłukę talerze
wypijam kolejne odgazowane piwo
światłości szukam w lodówce
czy poturlam się daleko wraz z kostką lodu która kapryśnie wyskoczyła z mroźnego mieszkania
czy przypalę się i już zawsze będę tylko zapachem spalenizny której każdy chce się pozbyć
(żebym tak chociaż wyparowała i mogła z powrotem wrócić jako tlen do ukochanych układów oddechowych)
jutro jadę znaleźć siebie
na ławeczce przy trochę wyższej temperaturze
przy kawie trochę bardziej mlecznej niż wtedy
pod koniec sierpnia blisko początku września
jutro stanę znów na rogu żółtego domu patrząc na drogę w górę
(strumienia?)
za plecami mając pastelowe ściany jego mieszkania
- tam się nie wróci już nigdy - żałować też nie będę
dwie chwilę popatrzę przetrę chodniki tymi samymi trampkami
zachłysnę się tym do bólu czystym powietrzem
skoro nawet krakowskie tramwaje mówią: zadbaj o swoje serce - jedź do...
toteż jadę
nie obiecuję że wrócę ta sama
bo być może jak okruszki z francuskiego rogala z czekoladą
zbiorę tam resztki siebie
sprzed roku - nadające się jeszcze do recyclingu.

wtorek, 23 sierpnia 2011

appendix bez numeru.

lubię kiedy wpisując JA pojawiasz się ty.

niedziela, 21 sierpnia 2011

appendix 128.

znalazłam w telefonie twoje zdjęcie z Clintem
uśmiałam się do nieprzytomności


kryształowe zamki się muzycznie kruszą w tle








z w a r i o w a ł a m

modlitwa 01. (Lord, let there be revival)

ostatni raz modliłam się cztery lata temu
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę

wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać


jeszcze raz mówię: nie mnie dziękuj.
ja też mam za co.

sobota, 20 sierpnia 2011

piorun.

Piorun może wywołać pożar. Uderzenia rozrywają pnie drzew i mury, potrafią oderwać płyty kamienne wykładzin dachowych, murów ważące do 100 kg i odrzucić je na kilka metrów, przepalają cienkie druty, wywołują uszkodzenia instalacji elektrycznych, telefonicznych i innych opartych o metalowe przewody, niszczą urządzenia elektryczne. Temperatura w kanale przewodzenia pioruna jest tak wielka, że krzemionka zawarta w ziemi w miejscu uderzenia topi się.

srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza

czwartek, 18 sierpnia 2011

emigrantka.

nie myślę dłużej się przejmować
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie

nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you

sobota, 13 sierpnia 2011

appendix 127.

niebo się obraziło
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość

klik (przypadkiem się włączyło i zostało)

piątek, 12 sierpnia 2011

jesteśmy.

spięcie między dodatnim a ujemnym
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.

środa, 10 sierpnia 2011

appendix 126.

jestem bańką pełną uczuć.

Evelyn.


już wkrótce razem
tęsknię

marzę o tej miękkości która wchłonie cały strach
o tym łagodnym mruczeniu które zagłuszy koślawe myśli
bo nigdy nie jest tak dobrze żeby nie mogło być lepiej

oswój mnie.

wtorek, 9 sierpnia 2011

wariac ja.

torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest miłość

pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie

torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech

zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból


pokażę.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

to byłby wielki nietakt gdyby było nie tak.

mój organizm nie jest przyzwyczajony do tak wielkich dawek szczęścia
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje

i nawet płaczę na słodko.

niedziela, 7 sierpnia 2011

appendix 125.

biomet: dziś wyjątkowo korzystny
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie

leżę na podłodze...

leżę na podłodze i piję kawę
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa

gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
jesteś.
wystarczy.

wtorek, 2 sierpnia 2011

electrical storm.

łapię świetliki w dłonie
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

a kiedy? jak będę stara?

- zapytałem cię chyba o coś.

- a ja ci chyba odpowiedziałam.

- jak chcesz.

- no to o czym byś chciał napisać?

- o nas.

- chyba żartujesz.

- a dla czego nie? historia miłosna z wątkiem kolejowym. ona miała do niego pociąg...

- to ty przestań. [...] no to o czym będzie ta historia?

- kobieta. mężczyzna. przypadkowe spotkanie. trochę kłamstw. może zdrada? na koniec parę łez.

Prosta historia o miłości (2010), reż. Arkadiusz Jakubik

wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian.

klik.

domyśl się.

sobota, 30 lipca 2011

a kim ty jesteś że nie pozwalasz mi płakać?

polewa mi wódki albo wiąże mi sznur.

on: prosta historia o miłości...
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.

masz rację
bezgranicznie

strach.

przecież wiesz ile znaczysz
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać

wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
nie wyłączaj mi telefonu przed nosem.
odbierz.
tak bardzo się boję.

czwartek, 28 lipca 2011

faza delta.

mówię sobie - Neno śpij.

appendix 124.

wypisały się długopisy a internet znów za ciasny
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?

byłeś.

jak wyrastają skrzydła nie boli wcale
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.

jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie

nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować

środa, 27 lipca 2011

Internet mnie dzisiaj nie mieści.



jw.

wdrapałam się na drogę jedną z wielu dróg
idę powoli
by niczego
niczego nie przegapić
idę powoli

appednix do appendixu.

kiedy w proponowanych zdjęciach pojawiasz mi się obok pana Bezczelnego
- bezcenne

appendix 123.

- ty mówisz mi komplementy w taki sposób że mnie obrażają.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.

mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...

kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.

ważne/ukryte.

ważne że w domu.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.

ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.

wtorek, 19 lipca 2011

appendix 122.

kupiłam pamiętnik
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!

dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.

gdzie jest moja pewność?

lepszy plan na przyszłość:

nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.

amen.

gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?

jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach

(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")

tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra

to też trzeba zrozumieć

zmarszczki na czole oznaczają zgryzoty.

tak bardzo chciałabym
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam


budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym

kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia

poniedziałek, 18 lipca 2011

appendix 121.

- chcę żeby było normalnie.
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach




+ tag: zachwyt absolutny: KLIK

O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.

strange little girl, where are you going?

chcę schować wilka do pudełka zapałek.

jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik

niedziela, 17 lipca 2011

sobota, 16 lipca 2011

kiedy włączasz telefon świat wraca do pionu.
sklejają się wszystkie porozbijane rzeczy
staję się świadoma
kiedy włączasz telefon świat wraca do pionu.

czwartek, 14 lipca 2011

jeszcze będzie normalnie.

nie boję się
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!

jak likierem biszkopt czy coś...

czwartek, 7 lipca 2011

Alicja Liddell.

Alicja Liddell nudzi się w tym mieście do obłędu. nawet nie do szaleństwa bo szaleństwo nie zawsze jest nacechowane pejoratywnie. obłęd tak. snuje się między chmurą z deszczem a ciepłym powietrzem lata. przechodzi przez obdarte ze złudzeń stacje kolejowe i patrzy na czerwoną harmonijkę ściany bloku (przez okno). kołyszą się małomiasteczkowe drzewa. chodzą mali miasteczkowi ludzie. Alicja Liddell spotyka znudzonego jak ona niebieskiego królika z pilotem od telewizora i jointem w łapkach. nie doczekuje się. biały się gdzieś zgubił. w czarnym kapeluszu czy zielonych skarpetkach.

wtorek, 5 lipca 2011

wszystko po rzeszowsku.

klik

hello, darling, where are you?

im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi

z przedostatniej chwili...

żyję - proszę nie budzić.

poniedziałek, 4 lipca 2011

black swan.

jest 14:00
o 14:00 tęsknię jak szalona
inaczej nie umiem

niedziela, 3 lipca 2011

na szczęście, tak?


dużeje
dużeje

na pół
na pół

sobota, 2 lipca 2011

e pe de te.

z Witkacym w tle
zachwyt dzisiejszy

klik

enjoy.

od teraz pozostań w zasięgu ramion. i żadnych dygresji.
z tobą przestaję bać się słów: na zawsze.

piątek, 1 lipca 2011

parafraiselle.

kocham CIĘ
bardzo
wszędzie
dobrze
(z nami) będzie

kradnę
parafrazuję
rzygam słowem
as usual

środa, 29 czerwca 2011

appendix 120.

wydaję mi się że nauczymy konia latać.

tytułem tytułu.

te poranki gdy budzisz się z myślą
że świat obraca się szybciej niż zazwyczaj
świat - okrągła bieżnia
w podskokach przez mokre ulice
serce blisko gardła
skompresowane uczucia
szczęście w ampułkach
i jest tak dobrze i jeszcze lepiej
że powoli uspokajasz się w sobie tak że możesz
spać
spaść z nieznośnej huśtawki

pytam się co to szczęście
a ono się śmieje
są takie chwile... ta chwila jest teraz.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

jestem taka mała.

jestem taka mała
że zmieszczę się między
serialem o nas
a telefonem do niej
zawisnę na koniuszku nadziei
zasłonię oczy jak dziecko które nie może doczekać się niespodzianki
będę czekać na przystanku z którego nie odjeżdża już żaden autobus
jestem taka mała
jak ta zielona zapalniczka
która tak łatwo się gubi

appendix 119.

Kobieta to tylko kupka mączki kostnej.
- Elfriede Jelinek

piątek, 24 czerwca 2011

appendix 118.


drop it
it's dead.



[edited & censored by nena, 24 cze 2011, 10:38]

zwijam się.

przykro mi że nie mam serca pojemnego jak przedwojenna wanna
tylko jak naparstek

[edited by nena, 24 cze 2011, 10:37]

wtorek, 21 czerwca 2011

ja jestem tragiczna czy życie jest tragiczne?

tak to powinno wyglądać
gdyby mnie nie zamurowało
z nerwów ze strachu ze zrezygnowania:


- nie dbam o to.
niech mi pani wpisze to ndst.
przyjdę we wrześniu.
o ile dożyję.
wie pani?
myślałam że jest pani człowiekiem
ale chyba się pomyliłam
warzywem też pani nie jest
bo nawet karczoch ma serce!

pisać o tobie.

lubię pisać o tobie
do ciebie
z tobą lubię być
chodzić
zwiedzać codzienność
zaglądać do zakamarków boskich nieświadomości
szukać szczęść w nieszczęściach
biegać za rozumem i nie pamiętać gdzie on tak naprawdę jest
lubię zasypiać i budzić się obok ciebie
zasypywać cię wspomnieniami też lubię
nie odchodź nigdy za daleko
o jedno do widzenia za daleko

poniedziałek, 20 czerwca 2011

popaprane.

Ibsen
L.U.C
kodeina

dlaczego znów budzę się gdzie indziej? przecież zasnęłam w trójkątnej jadącej po przekątnej windzie. popaprane.

halucynenacje

nie jesteśmy dobrzy co nie znaczy wcale że jesteśmy źli.

- kocham cię.
- śpij. bredzisz.

niedziela, 19 czerwca 2011

appendix 117.

Nieustraszony, z kopią w dłoni i odbiciem jedności w sercu, zdobyłem jej wieżę i wyniosłem ją na białe anemonem pole, i w cieniu olbrzymiego lasu pierwszym zbudziłem pocałunkiem.
/Witkacy 622 upadki Bunga/

znów mam gorączkę sienną
i włączony syndrom śpiącej królewny.

skins.


mam gęsią skórkę
kiedy znowu od ciebie wracam.
wrzucam klucze do skrzynki
jak Poświatowska
mam swoje płaskie kwadratowe serce.

oh wow. lovely.

sobota, 18 czerwca 2011

moje włosy pachną czarną porzeczką
smutno mi że prażynki nie chrupią
po trzech dniach nasiąkły wilgocią powietrza
deszcz kapie mi z oczu
wychodzę gdziekolwiek

rok 2001:
Le fabuleux destin d'Amelie Poulain
mama: - to jest film o tobie.

przecież ja miałam wtedy tylko 12 lat.

appendix 116.

jutro nie lubi przychodzić
bo jak już przyjdzie
ludzie nazywają je dzisiaj.
nie lubi tracić własnej tożsamości.
jutro zawsze cierpliwie czeka
i przychodzi pod osłoną nocy
gdy króluje nieświadomość
i gdy może być jeszcze nazwane swoim imieniem.
jutro żyje tak krótko
jutro biegnie jak owady po wodzie
jutro zawsze coś ze sobą niesie
choćby to miała być puszka pandory

lubię jutro.

piątek, 17 czerwca 2011

wielka łapa z kosmosu trzyma mnie za kark.

pseudooptymizm rozlał się po pokoju z siłą tsunami
nie wiem której nitki myśli mam się złapać
beztrosko zwisają z sufitu koślawe wspomnienia
boję się że jak któreś z nich pociągnę niebo zawali mi się na głowę
te powyciągane dłonie które czekają na uścisk żeby rozerwać mi żyły
przesuwam się po pokoju omijając królicze nory
kraina czarów w remoncie
boję się że mogę wpaść nie w te drzwi w które powinnam
tam nie częstują herbatą
raczej winem z kodeiną
boję się że świat straci zarysy
boję się że ja stracę zmysły
boję się że przestanę mieć jakikolwiek wpływ na rzeczywistość
boję się że jak następnym razem zawiesi mi się serce nie da się go naprawić.




na kozetce leżę sobie
myśli unikam
słów też bo słowa lubią ze mnie drwić

pełnia spełnia po raz drugi.

coś zaświtało w głowie i za oknem
kiedy obudziłam się bogatsza o te kilkanaście godzin z tobą.

środa, 15 czerwca 2011

appendix 115. [2]

22:33
- księżyca nie było.

- nie było. mam swoje teorie na ten temat.
[...]
22:48
- widzę księżyc!




wiedziałam.
wybór był prosty: albo ty i księżyc
albo żaden z was

appendix 115.

niebo zachmurzyło się tak jak moje oczy
kiedy powiedziałeś że nie zobaczysz dziś ze mną księżyca.



...i tylko ciemno do obłędu.

czasami wyrastają skrzydła i to bardzo boli.

co znów robię nie tak
nie siak
nie inaczej?
dlaczego mam łatwo mnące się serce
bez żelazka w komplecie?
ciągle gubię kawałki siebie
a przecież nie mam części zapasowych.
turlają się fragmenty mnie
po gołębiej i czterech pokojach.
chcę mieć krem do wysadzenia miasta.
przyrzekam że już nigdy się nie zabiję
potykając się o myśli wyrastające z podziemności.
co znów robię nie tak
nie czarno
nie biało
nie kolorowo?
dlaczego mam głowę która myśli nocą
zamiast trzeźwej o poranku?
ciągle wybebeszam słowa w poszukiwaniu dodatkowych sensów
igły w stogu siana
widły z igły też robię
kute na zamówienie
wbijane w plecy nieświadomych.
co znów robię nie tak?

wtorek, 14 czerwca 2011

na gorącym dachu mojej głowy.

niepokój to kulka pieprzu pływająca w bezgranicznym szczęściu.
albo ją rozgryziesz albo uda ci się ją wyłowić i wyrzucić poza zakres szczęśliwości.

mam wrażenie że serce mam bardziej rozciągliwe od żołądka.
i nie mniej żarłoczne.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

goodnight & go.

przyczyniasz się do powstawania zmarszczek mimicznych wokół moich oczu i ust a mimo to nadal niezwykle (niezwyczajnie) cię lubię.

niedziela, 12 czerwca 2011

home.

klik!

Him: Well there's something I never told you about that night.
Her: What didn't you tell me?

Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you till just now.


pożegnał mnie słodki zapach przykościelnej lipy.
mieszanka ziół spakowana przez babcię do pudełeczka (którego zapomniałam zabrać!)
pazurki najdroższej mi kotki pod słońcem plus w pakiecie ząbki tejże wbite w mój kciuk
.

wróciłam.

środa, 8 czerwca 2011

(m)hm.

- and please stop doing that.
- stop doing what?
- looking at me like... like that.
- why not?
- because... because I like it.

(źródło: WCMI - do czytoglądania)



i pomyśleć że
niektórzy nazwą to fikcją.

wtorek, 7 czerwca 2011

ukryte.

serce rozłupywane dziadkiem do orzechów
nie zasnę już dziś
trzymam na barkach twój świat
musisz istnieć
to jedyna rzecz do jakiej cię zmuszam
istniej
bądź
znajdź mnie w ciepłym futrze kota
otwieram twoje okna na oścież
dym ucieka z twojego pokoju
nigdy więcej mgieł
nigdy więcej duszącej beznadziejności
proszę
tego nie robi się 7 czerwca...

boję się.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

z (pół)obrotu sfer niebieskich.

księżyc obrócił się już dwa razy
grawitacja bliska zerowej
przyciąganie planet
kosmos się uparł żeby
zagubione komety się zderzyły

appendix 114.

poparzyłam sobie podniebienie żarem twoich słów.
uwielbiam to piekące przypomnienie że umiemy pięknie [prawdziwie!] mówić.

niedziela, 5 czerwca 2011

piątek, 3 czerwca 2011

popatrz, na drugim końcu świata drgnęło motyle skrzydło.

nocą.

przez życie jadę tramwajem
bardziej zachwycam się sadzą nieba
niż czerwonym ferrari
na skrzyżowaniu z ulicą Klimeckiego
niosę swoje czarne box of desire
dzwonią dwa grosze w kieszeni
wracam po to żeby zjeść kanapki
i powiedzieć sobie dobranoc
wracam po to żeby jutro znów wsiąść w tramwaj
i pojechać jak zawsze w inną niż twoja stronę

czwartek, 2 czerwca 2011

popołudniem.

ze srebrnej nitki ciszy układam twoje imię.

patrz kawka za oknem mruga mi okiem.

rano.

jestem dziś trochę
jak Pipilotti Rist
będę rozbijać szyby samochodów
egzotycznym kwiatem.

środa, 1 czerwca 2011

it's all over.

deszcz burzowy to zawsze płacz z miłości
inne deszcze mogą płakać ze wzruszenia
szczęścia
smutku
rozpaczy
zwątpienia
niepewności
zmęczenia
złości
w burzy zawsze chodzi o miłość

wtorek, 31 maja 2011

jeśli czegoś nie można zmienić trzeba to pokochać.

dzisiejszy dzień spędzam siedząc w pasiastym szlafroku i narzekając na ból w boku który męczy mnie już od ponad tygodnia. do lekarza nie pójdę. a jakże! nie lubię zapachu przychodni. nie lubię pań w rejestracji. nie lubię kiedy zakładają mi kolejną kartotekę. kartotekę rozkładu mojego ciała. lekarzy też nie lubię. zapytają czy boli. siądą odgrodzeni białym stołem. wypiszą świstek i wyproszą. w końcu twoja choroba nie jest jedyną chorobą na świecie. a już na pewno nie najważniejszą. moje endorfiny rozsypują się na korytarzach przychodni. lecznic. szpitali. wolę trzymać je skumulowane w swoim wnętrzu lecząc się czym popadnie. w domu.





- akceptujesz to że między nami jest tak jak jest, prawda?
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.

poniedziałek, 30 maja 2011

twinkle twinkle eyes of cat.

dziękuję ci za mruczącego kota camero dzisiaj kiedy dzień śmierdział rozkładem
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał


SHOWTIME!

niedziela, 29 maja 2011




i tak strasznie nie chcę zasnąć dziś sama.

piątek, 27 maja 2011

I am going to die of loneliness. for sure.

Shelly Love : The Forgotten Circus

zachwyt absolutny.

can you hear the music?

it'll end in tears.

najbardziej boję się umierania na wiosnę
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian

czwartek, 26 maja 2011

refflection znaczy odbicie. odbiło mi.

bo my wszyscy chcemy być od razu
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.

środa, 25 maja 2011

zwiastuny końca świata.

there's something rotten in the state of Denmark.
łamią się drogi pod ciężarem zakrętów
ludzie zderzają się barkami w przejściach podziemnych
najdłuższy kontakt wzrokowy nawiązują czekając w kolejce na poczcie
gapią się na swoje buty zapominając że wisi nad nimi coś wartego uwagi




p.s. dobrze
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu

appendix 113.

a gdy już nie mam siły śmieję się do rozpuku

klik

jestem ta która wszystko zniesie.

świat zbuntował się przeciwko mnie.
nie słucha mnie już własna rzeczywistość.
jedynym wyjściem będzie trzaśnięcie drzwiami własnego ja.
zamknięcie wszystkich drzwi do wnętrza.
nie wpuszczanie do środka siebie nikogo i niczego.
każdy odwraca się plecami.
każdy podnosi kamień.
muszę schodzić do podziemia żeby nie kłuć was w oczy.
brzydzę się wszystkim co ludzkie.
brzydzę się wszystkim co moje
brzydzę się światem który oplótł mnie nienawiścią.
opluł gorzką pogardą.
zamykam swoje drzwi.
nie mam siły na tworzenie siebie od nowa.

[wykład z teatru powszechnego dwudziestego wieku, paranoidelle offline]

powietrze.

niebo zasnuło się gęstą pajęczyną chmur
nerwowo palcami przebierają drzewa
przejście na skróty zarosło pokrzywami
słońce stopiło świeczki stojące na parapecie

gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?

wtorek, 24 maja 2011

zdarza mi się czasem zapomnieć że istnieję.

siedziałam pod drzewem na parkingu na powiślu
i czekałam na mamę.

przyjechał autobus ze szkolną wycieczką
znad morza
z gór
z bliska czy z daleka
nieważne.
wysiadły pierwsze
wiesz
ten typ podstawówkowych dziewczynek
ubranych w różowe uniformy
z ogromną gębą hanny montany na plecakach
dziewczynki którym do bycia najlepszymi nie brakuje niczego
posiadaczki różowych tiulowych skrzydełek
i tandetnych plastikowego diademów
wysadzanych kolorowymi szkiełkami.
one rządzą swoim podstawówkowym światem.
kolegują się z najfajniejszymi chłopakami
chwalą gadżetami z dziecięcego h&m'u
te dziewczynki tworzą świat
który świeci brokatem
i tęczą ciągniętą przez kucyki ponny...

stanęła trochę dalej
choć ubrana w czerwoną kurteczkę
chciała się schować
nerwowo skubała ramiączko plecaczka z królewną śnieżką
płowymi krótko obciętymi kosmykami na jej głowie bawił się krakowski wiatr
szkoda że przez całą wycieczkę patrzeć będzie tylko w dół
na powybijane kocie łby...

stałam z mamą na wzgórzu wawelskim
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja


appendix 112.

nienawidzę tego dnia do tego stopnia że nie robię nic i czekam aż się skończy.

raczej prośba nie rozkaz.


zabierz mnie stąd
wyrwij z objęć tego obojętnego dnia
wywieź mnie gdzieś daleko
zamknij mi oczy
być może na zawsze

'cause even roses are blue.

poniedziałek, 23 maja 2011

"I feel empty. I am so fucking empty. I don't know who I am."

JOY Ekipy telewizyjne mają w sobie coś kojącego, kiedy sobie wyobrażę, że to wszystko tutaj to tylko epizod w serialu telewizyjnym, od razu czuję się lepiej, bo seriale dobrze się kończą, zawsze, przede wszystkim w telewizji żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, a żaden problem bez rozwiązania, źli umierają, a dobrzy jakimś cudem zawsze odnajdują jeden drugiego. A tego przecież nie da się powiedzieć O TYM CHOLERNYM PRAWDZIWYM ŻYCIU ALBO JAK KURWA TO COŚ SIĘ NAZYWA, tu wszystkie pytania pozostają niestety bez odpowiedzi, bohaterowie wciąż się zmieniają, ostatecznie człowiek traci kontrolę nad całą akcją, żadna z postaci nie ma jasnego, zrozumiałego motywu, ma się wrażenie, że wspólnie oglądamy scenę, jak popadamy w obłęd, nikt niczego już nie rozumie i NIE właśnie że ludzie NIE odnajdują się ponownie, rozstają się, jeszcze zanim w ogóle się spotkają, a ich życie opowiada im pięćdziesiąt tysięcy różnych historii, których oni nie rozumieją i w które nigdy nie są w stanie wejść do końca. [...] Wszystko musi być proste i zrozumiałe bo inaczej uruchamiają się procesy wymykające się spod kontroli. W życiu chodzi przecież o to, żeby było jak najmniej komplikacji i żeby po prostu przez chwilę móc funkcjonować tak, żeby nie wpędzać od razu wszystkiego i wszystkich w obłęd. To by był cel!

„Joys World – a world of Joy”

JOY Kocham cię

TOM To słowo na K. Zaczynam się bać.

Joy śmieje się.


Richter Falk Electronic City

myślę (jak) JOY
cut.

czy świat kończy się pod lewym żebrem?

who will you trust? all your facebook friends will be dead by this time.

chodzi mi po głowie ten urywek
chodzi i
zastanawia
zasmuca
zasnuwa
zamartwia

mam ostatnio obsesję
na punkcie słów zaczynających się
na taką samą literę/sylabę.

bo czyż to nie zastanawiające że
przypadek i przeznaczenie
mają wspólne prz?

appendix 111.

wyję.

za trudno.
za długo.
za krótko.
za mało.
za dużo.
za szybko.
zbyt wolno.
za zimno.
za ciepło.
za późno.
zbyt wcześnie.

poukładaj mnie.

niedziela, 22 maja 2011

myśleć o tobie o tej porze to grzech
zawsze jednak najbardziej rozczulasz mnie o poranku.

sobota, 21 maja 2011

Ofelia zwiała z klasztoru rzygając na przystanku lini numer 50.

spośród wszystkich kolorów włosów upodobała sobie rude.
wiedziała że to zły wybór.
średniowiecze ochrzciło ją wiedźmą
czasy współczesne... chyba jeszcze gorzej.

dzień apokalip[s]y - pomyślała wychodząc ze swojej norki.
niebo mrużyło łzawe oczy.
skrzywiła się w gorzkim grymasie.
zmarzła w stopy przepływając w trampkach przez torowisko.
podbiegła do krawędzi świata namacalnego.
zwiała z klasztoru niemożliwego.
wyrzygała rzeczywistość na przystanku linii numer 50.
i westchnęła - bardzo tandetny jest twój scenariusz drogi Boże -dławiąc się własną naiwnością.

you're nowhere near ready.

maybe I shouldn't be so sure about who I am.
maybe there's a parallel world where everything is different.
the sun is shining at night
and the moon is hangin' on trees
pretending he doesn't want to be seen.
the stars are to heavy so they fall down
making so many sharp mountains down here
just by their arms fixed in the ground

coffee is always too cold
and sweets are not as sweet as tears
I lie there
and I lie to you
that you haven't ever meant anything
I lie to myself
you're just my imagination
my wicked dream
my blood buzz
my heart tingle
my soul twist

or maybe I'm just what I am
and nothing will ever change
we get on like a house on fire
and for sure
I can love myself just as much as I hate myself.

po koncercie depresyjnych kobiet.

ja dobrze umiem tylko czekać i tęsknić
do niczego innego się nie nadaję
jestem człowiek życiowo nieużyteczny w ogóle.

ale za to
jestem
wszystko
w wyrażeniu
mimo wszystko

czwartek, 19 maja 2011

there's only enough for one in this lonely hotel suite.

księżyc cienieje.
jeszcze przedwczoraj pełnia wisiała w powietrzu
aż było ją czuć wzrokiem.
studenci nie próżnują
impreza goni imprezę
ktoś krzyczy za oknem
ja w przyciemnionym świetle malejącego księżyca
siedzę i słuchając zero 7
czekam.

still in the waiting line.

moje idealne mieszkanie mieści mnie i moją samotność
więcej nie trzeba
można tylko wzruszyć
ramionenami.

his life slipped into me.

when someone comes into your life and half of you says: "you're nowhere near ready". and the other half says: "make her yours forever".
dobrze mi z tobą.

środa, 18 maja 2011

appendix 110.

...a pełnia spełnia.
słowo u p o k o r z e n i e nie należy do moich ulubionych.

wtorek, 17 maja 2011

alles neu!

jeden z tych dobrych poranków.
zimne powietrze wdziera się do domu
przez otwarte na oścież okno.
w kuchni pachnie smażonym jajkiem.

zakorzeni[ł]am się tu.
dobrze mi
w tym małym centrum mnie
na brzegu miasta.

alles neu!

poniedziałek, 16 maja 2011

feel good inc.

śniąc na jawie przesypiam najlepsze chwile swojego życia.
i dobrze mi z tym.

niedziela, 15 maja 2011

5:00 a.m. wake up call.

biec.
na pętlę.
do całodobowego pod Słowackim.
do tunelu na pięćdziesiątkę.
zrobić ci śniadanie.
kawę.
położyć się obok ciebie
jeszcze na sekundkę.
pożegnać się.
(ode)spać.
jak twoje klucze na moim stole.

klik

piątek, 13 maja 2011

appendix 109.

Linkklik
pobiegnę
poboczem
powoli
potrącę
powiew
powietrza
powielam
powieści
postmodernistyczne
pomiędzy
pokojem
polem
pokraczne
potrzeby
postulaty
pojedynczej
postaci
powiedziałam
poczekam
pozostanie
potem
pościel
pot
post
pompuję
pojęcia
potajemnie
podświadomość
podbija
podkrążone
powieki

blogger wrócił.

blogger wrócił zjadając ostatni post:
o zakochanych
śpiących na ławkach jak bezdomni
(dziś jestem z dala od wylęgarni uczuć)
o granatowym niebie
(dziś jest już inne
cieniowane
góra: modry
dół: rozcieńczony bielą cyjan)

ciarkach na plecach
(dziś tylko nerwowy tik prawej powieki)
ersatz
(pozostał)

JA TYLKO NIE CHCĘ ŻEBYŚ UCIEKAŁ NA MÓJ WIDOK

był też klik
ale dziś będzie inny:

klik

był też cytat
ale dziś będzie inny:

lover, put me in your beautiful bed

środa, 11 maja 2011

nicconiejestmiobce.

księżyc zatoczył koło a czas wciąż się zatacza.

NIWEA

...idę i złą miłością wszystko brudzę sobie.

appendix 108. [2]

oddaj!

wtorek, 10 maja 2011

appendix 108.

oddam.

miły młody człowiek.

usta włóż mi do ucha
i mów szczelnie
łaskoczące rzeczy
mów do środka do mnie


jutro koncert - NIWEA w RE



wczoraj w wersjach roboczych: odwróciłeś mi świat do góry nogami a ja nie umiem chodzić po suficie.

poniedziałek, 9 maja 2011

lacrimosa.


dona eis requiem, amen.

all the prayers.

obudziłam się w umiarkowanie nijakim nastroju
najpierw z apteczką przybiegł św. spokój a konkretniej jego piętro
lecz prawdziwy święty czekał na mnie wieczorem
czekał i postawił przede mną pannę A.
a właściwie posadził na szkolnych schodach.
panna A. wiele rozumie
panna A. czuje podobnie
panna A. uratowała mój wieczór.

mam wyostrzone zmysły
umysł otwarty na przestrzał
serce jak gąbka

przypomniała mi rzeczy o których powinnam pamiętać
ja wam jeszcze pokażę.
czy
ja czuję podwójnie.
czy
zawsze byłam druga. żyłam na drugim planie swojego życia...

w szkole zagrano Lacrimosę z Requiem Mozarta.
prawie na dobranoc.

w drodze do domu uświadomiłam sobie że życie potrafi uśmiechać się jak Kot z Cheshire
czy w maju może cię spotkać coś lepszego? - zapytał plakat na przystanku.

krew wrze
śnieg topnieje na ustach
to był dobry dzień.

appendix 107.

nie wiem czego potrzebuję.

hide & seek

Jedną z najprostszych ludzkich potrzeb jest mieć kogoś, kto zastanawia się, gdzie jesteśmy kiedy nie wracamy wieczorem do domu.
a jeśli nie wrócę dziś?
kto szukać mnie będzie?
ściana lewa czy prawa?
oczodoły okien?
komoda nie pobiegnie na swych krzywych nogach
sprawdzić czy nie leżę pod kamieniem na poboczu
krzesła patrzą zdumione (tworzą niezłą parę)
po co im do nie-szczęść kolejna osoba?
lodowatym wzrokiem zmierzyła mnie lodówka
ośrodek zimna moich obaw nie zrozumie.
wyjdę więc
nikt nie zauważy że nie wróciłam na noc
może tylko łóżko stęsknione dotyku...

niedziela, 8 maja 2011

appendix 106.

by ohmygod


[po trzecim edicie treści tego appendixu doszła do wniosku że zamieści tu /znów/ cudzy obrazek który jakoś dziwnie się pod jej paluszki napatoczył i urzekł /tym razem/ prostotą]


trochę nieidealnie.

then:
śpi kot śpi my
- pełnia szczęścia, co?

and morning lullaby

now:
twardo ląduję na tej gorszej ziemi
gdzie samotność szczuje psami
truskawkowe światło w przedpokoju wita
smutno głowy pospuszczały żurawie...




sobota, 7 maja 2011

appendix 105. (Diablak)

– Skąd tyle pesymizmu u takiej młodej, atrakcyjnej dziewczyny?

– Mój pesymizm nie ma nic wspólnego z moim wyglądem.

– Na pewno ma pani rację. Tak mi się tylko powiedziało. Szkoda, że nie chce pani zdradzić swej historii. Może kiedyś?

– Nie jest to coś, co można opowiedzieć. Ja z tym muszę żyć, już zawsze.

– Mówi pani jak największy zbrodniarz, którym pani na pewno nie jest.

– To jest taka wina bez winy i w dodatku nie moja – albo moja jedynie w pewnym złowrogim sensie.

dobij mnie dobitnie.

z pociągu. przy stoliku barowym w warsie. 4 maja 2011:

x: (...) tylko którą półkulą ty jesteś?
nen: no właśnie ciężko powiedzieć... hm...
x: (przerywając) chociaż z drugiej strony... kto powiedział że mózg można dzielić tylko na półkule? przecież można go przeciąć na połowę również w tym drugim kierunku.
nen: masz rację. na to nie wpadłam...


miałam kawałek swojego Diablaka
powinnam częściej podróżować TLK
w warsie albo w wagonach pierwszej klasy
częściej opowiadać
odpowiadać
ludziom

zanim zajrzą do cuchnącego rozkładającym się mięsem i krwią przedziału rzeźnika
który w uśmiechem na ustach i toporem w ręku przerobi każdego z nich na rozdział miniony
przebrzmiały
były
nadający się tylko do recyclingu wspomnień na bloga.

piątek, 6 maja 2011

z endo co to rysowała nene grała w kalambury.


podwójnie
podwójne nie
podwój nenę
podwój nenie nie
podwój mnie.

spóźnia się.

za dużo motyli
żołądek odmówił posłuszeństwa
organizm zareagował zbyt nerwowo
gorączką

spóźnia się czas w którym miałam być szczęśliwa
przecież to maj
maj takich rzeczy nie robi
nie odkłada na później uśmiechu...

- pocałuj mnie.
- teraz?
- a kiedy? jak będę stara?

poniedziałek, 2 maja 2011

very funny, mr. Freud. very funny.

śniło mi się że jestem tobą.
tęsknota mnie zagryzie.

piątek, 29 kwietnia 2011

appendix 104.

don't leave me alone
standing here for ever
hoping you how ever
I'm a little girl
boiled into a mature
little piece of work

so if you see me
so if you see me
just smile

błogosławieństwo.

while watching the royal wedding…

mam zbyt ciasno zasznurowane trampki by móc zostać kopciuszkiem.

plus taki sobie klik

w poszukiwaniu jakichkolwiek wzruszeń...

czwartek, 28 kwietnia 2011

optymalny optymizm.

wzięło mnie na te wszystkie ballady romanse kawałki kulki muzyki końca lata
i przypomniało mi się jak czekałam na peronie na pociąg którym wiedziałam że nie przyjedziesz
że już przyjechałeś wcześniej a czekałam sobie bo z samego czekania dobrze mi się robiło.

appendix 103. (Łaknąć)

Gdybym mogła uwolnić się od ciebie ale nie musiała cię stracić.
- Sarah Kane

środa, 27 kwietnia 2011

nudno do obłędu.

jadę przez urojone miasta.

męczę i dręczę dramat feministyczny.
on męczy i dręczy mnie.
uczciwa
/uczuciowa?/
wymiana.

gdzieś uciekło mi pół dnia o pięknej dacie.
czekam na małe trzęsienie ziemi. na mrugnięcie ogromnych powiek.
moja rzeczywistość ziewa. lekceważy chaos i destrukcję. lekceważy bunt języka.
moja rzeczywistość leży jak kot na kaloryferze.
rozkurcza łapkę żeby pokazać pazurki.

wtorek, 26 kwietnia 2011

urodziny.

zagryzam wargi ale w oczkach szczęście.
nowy czarny telefon i nowe pulchniutkie smsy.

niedziela, 24 kwietnia 2011

destination: wieś na ka.

aparat.
zwykły do robienia zwykłych zdjęć.

łąka.
zwykła do brodzenia w zwykłej trawie.

ja.
zwykła.
tęskniąca.

utrwalająca.

czwartek, 21 kwietnia 2011

znowu na huśtawce.

nawet nie chcę myśleć ile razy musieliśmy się minąć żeby w końcu się spotkać!

a i zobaczyłam te zdjęcia.
i śmiałam się.
bo bardzo mi kogoś przypomniałeś.
może kiedyś ci opowiem.

środa, 20 kwietnia 2011

it's gonna be a bright beautiful day.

czasem warto zrezygnować z najpiękniejszych snów o 5:55
żeby dzień był udany
cieniowane niebo parzy w oczy
patrzę na siebie w lustrze i jest mi z tym dobrze
nie zmieniłam się i zmieniłam się tak bardzo
martwienie się na zapas nie ma najmniejszego sensu
tylko noce takie niespokojne
poranki przynoszą ukojenie
wciąga mnie czarna dziura kubka z kawą
niesłodzoną a słodką
od myśli wspomnień westchnień czy raczej westchneń

oh wow lovely.

wtorek, 19 kwietnia 2011

appendix 102.

wygrzebane z bebechów internetu:

- nie chce mi się żyć.
- wiem. zawsze byłaś leniwa.

śmieje mi się.

;-)

30 raz

w kuchni znów pachnie smażonym jajkiem
kubek z kawą stoi w tym samym miejscu w którym zostawiłam go rano
za oknem zmieniają opony
wciąż z letnich na zimowe
z zimowych na letnie
na gorące

spis ludności zaklasyfikował mnie jako przedstawicielkę rodzaju ludzkiego.
a moje m do mieszkań a nie kurników.
jestem w szoku
.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

sypie się popiół na moją mogiłę.

appendix 101.

było tak niemożliwie nam.
nasączałeś mnie pewnością jak likierem biszkopt.

nasączyłeś mnie jak gąbkę dziś goryczy octem.