piątek, 31 grudnia 2010

2011

oby lepszy
życzę
wam
sobie
jemu
jemu jemu
i wszystkim innym.

tymczasem zbieram się. wieczorem rytualne upajanie absyntem. piołunowanie do nieprzytomności. wkroczenie w rolę sheeny easton i przeniesienie słonecznego miami do podle zimnego krakowa. bye.

wtorek, 28 grudnia 2010

sen.

biegiem donikąd przez pole białych anemonów.
zachlapana neonowymi farbami świecę jak w ultrafiolecie.
wita mnie zapach benzyny i
fluorescencyjny kubizm przedmiotów w mieszkaniu gdzie sufit jest podłogą.

budzę się mokra od niczego
przerażona niczym
zachwycona niczym
z telefonem pod poduszką
pustym jak skorupka wielkanocnego jajka

sobota, 18 grudnia 2010

*** (nie)lubię tęsknić

(nie)lubię tęsknić
(nie) lubię wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
(nie)lubię w usta otwarte chwytać zapachu zmarzniętego
(nie)lubię mojej samotności
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
(nie)lubię miłości mojej
idącej boso
po śniegu

Haśka - ty świnko! zabieraj swoją tęsknotę
mam swoją wlekącą sanki paranoi po oblodzonej kładce
jeżdżącą między płucami ostrą łyżwą jak po lodowisku
kiedyś przyjdzie odwilż
wiosna wiosen i ciepło wszelkich ciepł
teraz
jednak
muszę
przywitać się z kolejnym tygodniem braków niedostatków zim i zimn

moja tęsknota
bawi się mną jak kot kłębkiem włóczki
moją bajkę przebiła strzała
Thom Yorke powie ci coś na ten temat: klik

piątek, 17 grudnia 2010

absinthe makes the heart grow fonder

śnieg przysypał wszelkie wątpliwości
na środku zaoknia wyrósł bałwan uprzednich uprzedzeń
dwie świeczki o zapachu orzechowego cappuccino drżą
rzucając na ściany cień wspomnień
intensywny zapach teraźniejszości nie pozwala jednak na podróże w czasie
ucho przytulam więc do massive attack
pod rdzawą pościelą chomikuję wszelkie uczucia zrodzone z grudniowego lodu
moje serce wygląda jak to z teledyskowego fotela closer (przyp. aut. nine inch nails)
wznosić modlitwy mi trzeba
żeby pociągi nie były spóźnione
żeby pociągnąć za spust i odstrzelić tęsknocie łeb
bo w sercu nowy sopel lodu który nie chce się stopić.

niedziela, 5 grudnia 2010

too late!

urodziłam nową namiętność
chcę grać.
to dziecko umrze.
udusi się.

za późno! za późno! za późno!

appendix 81.

like warm caramel down my throat...
like slipping on chocolate pudding towards heaven...

nie ma mnie dla nikogo do końca dnia!


sobota, 4 grudnia 2010

szkodnik

wymiecione spod dywanu
pyszczkiem odkurzacza wciągnięte
zaniedbania
boleści siedem i pół

czyste kartki wietrzą się w sercu
wycinanki krwawe spalone
w wieczystym ogniu przemijalności

tej nocy nam nie po drodze
ta zima czystym śniegiem jest
bielą otula czarne płuca jesieni dogorywającej

na rzęsach zawieszam migoczące gwiazdki
na ustach błysk tafli lodu
na głośnikach repertuar zimowy

wróćże człowieku z tego wrocławia bo tak mi jakoś dziwnie...

może po prostu mnie zabij. po cichutku. kulturalnie.
- mikromusic "szkodnik" (sova, 2010)

czwartek, 2 grudnia 2010

appendix 80.

zbieram zakurzoną muzykę
palcem
jak okruszki ze stołu
ziarenka soli
cukru
strzepuję gwałtownym ruchem dłoni nieistniejące pyłki
z jej idealnej powierzchni
słyszana tak niedawno
szybko porzucona
jak kobieta
bosonoga na śniegu
z krwawiącymi ustami
popękanymi dłońmi
zbieram muzykę jak kłębki kociego futra przyczepione tajemną siłą do koca
jak perły rozsypane ze sznura samobójczyni
tańczącej czarne tango czerwoną nocą

(pod dywan zamiatam
mord
autoagresję
zniszczenie
autodestrukcję
okaleczanie
samobójstwa
ostre noże
mocne pętle
piramidę białych tabletek)

muzyka the irrepressibles gra tak intensywnie że pęka mi serce.

deja vu!


deja vu!

on

trąbka

ja

i

inne
kobiety...
(chwileczkę!
teraz to
TYLKO
JEDNA -
Marilyn)

i mam czego chciałam.
i jestem przedszczęśliwa.