poniedziałek, 28 lutego 2011

rozwiązki.

twój związek z użytkownikiem ... zostanie anulowany po zapisaniu zmiany.

jakie to wszystko podle proste
zbieram 10 kg kamienia upadłego z serca
buduję kryptę
- no i co teraz cholerna ślepa Julio?
- co teraz pytasz? radość moja nie jest z tego świata. gdyby radość moja była z tego świata - opowiedziałabym ci o niej.

klik

niedziela, 27 lutego 2011

niemożliwie.

obejrzałam film mr. nobody

nic więcej nie powiem.

appendix 86.

niecierpliwki zakwitły w moim oknie.

piątek, 25 lutego 2011

ach!

elucowy statek faktycznie okazał się być dwuosobowy!

uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech
głupia
głupia
głupia

czwartek, 24 lutego 2011

dear euphoria.

ja
on
pigułki



ironia losu
I take medicine to FUNCTION (you might say)

środa, 23 lutego 2011

kropka nad I (love you).

z fejsbukowego profilu soap&skin.

z dedykacją
dla Reni za naturalizm serca
dla Gaby za rozsądek serca
dla Kamili za romantyzm serca

klik


I fell in love with you but I know that's just a sky. I don't know where I go.

wtorek, 22 lutego 2011

appendix 85.

poison

(niedługo minie rok
a ja dalej się truję...)

wybuchy w sercu. wyskoczyłam z orbity.

biały styropian sypie się z nieba
świat się kruszy
dostaję skrętu kiszek na myśl o nadchodzącym odlocie z tej planety
elucowy statek wydaje się być dwuosobowy
ktoś z uporem maniaka ściąga pierzynę zapomnienia ze śpiących sentymentów
każe im gnać boso przez zaśnieżoną teraźniejszość
ktoś perfidnie wlewa mi truciznę
przez uszy
oczy
myśli
serce trzasło wezbrana rzeka zerwała falochron
tama pękła z odłamków urodziła kulawą -ość.

znowu. nie mogę.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Nena


she's got the anti-Christ in the kitchen yellin' at her again.
yeah, she can hear that.
and she's just not allowed to handle knives.

piątek, 18 lutego 2011

I can't stand me now.

myślę o podjęciu drastycznych cięć serca.
w kapeluszu Pete'go.
a jakże!

poniedziałek, 14 lutego 2011

um.. so... well... you know... so... whatever. hi, Andy!

przyzwyczajam palce do domowej klawiatury
delektuję się czystym dźwiękiem
o niebo lepszych niż krakowskie głośników
odrywam wzrok od wywiadu z Vrenną próbując hamować drgawki śmiechu
którymi raz po raz wzdrygane jest moje dwudziestojednoletnie cielsko.

wyciągam wnioski które po ostatnich winnych libacjach są zadowalające:
starzeję się i to ze strasznym hukiem
opętana przez Mansona mam same szatańskie zdjęcia
na dodatek Witkacy nie ułatwia mi życia budząc we mnie naturę którą z grubsza nazwać można DEMONICIOUS
zdecydowanie uwielbiam wino i sziszę
zdecydowanie jestem uzależniona od fejsbuka
zdecydowanie nie wiem co dzieje się w mojej główce
zdecydowanie nie wierzę w walentynki
a pijane rozmowy o metafizyce ze świeżą o siedem lat młodszą krwią są tylko potwierdzeniem:
sześćdziesiąt kilo żywego kobietonu jest stare.

i lubi to.

whole humongous. paranoid. scardelicious. lovely thing called love. do porzygu.



walentynkowy manifest. yummy, yummy.
enjoy.

środa, 9 lutego 2011

boo!

jestem kobietą
boli mnie brzuch
razi mnie światło
patrzy na mnie webcam
jestem kobietą
siedzę po turecku
piję kawę po turecku
mielę kawę młynkiem z dawnych czasów
i słodziłabym tę kawę ale nie słodzę
jestem kobietą
słucham wszystkiego co mi się podoba
słucham wszystkich którzy mi się podobają
golę głowę wokoło jak święty antoni
kręcę loki na grzywce palcem
jestem kobietą
wygrałam życie



i wierzę w duchy.

bezczelnie krakowskie piosenki.

wielki z ciebie pan potrzebujesz zmian, stale pędzisz i ciągle cię brak. wszędzie wpychasz nos, nie dbasz o swój los – wolny ptak. twe zwyczaje znam: nie masz serca dla dam, swoją władzę podkreślasz od lat. nic nie dajesz na zawsze, a gdy tylko nie patrzę – biegniesz w świat.
zanim opowiesz jak wiele jest jeszcze przed nami. zanim pogodzisz złych mężów z dobrymi żonami. zanim wyliczysz nam kroki dzielące od celu. pozwól na chwilę odetchnąć i pożyć daj.


gdy zapytam co się stało: powiesz nic. jak zwykle nic. tysiąc razy już pytałam. niepotrzebnie, wiem to dziś. gdzie podziała się królowa? co się stało z asem kier? nawet jeśli czegoś szkoda - to ostatnia z naszych gier. wezmę tylko parę książek i Cockera kilka płyt. drzwi za sobą nie zamykam - boję się, więc zrób to ty.

wtorek, 8 lutego 2011

never more, Nevermore.

wiosenne płaszcze głaszczą wiosenne ciałka krakowskich przechodniów
ja idę znowu sama
znowu pod tę samą górkę
z której zjeżdżam taczkami szczęścia co jakiś czas
powinnam wejść na wawel
stanąć przy barierce
patrzeć na wisłę podzieloną na miliardy maleńkich pikseli
wyrzucić z głowy to o czym tak intensywnie myślałam
siedząc nad kotletem z kurczaka w kokosowej panierce
(będąc jeszcze w domu)

parano.


piękny poranek tego popołudnia.

poniedziałek, 7 lutego 2011

because all that knives is this heart.

przejście pod dworcem znów zaatakowało nakręcanymi szczekającymi pieskami
smrodem starych oscypków i fizjologii bezdomnych
przekupki od butów torebek i niezliczonej ilości bajgli siedziały w futrzanych czapach i grubych skarpetach z zakopiańskiej (a jakże!) wełny
owoc żywota tego miasta - bombonierka słowackiego błyszczała nadsłodyczą
przebiegle przebiegłam między żebraczką łysą opatuloną bez nogi
nie mam nie dziękuję za ulotkę kredyt szkołę języków ludzi i aniołów
świecące sztucznością sople na drzewach pod barbakanem
znicze dla samobójców
z okazji walentynek 14 luty - nie zapomnij o niej o nim o tym że jesteś z kimś w związku
z czym?
przepłucz usta coca-colą z mcdonalda może wypali kłamstwo niedopowiedzenie nie kochanie nie zdradziłem naszej strasznie ważnej dla ciebie tylko i wyłącznie relacji nie utopiłem w wódce wierności która jest przecież najważniejsza tylko i wyłącznie dla ciebie
kupię ci różę na walentynki tą z kiosku na rogu szewskiej bo zwiędnięta ale za cztery złote
tyleś warta patrz jak się wykosztowałem jak pamiętałem bo pamięć bombardowała mnie od dziesięciu przystanków od bronowic do bagateli dziś święto zakochanych dziś kocham cię za cztery złote
pójdziemy więc szybko do tego czy tamtego klubu gdzie głośna muzyka i czerwone ściany pokażę ci miłość opartą o nie w toalecie pokażesz mi czy mnie kochasz bo tylko tak potrafisz - ty najważniejsza i najdroższa nawet nie dla siebie a co dopiero dla mnie
gołębia śmierdziała spalonymi przed chwilą papierosami studentów
weszłam w korytarze uniwersytetu z Józefem Szajną na ramieniu i Kantorem w kieszeni
dziękuję że mogłam wyrzygać tę wiedzę już mi lżej panie doktorze nauki
porzygana więc wracam do domu z różową półsłodyczą wina z wiórkiem kokosowym w ciastku.

obleśny Krakowie, kocham cię.

appendix 84.

I understand what you want. I understand what you need. but I just don't agree! I keep walking round pandemonium alone.

największy paradoks
bycie samą nie będąc samą.
największy bezsens
utrzymywać ten stan.

niedziela, 6 lutego 2011

zabiłam białego królika w biegu.

klik - soundtrack do czytania

planowałam to tak długo a mimo to jestem zaskoczona
wpadł mi pod nogi jak tylko szaleniec potrafi wpaść nagle pod koła rozpędzonego samochodu
zaczerwienione oczy spojrzały na zegarek po raz ostatni
wbiłam nóż prosto między sterczące w przestrachu uszy
białe futro zabarwiła znacznej wielkości plama
"jego krew pachnie jak syrop malinowy" - pomyślałam
i w tej samej chwili zupełnie niespodziewanie zaczęłam unosić się mijając wszystkie rupiecie króliczej nory pozawieszane bezwładnie w gęstym powietrzu
ziemia wypluła mnie na powierzchnię
niestety miałam się tam dowiedzieć że świat poza krainą czarów już dawno przestał istnieć...


klik - soundtrack po przeczytaniu

środa, 2 lutego 2011

mówią że miejsca dla niecierpliwych w niebie nie ma.

"najlepiej było wtedy gdy pachniało deszczem i marzyłam wieczorem. gdy karmiłam gołębie chlebem z karbidem. słuchałam muzyki. upijałam się winem."
brak odpowiedzi na najprostsze pytania blokuje dalszy rozwój myśli
tej najpełniejszej. najbardziej schizofrenicznej. najodważniejszej.
dziwne. ostatnio wyrzucam z siebie tysiące podstawowych pytań.
która godzina?
jak leci?
jak minął dzień?
co słychać?
ja słyszę tylko pusty dźwięk kolejnej spalonej żarówki w żyrandolu.
została już tylko jedna która pazurami trzyma się tego świata
zupełnie jak ja.
kołyszę się unoszona przez wiatr niedopowiedzeń
wiszę na gałęzi rozczarowania
z miłości upleciona gruba pętla.
kolejnej już.
ciszą mnie nie nakarmisz.
uśmiechem nie napoisz.
potrzebuję oddychać twoim słowem.
swoją pewnością.