wtorek, 31 maja 2011

jeśli czegoś nie można zmienić trzeba to pokochać.

dzisiejszy dzień spędzam siedząc w pasiastym szlafroku i narzekając na ból w boku który męczy mnie już od ponad tygodnia. do lekarza nie pójdę. a jakże! nie lubię zapachu przychodni. nie lubię pań w rejestracji. nie lubię kiedy zakładają mi kolejną kartotekę. kartotekę rozkładu mojego ciała. lekarzy też nie lubię. zapytają czy boli. siądą odgrodzeni białym stołem. wypiszą świstek i wyproszą. w końcu twoja choroba nie jest jedyną chorobą na świecie. a już na pewno nie najważniejszą. moje endorfiny rozsypują się na korytarzach przychodni. lecznic. szpitali. wolę trzymać je skumulowane w swoim wnętrzu lecząc się czym popadnie. w domu.





- akceptujesz to że między nami jest tak jak jest, prawda?
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.

poniedziałek, 30 maja 2011

twinkle twinkle eyes of cat.

dziękuję ci za mruczącego kota camero dzisiaj kiedy dzień śmierdział rozkładem
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał


SHOWTIME!

niedziela, 29 maja 2011




i tak strasznie nie chcę zasnąć dziś sama.

piątek, 27 maja 2011

I am going to die of loneliness. for sure.

Shelly Love : The Forgotten Circus

zachwyt absolutny.

can you hear the music?

it'll end in tears.

najbardziej boję się umierania na wiosnę
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian

czwartek, 26 maja 2011

refflection znaczy odbicie. odbiło mi.

bo my wszyscy chcemy być od razu
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.

środa, 25 maja 2011

zwiastuny końca świata.

there's something rotten in the state of Denmark.
łamią się drogi pod ciężarem zakrętów
ludzie zderzają się barkami w przejściach podziemnych
najdłuższy kontakt wzrokowy nawiązują czekając w kolejce na poczcie
gapią się na swoje buty zapominając że wisi nad nimi coś wartego uwagi




p.s. dobrze
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu

appendix 113.

a gdy już nie mam siły śmieję się do rozpuku

klik

jestem ta która wszystko zniesie.

świat zbuntował się przeciwko mnie.
nie słucha mnie już własna rzeczywistość.
jedynym wyjściem będzie trzaśnięcie drzwiami własnego ja.
zamknięcie wszystkich drzwi do wnętrza.
nie wpuszczanie do środka siebie nikogo i niczego.
każdy odwraca się plecami.
każdy podnosi kamień.
muszę schodzić do podziemia żeby nie kłuć was w oczy.
brzydzę się wszystkim co ludzkie.
brzydzę się wszystkim co moje
brzydzę się światem który oplótł mnie nienawiścią.
opluł gorzką pogardą.
zamykam swoje drzwi.
nie mam siły na tworzenie siebie od nowa.

[wykład z teatru powszechnego dwudziestego wieku, paranoidelle offline]

powietrze.

niebo zasnuło się gęstą pajęczyną chmur
nerwowo palcami przebierają drzewa
przejście na skróty zarosło pokrzywami
słońce stopiło świeczki stojące na parapecie

gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?

wtorek, 24 maja 2011

zdarza mi się czasem zapomnieć że istnieję.

siedziałam pod drzewem na parkingu na powiślu
i czekałam na mamę.

przyjechał autobus ze szkolną wycieczką
znad morza
z gór
z bliska czy z daleka
nieważne.
wysiadły pierwsze
wiesz
ten typ podstawówkowych dziewczynek
ubranych w różowe uniformy
z ogromną gębą hanny montany na plecakach
dziewczynki którym do bycia najlepszymi nie brakuje niczego
posiadaczki różowych tiulowych skrzydełek
i tandetnych plastikowego diademów
wysadzanych kolorowymi szkiełkami.
one rządzą swoim podstawówkowym światem.
kolegują się z najfajniejszymi chłopakami
chwalą gadżetami z dziecięcego h&m'u
te dziewczynki tworzą świat
który świeci brokatem
i tęczą ciągniętą przez kucyki ponny...

stanęła trochę dalej
choć ubrana w czerwoną kurteczkę
chciała się schować
nerwowo skubała ramiączko plecaczka z królewną śnieżką
płowymi krótko obciętymi kosmykami na jej głowie bawił się krakowski wiatr
szkoda że przez całą wycieczkę patrzeć będzie tylko w dół
na powybijane kocie łby...

stałam z mamą na wzgórzu wawelskim
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja


appendix 112.

nienawidzę tego dnia do tego stopnia że nie robię nic i czekam aż się skończy.

raczej prośba nie rozkaz.


zabierz mnie stąd
wyrwij z objęć tego obojętnego dnia
wywieź mnie gdzieś daleko
zamknij mi oczy
być może na zawsze

'cause even roses are blue.

poniedziałek, 23 maja 2011

"I feel empty. I am so fucking empty. I don't know who I am."

JOY Ekipy telewizyjne mają w sobie coś kojącego, kiedy sobie wyobrażę, że to wszystko tutaj to tylko epizod w serialu telewizyjnym, od razu czuję się lepiej, bo seriale dobrze się kończą, zawsze, przede wszystkim w telewizji żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, a żaden problem bez rozwiązania, źli umierają, a dobrzy jakimś cudem zawsze odnajdują jeden drugiego. A tego przecież nie da się powiedzieć O TYM CHOLERNYM PRAWDZIWYM ŻYCIU ALBO JAK KURWA TO COŚ SIĘ NAZYWA, tu wszystkie pytania pozostają niestety bez odpowiedzi, bohaterowie wciąż się zmieniają, ostatecznie człowiek traci kontrolę nad całą akcją, żadna z postaci nie ma jasnego, zrozumiałego motywu, ma się wrażenie, że wspólnie oglądamy scenę, jak popadamy w obłęd, nikt niczego już nie rozumie i NIE właśnie że ludzie NIE odnajdują się ponownie, rozstają się, jeszcze zanim w ogóle się spotkają, a ich życie opowiada im pięćdziesiąt tysięcy różnych historii, których oni nie rozumieją i w które nigdy nie są w stanie wejść do końca. [...] Wszystko musi być proste i zrozumiałe bo inaczej uruchamiają się procesy wymykające się spod kontroli. W życiu chodzi przecież o to, żeby było jak najmniej komplikacji i żeby po prostu przez chwilę móc funkcjonować tak, żeby nie wpędzać od razu wszystkiego i wszystkich w obłęd. To by był cel!

„Joys World – a world of Joy”

JOY Kocham cię

TOM To słowo na K. Zaczynam się bać.

Joy śmieje się.


Richter Falk Electronic City

myślę (jak) JOY
cut.

czy świat kończy się pod lewym żebrem?

who will you trust? all your facebook friends will be dead by this time.

chodzi mi po głowie ten urywek
chodzi i
zastanawia
zasmuca
zasnuwa
zamartwia

mam ostatnio obsesję
na punkcie słów zaczynających się
na taką samą literę/sylabę.

bo czyż to nie zastanawiające że
przypadek i przeznaczenie
mają wspólne prz?

appendix 111.

wyję.

za trudno.
za długo.
za krótko.
za mało.
za dużo.
za szybko.
zbyt wolno.
za zimno.
za ciepło.
za późno.
zbyt wcześnie.

poukładaj mnie.

niedziela, 22 maja 2011

myśleć o tobie o tej porze to grzech
zawsze jednak najbardziej rozczulasz mnie o poranku.

sobota, 21 maja 2011

Ofelia zwiała z klasztoru rzygając na przystanku lini numer 50.

spośród wszystkich kolorów włosów upodobała sobie rude.
wiedziała że to zły wybór.
średniowiecze ochrzciło ją wiedźmą
czasy współczesne... chyba jeszcze gorzej.

dzień apokalip[s]y - pomyślała wychodząc ze swojej norki.
niebo mrużyło łzawe oczy.
skrzywiła się w gorzkim grymasie.
zmarzła w stopy przepływając w trampkach przez torowisko.
podbiegła do krawędzi świata namacalnego.
zwiała z klasztoru niemożliwego.
wyrzygała rzeczywistość na przystanku linii numer 50.
i westchnęła - bardzo tandetny jest twój scenariusz drogi Boże -dławiąc się własną naiwnością.

you're nowhere near ready.

maybe I shouldn't be so sure about who I am.
maybe there's a parallel world where everything is different.
the sun is shining at night
and the moon is hangin' on trees
pretending he doesn't want to be seen.
the stars are to heavy so they fall down
making so many sharp mountains down here
just by their arms fixed in the ground

coffee is always too cold
and sweets are not as sweet as tears
I lie there
and I lie to you
that you haven't ever meant anything
I lie to myself
you're just my imagination
my wicked dream
my blood buzz
my heart tingle
my soul twist

or maybe I'm just what I am
and nothing will ever change
we get on like a house on fire
and for sure
I can love myself just as much as I hate myself.

po koncercie depresyjnych kobiet.

ja dobrze umiem tylko czekać i tęsknić
do niczego innego się nie nadaję
jestem człowiek życiowo nieużyteczny w ogóle.

ale za to
jestem
wszystko
w wyrażeniu
mimo wszystko

czwartek, 19 maja 2011

there's only enough for one in this lonely hotel suite.

księżyc cienieje.
jeszcze przedwczoraj pełnia wisiała w powietrzu
aż było ją czuć wzrokiem.
studenci nie próżnują
impreza goni imprezę
ktoś krzyczy za oknem
ja w przyciemnionym świetle malejącego księżyca
siedzę i słuchając zero 7
czekam.

still in the waiting line.

moje idealne mieszkanie mieści mnie i moją samotność
więcej nie trzeba
można tylko wzruszyć
ramionenami.

his life slipped into me.

when someone comes into your life and half of you says: "you're nowhere near ready". and the other half says: "make her yours forever".
dobrze mi z tobą.

środa, 18 maja 2011

appendix 110.

...a pełnia spełnia.
słowo u p o k o r z e n i e nie należy do moich ulubionych.

wtorek, 17 maja 2011

alles neu!

jeden z tych dobrych poranków.
zimne powietrze wdziera się do domu
przez otwarte na oścież okno.
w kuchni pachnie smażonym jajkiem.

zakorzeni[ł]am się tu.
dobrze mi
w tym małym centrum mnie
na brzegu miasta.

alles neu!

poniedziałek, 16 maja 2011

feel good inc.

śniąc na jawie przesypiam najlepsze chwile swojego życia.
i dobrze mi z tym.

niedziela, 15 maja 2011

5:00 a.m. wake up call.

biec.
na pętlę.
do całodobowego pod Słowackim.
do tunelu na pięćdziesiątkę.
zrobić ci śniadanie.
kawę.
położyć się obok ciebie
jeszcze na sekundkę.
pożegnać się.
(ode)spać.
jak twoje klucze na moim stole.

klik

piątek, 13 maja 2011

appendix 109.

Linkklik
pobiegnę
poboczem
powoli
potrącę
powiew
powietrza
powielam
powieści
postmodernistyczne
pomiędzy
pokojem
polem
pokraczne
potrzeby
postulaty
pojedynczej
postaci
powiedziałam
poczekam
pozostanie
potem
pościel
pot
post
pompuję
pojęcia
potajemnie
podświadomość
podbija
podkrążone
powieki

blogger wrócił.

blogger wrócił zjadając ostatni post:
o zakochanych
śpiących na ławkach jak bezdomni
(dziś jestem z dala od wylęgarni uczuć)
o granatowym niebie
(dziś jest już inne
cieniowane
góra: modry
dół: rozcieńczony bielą cyjan)

ciarkach na plecach
(dziś tylko nerwowy tik prawej powieki)
ersatz
(pozostał)

JA TYLKO NIE CHCĘ ŻEBYŚ UCIEKAŁ NA MÓJ WIDOK

był też klik
ale dziś będzie inny:

klik

był też cytat
ale dziś będzie inny:

lover, put me in your beautiful bed

środa, 11 maja 2011

nicconiejestmiobce.

księżyc zatoczył koło a czas wciąż się zatacza.

NIWEA

...idę i złą miłością wszystko brudzę sobie.

appendix 108. [2]

oddaj!

wtorek, 10 maja 2011

appendix 108.

oddam.

miły młody człowiek.

usta włóż mi do ucha
i mów szczelnie
łaskoczące rzeczy
mów do środka do mnie


jutro koncert - NIWEA w RE



wczoraj w wersjach roboczych: odwróciłeś mi świat do góry nogami a ja nie umiem chodzić po suficie.

poniedziałek, 9 maja 2011

lacrimosa.


dona eis requiem, amen.

all the prayers.

obudziłam się w umiarkowanie nijakim nastroju
najpierw z apteczką przybiegł św. spokój a konkretniej jego piętro
lecz prawdziwy święty czekał na mnie wieczorem
czekał i postawił przede mną pannę A.
a właściwie posadził na szkolnych schodach.
panna A. wiele rozumie
panna A. czuje podobnie
panna A. uratowała mój wieczór.

mam wyostrzone zmysły
umysł otwarty na przestrzał
serce jak gąbka

przypomniała mi rzeczy o których powinnam pamiętać
ja wam jeszcze pokażę.
czy
ja czuję podwójnie.
czy
zawsze byłam druga. żyłam na drugim planie swojego życia...

w szkole zagrano Lacrimosę z Requiem Mozarta.
prawie na dobranoc.

w drodze do domu uświadomiłam sobie że życie potrafi uśmiechać się jak Kot z Cheshire
czy w maju może cię spotkać coś lepszego? - zapytał plakat na przystanku.

krew wrze
śnieg topnieje na ustach
to był dobry dzień.

appendix 107.

nie wiem czego potrzebuję.

hide & seek

Jedną z najprostszych ludzkich potrzeb jest mieć kogoś, kto zastanawia się, gdzie jesteśmy kiedy nie wracamy wieczorem do domu.
a jeśli nie wrócę dziś?
kto szukać mnie będzie?
ściana lewa czy prawa?
oczodoły okien?
komoda nie pobiegnie na swych krzywych nogach
sprawdzić czy nie leżę pod kamieniem na poboczu
krzesła patrzą zdumione (tworzą niezłą parę)
po co im do nie-szczęść kolejna osoba?
lodowatym wzrokiem zmierzyła mnie lodówka
ośrodek zimna moich obaw nie zrozumie.
wyjdę więc
nikt nie zauważy że nie wróciłam na noc
może tylko łóżko stęsknione dotyku...

niedziela, 8 maja 2011

appendix 106.

by ohmygod


[po trzecim edicie treści tego appendixu doszła do wniosku że zamieści tu /znów/ cudzy obrazek który jakoś dziwnie się pod jej paluszki napatoczył i urzekł /tym razem/ prostotą]


trochę nieidealnie.

then:
śpi kot śpi my
- pełnia szczęścia, co?

and morning lullaby

now:
twardo ląduję na tej gorszej ziemi
gdzie samotność szczuje psami
truskawkowe światło w przedpokoju wita
smutno głowy pospuszczały żurawie...




sobota, 7 maja 2011

appendix 105. (Diablak)

– Skąd tyle pesymizmu u takiej młodej, atrakcyjnej dziewczyny?

– Mój pesymizm nie ma nic wspólnego z moim wyglądem.

– Na pewno ma pani rację. Tak mi się tylko powiedziało. Szkoda, że nie chce pani zdradzić swej historii. Może kiedyś?

– Nie jest to coś, co można opowiedzieć. Ja z tym muszę żyć, już zawsze.

– Mówi pani jak największy zbrodniarz, którym pani na pewno nie jest.

– To jest taka wina bez winy i w dodatku nie moja – albo moja jedynie w pewnym złowrogim sensie.

dobij mnie dobitnie.

z pociągu. przy stoliku barowym w warsie. 4 maja 2011:

x: (...) tylko którą półkulą ty jesteś?
nen: no właśnie ciężko powiedzieć... hm...
x: (przerywając) chociaż z drugiej strony... kto powiedział że mózg można dzielić tylko na półkule? przecież można go przeciąć na połowę również w tym drugim kierunku.
nen: masz rację. na to nie wpadłam...


miałam kawałek swojego Diablaka
powinnam częściej podróżować TLK
w warsie albo w wagonach pierwszej klasy
częściej opowiadać
odpowiadać
ludziom

zanim zajrzą do cuchnącego rozkładającym się mięsem i krwią przedziału rzeźnika
który w uśmiechem na ustach i toporem w ręku przerobi każdego z nich na rozdział miniony
przebrzmiały
były
nadający się tylko do recyclingu wspomnień na bloga.

piątek, 6 maja 2011

z endo co to rysowała nene grała w kalambury.


podwójnie
podwójne nie
podwój nenę
podwój nenie nie
podwój mnie.

spóźnia się.

za dużo motyli
żołądek odmówił posłuszeństwa
organizm zareagował zbyt nerwowo
gorączką

spóźnia się czas w którym miałam być szczęśliwa
przecież to maj
maj takich rzeczy nie robi
nie odkłada na później uśmiechu...

- pocałuj mnie.
- teraz?
- a kiedy? jak będę stara?

poniedziałek, 2 maja 2011

very funny, mr. Freud. very funny.

śniło mi się że jestem tobą.
tęsknota mnie zagryzie.