w nowej kuchni gotuje się stare rzeczy
resentymenty
od roku siedzę w tym samym garnku
pod przykrywką rzeczywistości
musiałam wskoczyć tu przez przypadek
ścianki parują a woda bulgocze
czasem bywa za gorąco
serce pęka i rozłazi się kipiąc na czystą kuchenkę
znowu zostawia za sobą brud kopcące kominy
jeden wyższy
aorta
pod kapeluszem pokrywki kiszą się słabe myśli
rozmoczone przez wspomnienie
nie potrafiące nabrać stałych kształtów i przynależności
muzyka odbija się i wraca jak bumerang
na zdrowie
zeskrobuję pleśń zapomnienia z garnuszka życia
próbuję przeskoczyć o ten rok w tył
znaleźć siebie tam gdzie się zgubiłam
krążę w kółko
tłukę talerze
wypijam kolejne odgazowane piwo
światłości szukam w lodówce
czy poturlam się daleko wraz z kostką lodu która kapryśnie wyskoczyła z mroźnego mieszkania
czy przypalę się i już zawsze będę tylko zapachem spalenizny której każdy chce się pozbyć
(żebym tak chociaż wyparowała i mogła z powrotem wrócić jako tlen do ukochanych układów oddechowych)
jutro jadę znaleźć siebie
na ławeczce przy trochę wyższej temperaturze
przy kawie trochę bardziej mlecznej niż wtedy
pod koniec sierpnia blisko początku września
jutro stanę znów na rogu żółtego domu patrząc na drogę w górę
(strumienia?)
za plecami mając pastelowe ściany jego mieszkania
- tam się nie wróci już nigdy - żałować też nie będę
dwie chwilę popatrzę przetrę chodniki tymi samymi trampkami
zachłysnę się tym do bólu czystym powietrzem
skoro nawet krakowskie tramwaje mówią: zadbaj o swoje serce - jedź do...
toteż jadę
nie obiecuję że wrócę ta sama
bo być może jak okruszki z francuskiego rogala z czekoladą
zbiorę tam resztki siebie
sprzed roku - nadające się jeszcze do recyclingu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz