sobota, 27 marca 2010

appendix 28.



Amelii wolno żyć marzeniami i zamykać się w sobie.
Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.

Międzynarodowy Dzień Teatru

tym
z Jagiellońskiej
z Placu św. Ducha
z Gazowej
z Gzymsików
z os. Szkolnego
z os. Teatralnego
z Karmelickiej
z Szewskiej
z al. Zygmunta Krasińskiego
z Rynku Głównego
ze św. Tomasza
ze Skarbowej
i wielu innym:
pełnych sal
dobrych repertuarów
świetnych aktorów
pomysłowych reżyserów
zgranych ekip
i wszystkiego co do funkcjonowania im potrzebne
życzę.

a wszystkim wrażliwym teatralnie: pieniędzy na bilety i radości ze spotkań z artystami (nie tylko w budynkach teatralnych)

piątek, 26 marca 2010

wiosennie banalny sercoskurcz.

dawno oczekiwane spotkanie
po dwóch weekendach nieodbieranych telefonów
MłodaNowaPolska na Stolarskiej
bez pieniędzy przy oknie
jakiś Pan zagląda do środka i patrzy na mnie
a mi pachnie Moschino Glamour - to włoskie - letnie - zakochane
bo przy sprzątaniu znalazłam jeszcze odrobinkę

myślałam że nogi mi się zaplotą i runę na bruk
w śmiercionośnych musztardowych szpilkach
(bo reszta butów w krakowskiej szafie to kozaki)
- na Małym Rynku zobaczyłam JANA KLATĘ
wzniosłam się o sto pięter ponad swoje ja
- wiosennie banalny sercoskurcz znów dał się odczuć
- miły.

choć tak inny...
ech.


wtorek, 23 marca 2010

nie mogę się pozbierać
nie mogę się ogarnąć
chodzę niepozbierana
i nieogarnięta

ale za to na 5 centymetrowych obcasach

chic! / sic!

wiosna dusi
wiosna kusi
nic
mi
się
nie
chce.

niedziela, 21 marca 2010

blue lips. blue veins.

zanim wiosna przyszła padał przedwiosenny deszcz a w tym deszczu zjawiła się przed moimi oczyma pewna pani. przyjrzałam się jej dokładnie. patrzyłam na swoje odbicie w jej brzuchu. oddychałyśmy razem. ona moim oddechem. ja swoim - ciężkim - naturalnym. gaszonym deszczem. krople kapały na chodnik z rudej grzywki. ona - hermetycznie zamknięta - ona nie zna deszczu. nie pozna. niebieska - ja czerwona. w sukience - ja w spodniach. blond (niczym Marilyn) - ja ruda (coś w stylu Tori Amos, może?). nieruchoma - ja też nieruchoma.

ja miałam ten komfort że mogłam odejść.


- pani żyje za szybko / za szybką !
pani serce świeci na czerwono !

- tak jak twoje. dokładnie tak jak twoje.

odpowiedziała?!

sobota, 20 marca 2010

ą!

hey - chiński urzędnik państwowy


jesteś jak chiński urzędnik państwowy
co stemplem odmowy zniweczył mój plan
jesteś jak ojciec co niedzielnym szpondrem
obdzielił wszystkich po równo, prócz mnie
jesteś handlarzem co jabłko z robakiem
i w sińcach mi wcisnął na targu
jesteś rosyjską znachorką
co złych ziół mieszanką wpędziła w chorobę
jesteś napadem szaleństwa chwilowym
co zdarza się w jednej z tych sekund przed snem
jestem wnętrzności rozstrojem
i przykrym migotem zastawek
powieką co drży
jesteś tą nutą z najniższych rejestrów
co wwierca się w umysł głęboko
krwią co wzburzona z impetem uderza potwornym
w mej żyły falochron

a co jeśli to ja?
może mnie nie rozpoznałeś?
a co jeśli to ja?
dźwigam sens którego łakniesz?
zagłusza mnie znów miejski gwar,
czytaj z ust...
a co jeśli to mnie wyglądałeś?

a dzisiaj...

Kraków.

Wiosna.

Tramwaj.

HEY.

Złote kolczyki.

Pendrive z bananami.

a wczoraj...

Kraków sześćdziesiąty ósmy

evviva l'arte / niech sczezną artyści

ból serca pod salą w PWST ( dlaczego teatrologia?! )

i pierwszy dzień wiosny przeniesiony na piątek

i alergia na Plantach

i ciągle więcej miejsc

Senacka 11

i dobrze !

wtorek, 16 marca 2010

komentarze pod zdjęciem z planu na naszej-klasie.

tylko teraz nie jestem pewna czy chcę TEJ kariery.

(...)

śliczna młoda dziewczyna o ciemnych oczach
cudnie nieidealnie upiętych blond włosach
i głosie słodszym niż miód zapytała przed sekundą:
"przepraszam, gdzie pani kupiła te buty, bo tak bardzo mi się podobają?"
i uśmiechnęła się tak bezradnie i tak uroczo...

(...)

takiej kariery chcę. kariery życia przypadkowego.
kariery dziwności. kariery człowieka nieznanego - a jednak zaczepianego.
nie tylko dlatego że JEST SŁAWNY.

appendix 27. (więc wyjątkowy)


Ja mam dynamit wypełniony miłością !
Ja mam dynamit !
trzy !
dwa !
jeden !
pal !

Panie, Panowie - Kraków performuje !

wielka sztu !


po nitce do ...


odbierasztukę ?


czasem wyżej sięga ...


art'boxing day .


sztukontaktujesz?


spacery w deszczu
mają bardzo pozytywne skutki.

piątek, 12 marca 2010

appendix 26.

rozumek mówi:
- Nena idź już na obiad.

(i tyle)

słuchało się...

bunt dwudziestolatki
dziś w STUDIO
Nena pierwszy raz tej prawie-wiosny w trampkach
po śniegu biega
po chodnikach krakowskich - brązowych szkaradnych skacze
w koszulce ALL IS FULL OF LOVE bo all IS full of love
wywoływanie wiosny z przedwiośnia zaśnieżonego
tajemne rytuały
strusie pióro

bunt dwudziestolatek
przy shishy oglądanie starych teledysków myslovitz
i Rojek taki młody - ze śmieszną grzywką
i jakość video niezbyt dobra
tort urodzinowy Ani z zielonymi listkami
bezlitosne 20 lat!
tylko w piosenkach takie piękne i idealne

dekadencja ma wiele odsłon i wymiarów...

czwartek, 11 marca 2010

stopniały śnieg w butach.

biegnę do ciebie deszczem co
moczy włosy tym co przeklinają noc
kulko
kulko droga ma
szczypto cukru co się klei dna
mój głos odbija się od pustych ścian
a to jest miejsce gdzie zasypiam sama
w łóżku wielkim jak supermarkety
błagam na kolanach wpuść mnie wpuść
do jezyka
do roztwartych ust
wpuść mnie
na wieki
pod powieki twoje
zamiast internetu
zamiast telewizji
pod powieki twoje

(pan Fisz)

sama dziś
niewiele wiem
niewiele powiem
niewiele napiszę
dzień ochydny (przez 'ce ha')?
- pyta z ironicznym uśmiechem Staś
spuszczam powietrze z płuc
czuję się jak wypluta
wyzwolona z trzewi jakiegoś ogromnego potwora
lecz jednak wypluta - więc nie wolna
monstrualna bebechowatość istnienia
ty też wiedziałeś co to strach
wtedy we wsi Jeziory
wiedziałeś...

wtorek, 9 marca 2010

nadświadomość.

fajka wodna

przymglone oczy

zaćmienie mózgu

kołatanie przedsionków

degrengolada myśli

napływ słów

ubytek siły

ciężkość głowy

nerwowość palców

ból mięśni

nieograniczona niczym tęskność uciekająca z dymem

piosenka kultu sprzed lat

magicznie wspomniana

dziwnie przywołana

niepodobna do rzeczywistości

krakowski wieczór ja cudzy komputer wielki pan internet

nudzi mnie Kraków dzisiaj... boli mnie Kraków...

niedziela, 7 marca 2010

appendix 25. do wczoraj

jeśli nie masz bejsbolowej pałki - noś z sobą zawsze bezpieczne zapałki.



(śmiech)

sobota, 6 marca 2010

kosmos!

na świeżo i na żywo

zwykły
normalny
przeciętny


wieczór

sto(s) tematów i trzy świeczki różnych długości
tym samym pozbawianie ludzi światła
teatr (bardzo dużo teatru) i dramaty co-dzienne
choć może bardziej komedie (jeśli nie tragifarsy)
jedno jest pewne DZIWNOŚĆ ISTNIENIA istnieje (sic!)
jakoś specyficznie istnieje w niebieskim do bólu (ale tego który się lubi) ad remie

do rzeczy, Nena, do rzeczy
tu nie ma nic trudnego
trudne życie jest nudne - gorsze od Twojego
nawet kiedy potykasz się na schodach
nawet kiedy brakuje Ci na chleb
nawet kiedy podrabiasz bilety mpk
Twoje życie nie jest gorsze od innych żyć
lepsze też nie - jest tak samo (nie)zwykłe
i to (chyba) jego cały urok.

podmiejski znów zaskoczył - dobrze że nie muzyką!
podmiejski zdyszany i zasapany
zasypany też - bo śniegiem
ale pełen myśli - tym razem głośnych
(nie wiem które lepsze?)

i o kotach homoseksualistach też coś było.

piątek, 5 marca 2010

gołębi niepokój.

jak tak sobie pomyślę że wkrótce mnie to czeka
materac rzucony na podłogę
i zdjęcia gołębi robione jak co roku
bo gołębie to temat fascynujący
to trochę się boję
bo...
jak tak sobie pomyślę że za niedługo mnie to czeka
te windy klatki schodowe
zimne ciemne drzwi antywłamaniowe do mieszkania
to trochę się boję
bo...
i jak tak sobie pomyślę o tym równo wykoszonym trawniku
z ławkami
i o balkonach pełnych plotek
to trochę się boję
bo...
nie będę miała okna naprzeciwko.

czwartek, 4 marca 2010

appendix 24.

w tle ciągle bzik tropikalny
echo omawianej dziś wyprawy Stasia i Bronia
do Australii w czerwcu 1914 roku
echo murzyńskiej czerwono-brązowej skóry
"która musi palić żywym ogniem chyba!" - według Stasia.
...i o kolorach dzikiej wyzwalającej instynkty puszczy też trochę będzie.


bzik teatralno-pkp'owski

tory się krzyżują
nigdy się nie kończą
nieskończenie długie dżdżownice
w deszczu
śniegu
piachu

zamykam oczy w pociągu i słyszę
stukot kół
szmer gazet i (iście) kobiecych czasopism
oddechy wydechy kaszlnięcia ludzkie

siedzenia w kolorze palonej cegły
szeleszczą gdy się poruszę
grzejnik dławi spalonym kurzem
okno - niezaparowane
pisać się nie da

a jednak pociąg to jedna z najlepszych awangardowych scen świata.
a Nena czeka i wysiaduje.

środa, 3 marca 2010

teatr.

tęsknię za sceną.
jestem po "sonacie b" wg Witkasiewicza w PWST
i znów skurcz przebiegł przez twarz że jestem po drugiej stronie barkady.
aktor-traktor...