wtorek, 24 maja 2011

zdarza mi się czasem zapomnieć że istnieję.

siedziałam pod drzewem na parkingu na powiślu
i czekałam na mamę.

przyjechał autobus ze szkolną wycieczką
znad morza
z gór
z bliska czy z daleka
nieważne.
wysiadły pierwsze
wiesz
ten typ podstawówkowych dziewczynek
ubranych w różowe uniformy
z ogromną gębą hanny montany na plecakach
dziewczynki którym do bycia najlepszymi nie brakuje niczego
posiadaczki różowych tiulowych skrzydełek
i tandetnych plastikowego diademów
wysadzanych kolorowymi szkiełkami.
one rządzą swoim podstawówkowym światem.
kolegują się z najfajniejszymi chłopakami
chwalą gadżetami z dziecięcego h&m'u
te dziewczynki tworzą świat
który świeci brokatem
i tęczą ciągniętą przez kucyki ponny...

stanęła trochę dalej
choć ubrana w czerwoną kurteczkę
chciała się schować
nerwowo skubała ramiączko plecaczka z królewną śnieżką
płowymi krótko obciętymi kosmykami na jej głowie bawił się krakowski wiatr
szkoda że przez całą wycieczkę patrzeć będzie tylko w dół
na powybijane kocie łby...

stałam z mamą na wzgórzu wawelskim
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja


2 komentarze: