oby lepszy
życzę
wam
sobie
jemu
jemu jemu
i wszystkim innym.
tymczasem zbieram się. wieczorem rytualne upajanie absyntem. piołunowanie do nieprzytomności. wkroczenie w rolę sheeny easton i przeniesienie słonecznego miami do podle zimnego krakowa. bye.
piątek, 31 grudnia 2010
wtorek, 28 grudnia 2010
sen.
biegiem donikąd przez pole białych anemonów.
zachlapana neonowymi farbami świecę jak w ultrafiolecie.
wita mnie zapach benzyny i
fluorescencyjny kubizm przedmiotów w mieszkaniu gdzie sufit jest podłogą.
budzę się mokra od niczego
przerażona niczym
zachwycona niczym
z telefonem pod poduszką
pustym jak skorupka wielkanocnego jajka
zachlapana neonowymi farbami świecę jak w ultrafiolecie.
wita mnie zapach benzyny i
fluorescencyjny kubizm przedmiotów w mieszkaniu gdzie sufit jest podłogą.
budzę się mokra od niczego
przerażona niczym
zachwycona niczym
z telefonem pod poduszką
pustym jak skorupka wielkanocnego jajka
sobota, 18 grudnia 2010
*** (nie)lubię tęsknić
(nie)lubię tęsknić
(nie) lubię wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
(nie)lubię w usta otwarte chwytać zapachu zmarzniętego
(nie)lubię mojej samotności
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
(nie)lubię miłości mojej
idącej boso
po śniegu
Haśka - ty świnko! zabieraj swoją tęsknotę
mam swoją wlekącą sanki paranoi po oblodzonej kładce
jeżdżącą między płucami ostrą łyżwą jak po lodowisku
kiedyś przyjdzie odwilż
wiosna wiosen i ciepło wszelkich ciepł
teraz
jednak
muszę
przywitać się z kolejnym tygodniem braków niedostatków zim i zimn
moja tęsknota
bawi się mną jak kot kłębkiem włóczki
moją bajkę przebiła strzała
Thom Yorke powie ci coś na ten temat: klik
(nie) lubię wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
(nie)lubię w usta otwarte chwytać zapachu zmarzniętego
(nie)lubię mojej samotności
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
(nie)lubię miłości mojej
idącej boso
po śniegu
Haśka - ty świnko! zabieraj swoją tęsknotę
mam swoją wlekącą sanki paranoi po oblodzonej kładce
jeżdżącą między płucami ostrą łyżwą jak po lodowisku
kiedyś przyjdzie odwilż
wiosna wiosen i ciepło wszelkich ciepł
teraz
jednak
muszę
przywitać się z kolejnym tygodniem braków niedostatków zim i zimn
moja tęsknota
bawi się mną jak kot kłębkiem włóczki
moją bajkę przebiła strzała
Thom Yorke powie ci coś na ten temat: klik
piątek, 17 grudnia 2010
absinthe makes the heart grow fonder
śnieg przysypał wszelkie wątpliwości
na środku zaoknia wyrósł bałwan uprzednich uprzedzeń
dwie świeczki o zapachu orzechowego cappuccino drżą
rzucając na ściany cień wspomnień
intensywny zapach teraźniejszości nie pozwala jednak na podróże w czasie
ucho przytulam więc do massive attack
pod rdzawą pościelą chomikuję wszelkie uczucia zrodzone z grudniowego lodu
moje serce wygląda jak to z teledyskowego fotela closer (przyp. aut. nine inch nails)
wznosić modlitwy mi trzeba
żeby pociągi nie były spóźnione
żeby pociągnąć za spust i odstrzelić tęsknocie łeb
bo w sercu nowy sopel lodu który nie chce się stopić.
na środku zaoknia wyrósł bałwan uprzednich uprzedzeń
dwie świeczki o zapachu orzechowego cappuccino drżą
rzucając na ściany cień wspomnień
intensywny zapach teraźniejszości nie pozwala jednak na podróże w czasie
ucho przytulam więc do massive attack
pod rdzawą pościelą chomikuję wszelkie uczucia zrodzone z grudniowego lodu
moje serce wygląda jak to z teledyskowego fotela closer (przyp. aut. nine inch nails)
wznosić modlitwy mi trzeba
żeby pociągi nie były spóźnione
żeby pociągnąć za spust i odstrzelić tęsknocie łeb
bo w sercu nowy sopel lodu który nie chce się stopić.
niedziela, 5 grudnia 2010
too late!
urodziłam nową namiętność
chcę grać.
to dziecko umrze.
udusi się.
za późno! za późno! za późno!
chcę grać.
to dziecko umrze.
udusi się.
za późno! za późno! za późno!
appendix 81.
like warm caramel down my throat...
like slipping on chocolate pudding towards heaven...
nie ma mnie dla nikogo do końca dnia!
like slipping on chocolate pudding towards heaven...
nie ma mnie dla nikogo do końca dnia!
sobota, 4 grudnia 2010
szkodnik
wymiecione spod dywanu
pyszczkiem odkurzacza wciągnięte
zaniedbania
boleści siedem i pół
czyste kartki wietrzą się w sercu
wycinanki krwawe spalone
w wieczystym ogniu przemijalności
tej nocy nam nie po drodze
ta zima czystym śniegiem jest
bielą otula czarne płuca jesieni dogorywającej
na rzęsach zawieszam migoczące gwiazdki
na ustach błysk tafli lodu
na głośnikach repertuar zimowy
wróćże człowieku z tego wrocławia bo tak mi jakoś dziwnie...
może po prostu mnie zabij. po cichutku. kulturalnie.
- mikromusic "szkodnik" (sova, 2010)
pyszczkiem odkurzacza wciągnięte
zaniedbania
boleści siedem i pół
czyste kartki wietrzą się w sercu
wycinanki krwawe spalone
w wieczystym ogniu przemijalności
tej nocy nam nie po drodze
ta zima czystym śniegiem jest
bielą otula czarne płuca jesieni dogorywającej
na rzęsach zawieszam migoczące gwiazdki
na ustach błysk tafli lodu
na głośnikach repertuar zimowy
wróćże człowieku z tego wrocławia bo tak mi jakoś dziwnie...
może po prostu mnie zabij. po cichutku. kulturalnie.
- mikromusic "szkodnik" (sova, 2010)
czwartek, 2 grudnia 2010
appendix 80.
zbieram zakurzoną muzykę
palcem
jak okruszki ze stołu
ziarenka soli
cukru
strzepuję gwałtownym ruchem dłoni nieistniejące pyłki
z jej idealnej powierzchni
słyszana tak niedawno
szybko porzucona
jak kobieta
bosonoga na śniegu
z krwawiącymi ustami
popękanymi dłońmi
zbieram muzykę jak kłębki kociego futra przyczepione tajemną siłą do koca
jak perły rozsypane ze sznura samobójczyni
tańczącej czarne tango czerwoną nocą
(pod dywan zamiatam
mord
autoagresję
zniszczenie
autodestrukcję
okaleczanie
samobójstwa
ostre noże
mocne pętle
piramidę białych tabletek)
muzyka the irrepressibles gra tak intensywnie że pęka mi serce.
palcem
jak okruszki ze stołu
ziarenka soli
cukru
strzepuję gwałtownym ruchem dłoni nieistniejące pyłki
z jej idealnej powierzchni
słyszana tak niedawno
szybko porzucona
jak kobieta
bosonoga na śniegu
z krwawiącymi ustami
popękanymi dłońmi
zbieram muzykę jak kłębki kociego futra przyczepione tajemną siłą do koca
jak perły rozsypane ze sznura samobójczyni
tańczącej czarne tango czerwoną nocą
(pod dywan zamiatam
mord
autoagresję
zniszczenie
autodestrukcję
okaleczanie
samobójstwa
ostre noże
mocne pętle
piramidę białych tabletek)
muzyka the irrepressibles gra tak intensywnie że pęka mi serce.
deja vu!
trąbka
ja
i
inne
kobiety...
(chwileczkę!
teraz to
TYLKO
JEDNA -
Marilyn)
i mam czego chciałam.
i jestem przedszczęśliwa.
ja
i
inne
kobiety...
(chwileczkę!
teraz to
TYLKO
JEDNA -
Marilyn)
i mam czego chciałam.
i jestem przedszczęśliwa.
wtorek, 30 listopada 2010
żegnaj, najdroższy.

porque te vas (klik!)
gaszę w sobie ostatnią myśl
uspokajam serce
przeprogramowuję przyspieszone tętno
wagon wspomnień odstawiam na bocznicę
pożegnaniem z TOBĄ witam się z NIM...
uspokajam serce
przeprogramowuję przyspieszone tętno
wagon wspomnień odstawiam na bocznicę
pożegnaniem z TOBĄ witam się z NIM...
niedziela, 28 listopada 2010
eraser
dwa 'nowe' albumy nine inch nails
kłują w uszy
retro medalion z zatopionym w różowawym szkle królikiem
dynda na szyi w takt help me I'm in hell
wymazywanie - właśnie tak wygląda
a ja za dwie godziny idę na randkę
z przeznaczeniem?
na pewno na randkoterapię.
kłują w uszy
retro medalion z zatopionym w różowawym szkle królikiem
dynda na szyi w takt help me I'm in hell
wymazywanie - właśnie tak wygląda
a ja za dwie godziny idę na randkę
z przeznaczeniem?
na pewno na randkoterapię.
erase you.
czwartek, 25 listopada 2010
środa, 24 listopada 2010
perfect drug
kieliszek
butelka
ostatnia kropla
ostatnia kostka cukru
zapałka
płomień
zimna woda
łyk łyk łyk łyk
zielona wróżka rozlewa się po żyłach
drogi oddechowe zatyka RADOŚĆ
szczęście?
- jeszcze nie czas
ważne że jest RADOŚĆ
z wieczornych medytacji nad Błońskim (Od Stasia do Witkacego)
z krystalizujących się zagadnień licencjatu
z umierającej jesieni i zapowiadającego zimę zimnego tchnienia zzaoknia
z krzyku pana Trenta Reznora codziennie rano na pętli tramwajowej
z mojego małego świata nieskończenie rozstrzelonej głowy
z mojego wielkiego świata niezwykle ciasnego serca
ze MNIE
kocham siebie z wzajemnością
i jestem od siebie uzależniona
- cóż, perfect drug
butelka
ostatnia kropla
ostatnia kostka cukru
zapałka
płomień
zimna woda
łyk łyk łyk łyk
zielona wróżka rozlewa się po żyłach
drogi oddechowe zatyka RADOŚĆ
szczęście?
- jeszcze nie czas
ważne że jest RADOŚĆ
z wieczornych medytacji nad Błońskim (Od Stasia do Witkacego)
z krystalizujących się zagadnień licencjatu
z umierającej jesieni i zapowiadającego zimę zimnego tchnienia zzaoknia
z krzyku pana Trenta Reznora codziennie rano na pętli tramwajowej
z mojego małego świata nieskończenie rozstrzelonej głowy
z mojego wielkiego świata niezwykle ciasnego serca
ze MNIE
kocham siebie z wzajemnością
i jestem od siebie uzależniona
- cóż, perfect drug
wtorek, 23 listopada 2010
tell me about your wonderland...
zrobiłam kanapki i owocową herbatę.
resztka absyntu wciąż lśni swoją zielonością na dnie smukłej butelczyny.
pakuję więc i to.
kostki cukru - same serca.
łyżeczkę z otworkami i dwa szmaragdowe kieliszki.
maluję paznokcie na czarno.
oczy też.
usta naturalne - będą pić. jeść. całować. a nie brudzić.
siadam wygodnie przed domem.
nadjeżdża autobus.
Trent, Robin, Danny, James, Charlie...
jest i Chris...
maybe I'm all messed up
maybe I'm all messed up with you
- ciągle tłucze się po głowie
w końcu na miejscu.
znów radośnie taplamy się w błocie na Woodstocku 1994.
leje jak z cebra.
Trent niszczy kolejne gitary.
kolejne mikrofony rzucane w publiczność.
kolejne połamane klawisze.
i tak co wieczór,
tylko ćśś...!
bo wyda się że to tylko...
resztka absyntu wciąż lśni swoją zielonością na dnie smukłej butelczyny.
pakuję więc i to.
kostki cukru - same serca.
łyżeczkę z otworkami i dwa szmaragdowe kieliszki.
maluję paznokcie na czarno.
oczy też.
usta naturalne - będą pić. jeść. całować. a nie brudzić.
siadam wygodnie przed domem.
nadjeżdża autobus.
Trent, Robin, Danny, James, Charlie...
jest i Chris...
maybe I'm all messed up
maybe I'm all messed up with you
- ciągle tłucze się po głowie
w końcu na miejscu.
znów radośnie taplamy się w błocie na Woodstocku 1994.
leje jak z cebra.
Trent niszczy kolejne gitary.
kolejne mikrofony rzucane w publiczność.
kolejne połamane klawisze.
i tak co wieczór,
tylko ćśś...!
bo wyda się że to tylko...
poniedziałek, 22 listopada 2010
niedziela, 21 listopada 2010
sobota, 20 listopada 2010
2 a.m.
INTERLUDIUM
scena podzielona na dwie kondygnacje - góra to pokój Nene - stylistyka Krainy Czarów - w kącie stoi kiczowaty różowy flaming, na stoliku z szachownicą leży talerzyk pełen kolorowych cupcake'ów, parapety pełne kaktusów, taborety w kształcie grzybów w fantazyjnych psychodelicznych kolorach. dół - pokój Bezczelnego - czarno-biały, minimalistyczny. na podłodze czarno-biała posadzka typu szachownica, w rogu czarny wieszak, stolik w kształcie sześcianu kryształowy, na nim porozrzucane tabletki, wśród nich jedna czerwona, dosyć duża.
oświetlona góra: Nene stoi przodem do widowni patrząc przed siebie, ubrana jak mała dziewczynka, w czarną rozkloszowaną sukienkę z bufkami i białym kołnierzykiem oraz białe podkolanówki.
słychać jej głos (wrażenie stłumionego, dochodzącego znikąd)
Nene to elegantka - pętlę na szyi wiąże w kokardkę
oczy zdobi kryształkami tearovsky'ego
usta czerwieni krwawiącą namiętnością
wychodzi na spotkanie Panu Bezczelnemu
Nene uważa
że taka spodoba mu się najbardziej.
czerwoną szminką rysuje sobie kreskę na szyi (tak jak się podcina gardło) z uśmiechem na ustach
blackout
teraz oświetlony zostaje dół: Bezczelny stoi przed stolikiem i patrzy na tabletki. podnosi czerwoną, otwiera usta, pozostaje w tej pozie. ubrany jest na czarno. koszula zapięta pod szyję, lecz z niedbale podwiniętymi rękawami.
słychać jego głos (wyraźny, lecz co chwilę poprzerywany jakimiś psychodelicznymi dźwiękami):
Bezczelny znów histeryzuje
jedyne czego się obawia to że ona naprawdę się w nim zakocha
to dziwne bo przecież powinien się raczej obawiać że to on zakocha się w niej
notuje wszystkie jej małe nienormalności w głowie:
Nene kolekcjonuje bilety z koncertów na których nie była
Nene boi się kiwonów do pompowania ropy naftowej...
do diabła z tym!
zamyka usta, zaciska pięść rozgniatając czerwoną tabletkę. zaciera ręce powoli, patrząc przed siebie, po czym rozkłada je, tak aby było widać, że są czerwone.
oświetlona góra i dół
gra "Full cup of coffee" Tweakera
nic się nie dzieje do końca utworu
blackout
scena podzielona na dwie kondygnacje - góra to pokój Nene - stylistyka Krainy Czarów - w kącie stoi kiczowaty różowy flaming, na stoliku z szachownicą leży talerzyk pełen kolorowych cupcake'ów, parapety pełne kaktusów, taborety w kształcie grzybów w fantazyjnych psychodelicznych kolorach. dół - pokój Bezczelnego - czarno-biały, minimalistyczny. na podłodze czarno-biała posadzka typu szachownica, w rogu czarny wieszak, stolik w kształcie sześcianu kryształowy, na nim porozrzucane tabletki, wśród nich jedna czerwona, dosyć duża.
oświetlona góra: Nene stoi przodem do widowni patrząc przed siebie, ubrana jak mała dziewczynka, w czarną rozkloszowaną sukienkę z bufkami i białym kołnierzykiem oraz białe podkolanówki.
słychać jej głos (wrażenie stłumionego, dochodzącego znikąd)
Nene to elegantka - pętlę na szyi wiąże w kokardkę
oczy zdobi kryształkami tearovsky'ego
usta czerwieni krwawiącą namiętnością
wychodzi na spotkanie Panu Bezczelnemu
Nene uważa
że taka spodoba mu się najbardziej.
czerwoną szminką rysuje sobie kreskę na szyi (tak jak się podcina gardło) z uśmiechem na ustach
blackout
teraz oświetlony zostaje dół: Bezczelny stoi przed stolikiem i patrzy na tabletki. podnosi czerwoną, otwiera usta, pozostaje w tej pozie. ubrany jest na czarno. koszula zapięta pod szyję, lecz z niedbale podwiniętymi rękawami.
słychać jego głos (wyraźny, lecz co chwilę poprzerywany jakimiś psychodelicznymi dźwiękami):
Bezczelny znów histeryzuje
jedyne czego się obawia to że ona naprawdę się w nim zakocha
to dziwne bo przecież powinien się raczej obawiać że to on zakocha się w niej
notuje wszystkie jej małe nienormalności w głowie:
Nene kolekcjonuje bilety z koncertów na których nie była
Nene boi się kiwonów do pompowania ropy naftowej...
do diabła z tym!
zamyka usta, zaciska pięść rozgniatając czerwoną tabletkę. zaciera ręce powoli, patrząc przed siebie, po czym rozkłada je, tak aby było widać, że są czerwone.
oświetlona góra i dół
gra "Full cup of coffee" Tweakera
nic się nie dzieje do końca utworu
blackout
krótka piosenka o rozstaniu.
samotnie spędzę resztę nocy pijąc kawę aż do rana...
serce wzrosło do niemożliwych wręcz rozmiarów
o mały włos a zwymiotowałabym miłością.
tak się cieszę... tak ogromnie się cieszę, że znów mogliśmy się rozstać.
serce wzrosło do niemożliwych wręcz rozmiarów
o mały włos a zwymiotowałabym miłością.
tak się cieszę... tak ogromnie się cieszę, że znów mogliśmy się rozstać.
środa, 17 listopada 2010
curiouselle.
ktoś poplamił mój biały fartuszek
biegam po Krainie Czarów z nożem
ktoś za to zapłaci
only the insane equates pain with success
Nen's riding a psychedelic curiousel, just listen
biegam po Krainie Czarów z nożem
ktoś za to zapłaci
only the insane equates pain with success
Nen's riding a psychedelic curiousel, just listen
wtorek, 16 listopada 2010
appendix 77.
nic nie daje większej wiary w życia sens
że na końcu swojej drogi spotkam cię
że na końcu swojej drogi spotkam cię
nic nie cieszy dziś bardziej
niż utwory do których wracam po latach
odkryte i zinterpretowane na nowo
przemielone przez głowę przy kubku karmelowej herbaty
niż utwory do których wracam po latach
odkryte i zinterpretowane na nowo
przemielone przez głowę przy kubku karmelowej herbaty
appendix 76.
recipe for disaster
- noc z piątku na sobotę - sztuk 1
- przyjemne krakowskie podziemie - sztuk 1
- aromat elucowaty - kilka szklanek
- heart-shaped glasses, kolor czerwony - sztuk 1
- blask turmalinu - UWAGA! toksyczny! - najważniejszy składnik - sztuk dwie
- doprawić szczyptą niepewności lub namiętności - do smaku
bon appetit
- noc z piątku na sobotę - sztuk 1
- przyjemne krakowskie podziemie - sztuk 1
- aromat elucowaty - kilka szklanek
- heart-shaped glasses, kolor czerwony - sztuk 1
- blask turmalinu - UWAGA! toksyczny! - najważniejszy składnik - sztuk dwie
- doprawić szczyptą niepewności lub namiętności - do smaku
bon appetit
to się doczekam
po 75 dniach
w końcu
po 75 dniach
w końcu
old fashioned morphine.

śmiała się z głupich tytułów
rozpaczliwie egzaltowanych słów
płaczących komiksowymi łzami pań
i ich papierowych rozterek
LOVE STORIES that could happen to YOU!
a potem zobaczyła tę okładkę.
w tle grało:
klik
klik
poniedziałek, 15 listopada 2010
heartagram.

energocyrkulacje - koncert: unikat.
dwa zaproszenia śmieją się do mnie. jedno moje. drugie? też moje.
mogę podarować. jak pocałunek.
idę Floriańską
łykam miejski plankton
plakaty wyborcze
wybiórczo
żółty jesienny liść zatyka mi usta
dusi mnie sznur suszonych jarzębin
koralowe usta przeżuwają wspomnienie
przeżywają
a ty wciąż się tak eks cytujesz!
to nie moja wina że cytowałam twoją eks.
to nie moja wina - wcale nie jestem nieudaną kopią tej nieznanej mi osoby!
po prostu
zgubiłam rozsądek!
łykam miejski plankton
plakaty wyborcze
wybiórczo
żółty jesienny liść zatyka mi usta
dusi mnie sznur suszonych jarzębin
koralowe usta przeżuwają wspomnienie
przeżywają
a ty wciąż się tak eks cytujesz!
to nie moja wina że cytowałam twoją eks.
to nie moja wina - wcale nie jestem nieudaną kopią tej nieznanej mi osoby!
po prostu
zgubiłam rozsądek!
niedziela, 14 listopada 2010
środa, 10 listopada 2010
alergia na rzeczywistość każe uciekać w fikcję.
SCENA I
(kawiarniany stolik kazimierskiej knajpy.
najlepiej rozegrać to na obrotowej scenie, tak aby widz widział tylko migawki emocji wypisanych na twarzach bohaterów. wrażenie obserwowanych przez przechodniów ludzi w kawiarni. raz widzimy Nene, raz Bezczelnego...)
Nene siedzi noga na nogę, głowa przechylona w stronę prawą, łokieć prawej ręki wsparty na oparciu drewnianego krzesła. Poza niedbała i lekceważąca - system obronny Nene.
Pan Bezczelny siedzi typowo 'po męsku' łokcie wsparte na blacie stolika, dłonie złożone jak do modlitwy, od czasu do czasu nerwowo szarpie serwetkę lub zbiera palcem nieistniejące okruszki ze stolika.
w tle cichutko gra: Skłamałam E. Bartosiewicz
Nene słucha chwilę, patrząc to w podłogę, to znów spode łba na Bezczelnego.
Bezczelny przerywa milczenie, wyraźnie zakłopotany sytuacją spotkania zaczyna:
PB Nene, oh Nene - dlaczego ty nie wierzysz w happy end'y?
Nene odpowiada prawie że mechanicznie
NENE pan się jeszcze pyta? jest pan bezczelny, panie Bezczelny. (ironiczny śmiech przechodzący w złowrogie prychnięcie)
PB skąd możesz wiedzieć co się wydarzy? skąd możesz wiedzieć gdzie nas wywiezie kolej losu...?
nerwowe odchylenie głowy Nene do tyłu powoduje przerwanie wypowiedzi Bezczelnego. teraz to ona nachyla się nad stolikiem patrząc mu prosto w oczy
NENE błagam, tylko bez tych pseudopoetyckich i pseudofilozoficznych banałów. nie wierzę w happy end'y - to ma panu wystarczyć. ach, mogę jeszcze dodać - mierzi mnie to, gdy używa pan zwrotu "my" - bo to abstrakcja. poza tym, wiem co się wydarzy. lejąc kwas do mojego serca zapyta pan: "czy łaskocze?"
PB Nene, jesteś okrutna.
wracając do poprzedniej pozycji
NENE będziemy się teraz licytować kto kogo bardziej rani, niechże nie będzie pan dzieckiem...
blackout
(kawiarniany stolik kazimierskiej knajpy.
najlepiej rozegrać to na obrotowej scenie, tak aby widz widział tylko migawki emocji wypisanych na twarzach bohaterów. wrażenie obserwowanych przez przechodniów ludzi w kawiarni. raz widzimy Nene, raz Bezczelnego...)
Nene siedzi noga na nogę, głowa przechylona w stronę prawą, łokieć prawej ręki wsparty na oparciu drewnianego krzesła. Poza niedbała i lekceważąca - system obronny Nene.
Pan Bezczelny siedzi typowo 'po męsku' łokcie wsparte na blacie stolika, dłonie złożone jak do modlitwy, od czasu do czasu nerwowo szarpie serwetkę lub zbiera palcem nieistniejące okruszki ze stolika.
w tle cichutko gra: Skłamałam E. Bartosiewicz
Nene słucha chwilę, patrząc to w podłogę, to znów spode łba na Bezczelnego.
Bezczelny przerywa milczenie, wyraźnie zakłopotany sytuacją spotkania zaczyna:
PB Nene, oh Nene - dlaczego ty nie wierzysz w happy end'y?
Nene odpowiada prawie że mechanicznie
NENE pan się jeszcze pyta? jest pan bezczelny, panie Bezczelny. (ironiczny śmiech przechodzący w złowrogie prychnięcie)
PB skąd możesz wiedzieć co się wydarzy? skąd możesz wiedzieć gdzie nas wywiezie kolej losu...?
nerwowe odchylenie głowy Nene do tyłu powoduje przerwanie wypowiedzi Bezczelnego. teraz to ona nachyla się nad stolikiem patrząc mu prosto w oczy
NENE błagam, tylko bez tych pseudopoetyckich i pseudofilozoficznych banałów. nie wierzę w happy end'y - to ma panu wystarczyć. ach, mogę jeszcze dodać - mierzi mnie to, gdy używa pan zwrotu "my" - bo to abstrakcja. poza tym, wiem co się wydarzy. lejąc kwas do mojego serca zapyta pan: "czy łaskocze?"
PB Nene, jesteś okrutna.
wracając do poprzedniej pozycji
NENE będziemy się teraz licytować kto kogo bardziej rani, niechże nie będzie pan dzieckiem...
blackout
wtorek, 9 listopada 2010
poniedziałek, 8 listopada 2010
pościg.
biegnę przed siebie
nad Wisłę
pod Wawel
przed siebie
żółta podkolanówka na nodze lewej zwija się aż do kostki
jesienne powietrze zatyka mi nos
oddycham ustami
pracuję przeponą
tym razem to nie śmiech
urywane oddechy jak pociski
depczę gołębie na Plantach
nieokrzesany pęd
rozwiewa mi grzywkę
liście pod stopami
tratuję
bruk krakowski
ciężkie uderzenia butów na platformach
torba w koty skacze na ramieniu
faster, faster!
pogania Biały Królik
wyskakujący z Pasażu Hetmańskiego
trzydzieści ton kebabów kręci się pod słońcem
japońscy turyści w cieniu niemieckich brzuchatych mężów kobiet
biegnę uciekam przed sobą
w biegu chwytam ulotki
ekskluzywna bielizna
obiad 15% studentowi taniej
angielski na raty
klub piwem leje
Poselska
Senacka
pijacka
wylot
zwalniam idę
przecinam
św. Idziego
czekałam tu kiedyś
na ławce
na ciebie
bo powiedziano mi
że kiedyś
tu siedziałeś
z plecakiem
niedbale
rzuconym
na zielonej ławce
ze stalowym wygiętym oparciem
tu
okolice św. Gertrudy
tu
gdzie tak często cię nie spotykam.
nad Wisłę
pod Wawel
przed siebie
żółta podkolanówka na nodze lewej zwija się aż do kostki
jesienne powietrze zatyka mi nos
oddycham ustami
pracuję przeponą
tym razem to nie śmiech
urywane oddechy jak pociski
depczę gołębie na Plantach
nieokrzesany pęd
rozwiewa mi grzywkę
liście pod stopami
tratuję
bruk krakowski
ciężkie uderzenia butów na platformach
torba w koty skacze na ramieniu
faster, faster!
pogania Biały Królik
wyskakujący z Pasażu Hetmańskiego
trzydzieści ton kebabów kręci się pod słońcem
japońscy turyści w cieniu niemieckich brzuchatych mężów kobiet
biegnę uciekam przed sobą
w biegu chwytam ulotki
ekskluzywna bielizna
obiad 15% studentowi taniej
angielski na raty
klub piwem leje
Poselska
Senacka
pijacka
wylot
zwalniam idę
przecinam
św. Idziego
czekałam tu kiedyś
na ławce
na ciebie
bo powiedziano mi
że kiedyś
tu siedziałeś
z plecakiem
niedbale
rzuconym
na zielonej ławce
ze stalowym wygiętym oparciem
tu
okolice św. Gertrudy
tu
gdzie tak często cię nie spotykam.
niedziela, 7 listopada 2010
appendix 73.
patrosząc wątpia internetu natrafiłam na słowa:
ucz się kobiecości ruda szmato!
elektronicowstrząs
be obscene! be, be obscene! be obscene, baby!
tak sobie uwalniam emocje krzycząc do ciebie.
a w przerwach patrzę jak Manson jeździ na świni.
a w przerwach patrzę jak Manson jeździ na świni.
MISSION:COMPLETE
na ringu ustawiam się na przeciw odbicia mnie.
by zmylić obniżam głos nim zadam pierwszy cios.
przegrałam już tysiąc walk czytając z mych ruchu warg
znów studzą we mnie krew wygodnickie lęki.
walczą we mnie lwy. walczy zgraja psów.
moje myśli dziś jak po linie chód.
by zmylić obniżam głos nim zadam pierwszy cios.
przegrałam już tysiąc walk czytając z mych ruchu warg
znów studzą we mnie krew wygodnickie lęki.
walczą we mnie lwy. walczy zgraja psów.
moje myśli dziś jak po linie chód.
mogę śmiało powiedzieć
obryzgana krwią zdarzeń
poszarpana nadzieją na więcej
pokryta bliznami sprzecznych znaków
MISSION:COMPLETE
pomimo tego iż wciąż pęka mi serce
koniec końców chciałam tylko tego byś w końcu był tak zwyczajnie szczęśliwy.
skoro jesteś - powinnam odłożyć broń.
powinnam cieszyć się z wygranej.
ile jeszcze będziesz walczyć o dobro świata
kosztem swojego, Neno?
kosztem swojego, Neno?
miłość jest ślepym stworzonkiem
nie jest zaraźliwa
gdyby tak było cały świat
stanąłby na głowie
ale przynajmniej byś mnie kochał!
serce wciąż na polu bitwy
nie może pogodzić się ze zwycięstwem głowy
nie jest zaraźliwa
gdyby tak było cały świat
stanąłby na głowie
ale przynajmniej byś mnie kochał!
serce wciąż na polu bitwy
nie może pogodzić się ze zwycięstwem głowy
sobota, 6 listopada 2010
appendix 72.
jak to jest kiedy nagle wszystko czego najbardziej się obawiałeś spełnia się?
Nena już wie
Nena już wie
siedzę na brzegu świata i nic nie rozumiem.
Ludzie nie piszą pamiętników dla siebie. Piszą je dla innych, jako tajemnicę, której nie chcą nikomu wyjawić, ale pragną by wszyscy ją znali. Jedynym bezpiecznym miejscem dla twoich myśli jest twoja własna pamięć, której nikt nie może wziąć i przeczytać, gdy ty nie patrzysz - przynajmniej na razie.
(Marilyn Manson, PAMIĘTNIK Z TOURNEE, brak daty)
gdybyś przynajmniej tu zaglądał
wiedziałbyś wszystko
miałbyś podane jak na tacy
jak na talerzu
serce posypane solą wijące się jak dżdżownica
zapach miłości jak zapach mokrej od deszczu ziemi
każe sercu wystawiać się na działanie niesprzyjających czynników
piekącego słońca miłostek innych kobiet
szpiczastego dzioba złośliwych niedopowiedzeń
nieuważnych kroków zahamowań wstydu lęku i obawy
przecież wiesz
przecież i tak wiesz...
ale może gdybyś choć raz to przeczytał...
wiedziałbyś wszystko
miałbyś podane jak na tacy
jak na talerzu
serce posypane solą wijące się jak dżdżownica
zapach miłości jak zapach mokrej od deszczu ziemi
każe sercu wystawiać się na działanie niesprzyjających czynników
piekącego słońca miłostek innych kobiet
szpiczastego dzioba złośliwych niedopowiedzeń
nieuważnych kroków zahamowań wstydu lęku i obawy
przecież wiesz
przecież i tak wiesz...
ale może gdybyś choć raz to przeczytał...
granda!
udaję że nie widzę
udaję że nie widzę
udaję że nie widzę
a potem robię
A KUKU!
żeby znów się uśmiechnąć
optymistycznie tylko lekko sennie
zatrzepotać sztuczną rzęsą
albo swoją z resztką wodoodpornego tuszu na koniuszkach
z tym błyskiem w oku którego nie mogłeś znieść
właśnie tym
dziecięco zadziornym a jednocześnie demonicznym
to nie ty mijasz mnie szerokim łukiem
to życie nas omija
w czterech smakach
słodki
kwaśny
słony
gorzki
udaję że nie widzę
udaję że nie widzę
a potem robię
A KUKU!
żeby znów się uśmiechnąć
optymistycznie tylko lekko sennie
zatrzepotać sztuczną rzęsą
albo swoją z resztką wodoodpornego tuszu na koniuszkach
z tym błyskiem w oku którego nie mogłeś znieść
właśnie tym
dziecięco zadziornym a jednocześnie demonicznym
to nie ty mijasz mnie szerokim łukiem
to życie nas omija
w czterech smakach
słodki
kwaśny
słony
gorzki
I know you are but what am I?
pytanie dźwięczy w głowie
ha
właśnie o to mogłabym cię zapytać.
potrzeba mi było kilku godzin żeby pozbierać skrawki słów
i zakończyć rozważania pulchniutkim pytajnikiem.
znów budzę się dźwiękiem swojego krzyku
słysząc moja Nena
czyja na Boga, pytam! czyja...?
ta wietrzna pogoda wygina drzewa samobójcą
żeby łatwiej było im sięgnąć nicości
spod kołdry snów wyłania się pustka
niczym jątrząca się rana
tak
wiem że istniejesz
całkiem niedaleko
kilka ulic domów sklepów dalej
kilka kilometrów tramwajowych szyn
dlaczego omijamy się szerokim łukiem?
dlaczego nigdy nie możemy na siebie wpaść ot tak na ulicy
po chleb
bułki
wieczorne alkohole
cześć miło mi zdarzyło się
nie wiem kim jestem - marzenie jednak pozostaje niezmienne:
CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ CIĘ CHOĆBY PO DRUGIEJ STRONIE ULICY.
klik
ha
właśnie o to mogłabym cię zapytać.
potrzeba mi było kilku godzin żeby pozbierać skrawki słów
i zakończyć rozważania pulchniutkim pytajnikiem.
znów budzę się dźwiękiem swojego krzyku
słysząc moja Nena
czyja na Boga, pytam! czyja...?
ta wietrzna pogoda wygina drzewa samobójcą
żeby łatwiej było im sięgnąć nicości
spod kołdry snów wyłania się pustka
niczym jątrząca się rana
tak
wiem że istniejesz
całkiem niedaleko
kilka ulic domów sklepów dalej
kilka kilometrów tramwajowych szyn
dlaczego omijamy się szerokim łukiem?
dlaczego nigdy nie możemy na siebie wpaść ot tak na ulicy
po chleb
bułki
wieczorne alkohole
cześć miło mi zdarzyło się
nie wiem kim jestem - marzenie jednak pozostaje niezmienne:
CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ CIĘ CHOĆBY PO DRUGIEJ STRONIE ULICY.
klik
piątek, 5 listopada 2010
nie chciałabym być niegrzeczna, czyli tylko bez komplikacji, błagam!
nie chciałabym być niegrzeczna, ale pozwól, że zapytam...
no właśnie? o co? słowa odkleiły się ode mnie jak stary plaster
odkryły ranę uczucia
blizny dotyku który pasuje do słów jak kwiatek do kożucha
nieopisany nieokreślony
stoję na falochronie
poziom niejasności gwałtownie wzrasta
tłucze o kruszące się ściany świadomości
ale czy to jest warte tego byś ty nie mógł spać?
teraz podejdź bliżej
pod byle pretekstem
rzęsy w oku bliźniego twego
Pod Pretekstem gdzie piłam koktajl z truskawek
pod komendą W11
podejdź bliżej sięgnij
kawałeczek dalej
gdzie podwójne kominy syczą i parują
zamknęła mnie samotność
w wieży XXI wieku
przyjdź
stań na idealnie ułożonej wycieraczce pod moimi drzwiami
nie chciałabym być niegrzeczna, ale...
no właśnie? o co? słowa odkleiły się ode mnie jak stary plaster
odkryły ranę uczucia
blizny dotyku który pasuje do słów jak kwiatek do kożucha
nieopisany nieokreślony
stoję na falochronie
poziom niejasności gwałtownie wzrasta
tłucze o kruszące się ściany świadomości
ale czy to jest warte tego byś ty nie mógł spać?
teraz podejdź bliżej
pod byle pretekstem
rzęsy w oku bliźniego twego
Pod Pretekstem gdzie piłam koktajl z truskawek
pod komendą W11
podejdź bliżej sięgnij
kawałeczek dalej
gdzie podwójne kominy syczą i parują
zamknęła mnie samotność
w wieży XXI wieku
przyjdź
stań na idealnie ułożonej wycieraczce pod moimi drzwiami
nie chciałabym być niegrzeczna, ale...
czwartek, 4 listopada 2010
appendix 71.
Piszemy nie palcami, lecz całą swą osobą.
-Virginia Woolf
-Virginia Woolf
- ...ale ja nawet tego buca nie lubię!
- to weź sobie 1/100 z tego co ja do niego czuję, to będzie właśnie "lubię go".
- to weź sobie 1/100 z tego co ja do niego czuję, to będzie właśnie "lubię go".
"...a on zamyka mi oczy. Nie. Daje mi parę czarodziejskich okularów i zapadam w sen. Śpię na polu pełnym hiacyntów i jadeitów."
ogarnięta św. spokojem...
...siedzę na podłodze i robię chórki do Beside you in time Nine Inch Nails
środa, 3 listopada 2010
appendix 70.
podchodzę do okna i gaszę świeczki
raz dwa trzy cztery
już cztery smoliste dusze ulatują w stronę sufitu
moja przyłożona kamyczkiem nadziei czeka
na jutro
bo może jutro?
bo może to
do mnie
dla mnie
o mnie
przeze mnie
dzięki mnie?
ja ja ja ja
o kim jest mowa kiedy mówię 'ja'?
raz dwa trzy cztery
już cztery smoliste dusze ulatują w stronę sufitu
moja przyłożona kamyczkiem nadziei czeka
na jutro
bo może jutro?
bo może to
do mnie
dla mnie
o mnie
przeze mnie
dzięki mnie?
ja ja ja ja
o kim jest mowa kiedy mówię 'ja'?
wyrocznica.
odprawiam wypominki za minione dni
próbuję odzyskać wewnętrzny spokój
I CAN'T GET NO SATISFACTION
ryczą radośnie z dwóch stron PJ i B
dopalacze... (tfu!) podgrzewacze o zapachu morwy
wwiercają się w serce
kupiłam je ze względu na
to zdjęcie gdzieśmy uciapani morwami
dzisiaj wszystko jest wypominkowe
minęły dwa miesiące odkąd nie patrzę
61 dni bez
twoich
oczu
ust
dłoni
uśmiechu kota z Krainy Czarów
ciebie - najprościej
wszystkie możliwe i kiedykolwiek powstałe wersje heart-shaped glasses dedykuję dziś tobie
i wznoszę toast cisowianką... popijając antybiotyk.
próbuję odzyskać wewnętrzny spokój
I CAN'T GET NO SATISFACTION
ryczą radośnie z dwóch stron PJ i B
dopalacze... (tfu!) podgrzewacze o zapachu morwy
wwiercają się w serce
kupiłam je ze względu na
to zdjęcie gdzieśmy uciapani morwami
dzisiaj wszystko jest wypominkowe
minęły dwa miesiące odkąd nie patrzę
61 dni bez
twoich
oczu
ust
dłoni
uśmiechu kota z Krainy Czarów
ciebie - najprościej
wszystkie możliwe i kiedykolwiek powstałe wersje heart-shaped glasses dedykuję dziś tobie
i wznoszę toast cisowianką... popijając antybiotyk.
piątek, 29 października 2010
zapatrzona. zasłuchana. na tzw. starych śmieciach.
tak sobie siedzi. grzecznie i cicho.
mała dziewczynka w żółtej piżamce. siedzi. słucha.
nagle krzyczy:
NOTHING COMPARES TO YOU!
wtorek, 26 października 2010
appendix 69.
każesz mi czekać. miłość musi być cierpliwa.
tak tęsknią tylko szaleńcy. duszę rozrywa ptak o kolczastym dziobie.
wszystko wydaje się tak odległe.
gdyby tylko to ode mnie zależało... - powtarzam jak mantrę.
każesz mi czekać. nawet umrzeć nie pozwalasz.
stirb nicht vor mir. tak kochają tylko pomyleni.
serce zatknięte na pal
rozważań
rozczarowań
STRACHU
przychodzisz do mnie każdej nocy
co właściwie mam ci powiedzieć
kochaj mnie albo zabij mnie.
to drugie bolałoby mniej.
a tak? cóż zostaje
o-czekiwanie odbija się już czkawką
wtedy mówię: I know that you exist.
znów tulę sama siebie.
tak tęsknią tylko szaleńcy. duszę rozrywa ptak o kolczastym dziobie.
wszystko wydaje się tak odległe.
gdyby tylko to ode mnie zależało... - powtarzam jak mantrę.
każesz mi czekać. nawet umrzeć nie pozwalasz.
stirb nicht vor mir. tak kochają tylko pomyleni.
serce zatknięte na pal
rozważań
rozczarowań
STRACHU
przychodzisz do mnie każdej nocy
co właściwie mam ci powiedzieć
kochaj mnie albo zabij mnie.
to drugie bolałoby mniej.
a tak? cóż zostaje
o-czekiwanie odbija się już czkawką
wtedy mówię: I know that you exist.
znów tulę sama siebie.
poniedziałek, 25 października 2010
ach! ach!
to był blondyn
to był blondyn
to był blondyn
i wprawdzie Lądek (sic!) Zdrój
nie Londyn
lecz jak Tamiza miał bioprądy...
to był blondyn
to był blondyn
i wprawdzie Lądek (sic!) Zdrój
nie Londyn
lecz jak Tamiza miał bioprądy...
niedziela, 24 października 2010
o co ci w ogóle chodzi?
płatki bezradności opadają ze mnie
jak z uschniętej róży...
ech!
poezja tak przeszkadza w komunikacji!
mów do mnie normalnie. nie pięknie. normalnie. piękielnie.
jak z uschniętej róży...
ech!
poezja tak przeszkadza w komunikacji!
mów do mnie normalnie. nie pięknie. normalnie. piękielnie.
sobota, 23 października 2010
the Ophelia(c) in me.
studies show intelligent girls are more depressed because they know that the world can lie.
Doubt thou the stars on fire
Doubt thou the sun doth move
Doubt truth to be a liar
But never doubt
I love
Doubt thou the sun doth move
Doubt truth to be a liar
But never doubt
I love
środa, 20 października 2010
czerwone puszki po coca-coli.
patrz.
napatrz się na obłąkaną.
jej oczy płoną.
jej włosy się kręcą.
jej palce niebezpiecznie drżą.
drą powietrze w amoku.
patrz.
niedługo jej tu nie będzie.
rozpuści się we mgle.
zleje z czarną kurtyną nocy.
może napisze ci.
może zdąży przed eksplozją.
'do widzenia, do zobaczenia, do jutra'.
może napisze że naprawdę czuje.
upajający chłód miętowych ścian.
czujność.
bada stopą każdy kawałek gruntu.
może powie ci o samotności kwaśnej jak cytrynowe landrynki.
pociągnie usta błyszczykiem.
przeciągnie ustami po tafli lustra.
potem.
pocałuje ekran zamiast ust.
twoich.
wirtualny policzek nastawiony na uderzenie.
(z) gorąca.
zabierz jej zabierz jej zabierz jej z ręki nóż.
napatrz się na obłąkaną.
jej oczy płoną.
jej włosy się kręcą.
jej palce niebezpiecznie drżą.
drą powietrze w amoku.
patrz.
niedługo jej tu nie będzie.
rozpuści się we mgle.
zleje z czarną kurtyną nocy.
może napisze ci.
może zdąży przed eksplozją.
'do widzenia, do zobaczenia, do jutra'.
może napisze że naprawdę czuje.
upajający chłód miętowych ścian.
czujność.
bada stopą każdy kawałek gruntu.
może powie ci o samotności kwaśnej jak cytrynowe landrynki.
pociągnie usta błyszczykiem.
przeciągnie ustami po tafli lustra.
potem.
pocałuje ekran zamiast ust.
twoich.
wirtualny policzek nastawiony na uderzenie.
(z) gorąca.
zabierz jej zabierz jej zabierz jej z ręki nóż.
wtorek, 19 października 2010
słodzisz pięć łyżeczek.
jestem filiżanką z herbatą
słodzisz
raz
dwa
trzy
cztery
pięć
łyżeczek cukru
ja nie domagam się więcej
jestem szczęśliwa
że raz dwa trzy cztery pięć słów twoich widzieć mogę
filiżanka z herbatą bardzo chce znaleźć się w twych dłoniach
i przy twoich ustach
tylko tyle
stoi na stoliku i czeka
na raz dwa trzy cztery pięć słodka.
słodzisz
raz
dwa
trzy
cztery
pięć
łyżeczek cukru
ja nie domagam się więcej
jestem szczęśliwa
że raz dwa trzy cztery pięć słów twoich widzieć mogę
filiżanka z herbatą bardzo chce znaleźć się w twych dłoniach
i przy twoich ustach
tylko tyle
stoi na stoliku i czeka
na raz dwa trzy cztery pięć słodka.
poniedziałek, 18 października 2010
czekając na unhappy end?
trzęsienie ziemi odkładamy na jutro
po co więc było tyle hałasu?
skoro znów tkwię w tej piekielnej poczekalni
z jednej strony wionie alkoholem tanim tytoniem słodką trawą
z drugiej nicością
stoję na bardzo cienkiej granicy
właściwie to jedynie kreska
smużka
łzawa czy krwawa
w sumie wszystko jedno
wypchnij mnie z tego piekielnego pociągu na ostatniej stacji przed miasteczkiem paranoi.
klik
po co więc było tyle hałasu?
skoro znów tkwię w tej piekielnej poczekalni
z jednej strony wionie alkoholem tanim tytoniem słodką trawą
z drugiej nicością
stoję na bardzo cienkiej granicy
właściwie to jedynie kreska
smużka
łzawa czy krwawa
w sumie wszystko jedno
wypchnij mnie z tego piekielnego pociągu na ostatniej stacji przed miasteczkiem paranoi.
klik
bez happy endu.
piszę scenariusze
jak ja się boję!
dobre dobre dobre najlepsze scenariusze
czarne sine blade śmiertelne sceny
jak ja się boję!
czuję że zbliża się krawędź i nie będę miała gdzie postawić stopy
pozostanie jedynie cofnąć się by żyć lub
runąć w przepaść i rozbić cały swój świat o jakieś twarde podłoże
jak ja się boję!
piszę piszę piszę spisuję scenariusze
SCENA I
Nena stoi przy oknie z kubkiem kawy. Widać że czuje niepokój. Niespokojnie oddycha. Przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
NENA Jak ja się boję! wyrzuca z siebie ciężkie westchnienie
[...]
jak ja się boję!
dobre dobre dobre najlepsze scenariusze
czarne sine blade śmiertelne sceny
jak ja się boję!
czuję że zbliża się krawędź i nie będę miała gdzie postawić stopy
pozostanie jedynie cofnąć się by żyć lub
runąć w przepaść i rozbić cały swój świat o jakieś twarde podłoże
jak ja się boję!
piszę piszę piszę spisuję scenariusze
SCENA I
Nena stoi przy oknie z kubkiem kawy. Widać że czuje niepokój. Niespokojnie oddycha. Przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
NENA Jak ja się boję! wyrzuca z siebie ciężkie westchnienie
[...]
niedziela, 17 października 2010
appendix 67.
zaaplikowałam sobie podróż ponad chodniki
cisza szepcze plącze faszeruje smutkami bez sensu
PRZYPOWIEŚĆ O ZAGUBIENIU W CZASOPRZESTRZENI
szelest szelest szelest
tak cudownie się myśli
nigdy nie myślałam że może być aż tak
sufit podłogą
maszeruję choć leżę
mdleję znów zawęża się pole widzenia ku innym światom prowadzi
wiązka czarnego światła
niepojętą mocą ja jestem na zewnątrz a mieszkanie we mnie
to ja mam ściany miętowe - ono mięśnie i skórę
bije mu serce ja murem jestem.
zawsze warto zapukać do drzwi
pod stopą plastelina podłogi krzesła przechylają się
jest tak miękko tak ciepło
[...]
cisza szepcze plącze faszeruje smutkami bez sensu
PRZYPOWIEŚĆ O ZAGUBIENIU W CZASOPRZESTRZENI
szelest szelest szelest
tak cudownie się myśli
nigdy nie myślałam że może być aż tak
sufit podłogą
maszeruję choć leżę
mdleję znów zawęża się pole widzenia ku innym światom prowadzi
wiązka czarnego światła
niepojętą mocą ja jestem na zewnątrz a mieszkanie we mnie
to ja mam ściany miętowe - ono mięśnie i skórę
bije mu serce ja murem jestem.
zawsze warto zapukać do drzwi
pod stopą plastelina podłogi krzesła przechylają się
jest tak miękko tak ciepło
[...]
sobota, 16 października 2010
appendix 66.
a guy like you should wear a warning " it's dangerous "
you're dangerous - I'm loving it
I'm addicted to you - don't you know that you're toxic?
you're dangerous - I'm loving it
I'm addicted to you - don't you know that you're toxic?
piątek, 15 października 2010
makowa panienka.
poczułam ten powiew zmian
nierówny takt serca
wybuch oksytocyny
niemiłosierny ból
dwa omdlenia
nudności
aż się boję.
póki co maki w głowie. maki.
nierówny takt serca
wybuch oksytocyny
niemiłosierny ból
dwa omdlenia
nudności
aż się boję.
póki co maki w głowie. maki.
czwartek, 14 października 2010
appendix 65.
dostałam bumerangiem wspomnień po głowie
rozpuszczam magnez w lodowatej szklance
bąbelki uciekają
wciąż wyżej i wyżej
do nieskończonego pst
przypominam sobie ten skurcz łydki
przypomnij mi ten skurcz łydki
przypomnisz mi ten skurcz łydki prawda?
naprężam mięśnie - to się nazywa pamięć fizyczna.
rozpuszczam magnez w lodowatej szklance
bąbelki uciekają
wciąż wyżej i wyżej
do nieskończonego pst
przypominam sobie ten skurcz łydki
przypomnij mi ten skurcz łydki
przypomnisz mi ten skurcz łydki prawda?
naprężam mięśnie - to się nazywa pamięć fizyczna.
środa, 13 października 2010
tak to widzę.
trwać w uścisku
- tak to sobie wyobraziłam
nasze następne
spotkanie
kochanie
umieranie
jeden wielki uścisk
ja ciebie
ty mnie
nas świat
świat my
trwać w uścisku
porastać trawą
topić się w słońcu
zasypiać pod liśćmi
tonąć w białych iskrach śniegu.
tak to sobie wyobraziłam
na przecięciu szyn
pod komendą policji
na światłach
czerwonych
pod cudzym sufitem
na podłodze nieba
trwać - choćby do wiosny
wiosna przyjdzie przyniesie zmiany
wtedy być może uściśnie mnie pętla
tramwajowa
sznur pereł
lekka apaszka w irysy
za szyję za mocno
prawie tak jak ty.
- tak to sobie wyobraziłam
nasze następne
spotkanie
kochanie
umieranie
jeden wielki uścisk
ja ciebie
ty mnie
nas świat
świat my
trwać w uścisku
porastać trawą
topić się w słońcu
zasypiać pod liśćmi
tonąć w białych iskrach śniegu.
tak to sobie wyobraziłam
na przecięciu szyn
pod komendą policji
na światłach
czerwonych
pod cudzym sufitem
na podłodze nieba
trwać - choćby do wiosny
wiosna przyjdzie przyniesie zmiany
wtedy być może uściśnie mnie pętla
tramwajowa
sznur pereł
lekka apaszka w irysy
za szyję za mocno
prawie tak jak ty.
wtorek, 12 października 2010
appendix 64.
nie rozumiem go ale mimo to kocham go
kocham kocham kocham kocham
no bo kto kocha kocha ma przynajmniej to
kocham kocham kocham kocham
no bo kto kocha kocha ma przynajmniej to
obrywam. przyklejam.
jak płatki stokrotki obrywam te nasze półsłówka
KOCHA
niedopowiedzenia
NIE KOCHA
aluzje
KOCHA
niejasności
NIE KOCHA
kiedy nie pasuje przyklejam płatek z powrotem
i tęsknię i mydlę sobie oczy
żeby (było) piekło
żeby było pięknie.
chcę cię znów zobaczyć/usłyszeć/poczuć.
KOCHA
niedopowiedzenia
NIE KOCHA
aluzje
KOCHA
niejasności
NIE KOCHA
kiedy nie pasuje przyklejam płatek z powrotem
i tęsknię i mydlę sobie oczy
żeby (było) piekło
żeby było pięknie.
chcę cię znów zobaczyć/usłyszeć/poczuć.
środa, 6 października 2010
wtorek, 5 października 2010
mataforgana.
zimny parapet mieszkania wypełnionego domówką
ulica dymi mroźnym powietrzem
wieszam obłoczki oddechu na przeciwległej kamienicy
gapię się w okna tępym wzrokiem
dzwonię do ciebie
słyszę pocztę głosową
zaczynam pisać
oddzwaniasz
nie mam nic
zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
a przecież dawno nie było tak dobrze
przecież dawno nie było tak dobrze
bierzemy równo po pół
pół na pół
ulica dymi mroźnym powietrzem
wieszam obłoczki oddechu na przeciwległej kamienicy
gapię się w okna tępym wzrokiem
dzwonię do ciebie
słyszę pocztę głosową
zaczynam pisać
oddzwaniasz
nie mam nic
zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
a przecież dawno nie było tak dobrze
przecież dawno nie było tak dobrze
bierzemy równo po pół
pół na pół
w przyszłym tygodniu naładuję baterię serca
patrząc ci w nienaturalnie rozszerzone/zwężone źrenice
patrząc ci w nienaturalnie rozszerzone/zwężone źrenice
piątek, 1 października 2010
adios!

adios motherf*cker
głęboki kolor uwięził kostki lodu pod powierzchnią
początkowo rozkosznie słodki smak koi podniebienie
by zaraz wlać się parzącym wrzątkiem w gardło zostawiając ciepły ból
kiedy lód się rozpuszcza cierpkość zostaje złagodzona
na koniec należy tylko pożreć miękkie i słodkie serce - kandyzowaną wisienkę
i odrzucić piękną kwaśną gwiazdę - maskę
piłam za twoje zdrowie
muszę się śpieszyć
żeby móc za nie pić, prawda?
muszę się śpieszyć
żeby móc za nie pić, prawda?
wtorek, 28 września 2010
marz[n]ę.
chciałabym stanąć przed tobą
idealnie naprzeciwko.
właśnie teraz
22:33 to chyba dobra godzina?
uśmiechnąłbyś się tym zmęczonym grymasem
kąciki ust w górę, no już!
przymrużył oczy
bo półbłękit nie zabija.
powiedział coś
cokolwiek
gotową mam odpowiedź:
idealnie naprzeciwko.
właśnie teraz
22:33 to chyba dobra godzina?
uśmiechnąłbyś się tym zmęczonym grymasem
kąciki ust w górę, no już!
przymrużył oczy
bo półbłękit nie zabija.
powiedział coś
cokolwiek
gotową mam odpowiedź:
oh, wow. lovely.
poniedziałek, 27 września 2010
po co?
KLIKNIJ I OBEJRZYJ PRZED PRZECZYTANIEM PONIŻSZEGO ZDANIA
po co wysyłasz mnie w drogę?
(a teraz... nie musisz odpowiadać)
po co wysyłasz mnie w drogę?
(a teraz... nie musisz odpowiadać)
...with the valium poets on ears.
panika
pan i k
pana panika
panna panika
paniki pana i pani
warunek
war urnek
ratunek
trunek
plany
planty
plan ty
jesień
je się
jes i eń
yes i nie
kasztany
szatany
szanty
kształty
kształtny
żółty liść
żółty iść
żółć
spokój
Spokój
pokój
uspokój
diet of water and love
Kraków.
pan i k
pana panika
panna panika
paniki pana i pani
warunek
war urnek
ratunek
trunek
plany
planty
plan ty
jesień
je się
jes i eń
yes i nie
kasztany
szatany
szanty
kształty
kształtny
żółty liść
żółty iść
żółć
spokój
Spokój
pokój
uspokój
diet of water and love
Kraków.
piątek, 24 września 2010
z trzydziestoma latawcami.
dobrze wiedzieć what's new?
dobrze rozważać każdą literkę na nowo
łączyć ją z tą poprzedzającą i następującą po niej
żeby utworzyć pulchniutki wyraz
pachnące spokojną stabilizacją dobranoc
i kaleczące zimną grozą gorzej
potem takie różnobarwne słowa łączy się w latawce zdań
płynie pod pełnią księżycową tęcza nocnych rozmów
oplata zaspane szare miejskie drzewa
rozkopany park
pięciopiętrowe bloki.
kładzie spokój na poduszkę jak św. Mikołaj.
ja spałam spokojnie! przy pełni!
wow.
dobrze rozważać każdą literkę na nowo
łączyć ją z tą poprzedzającą i następującą po niej
żeby utworzyć pulchniutki wyraz
pachnące spokojną stabilizacją dobranoc
i kaleczące zimną grozą gorzej
potem takie różnobarwne słowa łączy się w latawce zdań
płynie pod pełnią księżycową tęcza nocnych rozmów
oplata zaspane szare miejskie drzewa
rozkopany park
pięciopiętrowe bloki.
kładzie spokój na poduszkę jak św. Mikołaj.
ja spałam spokojnie! przy pełni!
wow.
czwartek, 23 września 2010
pełnia, mija miesiąc od twoich imienin, księżyc się obrócił.
powinnam teraz stać w oknie i czekać
księżyc zagra jakąś smętną kołysankę
po czym zakaże mi spać
pod groźbą lunatycznej śmierci
unoszę się ponad podłogą
wypatruję mnie
w
tobie
księżyc zagra jakąś smętną kołysankę
po czym zakaże mi spać
pod groźbą lunatycznej śmierci
unoszę się ponad podłogą
wypatruję mnie
w
tobie
NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
musiałam nakrzyczeć
żeby teraz móc wyjaśnić
robak czarnej rozpaczy przygryza wargi
usta krwawią
pękają
zero wody
najgorsze w tym wszystkim jest to wieczne
MUSZĘ CIĘ ZOBACZYĆ
musiałam nakrzyczeć
żeby teraz móc wyjaśnić
robak czarnej rozpaczy przygryza wargi
usta krwawią
pękają
zero wody
najgorsze w tym wszystkim jest to wieczne
MUSZĘ CIĘ ZOBACZYĆ
röyksopp - tricky tricky!
dobrze zaczęty dwudziesty trzeci miesiąca?
- wręcz niemożliwe!
dwudziestki trójki zawsze śmierdzą pechem
i samotnością
szczekają jak wściekły pies
który łasi się
by za chwilę wbić zęby w metafizyczną łydkę
i zarazić cię rozpaczliwym krzykiem
ten dwudziesty trzeci jest inny
- wręcz niesamowite!
pod kilkoma mililitrami straconej krwi
rozkwitła nadzieja na wieczór
znów pod pełnią księżyca
(mruży oko w uśmiechu ;) )
- wręcz niemożliwe!
dwudziestki trójki zawsze śmierdzą pechem
i samotnością
szczekają jak wściekły pies
który łasi się
by za chwilę wbić zęby w metafizyczną łydkę
i zarazić cię rozpaczliwym krzykiem
ten dwudziesty trzeci jest inny
- wręcz niesamowite!
pod kilkoma mililitrami straconej krwi
rozkwitła nadzieja na wieczór
znów pod pełnią księżyca
(mruży oko w uśmiechu ;) )
środa, 22 września 2010
appendix 61.
jak mi tak Kaśka Nosowska śpiewa
to nie mogę się nie uśmiechnąć
"uwielbiam gdy, uwielbiam gdy cucisz mnie policzkiem..."
to nie mogę się nie uśmiechnąć
będzie rysunek.
jednak nie umiem ubrać słów w wizję
wyobraźnia za szeroka na czworokąt papieru
będzie rysunek
ale jeszcze nie teraz.
wyobraźnia za szeroka na czworokąt papieru
będzie rysunek
ale jeszcze nie teraz.
wtorek, 21 września 2010
niemożliwie biję się po łapkach.
powiedz mi o co ci w ogóle chodzi?
przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy
przecież oboje zaakceptowaliśmy stan rzeczy
zaistniały
ba, to ty go ustaliłeś
ja tylko się podporządkowałam
bo co niby miałam zrobić?
przecież sprzeciw nic by nie dał
odebrał za dużo
tobie nie wolno się sprzeciwiać
jestem tylko kobietą
podręczną ciepłą kołdrą
sprzętem AGD
parasolem
kompresem na obolałą głowę
powiedz mi po co ci te kombinacje?
skoro ma być PROSTO
- bo to jest świętość której nie da się ruszyć
po co to
przychodzę
uciekam
wychodzę
uciekam
czekam
uciekam
ja zaakceptowałam to PROSTO
po co więc zamiast zwykłego "cześć"
powszedniego chleba
amen amen
kryć się w światłowodach
nie musimy się katować nienormalną sytuacją...
którą ty (na przekór chyba) uważasz za normalną.
przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy
przecież oboje zaakceptowaliśmy stan rzeczy
zaistniały
ba, to ty go ustaliłeś
ja tylko się podporządkowałam
bo co niby miałam zrobić?
przecież sprzeciw nic by nie dał
odebrał za dużo
tobie nie wolno się sprzeciwiać
jestem tylko kobietą
podręczną ciepłą kołdrą
sprzętem AGD
parasolem
kompresem na obolałą głowę
powiedz mi po co ci te kombinacje?
skoro ma być PROSTO
- bo to jest świętość której nie da się ruszyć
po co to
przychodzę
uciekam
wychodzę
uciekam
czekam
uciekam
ja zaakceptowałam to PROSTO
po co więc zamiast zwykłego "cześć"
powszedniego chleba
amen amen
kryć się w światłowodach
nie musimy się katować nienormalną sytuacją...
którą ty (na przekór chyba) uważasz za normalną.
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
'czekałam na ciebie'
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
podziel się ze mną zwykłym dniem.
normalnością spłyń przed moje oczy.
'czekałam na ciebie'
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
podziel się ze mną zwykłym dniem.
normalnością spłyń przed moje oczy.
poniedziałek, 20 września 2010
chyba oszalałam.
jesteś taki piękny
nieogarnięty
zaniedbany
niepozbierany
wychudzony
wyniszczony
nie możesz być zły
wyrozumiały
czuły
ciepły
śmiertelnie niepoważny
naiwny
nieogarnięty
zaniedbany
niepozbierany
wychudzony
wyniszczony
nie możesz być zły
wyrozumiały
czuły
ciepły
śmiertelnie niepoważny
naiwny
appendix 60.
ona jeszcze nie wie -
dziś załamie się niebo runie w dół oberwaniem chmury
umrą kolejne tysiące nieznanych jej osób
kolejni samobójcy skoczą pod pociąg
z mostu
wodospadem krwi żylnej (gęstszej, czerwieńszej)
popłyną
fale przykryją kolejne statki
nieznane epidemie spustoszą wnętrza czarnoskórych
czerwonoskórych
setki małych Chinek straci życie na starcie tylko dlatego że są dziewczynkami
kolejne małe dzieci (bezpłciowe) zatrują się sromotnikiem
oddechem nietrzeźwych rodziców
czadem kamienicy
rozszarpie je wściekły pies
następni przypadkowi ludzie stracą życie
pod pałką policyjną
bejsbolową
gąsienicą czołgu
w symfonii kul armatnich
karabinowych
zastygną ich bebechy na pustkowiach
kilku umrze z głodu
wyziębienia organizmu
złamie kręgosłup skacząc z klifu
zapłonie jak latarnia w oknie budynku
domku z kart
pójdą szeregiem jedni bez grobu
drudzy nie wygrzebią się spod marmurowych pomników
jedni w górę
drudzy w dół
jedni w szpagacie wieczności
to był mój wybór - jestem pomiędzy niebem a piekłem
ale jednak bliżej piekła - powiedziała kiedyś P. sennym światom...
ona jeszcze nie wie -
poczuła twój zapach na swoim płaszczu.
nie chce widzieć sz[cz]erzącej się wokół śmierci.
nie chce widzieć czarnej smugi końca za twoimi plecami.
klik
dziś załamie się niebo runie w dół oberwaniem chmury
umrą kolejne tysiące nieznanych jej osób
kolejni samobójcy skoczą pod pociąg
z mostu
wodospadem krwi żylnej (gęstszej, czerwieńszej)
popłyną
fale przykryją kolejne statki
nieznane epidemie spustoszą wnętrza czarnoskórych
czerwonoskórych
setki małych Chinek straci życie na starcie tylko dlatego że są dziewczynkami
kolejne małe dzieci (bezpłciowe) zatrują się sromotnikiem
oddechem nietrzeźwych rodziców
czadem kamienicy
rozszarpie je wściekły pies
następni przypadkowi ludzie stracą życie
pod pałką policyjną
bejsbolową
gąsienicą czołgu
w symfonii kul armatnich
karabinowych
zastygną ich bebechy na pustkowiach
kilku umrze z głodu
wyziębienia organizmu
złamie kręgosłup skacząc z klifu
zapłonie jak latarnia w oknie budynku
domku z kart
pójdą szeregiem jedni bez grobu
drudzy nie wygrzebią się spod marmurowych pomników
jedni w górę
drudzy w dół
jedni w szpagacie wieczności
to był mój wybór - jestem pomiędzy niebem a piekłem
ale jednak bliżej piekła - powiedziała kiedyś P. sennym światom...
ona jeszcze nie wie -
poczuła twój zapach na swoim płaszczu.
nie chce widzieć sz[cz]erzącej się wokół śmierci.
nie chce widzieć czarnej smugi końca za twoimi plecami.
klik
sobota, 18 września 2010
71.

krótkie słówko 'koniec'
wyryte pod czaszką.
powieka drży na wietrze uczuć
pałace płoną w moim sercu
zrywam mosty krwawią ręce
staję twarzą w twarz ze śmiercią
a ona śmieje się ze mnie
diabły mówią że śmierdzę życiem
nie mogę iść dalej.
zdaje egzamin z bycia sobą z tobą
a jednocześnie oduczam się mówienia 'ja'
stoimy zimny wiatr porusza kłębkiem westchnień.
szepczę:
jeszcze nie czas na nasze Jeziory, Staśku.
71. rocznica śmierci Witkacego
piątek, 17 września 2010
nie byłabym sobą gdy byłabym inna.
klik !
przecież inaczej nie mogłam
inaczej cały świat pozostałby zastygły w niepewności
jak w kostce lodu
inaczej nie mielibyśmy ani chwili
inaczej ja i ty nigdy nie stworzyłoby obrębu my
do którego tak lubię wracać
który być może już nigdy się nie powtórzy
każdego dnia układam słowa ostatniego pożegnania
każdego dnia myślę o tym czy czarne róże nie byłyby lepsze od tych goździków
wyobrażasz sobie? kondukt... i ja z naręczem czerwonych kwiatów?
po co wszyscy mają widzieć
po co mówić: to ona
nie. byliby raczej zaskoczeni. przecież przemycałeś mnie nocą przez miasto
biały dzień nigdy nie ujrzał nas razem
ty - jako wampir
ja - jako wilkołak
my - tylko noc.
noc ma to do siebie że jest w stanie ukołysać dwoje tak niestabilnych nie-ludzkich ludzi.
skłamałam -
wiesz że skłamałam.
po prostu musiałam tam pojechać.
musiałam
żebyś chwileczkę był na moją wyłączność
czysty egoizm.
i kiedy w końcu... [...]
BYŁO TAK NORMALNIE!
nie masz pojęcia jak tęsknię za tą normalnością.
nie masz pojęcia jak brakuje mi tych kitchen stories.
tego zielonego koca.
tu tak zimno.
chciałabym wrócić. wymknąć się do tego świata gdzie my przeważało.
gdzie nie było nic oprócz nas
świat się zdematerializował.
tutaj. bezsenność. wędrówka. miotanie się.
a szczęście wisi na włosku.
inaczej cały świat pozostałby zastygły w niepewności
jak w kostce lodu
inaczej nie mielibyśmy ani chwili
inaczej ja i ty nigdy nie stworzyłoby obrębu my
do którego tak lubię wracać
który być może już nigdy się nie powtórzy
każdego dnia układam słowa ostatniego pożegnania
każdego dnia myślę o tym czy czarne róże nie byłyby lepsze od tych goździków
wyobrażasz sobie? kondukt... i ja z naręczem czerwonych kwiatów?
po co wszyscy mają widzieć
po co mówić: to ona
nie. byliby raczej zaskoczeni. przecież przemycałeś mnie nocą przez miasto
biały dzień nigdy nie ujrzał nas razem
ty - jako wampir
ja - jako wilkołak
my - tylko noc.
noc ma to do siebie że jest w stanie ukołysać dwoje tak niestabilnych nie-ludzkich ludzi.
skłamałam -
wiesz że skłamałam.
po prostu musiałam tam pojechać.
musiałam
żebyś chwileczkę był na moją wyłączność
czysty egoizm.
i kiedy w końcu... [...]
BYŁO TAK NORMALNIE!
nie masz pojęcia jak tęsknię za tą normalnością.
nie masz pojęcia jak brakuje mi tych kitchen stories.
tego zielonego koca.
tu tak zimno.
chciałabym wrócić. wymknąć się do tego świata gdzie my przeważało.
gdzie nie było nic oprócz nas
świat się zdematerializował.
tutaj. bezsenność. wędrówka. miotanie się.
a szczęście wisi na włosku.
czwartek, 16 września 2010
...but won't you break my heart-shaped glasses?
nowa grzywka.
nowe duuuże słuchawki podtrzymują pękającą głowę.
jak mało potrzeba Nenie do szczęścia!
no i... może najważniejsze:
świat wciąż wisi w swojej czasoprzestrzeni
istnieje
ma się dobrze
a jego koniec znów odkładamy na jutro.
nowe duuuże słuchawki podtrzymują pękającą głowę.
jak mało potrzeba Nenie do szczęścia!
no i... może najważniejsze:
świat wciąż wisi w swojej czasoprzestrzeni
istnieje
ma się dobrze
a jego koniec znów odkładamy na jutro.
środa, 15 września 2010
pani serce bije za szybko!
ty patrzysz jak ja kiedy zawstydzam się
ja patrzę jak ty pewnie zawstydzisz się
ja patrzę jak ty pewnie zawstydzisz się
klatka piersiowa zapada się i unosi.
zbyt szybko.
drgający oddech.
niespokój.
zbyt szybko.
drgający oddech.
niespokój.
appendix 59. - późne przedpołudnie z Poświatowską.
zadźwięczał prostokąt pokoju
kąty nachyliły się ku sobie
aby objąć twoją głowę
senną z zamyślenia
tak kocham twoje usta
kiedy milczysz
ciepła wiedza
zamieszkała wnętrze twoich dłoni
rozpostarte gałęzi palce
kiedy milczysz -
po twoich ścianach
pełzają pająki cieni
każdy włos żyje osobno
w purpurowym świetle
zgarniam cienie
szybką łakomą dłonią
i jak usta
do ust twoich
tak kocham
gdy nie nazywasz imieniem
nic
***
ten dzień
w ślepym zaułku
pomiędzy szafką i nocnym stolikiem
lustrem z odbiciem nie mojej białej twarzy
(moja twarz świeci kolorami w radosnym zwierciadle pamięci)
ten dzień
w ślepym zaułku urodzony
umrze
na wysokim wniebowstępującym łóżku -
i w kącie
pomiędzy moim policzkiem
a kreską ust
śpiewając cienkim ptasim głosem
przysiadł wychudły pocałunek
pamięć pocałunku
przywarta na wieczność do moich błękitnawych jak zmierzch - ust
w ten dzień
w samotnym kącie
pomiędzy nocą - a nieprzebudzeniem
pomiędzy czymś - a niczym
pomiędzy nim - a mną
rozegrał się akt 5 -
bez pożegnania - nisko
***
bo właśnie chcę najprościej
na srebrnej tacy księżyca
podać ci kolację
i patrzeć - jak zgryzasz
śpiący złoty
pomarańcz obcisłą skórę
potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom moim ponieść
pachnącą wieść o tobie
najzwyklej
na złotej tacy słońca
przynieść pogodny świt
ponad twym łóżkiem wzejść
gdy wstajesz
i przeciągając senne ramiona
mówisz - dzień
***
moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc
***
więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami niech
w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom
jeszcze głos twój usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz i na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami
***
Jak się rozstać z twoimi upartymi ustami. Co wieczór oczekują na mnie pomiędzy oknem a bokiem ciemnego kredensu - przyparte w kąt do dawnego mieszkania pająka. Pająki przepędziła moja matka - uzbrojona w miotłę i uśmiech - ale twoje usta oparły się i miotle i jej naiwnym słowom. Zostały w kącie. Co wieczór kładę się do łóżka sama i wtedy zaczynają świecić - najpierw są lekko zielone - żółkną jak liście żeby orgią purpurowego dzikiego wina stać się o północy. Odkąd mam twoje usta uwierzyłam w duchy. Północ bije - dwanaście powolnych uderzeń wkręca się w bok kredensu - czerwienią mojej upartej krwi.
kąty nachyliły się ku sobie
aby objąć twoją głowę
senną z zamyślenia
tak kocham twoje usta
kiedy milczysz
ciepła wiedza
zamieszkała wnętrze twoich dłoni
rozpostarte gałęzi palce
kiedy milczysz -
po twoich ścianach
pełzają pająki cieni
każdy włos żyje osobno
w purpurowym świetle
zgarniam cienie
szybką łakomą dłonią
i jak usta
do ust twoich
tak kocham
gdy nie nazywasz imieniem
nic
***
ten dzień
w ślepym zaułku
pomiędzy szafką i nocnym stolikiem
lustrem z odbiciem nie mojej białej twarzy
(moja twarz świeci kolorami w radosnym zwierciadle pamięci)
ten dzień
w ślepym zaułku urodzony
umrze
na wysokim wniebowstępującym łóżku -
i w kącie
pomiędzy moim policzkiem
a kreską ust
śpiewając cienkim ptasim głosem
przysiadł wychudły pocałunek
pamięć pocałunku
przywarta na wieczność do moich błękitnawych jak zmierzch - ust
w ten dzień
w samotnym kącie
pomiędzy nocą - a nieprzebudzeniem
pomiędzy czymś - a niczym
pomiędzy nim - a mną
rozegrał się akt 5 -
bez pożegnania - nisko
***
bo właśnie chcę najprościej
na srebrnej tacy księżyca
podać ci kolację
i patrzeć - jak zgryzasz
śpiący złoty
pomarańcz obcisłą skórę
potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom moim ponieść
pachnącą wieść o tobie
najzwyklej
na złotej tacy słońca
przynieść pogodny świt
ponad twym łóżkiem wzejść
gdy wstajesz
i przeciągając senne ramiona
mówisz - dzień
***
moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc
***
więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami niech
w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom
jeszcze głos twój usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz i na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami
***
Jak się rozstać z twoimi upartymi ustami. Co wieczór oczekują na mnie pomiędzy oknem a bokiem ciemnego kredensu - przyparte w kąt do dawnego mieszkania pająka. Pająki przepędziła moja matka - uzbrojona w miotłę i uśmiech - ale twoje usta oparły się i miotle i jej naiwnym słowom. Zostały w kącie. Co wieczór kładę się do łóżka sama i wtedy zaczynają świecić - najpierw są lekko zielone - żółkną jak liście żeby orgią purpurowego dzikiego wina stać się o północy. Odkąd mam twoje usta uwierzyłam w duchy. Północ bije - dwanaście powolnych uderzeń wkręca się w bok kredensu - czerwienią mojej upartej krwi.
home, sweet home.
- tak, duet Stanisław i Jan znowu uratowali mnie z egzaminacyjnej opresji. Klacie wyślę chyba bukiet kwiatów, bo dzięki niemu w ogóle pcham te studia do przodu.
- bo jego jedynego w miarę rozumiesz.
- bo on myśli podobnie, poza tym nawet nie wiem czy to kwestia rozumienia. lubię go. widziałam już kilka przedstawień: Sprawa Dantona, H., Oresteja, Trylogia...
- no, teraz pójdziemy na Wesele Hrabiego Orgaza...
- tak, tak! według powieści Romana Jaworskiego - przyjaciela Witkacego!
- a ja wczoraj oglądałam Mrożka w Teatrze Telewizji [...] padło takie zdanie:
- bo jego jedynego w miarę rozumiesz.
- bo on myśli podobnie, poza tym nawet nie wiem czy to kwestia rozumienia. lubię go. widziałam już kilka przedstawień: Sprawa Dantona, H., Oresteja, Trylogia...
- no, teraz pójdziemy na Wesele Hrabiego Orgaza...
- tak, tak! według powieści Romana Jaworskiego - przyjaciela Witkacego!
- a ja wczoraj oglądałam Mrożka w Teatrze Telewizji [...] padło takie zdanie:
na samobójstwo zawsze jest czas. nawet pięć minut przed śmiercią.- piękne. muszę to sobie gdzieś zapisać...
(nocne rozmowy Neny z Mamą...)
poniedziałek, 13 września 2010
neuroprzekaźniki.
czekam na ciebie.
(a może tęsknię?)
ludzie przygasili światła w oknach
zmierzch rozlał się nad osiedlem.
rolety przymknięte do połowy jak moje senne oczy.
liczę każdy oddech. miarowo mijają nanosekundy.
twoja walka z dopaminą jest moją walką o życie.
beznadziejnie rozchylone usta połykają łzy
potykają się o ciężar niewypowiedzianych słów.
chcę ci dziś powiedzieć:
czekałam na ciebie.
dlatego bardzo cię proszę, przyjdź.
zapełnij obecnością to miejsce pozostałe po uśmiechu.
palcami narysuj mi mapę nieba. rozstawimy drogowskazy.
już żadne z nas nie zgubi drogi.
teraźniejsze niebo w kolorze twoich oczu -
prawie jak spojrzenie.
i spływa na mnie ta wieczorna cisza
nie -do - zniesienia.
niedoskonałość zawisła w gardle.
i ten wstyd wypowiadania wszystkich istniejących na świecie słów
imitujących MIŁOŚĆ...
ketil bjornstad - prelude 13
(a może tęsknię?)
ludzie przygasili światła w oknach
zmierzch rozlał się nad osiedlem.
rolety przymknięte do połowy jak moje senne oczy.
liczę każdy oddech. miarowo mijają nanosekundy.
twoja walka z dopaminą jest moją walką o życie.
beznadziejnie rozchylone usta połykają łzy
potykają się o ciężar niewypowiedzianych słów.
chcę ci dziś powiedzieć:
czekałam na ciebie.
dlatego bardzo cię proszę, przyjdź.
zapełnij obecnością to miejsce pozostałe po uśmiechu.
palcami narysuj mi mapę nieba. rozstawimy drogowskazy.
już żadne z nas nie zgubi drogi.
teraźniejsze niebo w kolorze twoich oczu -
prawie jak spojrzenie.
i spływa na mnie ta wieczorna cisza
nie -do - zniesienia.
niedoskonałość zawisła w gardle.
i ten wstyd wypowiadania wszystkich istniejących na świecie słów
imitujących MIŁOŚĆ...
ketil bjornstad - prelude 13
niedziela, 12 września 2010
appendix 58.
tak. mimo wszystko. dziękuję ci. ukradłam światu tyle szczęścia. ledwie zmieściło się w kieszeniach. szliśmy tak przez park. jak jesienne dzieci z kieszeniami kurtek wypchanymi kasztanami. i łasica na środku drogi zapaliła nam latarnie dwojga oczu. i o wiewiórkach dokarmianych przez ludzi też coś było. idealna cisza. idealna ciemność.
tak. mimo wszystko. zdecydowanie powinnam ci podziękować. ukradłam światu tyle szczęścia. w ścianach pięćdziesiątki jedynki. kiedy jesienne dzieci opowiadały bajki. pod kocem. żeby się nie bać. żeby nie przypełzła obmierzła rzeczywistość mroźna jak buka.
żeby móc dorastać i kochać.
tak. mimo wszystko. zdecydowanie powinnam ci podziękować. ukradłam światu tyle szczęścia. w ścianach pięćdziesiątki jedynki. kiedy jesienne dzieci opowiadały bajki. pod kocem. żeby się nie bać. żeby nie przypełzła obmierzła rzeczywistość mroźna jak buka.
żeby móc dorastać i kochać.
w piekle nie jest gorąco. piekło to jedna wielka poczekalnia.
and so I'm waiting with the sound turned off
I'm waiting like a glass balloon
and I'm fading into the void and then
I'm gone, I'm gone, I'm gone...
za dużo Micińskiego i Baudelaire'a wieczorem.
ten dzień? samo rozczarowanie.
jak wielkie pudło wypełnione nicością.
może za dużo Mansona i Tori Amos?
- jedyna oprócz mnie kobieta w tym towarzystwie...
(a może właśnie nie?!)
głupia jesteś, Neno - jasne, że tak! -
na twoim miejscu raczej bałabym się
tego purpurowego diabła
którego pewnego pięknego wieczoru trzymałaś w ręce.
5cmx5cm wroga przeciwko twojej duszy. twojemu sercu.
sobota, 11 września 2010
wyczerpananena.
na mapie szczęścia czarna plama
PRZECIEŻ DO STU DIABŁÓW POWINNAM BYĆ TERAZ
bynajmniej nie tu
laptop grzeje kolana
TYLKO LAPTOP
absynt krąży we krwi rozlewa wizje
szelest pod palcami
zimnymi
szumię wiatrem
szukam ukojenia
PRZECIEŻ!
tam gdzie śpi rozdwojenia stan
tam gdzie wiedzie się każdy plan
znów spotkalibyśmy się wśród chwil
dlaczego mnie tam nie ma...?
PRZECIEŻ DO STU DIABŁÓW POWINNAM BYĆ TERAZ
bynajmniej nie tu
laptop grzeje kolana
TYLKO LAPTOP
absynt krąży we krwi rozlewa wizje
szelest pod palcami
zimnymi
szumię wiatrem
szukam ukojenia
PRZECIEŻ!
tam gdzie śpi rozdwojenia stan
tam gdzie wiedzie się każdy plan
znów spotkalibyśmy się wśród chwil
dlaczego mnie tam nie ma...?
piątek, 10 września 2010
appendix 57.
"Gdyby zakochanie trwało zbyt długo, ludzie umieraliby z wyczerpania, arytmii lub tachykardii serca, głodu lub syndromu odstawienia snu."
nie wiem czego mam się bardziej bać
strach lepkimi mackami oplata moją głowę
czołga się po podłodze
wypełza spod łóżka żeby tylko gdy usiłuję zasnąć przysiąść przy mnie
i siać ziarna niepokoju
pod powiekę wpuszczać śmierć
zrywam samotność jak przyschniętą tapetę ze ścian
nie ułatwiasz mi tego
pod tapetą wymalowane czerwoną szminką serca
sztuczne rzęsy porozrzucane pod panelami
które też zrywam chcąc dokopać się do czegoś co pod tą samotnością było
nie wiem czego mam się bardziej bać
wytworów wyobraźni w swojej głowie
dotyku przeznaczenia
dziwnej siły splatania "przypadków"
twoich chemicznych przyjaciół
tej która nie ma oczu ale ma serce
czy tej która ma oczy ale nie ma serca
czy jej. tej o spojrzeniu w kolorze orzechowych pralin
tej o twarzy ochlapanej szczęściem piegów
o włosach złocistych jak najpiękniejsza jesień życia
o włosach które oplotły niegdyś twoje serce.
co wobec takiego piękna mogę ja...?
umierać z wyczerpania
arytmii lub tachykardii serca
głodu
syndromu odstawienia snu
mogę też przynieść dwadzieścia siedem czerwonych goździków (kiedyś) na twój grób
nad którym ona także będzie stać.
zawsze bliższa...
strach lepkimi mackami oplata moją głowę
czołga się po podłodze
wypełza spod łóżka żeby tylko gdy usiłuję zasnąć przysiąść przy mnie
i siać ziarna niepokoju
pod powiekę wpuszczać śmierć
zrywam samotność jak przyschniętą tapetę ze ścian
nie ułatwiasz mi tego
pod tapetą wymalowane czerwoną szminką serca
sztuczne rzęsy porozrzucane pod panelami
które też zrywam chcąc dokopać się do czegoś co pod tą samotnością było
nie wiem czego mam się bardziej bać
wytworów wyobraźni w swojej głowie
dotyku przeznaczenia
dziwnej siły splatania "przypadków"
twoich chemicznych przyjaciół
tej która nie ma oczu ale ma serce
czy tej która ma oczy ale nie ma serca
czy jej. tej o spojrzeniu w kolorze orzechowych pralin
tej o twarzy ochlapanej szczęściem piegów
o włosach złocistych jak najpiękniejsza jesień życia
o włosach które oplotły niegdyś twoje serce.
co wobec takiego piękna mogę ja...?
umierać z wyczerpania
arytmii lub tachykardii serca
głodu
syndromu odstawienia snu
mogę też przynieść dwadzieścia siedem czerwonych goździków (kiedyś) na twój grób
nad którym ona także będzie stać.
zawsze bliższa...
jesień (przyszło mi zwariować)
szklanica absyntu wychylona zbyt szybko
potem rzut o ścianę tym charakterystycznym brrr...
i jakieś zaokienne:
potem rzut o ścianę tym charakterystycznym brrr...
i jakieś zaokienne:
moja Nena...
E R R O R

E R R O R
czyja?
wiatru na pustych polach za osiedlem
lasu rumieniącego się jesiennie
tej mgły która swoje macki zagłębia w jej mieszkaniu
głębokiego czerwonego swetra w którym ostatnio śpi
i z którym za żadne skarby świata rozstać się nie może
a nawet za Chiny ludowe
i diabła!
za złotego bożka też nie.
idź już!
nie strasz mnie!
(oblewam serce wodą. może zardzewieje. może zmaleje. może zemdleje.)
idź już!
"z niczym nie rozstanę się równie chętnie jak z tobą, panie - może tylko z życiem... może tylko z życiem..."
nie! zaczekaj.
żartowałam.
znów tak samo.
jak wtedy rano w kuchni.
wtedy kiedy żartowaliśmy z całego świata i z tego Pana który napisał nam taki scenariusz.
i z nas takich nieświadomych ogromu uczuć.
uczyć uczuć nas trzeba.
wiatru na pustych polach za osiedlem
lasu rumieniącego się jesiennie
tej mgły która swoje macki zagłębia w jej mieszkaniu
głębokiego czerwonego swetra w którym ostatnio śpi
i z którym za żadne skarby świata rozstać się nie może
a nawet za Chiny ludowe
i diabła!
za złotego bożka też nie.
idź już!
nie strasz mnie!
(oblewam serce wodą. może zardzewieje. może zmaleje. może zemdleje.)
idź już!
"z niczym nie rozstanę się równie chętnie jak z tobą, panie - może tylko z życiem... może tylko z życiem..."
nie! zaczekaj.
żartowałam.
znów tak samo.
jak wtedy rano w kuchni.
wtedy kiedy żartowaliśmy z całego świata i z tego Pana który napisał nam taki scenariusz.
i z nas takich nieświadomych ogromu uczuć.
uczyć uczuć nas trzeba.
środa, 8 września 2010
remont na arteriach.
Gdy się miało szczęście,
które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...
w końcu.
w końcu muszę zacząć porządkowanie wspomnień.
jeszcze jedno nie klei się do drugiego
jeszcze wszystko gotuje się w sercu jak w ogromnym kotle
ale powoli daje się układać zdarzenia w zdania, spojrzenia w słowa, DOTYK?
nie - on wciąż nie da się wcisnąć między dużą literę a kropkę - ani tu
ani na papierze.
podjęłam jednak próbę.
a to już jest bardzo dużo.
powyrywane kartki pamięci sklejam w słownik znaczeń
staram się tłumaczyć na ludzki język niedopowiedzenia
przyciąć niepasujące puzzle niedopasowań.
i znów ten potworny zgrzyt w głowie:
DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK [...]
error
wraca myśl: jest idealnie
choć pewnie inaczej wyobrażałam sobie ten ideał.
teraz powinnam wytworzyć jakiś
antydotyk
antydotykum
założyć
fireantydotykwall
ale nie potrafię
a najzabawniejszy jest fakt że ty też nie.
jestem wyczerpana - więcej z siebie nie wypluję dziś.
tętno 114
serce pa-dam pa-dam pa-dam
delirium
które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...
w końcu.
w końcu muszę zacząć porządkowanie wspomnień.
jeszcze jedno nie klei się do drugiego
jeszcze wszystko gotuje się w sercu jak w ogromnym kotle
ale powoli daje się układać zdarzenia w zdania, spojrzenia w słowa, DOTYK?
nie - on wciąż nie da się wcisnąć między dużą literę a kropkę - ani tu
ani na papierze.
podjęłam jednak próbę.
a to już jest bardzo dużo.
powyrywane kartki pamięci sklejam w słownik znaczeń
staram się tłumaczyć na ludzki język niedopowiedzenia
przyciąć niepasujące puzzle niedopasowań.
i znów ten potworny zgrzyt w głowie:
DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK [...]
error
wraca myśl: jest idealnie
choć pewnie inaczej wyobrażałam sobie ten ideał.
teraz powinnam wytworzyć jakiś
antydotyk
antydotykum
założyć
fireantydotykwall
ale nie potrafię
a najzabawniejszy jest fakt że ty też nie.
jestem wyczerpana - więcej z siebie nie wypluję dziś.
tętno 114
serce pa-dam pa-dam pa-dam
delirium
...a Sensor szczeka jak szczekał.
wtorek, 7 września 2010
appendix 55. - segregacja szufladek
- ale przecież powiedziałeś że nie zmieszczę się w twojej ręce...
- ale w dwóch tak.
- ważne, żebyśmy my sobie wybaczyli.
- dwadzieścia siedem...
- a no to jak dwadzieścia siedem... to rozumiem.
- ale w dwóch tak.
...
- cały czas chodzi za mną ten fragment: 'przecież jesteśmy tacy młodzi - ludzie nam tego nie wybaczą...'- ważne, żebyśmy my sobie wybaczyli.
...
- i co zawalił ci się świat? dwa? osiem?- dwadzieścia siedem...
- a no to jak dwadzieścia siedem... to rozumiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








.jpg)
