środa, 20 października 2010

when I first saw you I was deep in clear blue water
the sun was shining calling me to come and see you
I touched your soft skin
and you jumped in
with your eyes closed
and a smile upon your face



jeszcze jeszcze

wtorek, 19 października 2010

appendix 68. (staram się oddychać szeptem)



"ja go nauczę wszystkiego od nowa..."

słodzisz pięć łyżeczek.

jestem filiżanką z herbatą
słodzisz
raz
dwa
trzy
cztery
pięć
łyżeczek cukru
ja nie domagam się więcej
jestem szczęśliwa
że raz dwa trzy cztery pięć słów twoich widzieć mogę

filiżanka z herbatą bardzo chce znaleźć się w twych dłoniach
i przy twoich ustach
tylko tyle
stoi na stoliku i czeka
na raz dwa trzy cztery pięć słodka.

poniedziałek, 18 października 2010

czekając na unhappy end?

trzęsienie ziemi odkładamy na jutro
po co więc było tyle hałasu?
skoro znów tkwię w tej piekielnej poczekalni
z jednej strony wionie alkoholem tanim tytoniem słodką trawą
z drugiej nicością
stoję na bardzo cienkiej granicy
właściwie to jedynie kreska
smużka
łzawa czy krwawa
w sumie wszystko jedno

wypchnij mnie z tego piekielnego pociągu na ostatniej stacji przed miasteczkiem paranoi.

klik

bez happy endu.

piszę scenariusze
jak ja się boję!
dobre dobre dobre najlepsze scenariusze
czarne sine blade śmiertelne sceny
jak ja się boję!
czuję że zbliża się krawędź i nie będę miała gdzie postawić stopy
pozostanie jedynie cofnąć się by żyć lub
runąć w przepaść i rozbić cały swój świat o jakieś twarde podłoże
jak ja się boję!
piszę piszę piszę spisuję scenariusze

SCENA I
Nena stoi przy oknie z kubkiem kawy. Widać że czuje niepokój. Niespokojnie oddycha. Przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą.

NENA Jak ja się boję! wyrzuca z siebie ciężkie westchnienie

[...]
nikt nie uwierzy mi że tak bardzo mocno ciebie kochałam.

niedziela, 17 października 2010

appendix 67.

zaaplikowałam sobie podróż ponad chodniki
cisza szepcze plącze faszeruje smutkami bez sensu
PRZYPOWIEŚĆ O ZAGUBIENIU W CZASOPRZESTRZENI
szelest szelest szelest
tak cudownie się myśli
nigdy nie myślałam że może być aż tak
sufit podłogą
maszeruję choć leżę
mdleję znów zawęża się pole widzenia ku innym światom prowadzi
wiązka czarnego światła
niepojętą mocą ja jestem na zewnątrz a mieszkanie we mnie
to ja mam ściany miętowe - ono mięśnie i skórę
bije mu serce ja murem jestem.
zawsze warto zapukać do drzwi
pod stopą plastelina podłogi krzesła przechylają się
jest tak miękko tak ciepło
[...]

sobota, 16 października 2010

appendix 66.



a guy like you should wear a warning " it's dangerous "
you're dangerous - I'm loving it
I'm addicted to you - don't you know that you're toxic?

mantra.

moja Nena, moja.

tak to mniej więcej wygląda.




po co słowa po co słowa
kiedy głowa obrazkowa
;-)

piątek, 15 października 2010

makowa panienka.

poczułam ten powiew zmian

nierówny takt serca
wybuch oksytocyny
niemiłosierny ból
dwa omdlenia
nudności

aż się boję.

póki co maki w głowie. maki.

czwartek, 14 października 2010

appendix 65.

dostałam bumerangiem wspomnień po głowie
rozpuszczam magnez w lodowatej szklance
bąbelki uciekają
wciąż wyżej i wyżej
do nieskończonego pst
przypominam sobie ten skurcz łydki
przypomnij mi ten skurcz łydki
przypomnisz mi ten skurcz łydki prawda?
naprężam mięśnie - to się nazywa pamięć fizyczna.

środa, 13 października 2010

tak to widzę.

trwać w uścisku
- tak to sobie wyobraziłam
nasze następne
spotkanie
kochanie
umieranie
jeden wielki uścisk
ja ciebie
ty mnie
nas świat
świat my
trwać w uścisku
porastać trawą
topić się w słońcu
zasypiać pod liśćmi
tonąć w białych iskrach śniegu.
tak to sobie wyobraziłam
na przecięciu szyn
pod komendą policji
na światłach
czerwonych
pod cudzym sufitem
na podłodze nieba
trwać - choćby do wiosny
wiosna przyjdzie przyniesie zmiany
wtedy być może uściśnie mnie pętla
tramwajowa
sznur pereł
lekka apaszka w irysy
za szyję za mocno
prawie tak jak ty.

wtorek, 12 października 2010

appendix 64.



nie rozumiem go ale mimo to kocham go
kocham kocham kocham kocham
no bo kto kocha kocha ma przynajmniej to

obrywam. przyklejam.

jak płatki stokrotki obrywam te nasze półsłówka
KOCHA
niedopowiedzenia
NIE KOCHA
aluzje
KOCHA
niejasności
NIE KOCHA
kiedy nie pasuje przyklejam płatek z powrotem
i tęsknię i mydlę sobie oczy
żeby (było) piekło
żeby było pięknie.

chcę cię znów zobaczyć/usłyszeć/poczuć.

środa, 6 października 2010

appendix bez numeru.


I was perfectly happy killing myself, but then you asked me to try...


wtorek, 5 października 2010

mataforgana.

zimny parapet mieszkania wypełnionego domówką
ulica dymi mroźnym powietrzem
wieszam obłoczki oddechu na przeciwległej kamienicy
gapię się w okna tępym wzrokiem
dzwonię do ciebie
słyszę pocztę głosową
zaczynam pisać
oddzwaniasz

nie mam nic
zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem

a przecież dawno nie było tak dobrze
przecież dawno nie było tak dobrze
bierzemy równo po pół
pół na pół

w przyszłym tygodniu naładuję baterię serca
patrząc ci w nienaturalnie rozszerzone/zwężone źrenice

piątek, 1 października 2010

adios!


adios motherf*cker
głęboki kolor uwięził kostki lodu pod powierzchnią
początkowo rozkosznie słodki smak koi podniebienie
by zaraz wlać się parzącym wrzątkiem w gardło zostawiając ciepły ból
kiedy lód się rozpuszcza cierpkość zostaje złagodzona
na koniec należy tylko pożreć miękkie i słodkie serce - kandyzowaną wisienkę
i odrzucić piękną kwaśną gwiazdę - maskę

piłam za twoje zdrowie
muszę się śpieszyć
żeby móc za nie pić, prawda?

wtorek, 28 września 2010

appendix 63.

moja naga tęsknota w końcu znalazła swoją piosenkę. ubrana w dźwięki pięknieje.

marz[n]ę.

chciałabym stanąć przed tobą
idealnie naprzeciwko.
właśnie teraz
22:33 to chyba dobra godzina?
uśmiechnąłbyś się tym zmęczonym grymasem
kąciki ust w górę, no już!
przymrużył oczy
bo półbłękit nie zabija.
powiedział coś
cokolwiek
gotową mam odpowiedź:

oh, wow. lovely.

poniedziałek, 27 września 2010

po co?

KLIKNIJ I OBEJRZYJ PRZED PRZECZYTANIEM PONIŻSZEGO ZDANIA

po co wysyłasz mnie w drogę?

(a teraz... nie musisz odpowiadać)

...with the valium poets on ears.

panika
pan i k
pana panika
panna panika
paniki pana i pani
warunek
war urnek
ratunek
trunek
plany
planty
plan ty
jesień
je się
jes i eń
yes i nie
kasztany
szatany
szanty
kształty
kształtny
żółty liść
żółty iść
żółć
spokój
Spokój
pokój
uspokój

diet of water and love
Kraków.

piątek, 24 września 2010

appendix 62.


Bóg Ojciec pierwszy raz zastanowił się poważnie nad istotą ziemi (nie świata)

z trzydziestoma latawcami.

dobrze wiedzieć what's new?
dobrze rozważać każdą literkę na nowo
łączyć ją z tą poprzedzającą i następującą po niej
żeby utworzyć pulchniutki wyraz
pachnące spokojną stabilizacją dobranoc
i kaleczące zimną grozą gorzej
potem takie różnobarwne słowa łączy się w latawce zdań
płynie pod pełnią księżycową tęcza nocnych rozmów
oplata zaspane szare miejskie drzewa
rozkopany park
pięciopiętrowe bloki.
kładzie spokój na poduszkę jak św. Mikołaj.

ja spałam spokojnie! przy pełni!
wow.

czwartek, 23 września 2010

pełnia, mija miesiąc od twoich imienin, księżyc się obrócił.

powinnam teraz stać w oknie i czekać
księżyc zagra jakąś smętną kołysankę
po czym zakaże mi spać
pod groźbą lunatycznej śmierci
unoszę się ponad podłogą
wypatruję mnie
w
tobie



NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
musiałam nakrzyczeć
żeby teraz móc wyjaśnić
robak czarnej rozpaczy przygryza wargi
usta krwawią
pękają
zero wody
najgorsze w tym wszystkim jest to wieczne
MUSZĘ CIĘ ZOBACZYĆ

röyksopp - tricky tricky!

dobrze zaczęty dwudziesty trzeci miesiąca?
- wręcz niemożliwe!
dwudziestki trójki zawsze śmierdzą pechem
i samotnością
szczekają jak wściekły pies
który łasi się
by za chwilę wbić zęby w metafizyczną łydkę
i zarazić cię rozpaczliwym krzykiem
ten dwudziesty trzeci jest inny
- wręcz niesamowite!
pod kilkoma mililitrami straconej krwi
rozkwitła nadzieja na wieczór

znów pod pełnią księżyca

(mruży oko w uśmiechu ;) )

środa, 22 września 2010

appendix 61.

jak mi tak Kaśka Nosowska śpiewa

"uwielbiam gdy, uwielbiam gdy cucisz mnie policzkiem..."

to nie mogę się nie uśmiechnąć

będzie rysunek.

jednak nie umiem ubrać słów w wizję
wyobraźnia za szeroka na czworokąt papieru
będzie rysunek
ale jeszcze nie teraz.

wtorek, 21 września 2010

niemożliwie biję się po łapkach.

powiedz mi o co ci w ogóle chodzi?

przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy
przecież oboje zaakceptowaliśmy stan rzeczy
zaistniały
ba, to ty go ustaliłeś
ja tylko się podporządkowałam
bo co niby miałam zrobić?
przecież sprzeciw nic by nie dał
odebrał za dużo
tobie nie wolno się sprzeciwiać
jestem tylko kobietą
podręczną ciepłą kołdrą
sprzętem AGD
parasolem
kompresem na obolałą głowę

powiedz mi po co ci te kombinacje?

skoro ma być PROSTO
- bo to jest świętość której nie da się ruszyć
po co to
przychodzę
uciekam
wychodzę
uciekam
czekam
uciekam
ja zaakceptowałam to PROSTO
po co więc zamiast zwykłego "cześć"
powszedniego chleba
amen amen
kryć się w światłowodach

nie musimy się katować nienormalną sytuacją...

którą ty (na przekór chyba) uważasz za normalną.


i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
'czekałam na ciebie'
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
podziel się ze mną zwykłym dniem.
normalnością spłyń przed moje oczy.

poniedziałek, 20 września 2010

chyba oszalałam.

jesteś taki piękny
nieogarnięty
zaniedbany
niepozbierany
wychudzony
wyniszczony
nie możesz być zły
wyrozumiały
czuły
ciepły

śmiertelnie niepoważny
naiwny

appendix 60.

ona jeszcze nie wie -
dziś załamie się niebo runie w dół oberwaniem chmury
umrą kolejne tysiące nieznanych jej osób
kolejni samobójcy skoczą pod pociąg
z mostu
wodospadem krwi żylnej (gęstszej, czerwieńszej)
popłyną
fale przykryją kolejne statki
nieznane epidemie spustoszą wnętrza czarnoskórych
czerwonoskórych
setki małych Chinek straci życie na starcie tylko dlatego że są dziewczynkami
kolejne małe dzieci (bezpłciowe) zatrują się sromotnikiem
oddechem nietrzeźwych rodziców
czadem kamienicy
rozszarpie je wściekły pies
następni przypadkowi ludzie stracą życie
pod pałką policyjną
bejsbolową
gąsienicą czołgu
w symfonii kul armatnich
karabinowych
zastygną ich bebechy na pustkowiach
kilku umrze z głodu
wyziębienia organizmu
złamie kręgosłup skacząc z klifu
zapłonie jak latarnia w oknie budynku
domku z kart
pójdą szeregiem jedni bez grobu
drudzy nie wygrzebią się spod marmurowych pomników
jedni w górę
drudzy w dół
jedni w szpagacie wieczności
to był mój wybór - jestem pomiędzy niebem a piekłem
ale jednak bliżej piekła
- powiedziała kiedyś P. sennym światom...

ona jeszcze nie wie -
poczuła twój zapach na swoim płaszczu.
nie chce widzieć sz[cz]erzącej się wokół śmierci.
nie chce widzieć czarnej smugi końca za twoimi plecami.

klik

sobota, 18 września 2010

71.


krótkie słówko 'koniec'
wyryte pod czaszką.
powieka drży na wietrze uczuć
pałace płoną w moim sercu
zrywam mosty krwawią ręce
staję twarzą w twarz ze śmiercią
a ona śmieje się ze mnie
diabły mówią że śmierdzę życiem
nie mogę iść dalej.
zdaje egzamin z bycia sobą z tobą
a jednocześnie oduczam się mówienia 'ja'
stoimy zimny wiatr porusza kłębkiem westchnień.
szepczę:
jeszcze nie czas na nasze Jeziory, Staśku.





71. rocznica śmierci Witkacego

piątek, 17 września 2010

nie byłabym sobą gdy byłabym inna.


klik !

przecież inaczej nie mogłam
inaczej cały świat pozostałby zastygły w niepewności
jak w kostce lodu
inaczej nie mielibyśmy ani chwili
inaczej ja i ty nigdy nie stworzyłoby obrębu my
do którego tak lubię wracać
który być może już nigdy się nie powtórzy

każdego dnia układam słowa ostatniego pożegnania
każdego dnia myślę o tym czy czarne róże nie byłyby lepsze od tych goździków
wyobrażasz sobie? kondukt... i ja z naręczem czerwonych kwiatów?
po co wszyscy mają widzieć
po co mówić: to ona

nie. byliby raczej zaskoczeni. przecież przemycałeś mnie nocą przez miasto
biały dzień nigdy nie ujrzał nas razem
ty - jako wampir
ja - jako wilkołak
my - tylko noc.
noc ma to do siebie że jest w stanie ukołysać dwoje tak niestabilnych nie-ludzkich ludzi.
skłamałam -
wiesz że skłamałam.

po prostu musiałam tam pojechać.
musiałam
żebyś chwileczkę był na moją wyłączność
czysty egoizm.

i kiedy w końcu... [...]
BYŁO TAK NORMALNIE!
nie masz pojęcia jak tęsknię za tą normalnością.
nie masz pojęcia jak brakuje mi tych kitchen stories.
tego zielonego koca.
tu tak zimno.

chciałabym wrócić. wymknąć się do tego świata gdzie my przeważało.
gdzie nie było nic oprócz nas

świat się zdematerializował.

tutaj. bezsenność. wędrówka. miotanie się.
a szczęście wisi na włosku.

czwartek, 16 września 2010

...but won't you break my heart-shaped glasses?

nowa grzywka.
nowe duuuże słuchawki podtrzymują pękającą głowę.
jak mało potrzeba Nenie do szczęścia!

no i... może najważniejsze:
świat wciąż wisi w swojej czasoprzestrzeni
istnieje
ma się dobrze
a jego koniec znów odkładamy na jutro.

środa, 15 września 2010

pani serce bije za szybko!



ty patrzysz jak ja kiedy zawstydzam się
ja patrzę jak ty pewnie zawstydzisz się


klatka piersiowa zapada się i unosi.
zbyt szybko.
drgający oddech.
niespokój.

appendix 59. - późne przedpołudnie z Poświatowską.

zadźwięczał prostokąt pokoju
kąty nachyliły się ku sobie
aby objąć twoją głowę
senną z zamyślenia

tak kocham twoje usta
kiedy milczysz

ciepła wiedza
zamieszkała wnętrze twoich dłoni
rozpostarte gałęzi palce

kiedy milczysz -

po twoich ścianach
pełzają pająki cieni
każdy włos żyje osobno
w purpurowym świetle

zgarniam cienie
szybką łakomą dłonią
i jak usta
do ust twoich

tak kocham
gdy nie nazywasz imieniem
nic

***

ten dzień
w ślepym zaułku
pomiędzy szafką i nocnym stolikiem
lustrem z odbiciem nie mojej białej twarzy
(moja twarz świeci kolorami w radosnym zwierciadle pamięci)

ten dzień
w ślepym zaułku urodzony
umrze
na wysokim wniebowstępującym łóżku -

i w kącie
pomiędzy moim policzkiem
a kreską ust
śpiewając cienkim ptasim głosem
przysiadł wychudły pocałunek
pamięć pocałunku
przywarta na wieczność do moich błękitnawych jak zmierzch - ust

w ten dzień
w samotnym kącie
pomiędzy nocą - a nieprzebudzeniem
pomiędzy czymś - a niczym
pomiędzy nim - a mną
rozegrał się akt 5 -
bez pożegnania - nisko

***

bo właśnie chcę najprościej
na srebrnej tacy księżyca
podać ci kolację
i patrzeć - jak zgryzasz
śpiący złoty
pomarańcz obcisłą skórę

potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom moim ponieść
pachnącą wieść o tobie

najzwyklej
na złotej tacy słońca
przynieść pogodny świt
ponad twym łóżkiem wzejść
gdy wstajesz
i przeciągając senne ramiona
mówisz - dzień

***

moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc

***

więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami niech
w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom

jeszcze głos twój usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz i na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami

***

Jak się rozstać z twoimi upartymi ustami. Co wieczór oczekują na mnie pomiędzy oknem a bokiem ciemnego kredensu - przyparte w kąt do dawnego mieszkania pająka. Pająki przepędziła moja matka - uzbrojona w miotłę i uśmiech - ale twoje usta oparły się i miotle i jej naiwnym słowom. Zostały w kącie. Co wieczór kładę się do łóżka sama i wtedy zaczynają świecić - najpierw są lekko zielone - żółkną jak liście żeby orgią purpurowego dzikiego wina stać się o północy. Odkąd mam twoje usta uwierzyłam w duchy. Północ bije - dwanaście powolnych uderzeń wkręca się w bok kredensu - czerwienią mojej upartej krwi.

home, sweet home.

- tak, duet Stanisław i Jan znowu uratowali mnie z egzaminacyjnej opresji. Klacie wyślę chyba bukiet kwiatów, bo dzięki niemu w ogóle pcham te studia do przodu.
- bo jego jedynego w miarę rozumiesz.
- bo on myśli podobnie, poza tym nawet nie wiem czy to kwestia rozumienia. lubię go. widziałam już kilka przedstawień: Sprawa Dantona, H., Oresteja, Trylogia...
- no, teraz pójdziemy na Wesele Hrabiego Orgaza...
- tak, tak! według powieści Romana Jaworskiego - przyjaciela Witkacego!
- a ja wczoraj oglądałam Mrożka w Teatrze Telewizji [...] padło takie zdanie:
na samobójstwo zawsze jest czas. nawet pięć minut przed śmiercią.
- piękne. muszę to sobie gdzieś zapisać...

(nocne rozmowy Neny z Mamą...)

poniedziałek, 13 września 2010

neuroprzekaźniki.

czekam na ciebie.
(a może tęsknię?)
ludzie przygasili światła w oknach
zmierzch rozlał się nad osiedlem.
rolety przymknięte do połowy jak moje senne oczy.
liczę każdy oddech. miarowo mijają nanosekundy.
twoja walka z dopaminą jest moją walką o życie.
beznadziejnie rozchylone usta połykają łzy
potykają się o ciężar niewypowiedzianych słów.
chcę ci dziś powiedzieć:
czekałam na ciebie.
dlatego bardzo cię proszę, przyjdź.
zapełnij obecnością to miejsce pozostałe po uśmiechu.
palcami narysuj mi mapę nieba. rozstawimy drogowskazy.
już żadne z nas nie zgubi drogi.
teraźniejsze niebo w kolorze twoich oczu -
prawie jak spojrzenie.
i spływa na mnie ta wieczorna cisza
nie -do - zniesienia.
niedoskonałość zawisła w gardle.
i ten wstyd wypowiadania wszystkich istniejących na świecie słów
imitujących MIŁOŚĆ...

ketil bjornstad - prelude 13

niedziela, 12 września 2010

appendix 58.

tak. mimo wszystko. dziękuję ci. ukradłam światu tyle szczęścia. ledwie zmieściło się w kieszeniach. szliśmy tak przez park. jak jesienne dzieci z kieszeniami kurtek wypchanymi kasztanami. i łasica na środku drogi zapaliła nam latarnie dwojga oczu. i o wiewiórkach dokarmianych przez ludzi też coś było. idealna cisza. idealna ciemność.
tak. mimo wszystko. zdecydowanie powinnam ci podziękować. ukradłam światu tyle szczęścia. w ścianach pięćdziesiątki jedynki. kiedy jesienne dzieci opowiadały bajki. pod kocem. żeby się nie bać. żeby nie przypełzła obmierzła rzeczywistość mroźna jak buka.
żeby móc dorastać i kochać.

w piekle nie jest gorąco. piekło to jedna wielka poczekalnia.

and so I'm waiting with the sound turned off
I'm waiting like a glass balloon
and I'm fading into the void and then
I'm gone, I'm gone, I'm gone...

dzisiejsza noc nie przyniosła nic oprócz koszmarów.
za dużo Micińskiego i Baudelaire'a wieczorem.
ten dzień? samo rozczarowanie.
jak wielkie pudło wypełnione nicością.
może za dużo Mansona i Tori Amos?
- jedyna oprócz mnie kobieta w tym towarzystwie...
(a może właśnie nie?!)
głupia jesteś, Neno - jasne, że tak! -
na twoim miejscu raczej bałabym się
tego purpurowego diabła
którego pewnego pięknego wieczoru trzymałaś w ręce.
5cmx5cm wroga przeciwko twojej duszy. twojemu sercu.

sobota, 11 września 2010

wyczerpananena.

na mapie szczęścia czarna plama
PRZECIEŻ DO STU DIABŁÓW POWINNAM BYĆ TERAZ
bynajmniej nie tu
laptop grzeje kolana
TYLKO LAPTOP
absynt krąży we krwi rozlewa wizje
szelest pod palcami
zimnymi
szumię wiatrem
szukam ukojenia
PRZECIEŻ!
tam gdzie śpi rozdwojenia stan
tam gdzie wiedzie się każdy plan
znów spotkalibyśmy się wśród chwil
dlaczego mnie tam nie ma...?

piątek, 10 września 2010

appendix 57.


pachnidło

Głowa

mandarynka, śliwka, goździk, pieprz, koriandr, bazylia

Podstawa

labdanum, cedr, drzewo sandałowe, paczula, wetiwera

Serce

konwalia, róża, jaśmin, cynamon, brzoskwinia, goździk, irys


jakiż inny zapach może pasować Nenie w obecnej sytuacji? tylko i wyłącznie opium. całe 100 ml.

"Gdyby zakochanie trwało zbyt długo, ludzie umieraliby z wyczerpania, arytmii lub tachykardii serca, głodu lub syndromu odstawienia snu."

nie wiem czego mam się bardziej bać
strach lepkimi mackami oplata moją głowę
czołga się po podłodze
wypełza spod łóżka żeby tylko gdy usiłuję zasnąć przysiąść przy mnie
i siać ziarna niepokoju
pod powiekę wpuszczać śmierć

zrywam samotność jak przyschniętą tapetę ze ścian
nie ułatwiasz mi tego
pod tapetą wymalowane czerwoną szminką serca
sztuczne rzęsy porozrzucane pod panelami
które też zrywam chcąc dokopać się do czegoś co pod tą samotnością było

nie wiem czego mam się bardziej bać
wytworów wyobraźni w swojej głowie
dotyku przeznaczenia
dziwnej siły splatania "przypadków"
twoich chemicznych przyjaciół
tej która nie ma oczu ale ma serce
czy tej która ma oczy ale nie ma serca

czy jej. tej o spojrzeniu w kolorze orzechowych pralin
tej o twarzy ochlapanej szczęściem piegów
o włosach złocistych jak najpiękniejsza jesień życia
o włosach które oplotły niegdyś twoje serce.

co wobec takiego piękna mogę ja...?
umierać z wyczerpania
arytmii lub tachykardii serca
głodu
syndromu odstawienia snu

mogę też przynieść dwadzieścia siedem czerwonych goździków (kiedyś) na twój grób
nad którym ona także będzie stać.
zawsze bliższa...

jesień (przyszło mi zwariować)

szklanica absyntu wychylona zbyt szybko
potem rzut o ścianę tym charakterystycznym brrr...
i jakieś zaokienne:

moja Nena...

E R R O R


czyja?
wiatru na pustych polach za osiedlem
lasu rumieniącego się jesiennie
tej mgły która swoje macki zagłębia w jej mieszkaniu
głębokiego czerwonego swetra w którym ostatnio śpi
i z którym za żadne skarby świata rozstać się nie może
a nawet za Chiny ludowe
i diabła!
za złotego bożka też nie.

idź już!
nie strasz mnie!
(oblewam serce wodą. może zardzewieje. może zmaleje. może zemdleje.)
idź już!

"z niczym nie rozstanę się równie chętnie jak z tobą, panie - może tylko z życiem... może tylko z życiem..."

nie! zaczekaj.
żartowałam.
znów tak samo.
jak wtedy rano w kuchni.
wtedy kiedy żartowaliśmy z całego świata i z tego Pana który napisał nam taki scenariusz.
i z nas takich nieświadomych ogromu uczuć.
uczyć uczuć nas trzeba.


środa, 8 września 2010

appendix 56.

remont na arteriach.

Gdy się miało szczęście,
które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...

w końcu.
w końcu muszę zacząć porządkowanie wspomnień.
jeszcze jedno nie klei się do drugiego
jeszcze wszystko gotuje się w sercu jak w ogromnym kotle
ale powoli daje się układać zdarzenia w zdania, spojrzenia w słowa, DOTYK?
nie - on wciąż nie da się wcisnąć między dużą literę a kropkę - ani tu
ani na papierze.

podjęłam jednak próbę.
a to już jest bardzo dużo.
powyrywane kartki pamięci sklejam w słownik znaczeń
staram się tłumaczyć na ludzki język niedopowiedzenia
przyciąć niepasujące puzzle niedopasowań.

i znów ten potworny zgrzyt w głowie:
DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK [...]
error
wraca myśl: jest idealnie
choć pewnie inaczej wyobrażałam sobie ten ideał.
teraz powinnam wytworzyć jakiś
antydotyk
antydotykum
założyć
fireantydotykwall

ale nie potrafię
a najzabawniejszy jest fakt że ty też nie.

jestem wyczerpana - więcej z siebie nie wypluję dziś.
tętno 114
serce pa-dam pa-dam pa-dam
delirium

...a Sensor szczeka jak szczekał.

wtorek, 7 września 2010

appendix 55. - segregacja szufladek

- ale przecież powiedziałeś że nie zmieszczę się w twojej ręce...
- ale w dwóch tak.

...

- cały czas chodzi za mną ten fragment: 'przecież jesteśmy tacy młodzi - ludzie nam tego nie wybaczą...'
- ważne, żebyśmy my sobie wybaczyli.

...

- i co zawalił ci się świat? dwa? osiem?
- dwadzieścia siedem...
- a no to jak dwadzieścia siedem... to rozumiem.

nie, nic.

Mięsień sercowy pracuje zgodnie z zasadą "wszystko albo nic" – nawet najmniejszy impuls powoduje maksymalne napięcie włókien mięśnia.


uspokój się mięśniu!


appendix 54.

dziwnie śniło się Nenie. znów ktoś ją dusił - nie mogła się obudzić.
taki przeraźliwie czarny chłód. przeraźliwie zimna ciemność.
teraz wie - t e l e p a t i a -
wyłączcie mi to. błaaagaaam...

niedziela, 5 września 2010

home made.

czuję że serce mi pęknie
a mózg eksploduje.

a może dokładnie odwrotnie?
serce - eksploduje
mózg - pęknie.

nie ważne!
TO nie jest ważne.

póki jest PROSTO i się nie KOMPLIKUJE jest dobrze.

środa, 1 września 2010


lodówka Neny Nevermore
Manson & coke

appendix 53.


if my heart’s soaking wet - boy - your boots can leave a mess.



P.S. "wypłakałaś to!"

syndrom zapętlenia jednego utworu.

wpadłam w króliczą norę
świat odwrócił się do góry nogami
i macha obcasami nad głową
filiżanki z herbatą mnożą się jak grzyby po deszczu
biały królik w kamizelce
FASTER - FASTER - FASTER!
gąsienica częstuje sziszą
wypal mnie
zjedz mnie
wypij mnie
tylko nie pozostawiaj mnie na pastwę królowej kier
w mojej przykrótkiej niebieskiej sukience
rosnę nie mogę oddychać
topię się we własnych łzach
znów zbyt mała na ten świat
na co czekasz?!
FASTER - FASTERRR... rrr... mruczy uśmiech kota
różowy kot w fioletowe prążki
mruczy jak wiertarka
ja już nie mam mózgu
wszystko rozlało się z deszczem
wszystko topi się w różowej cukrowej wacie

nie obudzę się już !



take a chance you stupid... girl.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

appendix 52.

idealna maszynka
do wytwarzania endorfin
this isn't you -
you're not mechanical -
you're just a boy playing suicide king.

bezsenne noce.

zmęczona szczęściem usiadła przy laptopie
inaczej niż w ten weekend - czyli tak samo jak zwykle kiedy zostaje sama
po raz kolejny
popija zieloną herbatę z pigwą
z trudem unosząc powieki do góry
Nena która pozostała sobą
bo taka jest jej życiowa konieczność
"halucynacje muszą być. optycznie będzie dobrze nam" - nuci sobie.
i dziękuję wszystkim
dzięki którym te bezsenne noce
pomimo temperatury na zewnątrz
były ciepłe.

czwartek, 26 sierpnia 2010

my brain thinks bomb-like.

zaryzykuję.


(niezależnie ile razy sobie jeszcze pomyślę że nie warto)


nic nie zmienię.


(niezależnie ile razy będę usiłowała wyginać bieg wydarzeń)


zaczekam.


(niezależnie ile razy krzyknę JUŻ!)

wtorek, 24 sierpnia 2010

appendix 51.


pełnia księżyca
here in my head

tuż tuż.

"Mgła nad górami. Mgła za górami, za lasami. Nena - Ofelia topi się we mgle, psy szczekają zaniepokojone, ptaki - beztroskie. Przyjemne zimno łaskocze jej bose stopy. Pod balkonem sadzą kwiaty które ona nazwie. Samochód rozbryzguje kałuże. Pokój to ustawiona scenografia. A ona tu... Sceny balkonowe na leżaku. Urlop jak w lecie. Brzozy drżą, wiatr drży. Serce drga, pika. Niebo przecięte przez deszcz. Głosy i odgłosy z tyłu, prawej i lewej strony. Góra milczy bezsilna wobec uczuć. Dojrzale. Dojrzalej. Najdojrzalej. Skacze po dachach uboga tęsknota. Ginie pod kołami samochodów - tych w centrum.
Wieczyste leżakowanie na balkonie świata."


(14 kwietnia 2010)

tak lubię do tego wracać.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

znów wszystko co ważne mnie ominęło.
znów nie powiesz mi nic o tym że nie jest różowo.
że przyszłość jest raczej czarna.
o ile jeszcze w ogóle jest?

piątek, 20 sierpnia 2010

just a car crash away.

so how can it be this lonely ?
is this all we get for our lives ?
is love only sweeter when one of us dies ?

znów ten sam cierpko-gorzki smak na koniuszku języka
i oczy zaciągnięte mgłą - żeby nie widzieć
żeby nie czuć
jak świadomie spalasz się na stosie
wraz ze mną - uczepioną koniuszka twojej duszy...

ale twoja duma nie pozwala ci tego widzieć i czuć
jak ta mgła na moich oczach...

wtorek, 17 sierpnia 2010

niedługo stanę na rogu tamtego domu...

popatrzę na siłownię
wypożyczalnię rowerów
ludzi spacerujących "w tę i nazad"
zdrojowe słonie sikające [sic!] równie zdrojową wodą
żuli spod Żabki
zdezelowane trzeszczące samochody
wygrzebię kuszącą bluzkę za 5 zł w pobliskim szmateksie
i będę czekać by nigdy jej nie założyć

krzaki rozrośnięte niczym nie będą przypominać tych kwietniowych
już nie spadnie śnieg na witkacowski beret

może będziesz ty
i na pewno będzie świadomość tej niesamowitej bliskości
której nie ma a przecież jest
i będzie też dużo zdjęć
wytapetuję mój dom twoim domem...

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

spod drżącej powieki...

spod drżącej powieki wyziera niesamowite światło
jak okno pociągu ogarnia przestrzenie
nadaje kształty rzeczom
i nazwy zjawiskom
wszystko rozmodlone w jakimś cudownym wygibasie
i myśl że Kraków znów ciebie kołysze
i myśl że to powietrze którym karmię się ja syci również ciebie

muszę jechać.

czwartek, 12 sierpnia 2010

blood-stained sheets in the shape of your heart.

[...]
będę na wysokiej górce. i będę patrzeć.
rozłożę koc i wydam się na żer komarom.
pokłute ciało złożę na ściernisku.
tutaj wszystko się zacznie
powolna agonia przerośniętego serca
częściowe umieranie tego niepotrzebnego organu.
'kocham cię tak bardzo że musisz mnie teraz zabić.'
reakcja zwrotna - autoagresja - serce pęka i trzeszczy.
patrz - komar wypił ostatnią kroplę krwi która należała do ciebie.

otwiera się imaginacji spektaklosfera

piątek, 6 sierpnia 2010

peyotl.


telepatią masujesz mi kark
cudownym przekazem myśli kąciki ust podnosisz
dajesz mi noce niebogate w sen
tlen z płuc wysysasz
czuję jakbym chodziła pod wodą
świat rozpadł się na tysiąc małych światków
łączą się i formują kolorowe strugi
bujamy się na biegunach utopii

...i zjadam cię po kawałeczku.

watch out, watch out for your lovers.

tak więc trwają te dwie: MIŁOŚĆ i GŁUPOTA
z nich zaś większa jest GŁUPOTA.

;-)

czwartek, 5 sierpnia 2010

na pętli o 7:45

i znów się obudzę z tym obrzękiem serca
powiem ładnie: DZIEŃ DOBRY, EGOISTO.
znów będziesz budził mnie snem o umieraniu
znów przestraszysz drżeniem rąk.
DZIEŃ DOBRY, EGOISTO!
znów cały świat zakręcisz wokół siebie
mnie też - na twoim palcu.

a ja tak pragnę św. SPOKOJU...
późne wakacje tak brzmią i nic na to nie poradzę (przyp. aut. - muzyka wywleczona ze Spokoju):

wtorek, 3 sierpnia 2010

kwiaty powoju we włosach. ziarna powoju w kieszeni.

Nena ma kwiaty powoju we włosach.
Stasiek - ziarna powoju w kieszeni.
on leży na łące pełnej ostów.
ona ma nogi zanurzone w zbożu. szepcze:
drogi Staśku, uciekajmy.
wiatr się zrywa i burza nadciąga z zachodu.
pszenica nie otula już ciepłem ale trupim jadem
owies zczerniały od deszczu.
ucieknij ze mną do miasta turystów
gdzie ludzie w szarych płaszczach wydają się mniej straszni
gdzie przed kamerami robi się słodkie miny
gdzie śmierć smakuje jak ciastko z wisienką na czubku.
drogi Staśku, podróż nas zmęczy mniej niż to życie
niż to ciągłe balansowanie na granicy życia w pełni
jedźmy już dziś. nie zapomnijmy zabrać kromki chleba
soku multiwitamina z magnezem. słoiczka kawy.
nie zapomnijmy o notatnikach. kartkach. podartych sercach
resztę przecież zostawić można
bo chyba kiedyś tu wrócimy - nasze Jeziory na nas poczekają.
jeszcze nie czas na koniec.
on patrzy na nią z wahającą się czułością.
ona na niego z lękiem zmieszanym z nienawistną miłością.
zostają na swoich miejscach.

niedziela, 1 sierpnia 2010

appendix 50.


- więc uważa pan że jest to wręcz bezczelnie nieeleganckie gdy kobieta samotnie pije whisky w takim miejscu jak to. niechże weźmie pan pod uwagę najnowsze prądy przepływające przez nasz kraj. nie mam tu na myśli iskier lecących z pana nieziemsko niebieskich oczu. o nie! myślałam raczej o emancypacji...
pan się śmieje? gardzę.
wyjdźmy.
zatańczymy? dobrze - ale ja prowadzę!

na tarasie gra muzyka


sobota, 31 lipca 2010

[w]zdycha i dobrze[je].

gada woda i sitowie że my mamy się ku sobie...
siadła przy stoliku sącząc szkocką whisky.
wachlarz z pawich piór nieostrożnie zabarwiony czerwoną szminką.
toczek zsunął się na czoło.
PAN ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIĘ -
czarna siatka sukni na plecach zadrżała.
przejmujący chłód dancingowej sali.
teraz cały kurort pachnie tym romansem.

środa, 28 lipca 2010

WM przez duże W i duże M.

Nena kupiła na wyprzedaży płaszcz w halucynogenne grzybki
someone needs help/love?
(...)

poniedziałek, 26 lipca 2010

appendix 49. (w odpowiedzi na: http://mo-ment-o.blogspot.com/2010/07/stop.html)

...i proszę niech mi pan nie przychodzi na myśl zimnymi samotnymi nocami. i niech te pana oczy nie wiszą na firmamencie mojego serca jak dwa gwoździe wbite w rozsypującą się ścianę.

STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!

coma.

kawa kawę kawą pogania
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.

piątek, 23 lipca 2010

u.spokojenie.

przyszedł ten dzień
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.

znów w całym Krakowie ty.

środa, 21 lipca 2010

wypominki?

pamiętam tylko że była wtedy wiosna
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus

pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.

środek.

dobra środa przyszła
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.

appendix 48.

dlaczego Nenciu a nie Neno?

wtorek, 20 lipca 2010

dzień zimny wtorek wieczór.

wypełzła z łóżka obolała i senna. z trudem namacała komórkę: 7:20.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę

rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.

a dziś taki pozornie zwykły dzień.

poniedziałek, 19 lipca 2010

appendix 47.

czasem jestem Jadwigą z Unrugów Witkiewiczową
i nie rozumiem tego diabła!

kliko-słucho-pacza!

ambu.lans.




znów podskoczyła na dźwięk karetki
nie z tobą. nie do ciebie - znów. dobrze.
można pracować. można się roztopić w codziennym
młynie
kole
zygzaku zdarzeń.
machina - dwa płuca + wątroba - działa.
dalej. dobrze.

kobiet a pracując a daje radę.


wtorek, 13 lipca 2010

existance.


(...)
dwie puszki po coli stoją na stole
- nie. nikogo nie było.
najpierw piło serce. potem rozumek.
świeczkę z ikei prawie całkiem zjadł płomień
czerwień się topi i pachnie owocowo
niedługo zostanie pusta szklaneczka
pusta jak ten wieczór
jak coś co czai się za moim uśmiechem
wszechsłyszalne dziś existance słyszane na nowo.
na nowo przefiltrowane przez skojarzenia
Nena nadaje znaczenia i przynależności (po raz kolejny)
existance należy do ciebie - ciebie nieobecnego
a jednak wypełniającego przestrzeń między tymi puszkami coli
świeczką w agonii
pudełkiem czekoladek
moim sercem i rozumem.
dwunastocentymetrowym obcasem.


my nie śpimy osobno - my nie śpimy razem



C. C. b. B. !

poniedziałek, 12 lipca 2010

sercościsk.

Ohne dich - kann ich nicht sein
- ohne dich

Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich

Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich

Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich


tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki

skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi

wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy

niedziela, 11 lipca 2010

twoja dopamina.

uważaj!
bo
jak
cię
spotkam
to
zabiję!

sobota, 10 lipca 2010

tak.

tak - chcę
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.

facebook prawdę powie.

Chętnie najmę miłą, przytulną poduszkę, najchętniej coś ok. 178 cm, chłodnooki blondyn...

appendix 46.

czekałam na ciebie. znów. dlaczego cię nie było?
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...

piątek, 9 lipca 2010

dzisiaj.

dzisiaj dostałeś ode mnie najwięcej.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.

czwartek, 8 lipca 2010

Nena i niegrzeczny teledysk.

ja - patrzę na ciebie przez moje okulary w kształcie serc
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...

tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć


wtorek, 6 lipca 2010

appendix 45.

no i stało się. za dużo czuję.

koka.


kokaina z coca-colą
próbuję wytrzymać tu z tobą
spojrzenia które niepokoją
kolory bledną oczy bolą
i jak najdłużej nie być sobą
żadne dźwięki tu nie dochodzą
i wszystkie rzeczy które nam nie pomogą
i wszystko to co mamy już za sobą

kiedy łapię doła starczy zimna cola

- Neny wieczór z cool kids of death

poniedziałek, 5 lipca 2010

excentrycy. excentrycy.

moje życie twoje życie - wstążki dwie
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?

mister Shean.
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?

niedziela, 4 lipca 2010

appendix 44.

i nie pójdę spać dopóki nie znikniesz sprzed moich oczu.
i znów nie zasnę w ogóle.

wow.

nie powinnam:

myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu

czuć czegokolwiek pozytywnego.

środa, 30 czerwca 2010

przywleczone z rynku podgórskiego.

I think I love you - but I don't want to know it for sure.

tak zagrało radio
wpierając mi że mówi prawdę.
siedziałam obojętnie na jednej z ławek
nie chcąc wierzyć.
serce to tylko pompka tłocząca krew.
szalona maszyneria tłukąca się pod żebrem.

wtorek, 29 czerwca 2010

proszę, przyjdź.

serce układa się w supełek
jak śpiący na poduszce kot
chucha sobie w brzuszek i jest mu ciepło
i niczego nie potrzebuje więcej
wyjada krem czekoladowo-orzechowy ze słoiczka
i mruczy w swoim błogim rozmemłaniu

przyjdź i pogłaszcz je
słowem - choćby najgorszym
od ciebie przecież przyjmie każde
nawet od lodu zimniejsze
nawet ostrzejsze od szpilki

błagam przyjdź
pręży się na parapecie i miauczy
wypatruje świecącymi zielonymi ślepkami
pogłaszcz je
przyjdź
zostań

poniedziałek, 28 czerwca 2010

jump!

dno gdzieś zanika. widać tylko niedopałki serc pływające pod powierzchnią. życie powolutku zanika z każdym oddechem jak dym dogasającego papierosa. coraz mniej dni. kończą się precyzyjnie wyliczone skurcze serca. utwór zbliża się ku finałowi.
- tak to widzi p. Baudelaire maszerujący po mojej głowie w swoich dekadenckich butach.
chcę wyskoczyć z twojego okna - zanurzyć się w niemożliwym - p. Uroczy
chcę pójść za tobą jak ta nieszczęsna Kasia z Heilbronnu stworzona przez p. Kleista
p. Vega powiedziała mi dziś że jestem tylko małą niebieską smutną rzeczą zgubioną w twojej kieszeni - zaplątaną w twoje doskonałe palce
mała niebieska szklana kulka - zabierz mnie wszędzie gdzie ze chcesz
- a najlepiej do siebie - żebym mogła wyskoczyć z twojego okna, p. Uroczy
i być najbliżej ciebie bliżej nawet niż twoje splątane myśli i zadumane serce.

sobota, 26 czerwca 2010

klinika psychoromana.

płynę z dźwiękami audytywnym kanałem
odmieniam się przez przypadki
(ty także - jak najbardziej)
tęsknota skrapla się na szybie
serce pika - miarowo - wyjątkowo równo
każde słowo jest dobre
to raczej pozytywny stan

zarezerwowałam dla nas miejsce na dzisiejszą noc
w klinice psychoromana
loża vipowska?
nie - jakieś podcienia świadomości. wystarczą.

czwartek, 24 czerwca 2010

appendix 43.

przedsmak tęsknocy.
tętni.
pika serce w kształcie poduszki.

uczucie ukłucie uwikłanie w sidła.
błogostan !

so light !

turlam się ze schodów
nie jadę windą
lepiej mieć całe ciało posiniaczone
i obolałe
- czuję że żyję !
ale jaką to różnicę tak naprawdę robi ?
ważne że dobrze jest.
ważne że cokolwiek czuć.
ważne że
- och !


środa, 23 czerwca 2010

w tle: patryk_t - sweet taste of death

zabierz mnie choć raz ze sobą do tego twojego świata
świata bezbrzeżnej imaginacji - gdzie rzeczywistość głaszcze odkształceniem
gdzie obojętność jest różowa siedzi na parapecie nieba i macha nogami
gdzie metafizyka uderza dusznym zapachem palonej wanilii
zabierz mnie - choć raz
na wycieczkę? przechadzkę? przejażdżkę krętą linią nieświadomego
zarzucę na siebie szal halucynacji
przeskoczę przez tą rzekę którą płyną ci uwięzieni tu na zawsze
nie zamoczę ani czubka palca
wystarczy że ty masz mokre stopy
zabierz mnie tam ! a potem wyprowadź z powrotem - przez furtkę do normalności
po nitce zaznaczając ślad
do kłębka codziennej przewidywalności
nie stój bezczynnie w bramie - nie żegnaj się ze mną
chyba nie chcesz tam zostać ! proszę wróć
złap moją rękę choć prawie przeźroczystą się staje
więdnie na niecodziennym potrójnym słońcu
proszę nie wyciągaj nożyczek nie przecinaj wiązań świata
wróć ze mną
wróć ze mną
wróć ze mną
nie możemy przecież rozmawiać przez mur.