na nadgarstku wypisane "LEAVE A SCAR"
aż dziw bierze że przez cały dzień się nie zmyło
nie starło
na pył
na proch
na miazgę
niebieska żyła pod skórą i bezczelnie kwiczący napis
tylko tyle
aż za dużo
palce ręki prawej bawią się dużym czarnym cekinem oderwanym z sukienki
ton głosu ciepły
miękki
rozmydlony
uśmiecham się do ciebie przez szklane oko komputera
przez łącza przetaczam trochę gorętszej krakowskiej krwi
przez głośniki słyszę to co ty słyszysz
(prawie jakbyś tu siedział)
od tygodnia nic nowego: chcę cię zobaczyć.
nie! wróć - chce się Z TOBĄ zobaczyć.
bo między tymi dwoma jest subtelna różnica.
z tobą nie śmierdzi sentymentem
- już nie mogę znieść tego dusznego zapachu gnijących wrześniowych liści
samobójczo skaczących z drzew na parkową ścieżkę
- już nie mogę znieść tej suchej kromki chleba z masłem
grzęźnie w gardle
pali piekielną siarką
- już nie mogę znieść kilku słów których nie potrafię wyrwać pamięci
(och, gdyby było tak można!)
jak gwoździe ze ścian
jak serce z piersi
jak nogi niewinnej muszce
(och, gdyby...)
czwartek, 27 stycznia 2011
wtorek, 25 stycznia 2011
appendix 82.
it's better to push something when it's slipping than to risk being dragged down.
tak pan podpowiada, panie Manson. nie wiem czy można wierzyć komuś z tak jasnym okiem. ten prawie-brak-błękitu wręcz oślepia. jak można zaufać w prawdziwość pana słów?
if you want to hit bottom don't bother to try taking me with you. I won't answer if you call.
tak. właśnie jeszcze tak mi się do niedawna wydawało. choć nie wiem czy wydawanie się można traktować poważnie. przecież powinnam być tego pewna. że wyrwałam ostatnie chwasty myśli. że spaliłam ostatni most łączący sentyment z podżebrzem.
two heartbeats ended in hell. trying to break your fall. taki koniec jest pewny. tu nie ma wahania. nie ma chyba. nie ma na 50%.
into the fire. bo nigdzie indziej nie chcą naszych odgrzewanych kotletów.
naszych? [sic!]
kiedyś już tak mówiłam...
tak pan podpowiada, panie Manson. nie wiem czy można wierzyć komuś z tak jasnym okiem. ten prawie-brak-błękitu wręcz oślepia. jak można zaufać w prawdziwość pana słów?
if you want to hit bottom don't bother to try taking me with you. I won't answer if you call.
tak. właśnie jeszcze tak mi się do niedawna wydawało. choć nie wiem czy wydawanie się można traktować poważnie. przecież powinnam być tego pewna. że wyrwałam ostatnie chwasty myśli. że spaliłam ostatni most łączący sentyment z podżebrzem.
two heartbeats ended in hell. trying to break your fall. taki koniec jest pewny. tu nie ma wahania. nie ma chyba. nie ma na 50%.
into the fire. bo nigdzie indziej nie chcą naszych odgrzewanych kotletów.
naszych? [sic!]
kiedyś już tak mówiłam...
poniedziałek, 24 stycznia 2011
I should say NO to my memory.
rozdział I - pamięć - nawrót choroby.
wykład nie należał do najciekawszych. Nene chwyciła nowiutki krwawiący czarną strużką cienkopis. na odwrocie spisu lektur do egzaminu zaczęła rysować.
oko pierwsze, oko drugie... falbaniasta spódnica i biała bluzka przynależna grzecznym i szanującym się pensjonarkom. włosy? krótkie. niezależnie sterczące nad zmartwionymi brwiami. kolejne wcielenie panny Nene. nóż w ręku. a nad bezbarwną (choć przecież w domyśle rudą) głową kłębuszek myśli. chmurka ostatecznej porażki.
pan Bezczelny siedział na schodach. zwrócony tyłem. czarna bluza z kapturem. niesforne kosmyki jasnych włosów wymykające się spod kontroli grzebienia... a nad nim kiczowate górskie gwiazdy. kiczowaty księżyc śliniący się pełnią. butelka absyntu. mała biała torebeczka ostatecznego upadku.
upadła gwiazda na chodnik przed żółtym domem.
prezent
wykład nie należał do najciekawszych. Nene chwyciła nowiutki krwawiący czarną strużką cienkopis. na odwrocie spisu lektur do egzaminu zaczęła rysować.
oko pierwsze, oko drugie... falbaniasta spódnica i biała bluzka przynależna grzecznym i szanującym się pensjonarkom. włosy? krótkie. niezależnie sterczące nad zmartwionymi brwiami. kolejne wcielenie panny Nene. nóż w ręku. a nad bezbarwną (choć przecież w domyśle rudą) głową kłębuszek myśli. chmurka ostatecznej porażki.
pan Bezczelny siedział na schodach. zwrócony tyłem. czarna bluza z kapturem. niesforne kosmyki jasnych włosów wymykające się spod kontroli grzebienia... a nad nim kiczowate górskie gwiazdy. kiczowaty księżyc śliniący się pełnią. butelka absyntu. mała biała torebeczka ostatecznego upadku.
upadła gwiazda na chodnik przed żółtym domem.
prezent
środa, 19 stycznia 2011
to się dopiero nazywa smętyment podczas pełni księżyca o 22:27!
to się dopiero nazywa smętyment podczas pełni księżyca o 22:27!
[23:39: edited & cenzored by Nena]
beyond the pale everything is black. no turning back.
sobota, 15 stycznia 2011
yes, you stupefy, parasite.
po prawicy:
otwarty zeszyt w kratę w środku i na okładce. paranoidelle offline na marginesach. studenckie notatki.po lewicy:
kabelek do telefonu z komputera - do komputera z telefonu - w tę i nazad. taka downward spiral na książce Błońskiego (błogosławionego-boskiego). do licencjatu. i pocztówka z wisielczą panią młodą.po środku:
skrzyżowane po turecku nogi. laptop grzewczy. how to destroy angels w słuchawkach lewej i prawej.odurzasz, pasożycie.
dzwonię.
dzwonię.
gadam z sygnałem: 1... 2... 3... 4... zostaw wiado... [rozłącz].
a jak odbierzesz
to święto.
karnawał.
dzwonię.
dzwonię.
gadam z sygnałem: 1... 2... 3... 4... zostaw wiado... [rozłącz].
a jak odbierzesz
to święto.
karnawał.
LISTEN TO THE SOUND OF MY BIG BLACK BOOTS.
wtorek, 11 stycznia 2011
twoje drogi, mój drogi.
what have I become, my sweetest friend?
everyone I know goes away in the end.
everyone I know goes away in the end.
z zegarkiem w ręku
odliczam pełne godziny
które pozostały mi
z tobą
jeszcze
miesiąc bez jednego dnia
potem
zostanie
rozpacz
wtorek, 4 stycznia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)