piątek, 30 grudnia 2011
niekoniecznie w odpowiedzi.
że gdybym wysłała ci sms
dostałbyś go za kilka lat świetlnych
poniedziałek, 19 grudnia 2011
jestem zła.
czuję w tobie fałsz
nie chcę cię już znać
myślisz tylko jakby znowu kogoś zjeść
pokaż wszystkim nam
jak ważnym można być
kogo znasz i jak można zdobyć świat
czujesz we mnie gniew
bardzo cieszę się
nienawidzę tych którzy kłamią
z kwiatka na kwiatek
łatwo jest tak żyć
powiem tylko krótko to nie gra
będę czekał wciąż
cała wieczność całą noc
zniszczę cię
będę czekał wciąż
na kolejny twój błąd
przysięgamnegatyw - tłustosz
piątek, 16 grudnia 2011
teenage dream
kiedy przed snem układasz stos obrazków w ten jeden idealny
zapisujesz kartki pamiętnika wymyślasz swoje scenariusze
lepsze niż rzeczywiste
takie do których chce się wracać
rysujesz mapy obliczasz trasy kalkulujesz koszta
i liczysz na cud
przypadek
który pchnie cię dokładnie przez ciebie obmyślanym torem
kiedy uświadamiasz sobie że to tylko młodzieńcze emocje
nastoletni poryw serca duszy
która chciałaby daleko i w nieznane i żeby jeszcze wszystkim cokolwiek udowodnić
kiedy już prychasz z ironicznym uśmiechem na swoją niedorosłą głupotę
- spełnia ci się
i znów wpisujesz w google to i owo
sprawdzając czy cokolwiek z tych utopijnych planów przetrwało.
jaki jestem i jaki chciałbym być
nigdy całej prawdy
klik
niedziela, 11 grudnia 2011
my search for answers will end in agony.
powtarza:
to nie twój czas
to nie twój czas
sobota, 10 grudnia 2011
better luck next time, Nenu.
depcze najgłębsze kałuże wysiadając z tramwaju
pisze miliardy sms'ów do świata
mruga czarną powieką
przedziera się przez tłum
walczy o swój świat
zbawia swój świat
zasypia zmęczona bezsilnością
marzy o zagranicach świadomości
o metafizycznej Japonii
o świętym niepowtarzalnym niepokoju
klik
środa, 7 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
in my mind I have shot you and stabbed you through your heart - I just didn't understand the ricochet is the second part.
dzwonimy
nie odbieramy
nie widzimy się
ty masz zły humor
ja mam zły humor
dwa minusy dają plus
dwa uparte osły dają zły humor do potęgi tysięcznej
nie będziesz się ze mną spotykał pod przymusem
nie będę już dzwonić kiedy łamie mi się świat
i tak nigdy nie mamy czasu razem
osobno zawsze znajdzie się chwila na to i owo
po raz setny można zadać pytanie: gdzie w tym sens?
i co jest z nami? między nami? ni to przyjaźń ni skrajna obojętność
zaprawdę powiadam ci
rzucać talerzami będę
środa, 23 listopada 2011
there's always something better 'round the corner.
to gdy podajesz mi czerwoną farbę do włosów
mówię pewnym siebie tonem
- nie będę z powrotem ruda! nie licz na to.
wciąż bardziej granatowa
z kosmykiem wspomnień na szyi
wtorek, 22 listopada 2011
życie w mono.
- ludziom poprzewracało się w główkach, psze pani.
posłodziłam kawę (pierwszy raz od lat)
mleka nie dolałam tylko dlatego że wypił je kot
nie słucham już
zmień się
pracuj nad sobą
przytłaczasz
jest cię za dużo
ludzie się tobą męczą
jesteś psem któremu co chwilę trzeba patyk
trzeba sobie ciebie dawkować
lepiej mi
z późnym listopadem na karku
z siwymi włosami z których szybciej schodzi farba
z zawodem w którym w końcu się spełniam
z kings of convenience od rana w kuchni
przy przypalonym jajku
ogórkach konserwowych
piątek, 18 listopada 2011
pani Przemyk śpiewa nas...
...bo pani Przemyk wie.
wyrzucam dobre wspomnienia
w towarzystwie złych łatwiej się zapomina
i nie tęsknię już tak rozpaczliwie
za staniem pod plakatem leroy merlin
pośród smrodu spalin
huku marketowych wózków
i coraz rzadziej widzieć mnie będziesz
przywyknij
środa, 16 listopada 2011
idę na imprezę...
z kokardką pod szyją
w szarych zakolanówkach ze wstążeczkami
granatowa sukienka Alicji z kieszonkami na pustkę
po zegarkach i królikach
wisi swobodnie na moim bladym ciałku
idę na imprezę
z lampką wina pod ścianą siądę
z kreską na oku a'la Marie - ta zmyślająca miłości we Francji
idę na imprezę
singiel ka
singiel ka
singiel ka
jak i PotaPota tak i NenaNena
wtorek, 15 listopada 2011
poniedziałek, 14 listopada 2011
dorosły bunt.
zamiast
cool kids of death - niewarto
czwartek, 10 listopada 2011
te poranki gdy.
okazało się że została tylko jedna tabletka
gdzie się podziała cała ta kodeina?
od letnich alergii powoli połykała ją jak tlen
w tle grało memories Davida Guetty
zażyła ostatnią dawkę mając nadzieję że ból brzucha
dręczący ją od 4:44 w końcu minie
odkąd przestałeś istnieć dla jej świata
budzi się w momencie przełomu hormonalnego
z bólem brzucha
workiem wspomnień
kotem pod poduszką
mlekiem w lodówce
próbuje zapisać co czuje
ale nie wie
Maria: wiesz. zrobiono kiedyś taki eksperyment. szczury zamknięto w trzech klatkach.
jednym zrobiono szczurze piekło. drugim niebo. a trzecie pozostawiono w umiarkowanych warunkach. okazało się że najdłużej żyły te w szczurzym piekle wśród braku jedzenia i samic. znacznie krócej te w niebie. natomiast te żyjące "normalnie" zdychały jako pierwsze.
ważne żeby coś czuć. niezależnie czy są to pozytywne czy negatywne emocje. ważne żeby były silne. żeby coś trzymało cię z dala od obojętności. coś trzymało cię przy życiu.
środa, 9 listopada 2011
samolot pisze wiersz na niebie.
ja: spełnia?
on: bo dziś jest. każde. się.
ja: siódma.
bo dziś jest siódma pełnia. każde się spełnia.
wtorek, 8 listopada 2011
dla jasności. o ile tu jesteś.
a co za złe mam zachowam dla siebie.
niedziela, 6 listopada 2011
appendix bez numeru.
sobota, 5 listopada 2011
flow.
kot biega jak opętany
lodówka mówi że liczy się tylko moje zdanie
kot nie liczy się ze mną
świat prycha
piję zieloną z opuncją bo na jaśmin za późno
rozczula za bardzo
mam rudą pościel a w niej czarno-białe sny
po środku miasta w dwudziestu minutach czekania na tramwaj
zjawia się pomarańczowy samochód który widziałam ostatnio z tobą
czerwony? po co w ogóle się zastanawiać
rozsądek wziął koronę i splendory
serce wierci się
świat prycha
na pryczy świata leżę uwięziona
odliczam kreślę kreski na ścianach
wróć: linie
długie linie jak linia życia
jak prążkowany ogon kota
pomarańcz jakby nie patrzeć jest pozytywnym kolorem
ale co rude to fałszywe
fałszywa pościel
samochód
ostatnie dwa lata
czerwień jest od czerni bogatsza zaledwie o trzy litery
a ja ostatnio cenię sobie minimalizm
więc wybieram czerń
i samotność
bo to jeden
a dwa dusi swoim krótkim łańcuchem trzech liter
tak
tak
niby dwa a jednak trzy
wolę nieskończenie pojemne jeden
wygodne jak pufa z auchan
a jeśli nie wygodne to przynajmniej ładne i zgrabne
i zmieści się w cudze objęcia
zimne
ciepłe
gorące może nawet jeśli trafi się zimą przy grzejniku
nadal piję herbatę z torebką w środku
nadal nie słodzę kawy
wszystko jest po staremu
kot leży na oparciu i czyta
świat prycha
her evening elegance.
podjęłam najgłupszą decyzję swojego życia
która jest zarazem najrozsądniejszą
(witkacowskie kobiety nie dorastają mi do pięt swoją demonicznością)
jeszcze tylko wieczorami widzę cię w każdej twarzy
(spodnie w kratkę
nikon
rozwiany uśmiech)
nie
to nie ty
to tylko ten fizyk z Moskwy którego nie chciałam zatrzymać tylko dlatego że nie był tobą
klik
walczę o swoje życie
a twoje buty leżą obok łóżka
piątek, 4 listopada 2011
bardzo się boję ale tak ma być.
miało być na podstawie a na faktach jest
pamiętam tylko
trzy sekundy
no
już cię nie lubię
ciągle to przesiadanie się
każdy wierci we mnie
co za głupi ludzie
źle urządzone wnętrze
straszne te
zasłony
światła jakieś
muchy słabe
energooszczędne
no
NIWEA
czwartek, 3 listopada 2011
an end has a start.
tym razem ostatecznie
nie umiemy być obok
nie możemy (nie chcesz) być razem
więc PYK! i nie ma nas wcale
wybieram siebie
sobota, 29 października 2011
you are X.
środa, 26 października 2011
forget everything and remember.
w szarych skarpetkach
na paluszkach
delikatnie odrywam się od ziemi
zamykam oczy i widzę oczy
i swój szeroki uśmiech
i jestem wszędzie
wypełniam cały świat
niedziela, 23 października 2011
środa, 19 października 2011
pij herbatę.
tropikalna na poprawę łuku uśmiechu
czekoladowa na globalne ocieplenie wieczorów
jaśminowa na miłość
wszystkie mam w szafce nad zlewem
wszystkie!
chcesz?
pokazać ci?
ach! nie.
przecież ty wiesz.
przecież ty wszystko wiesz.
zawsze.
brakuje mi jaśminowej
- kłamałam
poniedziałek, 17 października 2011
w ambasadzie śledzia powiedziałam: "tracę przy bliższym poznaniu".
chcę żebyś częściej się uśmiechał
i był taki spokojny
jak dzisiaj w spokojowym kąciku na antresoli
żebyś się cieszył każdym zrobionym zdjęciem
i żeby Sidley doczekał się kolejnej sesji
chcę dziękować
chcę pić z tobą kawę nie mówić o niczym istotnym
- o tym co najważniejsze
póki wciąż gubię się w tym mieście - nie jest źle
- co ja z tobą mam... kawę!
niedziela, 16 października 2011
aura tajemniczości nadal mnie pociąga.
(o jedną piosenkę?)
klik
brać od obcych jak niepokorne dziecko
wtorek, 11 października 2011
wtorek, 4 października 2011
kompromis.
o ile jest wtedy łatwiej!
trzeba pamiętać że nie można działać
jak mięsień sercowy -
zasadą "wszystko albo nic".
idę na kompromis z samą sobą
z tobą
nie musząc cię tracić
wczoraj popełniłam trzy wirtualne samobójstwa
blogger
last fm
dziś wszędzie zmartwychwstaję
upokorzyłam samą siebie
i oby na dobre mi to wyszło
tobie? wybaczam bycie tobą
poniedziałek, 3 października 2011
ki.
czyli w kwestii nenowego szczęścia - bez zmian
she feels like kicking out all the windows
niedziela, 2 października 2011
oddaj mi, to są moje zabawki.
druga kompletnie nie może się pozbierać
to pewnie przez ten podzielony mózg
piątek, 30 września 2011
appendix 134.
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
klik
napisy końcowe.
odchodzę i nie wiem czy wrócę
jeśli nie będziesz mnie szukał
łatwiej będzie zatuszować pamięć
oszukać serce
pozwolić oczom nie krwawić łzami
wezmę głęboki oddech
już wyczyściłam skrzynkę mailową
pamięć telefonu
skasowałam wszystkie twoje zdjęcia
wiję sobie czyste gniazdko spokoju psychicznego
nasze oczekiwania minęły się
jak pociągi jadące w zupełnie innych kierunkach
my sami - zderzyliśmy się całym swym istnieniem
i choć wyszliśmy cało z tej kraksy
u mnie pojawiły się powikłania
i choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę...
czwartek, 29 września 2011
wyjaśnij mi.
że czuję bolesny ucisk w okolicach mostka
oni wszyscy dorzucają worki pełne piasku swoich prawd
i sprawiają że nasz idealny balon spada
ja tak bardzo chcę ci wierzyć
i tak średnio umiem
choćby najgorszą prawdę
ale TWOJĄ
nie cudzą
niczyją
nawet nie moją
mi daj
poniedziałek, 26 września 2011
jesteś mi koniecznie do życia potrzebny.
zagięty mały palec do ust
opieram go na krawędzi
czuję gładkość swojej skóry
każde pęknięcie warg
ciepło oddechu
podane na dłoni jak na tacy
minęło tyle czasu a ja dalej trzymam cię w ramkach mojego życia
i nadal mogę słuchać preludu 13
niedziela, 25 września 2011
piątek, 23 września 2011
jesienne playlisty.
your name is sung and tattooed now on my heart. here I will carry you forever.
zakleszczona w niesatysfakcjonującym,
dopalającym się związku.
W ciągu jednej nocy doznaje olśnienia,
które sprawia, że odkrywa siebie na nowo...
czwartek, 22 września 2011
wtorek, 20 września 2011
(zawsze) masz rację.
trzeba czasem strzepnąć
by znów była miękka i wygodna.
poniedziałek, 19 września 2011
piątek, 16 września 2011
spoons.
włączyło się i zapętliło w jakimś dziwnym wspomnieniu. pomiędzy słowem pisanym a niewyraźną wizją przed uniesionymi sprzed laptopowego monitora oczami. i uśmiecham się jakoś tak dziwnie. jakby nie po mojemu. produkcja liter ustała. teraz produkują się myśli. i znów oczy mam od ust większe a usta jakieś niewyraźne i rozmazane mimo iż bez szminki. wachluję palące policzki rzęsami czekając aż to uczucie ustanie i jednocześnie wybitnie tego nie chcąc. kiedy zamykam oczy jestem tam, na kładce. z tobą.
środa, 14 września 2011
ab ovo.
tak jakbyśmy się dopiero co spotkali.
z brązowym cukrem Spokoju - po raz kolejny - w roli głównej.
piątek, 9 września 2011
krótko.
raise me to your lips...
- tłucze się w głowie
zrozumienie jest błogosławieństwem
kiedy rozumiem - nie gniewam się i nie smucę
pozwól mi więc rozumieć jak najczęściej
nieporozumienie - przyczyną wszelkich nieszczęść
przed niezrozumieniem chroń mnie jak parasolem od deszczu
karm mnie zrozumieniem w dzień powszedni
w świąteczny obsypuj rozjaśnieniem myśli
i wszystko będzie dobrze
- tak jak dziś
znów z tobą.
wtorek, 6 września 2011
anchor up!
ściany wypełnia przyjemne dla ucha drżenie
jeszcze nie tupot kocich łapek
tak mi wszędzie po drodze!
beztroska, och!
niedziela, 4 września 2011
sobota, 3 września 2011
zaloguj się - wyloguj się.
tym że ludzie wymyślili tyle pięknych rzeczy
z natchnienia
od niechcenia
z potrzeby
z tęsknoty
lubię to że u niego w kuchni (zabałaganionej remontem)
gra chrześcijański pop
i smutne pieśni o nieszczęśliwych rycerzach
lubię sielankowy spokój jego mieszkania
(w sercu ruchliwego miasta!)
tam czas zastyga
- może pomaluję ten tandetnie czerwono-plastikowy zegar na biało? zostało mi trochę farby.
jutro o świcie śniadanie i targ staroci
czwartek, 1 września 2011
mapa nocy.
zasnąć spokojnie
obudzić się dobrze)
it's time to be here alone
it's fine to be here alone
środa, 31 sierpnia 2011
appendix 133.
...and Susie knows her baby was a family man
but the world has got him down on his knees
sens?
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)
zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku
but if you feel better, I don't mind
uspokój ją
podaruj spokój sobie
wtorek, 30 sierpnia 2011
appendix 132.
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu
i dlatego lubię mówić z tobą
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Haśka wieczorową porą.
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.
jesteś
jak księżyc wyraźny
świecisz
na moim chłodnym niebie
niedziela, 28 sierpnia 2011
jar of hearts.
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.
sobota, 27 sierpnia 2011
contagious & overwhelming
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum
appendix 131.
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem
wszystkiego najlepszego, Neno.
samotność & bezsenność.
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem
a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?
27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie
piątek, 26 sierpnia 2011
jestem lżejsza od fotografii.
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy
bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać
czwartek, 25 sierpnia 2011
appendix 130.
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.
duszę duszę.
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka
o(d)suwam się
środa, 24 sierpnia 2011
appendix 129.
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu
- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.
kit(s)chen stories 1 i 1/2.
wtorek, 23 sierpnia 2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
appendix 128.
uśmiałam się do nieprzytomności
modlitwa 01. (Lord, let there be revival)
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę
wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać
ja też mam za co.
sobota, 20 sierpnia 2011
piorun.
srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza
czwartek, 18 sierpnia 2011
emigrantka.
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie
nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you
sobota, 13 sierpnia 2011
appendix 127.
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość
klik (przypadkiem się włączyło i zostało)
piątek, 12 sierpnia 2011
jesteśmy.
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.
środa, 10 sierpnia 2011
Evelyn.
wtorek, 9 sierpnia 2011
wariac ja.
pokaż im czym naprawdę jest miłość
pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech
zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból
pokażę.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
to byłby wielki nietakt gdyby było nie tak.
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje
i nawet płaczę na słodko.
niedziela, 7 sierpnia 2011
appendix 125.
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie
leżę na podłodze...
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa
gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
wtorek, 2 sierpnia 2011
electrical storm.
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
a kiedy? jak będę stara?
- zapytałem cię chyba o coś.
- a ja ci chyba odpowiedziałam.
- jak chcesz.
- no to o czym byś chciał napisać?
- o nas.
- chyba żartujesz.
- a dla czego nie? historia miłosna z wątkiem kolejowym. ona miała do niego pociąg...
- to ty przestań. [...] no to o czym będzie ta historia?
- kobieta. mężczyzna. przypadkowe spotkanie. trochę kłamstw. może zdrada? na koniec parę łez.
Prosta historia o miłości (2010), reż. Arkadiusz Jakubik
sobota, 30 lipca 2011
polewa mi wódki albo wiąże mi sznur.
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
strach.
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
czwartek, 28 lipca 2011
appendix 124.
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
byłeś.
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
środa, 27 lipca 2011
Internet mnie dzisiaj nie mieści.
jw.
wdrapałam się na drogę jedną z wielu dróg
idę powoli
by niczego
niczego nie przegapić
idę powoli
appednix do appendixu.
- bezcenne
appendix 123.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
ważne/ukryte.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
wtorek, 19 lipca 2011
appendix 122.
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
gdzie jest moja pewność?
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
zmarszczki na czole oznaczają zgryzoty.
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
poniedziałek, 18 lipca 2011
appendix 121.
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
strange little girl, where are you going?
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
niedziela, 17 lipca 2011
sobota, 16 lipca 2011
czwartek, 14 lipca 2011
jeszcze będzie normalnie.
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
czwartek, 7 lipca 2011
Alicja Liddell.
wtorek, 5 lipca 2011
wszystko po rzeszowsku.
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
poniedziałek, 4 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
sobota, 2 lipca 2011
piątek, 1 lipca 2011
środa, 29 czerwca 2011
tytułem tytułu.
że świat obraca się szybciej niż zazwyczaj
świat - okrągła bieżnia
w podskokach przez mokre ulice
serce blisko gardła
skompresowane uczucia
szczęście w ampułkach
i jest tak dobrze i jeszcze lepiej
że powoli uspokajasz się w sobie tak że możesz
spać
spaść z nieznośnej huśtawki
pytam się co to szczęście
a ono się śmieje
poniedziałek, 27 czerwca 2011
jestem taka mała.
że zmieszczę się między
serialem o nas
a telefonem do niej
zawisnę na koniuszku nadziei
zasłonię oczy jak dziecko które nie może doczekać się niespodzianki
będę czekać na przystanku z którego nie odjeżdża już żaden autobus
jestem taka mała
jak ta zielona zapalniczka
która tak łatwo się gubi
piątek, 24 czerwca 2011
zwijam się.
tylko jak naparstek
wtorek, 21 czerwca 2011
ja jestem tragiczna czy życie jest tragiczne?
gdyby mnie nie zamurowało
z nerwów ze strachu ze zrezygnowania:
- nie dbam o to.
niech mi pani wpisze to ndst.
przyjdę we wrześniu.
o ile dożyję.
wie pani?
myślałam że jest pani człowiekiem
ale chyba się pomyliłam
warzywem też pani nie jest
bo nawet karczoch ma serce!
pisać o tobie.
do ciebie
z tobą lubię być
chodzić
zwiedzać codzienność
zaglądać do zakamarków boskich nieświadomości
szukać szczęść w nieszczęściach
biegać za rozumem i nie pamiętać gdzie on tak naprawdę jest
lubię zasypiać i budzić się obok ciebie
zasypywać cię wspomnieniami też lubię
nie odchodź nigdy za daleko
o jedno do widzenia za daleko
poniedziałek, 20 czerwca 2011
popaprane.
L.U.C
kodeina
dlaczego znów budzę się gdzie indziej? przecież zasnęłam w trójkątnej jadącej po przekątnej windzie. popaprane.
halucynenacje
niedziela, 19 czerwca 2011
appendix 117.
Nieustraszony, z kopią w dłoni i odbiciem jedności w sercu, zdobyłem jej wieżę i wyniosłem ją na białe anemonem pole, i w cieniu olbrzymiego lasu pierwszym zbudziłem pocałunkiem.
znów mam gorączkę sienną
i włączony syndrom śpiącej królewny.
skins.
sobota, 18 czerwca 2011
appendix 116.
bo jak już przyjdzie
ludzie nazywają je dzisiaj.
nie lubi tracić własnej tożsamości.
jutro zawsze cierpliwie czeka
i przychodzi pod osłoną nocy
gdy króluje nieświadomość
i gdy może być jeszcze nazwane swoim imieniem.
jutro żyje tak krótko
jutro biegnie jak owady po wodzie
jutro zawsze coś ze sobą niesie
choćby to miała być puszka pandory
lubię jutro.
piątek, 17 czerwca 2011
wielka łapa z kosmosu trzyma mnie za kark.

pełnia spełnia po raz drugi.
kiedy obudziłam się bogatsza o te kilkanaście godzin z tobą.
środa, 15 czerwca 2011
appendix 115. [2]
- księżyca nie było.
- nie było. mam swoje teorie na ten temat.
[...]
22:48
- widzę księżyc!
wybór był prosty: albo ty i księżyc
albo żaden z was
appendix 115.
czasami wyrastają skrzydła i to bardzo boli.
nie siak
nie inaczej?
dlaczego mam łatwo mnące się serce
bez żelazka w komplecie?
ciągle gubię kawałki siebie
a przecież nie mam części zapasowych.
turlają się fragmenty mnie
po gołębiej i czterech pokojach.
chcę mieć krem do wysadzenia miasta.
przyrzekam że już nigdy się nie zabiję
potykając się o myśli wyrastające z podziemności.
co znów robię nie tak
nie czarno
nie biało
nie kolorowo?
dlaczego mam głowę która myśli nocą
zamiast trzeźwej o poranku?
ciągle wybebeszam słowa w poszukiwaniu dodatkowych sensów
igły w stogu siana
widły z igły też robię
kute na zamówienie
wbijane w plecy nieświadomych.
co znów robię nie tak?
wtorek, 14 czerwca 2011
na gorącym dachu mojej głowy.
albo ją rozgryziesz albo uda ci się ją wyłowić i wyrzucić poza zakres szczęśliwości.
mam wrażenie że serce mam bardziej rozciągliwe od żołądka.
i nie mniej żarłoczne.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
goodnight & go.
niedziela, 12 czerwca 2011
home.
Him: Well there's something I never told you about that night.
Her: What didn't you tell me?
Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you till just now.
pożegnał mnie słodki zapach przykościelnej lipy.
mieszanka ziół spakowana przez babcię do pudełeczka (którego zapomniałam zabrać!)
pazurki najdroższej mi kotki pod słońcem plus w pakiecie ząbki tejże wbite w mój kciuk.
wróciłam.
środa, 8 czerwca 2011
(m)hm.
- stop doing what?
- looking at me like... like that.
- why not?
- because... because I like it.
(źródło: WCMI - do czytoglądania)
niektórzy nazwą to fikcją.
wtorek, 7 czerwca 2011
ukryte.
nie zasnę już dziś
trzymam na barkach twój świat
musisz istnieć
to jedyna rzecz do jakiej cię zmuszam
istniej
bądź
znajdź mnie w ciepłym futrze kota
otwieram twoje okna na oścież
dym ucieka z twojego pokoju
nigdy więcej mgieł
nigdy więcej duszącej beznadziejności
proszę
tego nie robi się 7 czerwca...
poniedziałek, 6 czerwca 2011
z (pół)obrotu sfer niebieskich.
grawitacja bliska zerowej
przyciąganie planet
kosmos się uparł żeby
zagubione komety się zderzyły
appendix 114.
uwielbiam to piekące przypomnienie że umiemy pięknie [prawdziwie!] mówić.
niedziela, 5 czerwca 2011
piątek, 3 czerwca 2011
nocą.
bardziej zachwycam się sadzą nieba
niż czerwonym ferrari
na skrzyżowaniu z ulicą Klimeckiego
niosę swoje czarne box of desire
dzwonią dwa grosze w kieszeni
wracam po to żeby zjeść kanapki
i powiedzieć sobie dobranoc
wracam po to żeby jutro znów wsiąść w tramwaj
i pojechać jak zawsze w inną niż twoja stronę
czwartek, 2 czerwca 2011
środa, 1 czerwca 2011
it's all over.
inne deszcze mogą płakać ze wzruszenia
szczęścia
smutku
rozpaczy
zwątpienia
niepewności
zmęczenia
złości
w burzy zawsze chodzi o miłość
wtorek, 31 maja 2011
jeśli czegoś nie można zmienić trzeba to pokochać.
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.
poniedziałek, 30 maja 2011
twinkle twinkle eyes of cat.
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał
niedziela, 29 maja 2011
piątek, 27 maja 2011
it'll end in tears.
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian
czwartek, 26 maja 2011
refflection znaczy odbicie. odbiło mi.
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.
środa, 25 maja 2011
zwiastuny końca świata.
there's something rotten in the state of Denmark.łamią się drogi pod ciężarem zakrętów
ludzie zderzają się barkami w przejściach podziemnych
najdłuższy kontakt wzrokowy nawiązują czekając w kolejce na poczcie
gapią się na swoje buty zapominając że wisi nad nimi coś wartego uwagi
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu
jestem ta która wszystko zniesie.
nie słucha mnie już własna rzeczywistość.
jedynym wyjściem będzie trzaśnięcie drzwiami własnego ja.
zamknięcie wszystkich drzwi do wnętrza.
nie wpuszczanie do środka siebie nikogo i niczego.
każdy odwraca się plecami.
każdy podnosi kamień.
muszę schodzić do podziemia żeby nie kłuć was w oczy.
brzydzę się wszystkim co ludzkie.
brzydzę się wszystkim co moje
brzydzę się światem który oplótł mnie nienawiścią.
opluł gorzką pogardą.
zamykam swoje drzwi.
nie mam siły na tworzenie siebie od nowa.
[wykład z teatru powszechnego dwudziestego wieku, paranoidelle offline]
powietrze.
nerwowo palcami przebierają drzewa
przejście na skróty zarosło pokrzywami
słońce stopiło świeczki stojące na parapecie
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
wtorek, 24 maja 2011
zdarza mi się czasem zapomnieć że istnieję.
i czekałam na mamę.
przyjechał autobus ze szkolną wycieczką
znad morza
z gór
z bliska czy z daleka
nieważne.
wysiadły pierwsze
wiesz
ten typ podstawówkowych dziewczynek
ubranych w różowe uniformy
z ogromną gębą hanny montany na plecakach
dziewczynki którym do bycia najlepszymi nie brakuje niczego
posiadaczki różowych tiulowych skrzydełek
i tandetnych plastikowego diademów
wysadzanych kolorowymi szkiełkami.
one rządzą swoim podstawówkowym światem.
kolegują się z najfajniejszymi chłopakami
chwalą gadżetami z dziecięcego h&m'u
te dziewczynki tworzą świat
który świeci brokatem
i tęczą ciągniętą przez kucyki ponny...
stanęła trochę dalej
choć ubrana w czerwoną kurteczkę
chciała się schować
nerwowo skubała ramiączko plecaczka z królewną śnieżką
płowymi krótko obciętymi kosmykami na jej głowie bawił się krakowski wiatr
szkoda że przez całą wycieczkę patrzeć będzie tylko w dół
na powybijane kocie łby...
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja
raczej prośba nie rozkaz.
poniedziałek, 23 maja 2011
"I feel empty. I am so fucking empty. I don't know who I am."
JOY Ekipy telewizyjne mają w sobie coś kojącego, kiedy sobie wyobrażę, że to wszystko tutaj to tylko epizod w serialu telewizyjnym, od razu czuję się lepiej, bo seriale dobrze się kończą, zawsze, przede wszystkim w telewizji żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, a żaden problem bez rozwiązania, źli umierają, a dobrzy jakimś cudem zawsze odnajdują jeden drugiego. A tego przecież nie da się powiedzieć O TYM CHOLERNYM PRAWDZIWYM ŻYCIU ALBO JAK KURWA TO COŚ SIĘ NAZYWA, tu wszystkie pytania pozostają niestety bez odpowiedzi, bohaterowie wciąż się zmieniają, ostatecznie człowiek traci kontrolę nad całą akcją, żadna z postaci nie ma jasnego, zrozumiałego motywu, ma się wrażenie, że wspólnie oglądamy scenę, jak popadamy w obłęd, nikt niczego już nie rozumie i NIE właśnie że ludzie NIE odnajdują się ponownie, rozstają się, jeszcze zanim w ogóle się spotkają, a ich życie opowiada im pięćdziesiąt tysięcy różnych historii, których oni nie rozumieją i w które nigdy nie są w stanie wejść do końca. [...] Wszystko musi być proste i zrozumiałe bo inaczej uruchamiają się procesy wymykające się spod kontroli. W życiu chodzi przecież o to, żeby było jak najmniej komplikacji i żeby po prostu przez chwilę móc funkcjonować tak, żeby nie wpędzać od razu wszystkiego i wszystkich w obłęd. To by był cel!
„Joys World – a world of Joy”
JOY Kocham cię
TOM To słowo na K. Zaczynam się bać.
Joy śmieje się.
myślę (jak) JOY
cut.
czy świat kończy się pod lewym żebrem?
chodzi mi po głowie ten urywek
chodzi i
zastanawia
zasmuca
zasnuwa
zamartwia
mam ostatnio obsesję
na punkcie słów zaczynających się
na taką samą literę/sylabę.
bo czyż to nie zastanawiające że
przypadek i przeznaczenie
mają wspólne prz?
appendix 111.
za trudno.
za długo.
za krótko.
za mało.
za dużo.
za szybko.
zbyt wolno.
za zimno.
za ciepło.
za późno.
zbyt wcześnie.
poukładaj mnie.
niedziela, 22 maja 2011
sobota, 21 maja 2011
Ofelia zwiała z klasztoru rzygając na przystanku lini numer 50.
wiedziała że to zły wybór.
średniowiecze ochrzciło ją wiedźmą
czasy współczesne... chyba jeszcze gorzej.
dzień apokalip[s]y - pomyślała wychodząc ze swojej norki.
niebo mrużyło łzawe oczy.
skrzywiła się w gorzkim grymasie.
zmarzła w stopy przepływając w trampkach przez torowisko.
podbiegła do krawędzi świata namacalnego.
zwiała z klasztoru niemożliwego.
wyrzygała rzeczywistość na przystanku linii numer 50.
i westchnęła - bardzo tandetny jest twój scenariusz drogi Boże -dławiąc się własną naiwnością.
you're nowhere near ready.
maybe there's a parallel world where everything is different.
the sun is shining at night
and the moon is hangin' on trees
pretending he doesn't want to be seen.
the stars are to heavy so they fall down
making so many sharp mountains down here
just by their arms fixed in the ground
coffee is always too cold
and sweets are not as sweet as tears
I lie there
and I lie to you
that you haven't ever meant anything
I lie to myself
you're just my imagination
my wicked dream
my blood buzz
my heart tingle
my soul twist
or maybe I'm just what I am
and nothing will ever change
we get on like a house on fire
and for sure
I can love myself just as much as I hate myself.
po koncercie depresyjnych kobiet.
do niczego innego się nie nadaję
jestem człowiek życiowo nieużyteczny w ogóle.
ale za to
jestem
wszystko
w wyrażeniu
mimo wszystko
czwartek, 19 maja 2011
there's only enough for one in this lonely hotel suite.
jeszcze przedwczoraj pełnia wisiała w powietrzu
aż było ją czuć wzrokiem.
studenci nie próżnują
impreza goni imprezę
ktoś krzyczy za oknem
ja w przyciemnionym świetle malejącego księżyca
siedzę i słuchając zero 7
czekam.
still in the waiting line.
moje idealne mieszkanie mieści mnie i moją samotność
więcej nie trzeba
można tylko wzruszyć
ramionenami.
his life slipped into me.
środa, 18 maja 2011
wtorek, 17 maja 2011
alles neu!
zimne powietrze wdziera się do domu
przez otwarte na oścież okno.
w kuchni pachnie smażonym jajkiem.
zakorzeni[ł]am się tu.
dobrze mi
w tym małym centrum mnie
na brzegu miasta.
alles neu!
poniedziałek, 16 maja 2011
niedziela, 15 maja 2011
5:00 a.m. wake up call.
na pętlę.
do całodobowego pod Słowackim.
do tunelu na pięćdziesiątkę.
zrobić ci śniadanie.
kawę.
położyć się obok ciebie
jeszcze na sekundkę.
pożegnać się.
(ode)spać.
jak twoje klucze na moim stole.
klik
sobota, 14 maja 2011
po trzecim kieliszku wina teksty Izy Lach wydają się taaakie prawdziwe.
nie masz już sensu dzisiaj.
piątek, 13 maja 2011
appendix 109.
klikpobiegnę
poboczem
powoli
potrącę
powiew
powietrza
powielam
powieści
postmodernistyczne
pomiędzy
pokojem
polem
pokraczne
potrzeby
postulaty
pojedynczej
postaci
powiedziałam
poczekam
pozostanie
potem
pościel
pot
post
pompuję
pojęcia
potajemnie
podświadomość
podbija
podkrążone
powieki
blogger wrócił.
o zakochanych
śpiących na ławkach jak bezdomni
(dziś jestem z dala od wylęgarni uczuć)
o granatowym niebie
(dziś jest już inne
cieniowane
góra: modry
dół: rozcieńczony bielą cyjan)
ciarkach na plecach
(dziś tylko nerwowy tik prawej powieki)
ersatz
(pozostał)
JA TYLKO NIE CHCĘ ŻEBYŚ UCIEKAŁ NA MÓJ WIDOK
był też klik
ale dziś będzie inny:
klik
był też cytat
ale dziś będzie inny:
lover, put me in your beautiful bed
środa, 11 maja 2011
wtorek, 10 maja 2011
poniedziałek, 9 maja 2011
all the prayers.
najpierw z apteczką przybiegł św. spokój a konkretniej jego piętro
lecz prawdziwy święty czekał na mnie wieczorem
czekał i postawił przede mną pannę A.
a właściwie posadził na szkolnych schodach.
panna A. wiele rozumie
panna A. czuje podobnie
panna A. uratowała mój wieczór.
mam wyostrzone zmysły
umysł otwarty na przestrzał
serce jak gąbka
przypomniała mi rzeczy o których powinnam pamiętać
ja wam jeszcze pokażę.
czy
ja czuję podwójnie.
czy
zawsze byłam druga. żyłam na drugim planie swojego życia...
w szkole zagrano Lacrimosę z Requiem Mozarta.
prawie na dobranoc.
w drodze do domu uświadomiłam sobie że życie potrafi uśmiechać się jak Kot z Cheshire
czy w maju może cię spotkać coś lepszego? - zapytał plakat na przystanku.
krew wrze
śnieg topnieje na ustach
to był dobry dzień.
hide & seek
Jedną z najprostszych ludzkich potrzeb jest mieć kogoś, kto zastanawia się, gdzie jesteśmy kiedy nie wracamy wieczorem do domu.a jeśli nie wrócę dziś?
kto szukać mnie będzie?
ściana lewa czy prawa?
oczodoły okien?
komoda nie pobiegnie na swych krzywych nogach
sprawdzić czy nie leżę pod kamieniem na poboczu
krzesła patrzą zdumione (tworzą niezłą parę)
po co im do nie-szczęść kolejna osoba?
lodowatym wzrokiem zmierzyła mnie lodówka
ośrodek zimna moich obaw nie zrozumie.
wyjdę więc
nikt nie zauważy że nie wróciłam na noc
może tylko łóżko stęsknione dotyku...
niedziela, 8 maja 2011
appendix 106.
sobota, 7 maja 2011
appendix 105. (Diablak)
– Skąd tyle pesymizmu u takiej młodej, atrakcyjnej dziewczyny?
– Mój pesymizm nie ma nic wspólnego z moim wyglądem.
– Na pewno ma pani rację. Tak mi się tylko powiedziało. Szkoda, że nie chce pani zdradzić swej historii. Może kiedyś?
– Nie jest to coś, co można opowiedzieć. Ja z tym muszę żyć, już zawsze.
– Mówi pani jak największy zbrodniarz, którym pani na pewno nie jest.
– To jest taka wina bez winy i w dodatku nie moja – albo moja jedynie w pewnym złowrogim sensie.
dobij mnie dobitnie.
x: (...) tylko którą półkulą ty jesteś?
nen: no właśnie ciężko powiedzieć... hm...
x: (przerywając) chociaż z drugiej strony... kto powiedział że mózg można dzielić tylko na półkule? przecież można go przeciąć na połowę również w tym drugim kierunku.
nen: masz rację. na to nie wpadłam...
miałam kawałek swojego Diablaka
powinnam częściej podróżować TLK
w warsie albo w wagonach pierwszej klasy
częściej opowiadać
odpowiadać
ludziom
zanim zajrzą do cuchnącego rozkładającym się mięsem i krwią przedziału rzeźnika
który w uśmiechem na ustach i toporem w ręku przerobi każdego z nich na rozdział miniony
przebrzmiały
były
nadający się tylko do recyclingu wspomnień na bloga.
piątek, 6 maja 2011
spóźnia się.
żołądek odmówił posłuszeństwa
organizm zareagował zbyt nerwowo
gorączką
spóźnia się czas w którym miałam być szczęśliwa
przecież to maj
maj takich rzeczy nie robi
nie odkłada na później uśmiechu...
- pocałuj mnie.
- teraz?
- a kiedy? jak będę stara?
poniedziałek, 2 maja 2011
piątek, 29 kwietnia 2011
appendix 104.
standing here for ever
hoping you how ever
I'm a little girl
boiled into a mature
little piece of work
so if you see me
so if you see me
just smile
błogosławieństwo.
while watching the royal wedding…
plus taki sobie klik
w poszukiwaniu jakichkolwiek wzruszeń...
czwartek, 28 kwietnia 2011
optymalny optymizm.
i przypomniało mi się jak czekałam na peronie na pociąg którym wiedziałam że nie przyjedziesz
że już przyjechałeś wcześniej a czekałam sobie bo z samego czekania dobrze mi się robiło.
środa, 27 kwietnia 2011
nudno do obłędu.
męczę i dręczę dramat feministyczny.
on męczy i dręczy mnie.
uczciwa
/uczuciowa?/
wymiana.
gdzieś uciekło mi pół dnia o pięknej dacie.
czekam na małe trzęsienie ziemi. na mrugnięcie ogromnych powiek.
moja rzeczywistość ziewa. lekceważy chaos i destrukcję. lekceważy bunt języka.
moja rzeczywistość leży jak kot na kaloryferze.
rozkurcza łapkę żeby pokazać pazurki.
wtorek, 26 kwietnia 2011
niedziela, 24 kwietnia 2011
destination: wieś na ka.
zwykły do robienia zwykłych zdjęć.
łąka.
zwykła do brodzenia w zwykłej trawie.
ja.
zwykła.
tęskniąca.
utrwalająca.
czwartek, 21 kwietnia 2011
znowu na huśtawce.
a i zobaczyłam te zdjęcia.
i śmiałam się.
bo bardzo mi kogoś przypomniałeś.
może kiedyś ci opowiem.
środa, 20 kwietnia 2011
it's gonna be a bright beautiful day.
żeby dzień był udany
cieniowane niebo parzy w oczy
patrzę na siebie w lustrze i jest mi z tym dobrze
nie zmieniłam się i zmieniłam się tak bardzo
martwienie się na zapas nie ma najmniejszego sensu
tylko noce takie niespokojne
poranki przynoszą ukojenie
wciąga mnie czarna dziura kubka z kawą
niesłodzoną a słodką
od myśli wspomnień westchnień czy raczej westchneń
oh wow lovely.
wtorek, 19 kwietnia 2011
appendix 102.
- nie chce mi się żyć.
- wiem. zawsze byłaś leniwa.
śmieje mi się.
;-)
30 raz
kubek z kawą stoi w tym samym miejscu w którym zostawiłam go rano
za oknem zmieniają opony
wciąż z letnich na zimowe
z zimowych na letnie
na gorące
spis ludności zaklasyfikował mnie jako przedstawicielkę rodzaju ludzkiego.
a moje m do mieszkań a nie kurników.
jestem w szoku.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
appendix 101.
nasączałeś mnie pewnością jak likierem biszkopt.
nasączyłeś mnie jak gąbkę dziś goryczy octem.











