wtorek, 30 listopada 2010

żegnaj, najdroższy.


porque te vas (klik!)

gaszę w sobie ostatnią myśl
uspokajam serce
przeprogramowuję przyspieszone tętno
wagon wspomnień odstawiam na bocznicę
pożegnaniem z TOBĄ witam się z NIM...

niedziela, 28 listopada 2010

eraser

dwa 'nowe' albumy nine inch nails
kłują w uszy
retro medalion z zatopionym w różowawym szkle królikiem
dynda na szyi w takt help me I'm in hell
wymazywanie - właśnie tak wygląda

a ja za dwie godziny idę na randkę
z przeznaczeniem?
na pewno na randkoterapię.

erase you.

czwartek, 25 listopada 2010

why don't you love me?


why don't you love me?
tell me, baby: why don't you love me?
when I make me so damn easy to love?

środa, 24 listopada 2010

perfect drug

kieliszek
butelka
ostatnia kropla
ostatnia kostka cukru
zapałka
płomień
zimna woda
łyk łyk łyk łyk
zielona wróżka rozlewa się po żyłach
drogi oddechowe zatyka RADOŚĆ
szczęście?
- jeszcze nie czas
ważne że jest RADOŚĆ

z wieczornych medytacji nad Błońskim (Od Stasia do Witkacego)
z krystalizujących się zagadnień licencjatu
z umierającej jesieni i zapowiadającego zimę zimnego tchnienia zzaoknia
z krzyku pana Trenta Reznora codziennie rano na pętli tramwajowej
z mojego małego świata nieskończenie rozstrzelonej głowy
z mojego wielkiego świata niezwykle ciasnego serca
ze MNIE

kocham siebie z wzajemnością
i jestem od siebie uzależniona
- cóż, perfect drug

wtorek, 23 listopada 2010

appendix 79. (z przymrużeniem oka)



PEŁNIA SZCZĘŚCIA:
Manson w lodówce
Vrenna w wannie





;-)

tell me about your wonderland...

zrobiłam kanapki i owocową herbatę.
resztka absyntu wciąż lśni swoją zielonością na dnie smukłej butelczyny.
pakuję więc i to.
kostki cukru - same serca.
łyżeczkę z otworkami i dwa szmaragdowe kieliszki.
maluję paznokcie na czarno.
oczy też.
usta naturalne - będą pić. jeść. całować. a nie brudzić.
siadam wygodnie przed domem.
nadjeżdża autobus.
Trent, Robin, Danny, James, Charlie...
jest i Chris...

maybe I'm all messed up
maybe I'm all messed up with you
- ciągle tłucze się po głowie

w końcu na miejscu.
znów radośnie taplamy się w błocie na Woodstocku 1994.
leje jak z cebra.
Trent niszczy kolejne gitary.
kolejne mikrofony rzucane w publiczność.
kolejne połamane klawisze.

i tak co wieczór,
tylko ćśś...!
bo wyda się że to tylko...



poniedziałek, 22 listopada 2010

drobne szaleństwo z miłości


z miłości popełnia się drobne szaleństwa
nine inch nails: the downward spiral


niedziela, 21 listopada 2010

appendix 78.



(dziwna miłość panny Neny? ♥.♥)

sobota, 20 listopada 2010

2 a.m.

INTERLUDIUM

scena podzielona na dwie kondygnacje - góra to pokój Nene - stylistyka Krainy Czarów - w kącie stoi kiczowaty różowy flaming, na stoliku z szachownicą leży talerzyk pełen kolorowych cupcake'ów, parapety pełne kaktusów, taborety w kształcie grzybów w fantazyjnych psychodelicznych kolorach. dół - pokój Bezczelnego - czarno-biały, minimalistyczny. na podłodze czarno-biała posadzka typu szachownica, w rogu czarny wieszak, stolik w kształcie sześcianu kryształowy, na nim porozrzucane tabletki, wśród nich jedna czerwona, dosyć duża.

oświetlona góra: Nene stoi przodem do widowni patrząc przed siebie, ubrana jak mała dziewczynka, w czarną rozkloszowaną sukienkę z bufkami i białym kołnierzykiem oraz białe podkolanówki.
słychać jej głos (wrażenie stłumionego, dochodzącego znikąd)

Nene to elegantka - pętlę na szyi wiąże w kokardkę
oczy zdobi kryształkami tearovsky'ego
usta czerwieni krwawiącą namiętnością

wychodzi na spotkanie Panu Bezczelnemu
Nene uważa
że taka spodoba mu się najbardziej.

czerwoną szminką rysuje sobie kreskę na szyi (tak jak się podcina gardło) z uśmiechem na ustach
blackout

teraz oświetlony zostaje dół: Bezczelny stoi przed stolikiem i patrzy na tabletki. podnosi czerwoną, otwiera usta, pozostaje w tej pozie. ubrany jest na czarno. koszula zapięta pod szyję, lecz z niedbale podwiniętymi rękawami.

słychać jego głos (wyraźny, lecz co chwilę poprzerywany jakimiś psychodelicznymi dźwiękami):

Bezczelny znów histeryzuje
jedyne
czego się obawia to że ona naprawdę się w nim zakocha
to dziwne bo przecież powinien się raczej obawiać że to on zakocha się w niej

notuje wszystkie jej małe nienormalności w głowie:
Nene kolekcjonuje bilety z koncertów na których nie była
Nene boi się kiwonów do pompowania ropy naftowej...
do diabła z tym!

zamyka usta, zaciska pięść rozgniatając czerwoną tabletkę. zaciera ręce powoli, patrząc przed siebie, po czym rozkłada je, tak aby było widać, że są czerwone.

oświetlona góra i dół
gra "Full cup of coffee" Tweakera
nic się nie dzieje do końca utworu

blackout

krótka piosenka o rozstaniu.

samotnie spędzę resztę nocy pijąc kawę aż do rana...

serce wzrosło do niemożliwych wręcz rozmiarów
o mały włos a zwymiotowałabym miłością.

tak się cieszę... tak ogromnie się cieszę, że znów mogliśmy się rozstać.

środa, 17 listopada 2010

Nen's adventures in creepy Wonderland.


a teraz niech mnie już Pan stąd zabierze!
zmęczyłam się
karciana krew kapie z noża
czerwone serca
w garści trzymam sierść królika
pod stopą rozgnieciony zegarek na złotym łańcuszku
uśmiech Kota to grymas bólu...

Pan Chris Vrenna
uzależnia
onieśmiela
przeraża
zniewala
a Nena lubi toksycznych mężczyzn

curiouselle.

ktoś poplamił mój biały fartuszek
biegam po Krainie Czarów z nożem
ktoś za to zapłaci

only the insane equates pain with success

Nen's riding a psychedelic curiousel, just listen

wtorek, 16 listopada 2010

appendix 77.

nic nie daje większej wiary w życia sens
że na końcu swojej drogi spotkam cię

nic nie cieszy dziś bardziej
niż utwory do których wracam po latach
odkryte i zinterpretowane na nowo
przemielone przez głowę przy kubku karmelowej herbaty

appendix 76.

recipe for disaster

- noc z piątku na sobotę - sztuk 1
- przyjemne krakowskie podziemie - sztuk 1
- aromat elucowaty - kilka szklanek
- heart-shaped glasses, kolor czerwony - sztuk 1
- blask turmalinu - UWAGA! toksyczny! - najważniejszy składnik - sztuk dwie
- doprawić szczyptą niepewności lub namiętności - do smaku

bon appetit

to się doczekam
po 75 dniach
w końcu

old fashioned morphine.


śmiała się z głupich tytułów
rozpaczliwie egzaltowanych słów
płaczących komiksowymi łzami pań
i ich papierowych rozterek
LOVE STORIES that could happen to YOU!
a potem zobaczyła tę okładkę.

w tle grało:
klik

poniedziałek, 15 listopada 2010

heartagram.


energocyrkulacje - koncert: unikat.
dwa zaproszenia śmieją się do mnie. jedno moje. drugie? też moje.
mogę podarować. jak pocałunek.

idę Floriańską
łykam miejski plankton
plakaty wyborcze
wybiórczo
żółty jesienny liść zatyka mi usta
dusi mnie sznur suszonych jarzębin
koralowe usta przeżuwają wspomnienie
przeżywają
a ty wciąż się tak eks cytujesz!
to nie moja wina że cytowałam twoją eks.
to nie moja wina - wcale nie jestem nieudaną kopią tej nieznanej mi osoby!
po prostu
zgubiłam rozsądek!

niedziela, 14 listopada 2010

nie dajesz mi ze sobą skończyć.

don't break MY heart-shaped glasses.

środa, 10 listopada 2010

alergia na rzeczywistość każe uciekać w fikcję.

SCENA I
(kawiarniany stolik kazimierskiej knajpy.
najlepiej rozegrać to na obrotowej scenie, tak aby widz widział tylko migawki emocji wypisanych na twarzach bohaterów. wrażenie obserwowanych przez przechodniów ludzi w kawiarni. raz widzimy Nene, raz Bezczelnego...)


Nene siedzi noga na nogę, głowa przechylona w stronę prawą, łokieć prawej ręki wsparty na oparciu drewnianego krzesła. Poza niedbała i lekceważąca - system obronny Nene.

Pan Bezczelny siedzi typowo 'po męsku' łokcie wsparte na blacie stolika, dłonie złożone jak do modlitwy, od czasu do czasu nerwowo szarpie serwetkę lub zbiera palcem nieistniejące okruszki ze stolika.

w tle cichutko gra: Skłamałam E. Bartosiewicz

Nene słucha chwilę, patrząc to w podłogę, to znów spode łba na Bezczelnego.

Bezczelny przerywa milczenie, wyraźnie zakłopotany sytuacją spotkania zaczyna:

PB Nene, oh Nene - dlaczego ty nie wierzysz w happy end'y?

Nene odpowiada prawie że mechanicznie

NENE pan się jeszcze pyta? jest pan bezczelny, panie Bezczelny. (ironiczny śmiech przechodzący w złowrogie prychnięcie)

PB skąd możesz wiedzieć co się wydarzy? skąd możesz wiedzieć gdzie nas wywiezie kolej losu...?

nerwowe odchylenie głowy Nene do tyłu powoduje przerwanie wypowiedzi Bezczelnego. teraz to ona nachyla się nad stolikiem patrząc mu prosto w oczy

NENE błagam, tylko bez tych pseudopoetyckich i pseudofilozoficznych banałów. nie wierzę w happy end'y - to ma panu wystarczyć. ach, mogę jeszcze dodać - mierzi mnie to, gdy używa pan zwrotu "my" - bo to abstrakcja. poza tym, wiem co się wydarzy. lejąc kwas do mojego serca zapyta pan: "czy łaskocze?"

PB Nene, jesteś okrutna.

wracając do poprzedniej pozycji

NENE będziemy się teraz licytować kto kogo bardziej rani, niechże nie będzie pan dzieckiem...

blackout

wtorek, 9 listopada 2010

appendix 75.

zawsze wyobrażałam sobie Ofelię jako rudowłosą.

appendix 74.

Planet L.U.C w Pauzie 19 XI

perhaps. perhaps. perhaps.

poniedziałek, 8 listopada 2010

pościg.

biegnę przed siebie
nad Wisłę
pod Wawel
przed siebie
żółta podkolanówka na nodze lewej zwija się aż do kostki
jesienne powietrze zatyka mi nos
oddycham ustami
pracuję przeponą
tym razem to nie śmiech
urywane oddechy jak pociski
depczę gołębie na Plantach
nieokrzesany pęd
rozwiewa mi grzywkę
liście pod stopami
tratuję
bruk krakowski
ciężkie uderzenia butów na platformach
torba w koty skacze na ramieniu
faster, faster!
pogania Biały Królik
wyskakujący z Pasażu Hetmańskiego
trzydzieści ton kebabów kręci się pod słońcem
japońscy turyści w cieniu niemieckich brzuchatych mężów kobiet
biegnę uciekam przed sobą
w biegu chwytam ulotki
ekskluzywna bielizna
obiad 15% studentowi taniej
angielski na raty
klub piwem leje
Poselska
Senacka
pijacka
wylot
zwalniam idę
przecinam
św. Idziego

czekałam tu kiedyś
na ławce
na ciebie
bo powiedziano mi
że kiedyś
tu siedziałeś
z plecakiem
niedbale
rzuconym
na zielonej ławce
ze stalowym wygiętym oparciem
tu
okolice św. Gertrudy
tu
gdzie tak często cię nie spotykam.


Kraków, I love you, but you're bringin' me down.


klik (1:02-1:50)

niedziela, 7 listopada 2010

appendix 73.

patrosząc wątpia internetu natrafiłam na słowa:

ucz się kobiecości ruda szmato!

elektronicowstrząs

be obscene! be, be obscene! be obscene, baby!

tak sobie uwalniam emocje krzycząc do ciebie.
a w przerwach patrzę jak Manson jeździ na świni.

MISSION:COMPLETE

na ringu ustawiam się na przeciw odbicia mnie.
by zmylić obniżam głos nim zadam pierwszy cios.
przegrałam już tysiąc walk czytając z mych ruchu warg
znów studzą we mnie krew wygodnickie lęki.
walczą we mnie lwy. walczy zgraja psów.
moje myśli dziś jak po linie chód.


mogę śmiało powiedzieć
obryzgana krwią zdarzeń
poszarpana nadzieją na więcej
pokryta bliznami sprzecznych znaków

MISSION:COMPLETE


pomimo tego iż wciąż pęka mi serce


koniec końców chciałam tylko tego byś w końcu był tak zwyczajnie szczęśliwy.
skoro jesteś - powinnam odłożyć broń.
powinnam cieszyć się z wygranej.

ile jeszcze będziesz walczyć o dobro świata
kosztem swojego, Neno?

miłość jest ślepym stworzonkiem
nie jest zaraźliwa
gdyby tak było cały świat
stanąłby na głowie


ale przynajmniej byś mnie kochał!

serce wciąż na polu bitwy
nie może pogodzić się ze zwycięstwem głowy


sobota, 6 listopada 2010

you get me closer to God!

wrzeszczę.
właśnie ten wers.
dziękuję.
dobranoc.

appendix 72.

jak to jest kiedy nagle wszystko czego najbardziej się obawiałeś spełnia się?
















Nena już wie

siedzę na brzegu świata i nic nie rozumiem.

Ludzie nie piszą pamiętników dla siebie. Piszą je dla innych, jako tajemnicę, której nie chcą nikomu wyjawić, ale pragną by wszyscy ją znali. Jedynym bezpiecznym miejscem dla twoich myśli jest twoja własna pamięć, której nikt nie może wziąć i przeczytać, gdy ty nie patrzysz - przynajmniej na razie.

(Marilyn Manson, PAMIĘTNIK Z TOURNEE, brak daty)

gdybyś przynajmniej tu zaglądał
wiedziałbyś wszystko
miałbyś podane jak na tacy
jak na talerzu
serce posypane solą wijące się jak dżdżownica
zapach miłości jak zapach mokrej od deszczu ziemi
każe sercu wystawiać się na działanie niesprzyjających czynników
piekącego słońca miłostek innych kobiet
szpiczastego dzioba złośliwych niedopowiedzeń
nieuważnych kroków zahamowań wstydu lęku i obawy

przecież wiesz
przecież i tak wiesz...
ale może gdybyś choć raz to przeczytał...

granda!

udaję że nie widzę
udaję że nie widzę
udaję że nie widzę
a potem robię
A KUKU!
żeby znów się uśmiechnąć
optymistycznie tylko lekko sennie
zatrzepotać sztuczną rzęsą
albo swoją z resztką wodoodpornego tuszu na koniuszkach
z tym błyskiem w oku którego nie mogłeś znieść
właśnie tym
dziecięco zadziornym a jednocześnie demonicznym

to nie ty mijasz mnie szerokim łukiem
to życie nas omija

w czterech smakach
słodki
kwaśny
słony
gorzki

I know you are but what am I?

pytanie dźwięczy w głowie
ha
właśnie o to mogłabym cię zapytać.
potrzeba mi było kilku godzin żeby pozbierać skrawki słów
i zakończyć rozważania pulchniutkim pytajnikiem.

znów budzę się dźwiękiem swojego krzyku
słysząc moja Nena
czyja na Boga, pytam! czyja...?

ta wietrzna pogoda wygina drzewa samobójcą
żeby łatwiej było im sięgnąć nicości
spod kołdry snów wyłania się pustka
niczym jątrząca się rana

tak
wiem że istniejesz
całkiem niedaleko
kilka ulic domów sklepów dalej
kilka kilometrów tramwajowych szyn
dlaczego omijamy się szerokim łukiem?
dlaczego nigdy nie możemy na siebie wpaść ot tak na ulicy
po chleb
bułki
wieczorne alkohole
cześć miło mi zdarzyło się

nie wiem kim jestem - marzenie jednak pozostaje niezmienne:
CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ CIĘ CHOĆBY PO DRUGIEJ STRONIE ULICY.

klik

piątek, 5 listopada 2010

nie chciałabym być niegrzeczna, czyli tylko bez komplikacji, błagam!

nie chciałabym być niegrzeczna, ale pozwól, że zapytam...
no właśnie? o co? słowa odkleiły się ode mnie jak stary plaster
odkryły ranę uczucia
blizny dotyku który pasuje do słów jak kwiatek do kożucha
nieopisany nieokreślony
stoję na falochronie
poziom niejasności gwałtownie wzrasta
tłucze o kruszące się ściany świadomości
ale czy to jest warte tego byś ty nie mógł spać?

teraz podejdź bliżej
pod byle pretekstem
rzęsy w oku bliźniego twego
Pod Pretekstem gdzie piłam koktajl z truskawek
pod komendą W11
podejdź bliżej sięgnij
kawałeczek dalej
gdzie podwójne kominy syczą i parują
zamknęła mnie samotność
w wieży XXI wieku
przyjdź
stań na idealnie ułożonej wycieraczce pod moimi drzwiami
nie chciałabym być niegrzeczna, ale...

czwartek, 4 listopada 2010

appendix 71.

Piszemy nie palcami, lecz całą swą osobą.
-Virginia Woolf




- ...ale ja nawet tego buca nie lubię!
- to weź sobie 1/100 z tego co ja do niego czuję, to będzie właśnie "lubię go".

"...a on zamyka mi oczy. Nie. Daje mi parę czarodziejskich okularów i zapadam w sen. Śpię na polu pełnym hiacyntów i jadeitów."

ogarnięta św. spokojem...

...siedzę na podłodze i robię chórki do Beside you in time Nine Inch Nails

środa, 3 listopada 2010

appendix 70.

podchodzę do okna i gaszę świeczki
raz dwa trzy cztery
już cztery smoliste dusze ulatują w stronę sufitu
moja przyłożona kamyczkiem nadziei czeka
na jutro
bo może jutro?
bo może to
do mnie
dla mnie
o mnie
przeze mnie
dzięki mnie?

ja ja ja ja
o kim jest mowa kiedy mówię 'ja'?

wyrocznica.

odprawiam wypominki za minione dni
próbuję odzyskać wewnętrzny spokój
I CAN'T GET NO SATISFACTION
ryczą radośnie z dwóch stron PJ i B
dopalacze... (tfu!) podgrzewacze o zapachu morwy
wwiercają się w serce
kupiłam je ze względu na
to zdjęcie gdzieśmy uciapani morwami
dzisiaj wszystko jest wypominkowe
minęły dwa miesiące odkąd nie patrzę
61 dni bez
twoich
oczu
ust
dłoni
uśmiechu kota z Krainy Czarów
ciebie - najprościej

wszystkie możliwe i kiedykolwiek powstałe wersje heart-shaped glasses dedykuję dziś tobie
i wznoszę toast cisowianką... popijając antybiotyk.