gada woda i sitowie że my mamy się ku sobie...
siadła przy stoliku sącząc szkocką whisky.
wachlarz z pawich piór nieostrożnie zabarwiony czerwoną szminką.
toczek zsunął się na czoło.
PAN ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIĘ -
czarna siatka sukni na plecach zadrżała.
przejmujący chłód dancingowej sali.
teraz cały kurort pachnie tym romansem.
sobota, 31 lipca 2010
środa, 28 lipca 2010
WM przez duże W i duże M.
Nena kupiła na wyprzedaży płaszcz w halucynogenne grzybki
someone needs help/love?
(...)
someone needs help/love?
(...)
poniedziałek, 26 lipca 2010
appendix 49. (w odpowiedzi na: http://mo-ment-o.blogspot.com/2010/07/stop.html)
...i proszę niech mi pan nie przychodzi na myśl zimnymi samotnymi nocami. i niech te pana oczy nie wiszą na firmamencie mojego serca jak dwa gwoździe wbite w rozsypującą się ścianę.
STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!
STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!
coma.
kawa kawę kawą pogania
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.
piątek, 23 lipca 2010
u.spokojenie.
przyszedł ten dzień
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.
znów w całym Krakowie ty.
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.
znów w całym Krakowie ty.
środa, 21 lipca 2010
wypominki?
pamiętam tylko że była wtedy wiosna
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus
pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus
pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.
środek.
dobra środa przyszła
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.
wtorek, 20 lipca 2010
dzień zimny wtorek wieczór.
wypełzła z łóżka obolała i senna. z trudem namacała komórkę: 7:20.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę
rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.
a dziś taki pozornie zwykły dzień.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę
rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.
a dziś taki pozornie zwykły dzień.
poniedziałek, 19 lipca 2010
ambu.lans.
wtorek, 13 lipca 2010
existance.

(...)
dwie puszki po coli stoją na stole
- nie. nikogo nie było.
najpierw piło serce. potem rozumek.
świeczkę z ikei prawie całkiem zjadł płomień
czerwień się topi i pachnie owocowo
niedługo zostanie pusta szklaneczka
pusta jak ten wieczór
jak coś co czai się za moim uśmiechem
wszechsłyszalne dziś existance słyszane na nowo.
na nowo przefiltrowane przez skojarzenia
Nena nadaje znaczenia i przynależności (po raz kolejny)
existance należy do ciebie - ciebie nieobecnego
a jednak wypełniającego przestrzeń między tymi puszkami coli
świeczką w agonii
pudełkiem czekoladek
moim sercem i rozumem.
dwunastocentymetrowym obcasem.

C. C. b. B. !
poniedziałek, 12 lipca 2010
sercościsk.
Ohne dich - kann ich nicht sein
- ohne dich
Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich
Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich
Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich
tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki
skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi
wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy
- ohne dich
Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich
Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich
Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich
tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki
skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi
wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy
niedziela, 11 lipca 2010
sobota, 10 lipca 2010
tak.
tak - chcę
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.
facebook prawdę powie.
Chętnie najmę miłą, przytulną poduszkę, najchętniej coś ok. 178 cm, chłodnooki blondyn...
appendix 46.
czekałam na ciebie. znów. dlaczego cię nie było?
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...
piątek, 9 lipca 2010
dzisiaj.
dzisiaj dostałeś ode mnie najwięcej.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.
czwartek, 8 lipca 2010
Nena i niegrzeczny teledysk.
ja - patrzę na ciebie przez moje okulary w kształcie serc
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...
tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...
tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć
wtorek, 6 lipca 2010
koka.
poniedziałek, 5 lipca 2010
excentrycy. excentrycy.
moje życie twoje życie - wstążki dwie
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?
mister Shean.
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?
niedziela, 4 lipca 2010
wow.
nie powinnam:
myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu
czuć czegokolwiek pozytywnego.
myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu
czuć czegokolwiek pozytywnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



