środa, 31 sierpnia 2011

appendix 133.

nie zasłużyłeś.

...and Susie knows her baby was a family man
but the world has got him down on his knees

sens?

to jak mówić spalonemu domowi
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)

zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku

but if you feel better, I don't mind

uspokój ją
podaruj spokój sobie

wtorek, 30 sierpnia 2011

appendix 132.

czasem trzeba wyjść z siebie
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu

i dlatego lubię mówić z tobą

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Haśka wieczorową porą.

przyszła do mnie powoli
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.

jesteś

jak księżyc wyraźny

świecisz

na moim chłodnym niebie

ty.


niedziela, 28 sierpnia 2011

usiądź obok.

klik

niczego w tym momencie nie pragnę bardziej.

jar of hearts.

oglądam Smallville i kroję jabłka w półplasterki
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.

sobota, 27 sierpnia 2011

contagious & overwhelming

jest mnie za dużo
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum

appendix 131.

zginę
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem

wszystkiego najlepszego, Neno.

samotność & bezsenność.

dosięgły mnie
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem

a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?

27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie

piątek, 26 sierpnia 2011

jestem lżejsza od fotografii.

nie bardzo rozumiem i nie jestem pewna czy chcę
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy

bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać

czwartek, 25 sierpnia 2011

appendix 130.

przerost treści nad ciałem
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.

duszę duszę.

znalazłam zgubione kawałki siebie
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka

o(d)suwam się

środa, 24 sierpnia 2011

appendix 129.

wróciłam
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu

- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.

kit(s)chen stories 1 i 1/2.

pie(ka)rnikowy zegar pokazuje 00:02
w nowej kuchni gotuje się stare rzeczy
resentymenty
od roku siedzę w tym samym garnku
pod przykrywką rzeczywistości
musiałam wskoczyć tu przez przypadek
ścianki parują a woda bulgocze
czasem bywa za gorąco
serce pęka i rozłazi się kipiąc na czystą kuchenkę
znowu zostawia za sobą brud kopcące kominy
jeden wyższy
aorta
pod kapeluszem pokrywki kiszą się słabe myśli
rozmoczone przez wspomnienie
nie potrafiące nabrać stałych kształtów i przynależności
muzyka odbija się i wraca jak bumerang
na zdrowie
zeskrobuję pleśń zapomnienia z garnuszka życia
próbuję przeskoczyć o ten rok w tył
znaleźć siebie tam gdzie się zgubiłam
krążę w kółko
tłukę talerze
wypijam kolejne odgazowane piwo
światłości szukam w lodówce
czy poturlam się daleko wraz z kostką lodu która kapryśnie wyskoczyła z mroźnego mieszkania
czy przypalę się i już zawsze będę tylko zapachem spalenizny której każdy chce się pozbyć
(żebym tak chociaż wyparowała i mogła z powrotem wrócić jako tlen do ukochanych układów oddechowych)
jutro jadę znaleźć siebie
na ławeczce przy trochę wyższej temperaturze
przy kawie trochę bardziej mlecznej niż wtedy
pod koniec sierpnia blisko początku września
jutro stanę znów na rogu żółtego domu patrząc na drogę w górę
(strumienia?)
za plecami mając pastelowe ściany jego mieszkania
- tam się nie wróci już nigdy - żałować też nie będę
dwie chwilę popatrzę przetrę chodniki tymi samymi trampkami
zachłysnę się tym do bólu czystym powietrzem
skoro nawet krakowskie tramwaje mówią: zadbaj o swoje serce - jedź do...
toteż jadę
nie obiecuję że wrócę ta sama
bo być może jak okruszki z francuskiego rogala z czekoladą
zbiorę tam resztki siebie
sprzed roku - nadające się jeszcze do recyclingu.

wtorek, 23 sierpnia 2011

appendix bez numeru.

lubię kiedy wpisując JA pojawiasz się ty.

niedziela, 21 sierpnia 2011

appendix 128.

znalazłam w telefonie twoje zdjęcie z Clintem
uśmiałam się do nieprzytomności


kryształowe zamki się muzycznie kruszą w tle








z w a r i o w a ł a m

modlitwa 01. (Lord, let there be revival)

ostatni raz modliłam się cztery lata temu
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę

wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać


jeszcze raz mówię: nie mnie dziękuj.
ja też mam za co.

sobota, 20 sierpnia 2011

piorun.

Piorun może wywołać pożar. Uderzenia rozrywają pnie drzew i mury, potrafią oderwać płyty kamienne wykładzin dachowych, murów ważące do 100 kg i odrzucić je na kilka metrów, przepalają cienkie druty, wywołują uszkodzenia instalacji elektrycznych, telefonicznych i innych opartych o metalowe przewody, niszczą urządzenia elektryczne. Temperatura w kanale przewodzenia pioruna jest tak wielka, że krzemionka zawarta w ziemi w miejscu uderzenia topi się.

srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza

czwartek, 18 sierpnia 2011

emigrantka.

nie myślę dłużej się przejmować
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie

nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you

sobota, 13 sierpnia 2011

appendix 127.

niebo się obraziło
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość

klik (przypadkiem się włączyło i zostało)

piątek, 12 sierpnia 2011

jesteśmy.

spięcie między dodatnim a ujemnym
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.

środa, 10 sierpnia 2011

appendix 126.

jestem bańką pełną uczuć.

Evelyn.


już wkrótce razem
tęsknię

marzę o tej miękkości która wchłonie cały strach
o tym łagodnym mruczeniu które zagłuszy koślawe myśli
bo nigdy nie jest tak dobrze żeby nie mogło być lepiej

oswój mnie.

wtorek, 9 sierpnia 2011

wariac ja.

torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest miłość

pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie

torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech

zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból


pokażę.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

to byłby wielki nietakt gdyby było nie tak.

mój organizm nie jest przyzwyczajony do tak wielkich dawek szczęścia
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje

i nawet płaczę na słodko.

niedziela, 7 sierpnia 2011

appendix 125.

biomet: dziś wyjątkowo korzystny
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie

leżę na podłodze...

leżę na podłodze i piję kawę
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa

gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
jesteś.
wystarczy.

wtorek, 2 sierpnia 2011

electrical storm.

łapię świetliki w dłonie
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

a kiedy? jak będę stara?

- zapytałem cię chyba o coś.

- a ja ci chyba odpowiedziałam.

- jak chcesz.

- no to o czym byś chciał napisać?

- o nas.

- chyba żartujesz.

- a dla czego nie? historia miłosna z wątkiem kolejowym. ona miała do niego pociąg...

- to ty przestań. [...] no to o czym będzie ta historia?

- kobieta. mężczyzna. przypadkowe spotkanie. trochę kłamstw. może zdrada? na koniec parę łez.

Prosta historia o miłości (2010), reż. Arkadiusz Jakubik

wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian.

klik.

domyśl się.