idealna maszynka
do wytwarzania endorfin
this isn't you -
you're not mechanical -
you're just a boy playing suicide king.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
bezsenne noce.
zmęczona szczęściem usiadła przy laptopie
inaczej niż w ten weekend - czyli tak samo jak zwykle kiedy zostaje sama
po raz kolejny
popija zieloną herbatę z pigwą
z trudem unosząc powieki do góry
Nena która pozostała sobą
bo taka jest jej życiowa konieczność
"halucynacje muszą być. optycznie będzie dobrze nam" - nuci sobie.
i dziękuję wszystkim
dzięki którym te bezsenne noce
pomimo temperatury na zewnątrz
były ciepłe.
inaczej niż w ten weekend - czyli tak samo jak zwykle kiedy zostaje sama
po raz kolejny
popija zieloną herbatę z pigwą
z trudem unosząc powieki do góry
Nena która pozostała sobą
bo taka jest jej życiowa konieczność
"halucynacje muszą być. optycznie będzie dobrze nam" - nuci sobie.
i dziękuję wszystkim
dzięki którym te bezsenne noce
pomimo temperatury na zewnątrz
były ciepłe.
czwartek, 26 sierpnia 2010
my brain thinks bomb-like.
zaryzykuję.
(niezależnie ile razy sobie jeszcze pomyślę że nie warto)
nic nie zmienię.
(niezależnie ile razy będę usiłowała wyginać bieg wydarzeń)
zaczekam.
(niezależnie ile razy krzyknę JUŻ!)
wtorek, 24 sierpnia 2010
tuż tuż.
"Mgła nad górami. Mgła za górami, za lasami. Nena - Ofelia topi się we mgle, psy szczekają zaniepokojone, ptaki - beztroskie. Przyjemne zimno łaskocze jej bose stopy. Pod balkonem sadzą kwiaty które ona nazwie. Samochód rozbryzguje kałuże. Pokój to ustawiona scenografia. A ona tu... Sceny balkonowe na leżaku. Urlop jak w lecie. Brzozy drżą, wiatr drży. Serce drga, pika. Niebo przecięte przez deszcz. Głosy i odgłosy z tyłu, prawej i lewej strony. Góra milczy bezsilna wobec uczuć. Dojrzale. Dojrzalej. Najdojrzalej. Skacze po dachach uboga tęsknota. Ginie pod kołami samochodów - tych w centrum.
Wieczyste leżakowanie na balkonie świata."
(14 kwietnia 2010)
tak lubię do tego wracać.
Wieczyste leżakowanie na balkonie świata."
(14 kwietnia 2010)
tak lubię do tego wracać.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
piątek, 20 sierpnia 2010
just a car crash away.
so how can it be this lonely ?
is this all we get for our lives ?
is love only sweeter when one of us dies ?
znów ten sam cierpko-gorzki smak na koniuszku języka
i oczy zaciągnięte mgłą - żeby nie widzieć
żeby nie czuć
jak świadomie spalasz się na stosie
wraz ze mną - uczepioną koniuszka twojej duszy...
ale twoja duma nie pozwala ci tego widzieć i czuć
jak ta mgła na moich oczach...
is this all we get for our lives ?
is love only sweeter when one of us dies ?
znów ten sam cierpko-gorzki smak na koniuszku języka
i oczy zaciągnięte mgłą - żeby nie widzieć
żeby nie czuć
jak świadomie spalasz się na stosie
wraz ze mną - uczepioną koniuszka twojej duszy...
ale twoja duma nie pozwala ci tego widzieć i czuć
jak ta mgła na moich oczach...
wtorek, 17 sierpnia 2010
niedługo stanę na rogu tamtego domu...
popatrzę na siłownię
wypożyczalnię rowerów
ludzi spacerujących "w tę i nazad"
zdrojowe słonie sikające [sic!] równie zdrojową wodą
żuli spod Żabki
zdezelowane trzeszczące samochody
wygrzebię kuszącą bluzkę za 5 zł w pobliskim szmateksie
i będę czekać by nigdy jej nie założyć
krzaki rozrośnięte niczym nie będą przypominać tych kwietniowych
już nie spadnie śnieg na witkacowski beret
może będziesz ty
i na pewno będzie świadomość tej niesamowitej bliskości
której nie ma a przecież jest
i będzie też dużo zdjęć
wytapetuję mój dom twoim domem...
wypożyczalnię rowerów
ludzi spacerujących "w tę i nazad"
zdrojowe słonie sikające [sic!] równie zdrojową wodą
żuli spod Żabki
zdezelowane trzeszczące samochody
wygrzebię kuszącą bluzkę za 5 zł w pobliskim szmateksie
i będę czekać by nigdy jej nie założyć
krzaki rozrośnięte niczym nie będą przypominać tych kwietniowych
już nie spadnie śnieg na witkacowski beret
może będziesz ty
i na pewno będzie świadomość tej niesamowitej bliskości
której nie ma a przecież jest
i będzie też dużo zdjęć
wytapetuję mój dom twoim domem...
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
spod drżącej powieki...
spod drżącej powieki wyziera niesamowite światło
jak okno pociągu ogarnia przestrzenie
nadaje kształty rzeczom
i nazwy zjawiskom
wszystko rozmodlone w jakimś cudownym wygibasie
i myśl że Kraków znów ciebie kołysze
i myśl że to powietrze którym karmię się ja syci również ciebie
muszę jechać.
jak okno pociągu ogarnia przestrzenie
nadaje kształty rzeczom
i nazwy zjawiskom
wszystko rozmodlone w jakimś cudownym wygibasie
i myśl że Kraków znów ciebie kołysze
i myśl że to powietrze którym karmię się ja syci również ciebie
muszę jechać.
czwartek, 12 sierpnia 2010
blood-stained sheets in the shape of your heart.
[...]
będę na wysokiej górce. i będę patrzeć.
rozłożę koc i wydam się na żer komarom.
pokłute ciało złożę na ściernisku.
tutaj wszystko się zacznie
powolna agonia przerośniętego serca
częściowe umieranie tego niepotrzebnego organu.
'kocham cię tak bardzo że musisz mnie teraz zabić.'
reakcja zwrotna - autoagresja - serce pęka i trzeszczy.
patrz - komar wypił ostatnią kroplę krwi która należała do ciebie.
otwiera się imaginacji spektaklosfera
będę na wysokiej górce. i będę patrzeć.
rozłożę koc i wydam się na żer komarom.
pokłute ciało złożę na ściernisku.
tutaj wszystko się zacznie
powolna agonia przerośniętego serca
częściowe umieranie tego niepotrzebnego organu.
'kocham cię tak bardzo że musisz mnie teraz zabić.'
reakcja zwrotna - autoagresja - serce pęka i trzeszczy.
patrz - komar wypił ostatnią kroplę krwi która należała do ciebie.
otwiera się imaginacji spektaklosfera
piątek, 6 sierpnia 2010
watch out, watch out for your lovers.
tak więc trwają te dwie: MIŁOŚĆ i GŁUPOTA
z nich zaś większa jest GŁUPOTA.
;-)
z nich zaś większa jest GŁUPOTA.
;-)
czwartek, 5 sierpnia 2010
na pętli o 7:45
i znów się obudzę z tym obrzękiem serca
powiem ładnie: DZIEŃ DOBRY, EGOISTO.
znów będziesz budził mnie snem o umieraniu
znów przestraszysz drżeniem rąk.
DZIEŃ DOBRY, EGOISTO!
znów cały świat zakręcisz wokół siebie
mnie też - na twoim palcu.
a ja tak pragnę św. SPOKOJU...
późne wakacje tak brzmią i nic na to nie poradzę (przyp. aut. - muzyka wywleczona ze Spokoju):
powiem ładnie: DZIEŃ DOBRY, EGOISTO.
znów będziesz budził mnie snem o umieraniu
znów przestraszysz drżeniem rąk.
DZIEŃ DOBRY, EGOISTO!
znów cały świat zakręcisz wokół siebie
mnie też - na twoim palcu.
a ja tak pragnę św. SPOKOJU...
późne wakacje tak brzmią i nic na to nie poradzę (przyp. aut. - muzyka wywleczona ze Spokoju):
wtorek, 3 sierpnia 2010
kwiaty powoju we włosach. ziarna powoju w kieszeni.
Nena ma kwiaty powoju we włosach.
Stasiek - ziarna powoju w kieszeni.
on leży na łące pełnej ostów.
ona ma nogi zanurzone w zbożu. szepcze:
drogi Staśku, uciekajmy.
wiatr się zrywa i burza nadciąga z zachodu.
pszenica nie otula już ciepłem ale trupim jadem
owies zczerniały od deszczu.
ucieknij ze mną do miasta turystów
gdzie ludzie w szarych płaszczach wydają się mniej straszni
gdzie przed kamerami robi się słodkie miny
gdzie śmierć smakuje jak ciastko z wisienką na czubku.
drogi Staśku, podróż nas zmęczy mniej niż to życie
niż to ciągłe balansowanie na granicy życia w pełni
jedźmy już dziś. nie zapomnijmy zabrać kromki chleba
soku multiwitamina z magnezem. słoiczka kawy.
nie zapomnijmy o notatnikach. kartkach. podartych sercach
resztę przecież zostawić można
bo chyba kiedyś tu wrócimy - nasze Jeziory na nas poczekają.
jeszcze nie czas na koniec.
on patrzy na nią z wahającą się czułością.
ona na niego z lękiem zmieszanym z nienawistną miłością.
zostają na swoich miejscach.
Stasiek - ziarna powoju w kieszeni.
on leży na łące pełnej ostów.
ona ma nogi zanurzone w zbożu. szepcze:
drogi Staśku, uciekajmy.
wiatr się zrywa i burza nadciąga z zachodu.
pszenica nie otula już ciepłem ale trupim jadem
owies zczerniały od deszczu.
ucieknij ze mną do miasta turystów
gdzie ludzie w szarych płaszczach wydają się mniej straszni
gdzie przed kamerami robi się słodkie miny
gdzie śmierć smakuje jak ciastko z wisienką na czubku.
drogi Staśku, podróż nas zmęczy mniej niż to życie
niż to ciągłe balansowanie na granicy życia w pełni
jedźmy już dziś. nie zapomnijmy zabrać kromki chleba
soku multiwitamina z magnezem. słoiczka kawy.
nie zapomnijmy o notatnikach. kartkach. podartych sercach
resztę przecież zostawić można
bo chyba kiedyś tu wrócimy - nasze Jeziory na nas poczekają.
jeszcze nie czas na koniec.
on patrzy na nią z wahającą się czułością.
ona na niego z lękiem zmieszanym z nienawistną miłością.
zostają na swoich miejscach.
niedziela, 1 sierpnia 2010
appendix 50.

- więc uważa pan że jest to wręcz bezczelnie nieeleganckie gdy kobieta samotnie pije whisky w takim miejscu jak to. niechże weźmie pan pod uwagę najnowsze prądy przepływające przez nasz kraj. nie mam tu na myśli iskier lecących z pana nieziemsko niebieskich oczu. o nie! myślałam raczej o emancypacji...
pan się śmieje? gardzę.
wyjdźmy.
zatańczymy? dobrze - ale ja prowadzę!
na tarasie gra muzyka
pan się śmieje? gardzę.
wyjdźmy.
zatańczymy? dobrze - ale ja prowadzę!
na tarasie gra muzyka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
