moja naga tęsknota w końcu znalazła swoją piosenkę. ubrana w dźwięki pięknieje.
wtorek, 28 września 2010
marz[n]ę.
chciałabym stanąć przed tobą
idealnie naprzeciwko.
właśnie teraz
22:33 to chyba dobra godzina?
uśmiechnąłbyś się tym zmęczonym grymasem
kąciki ust w górę, no już!
przymrużył oczy
bo półbłękit nie zabija.
powiedział coś
cokolwiek
gotową mam odpowiedź:
idealnie naprzeciwko.
właśnie teraz
22:33 to chyba dobra godzina?
uśmiechnąłbyś się tym zmęczonym grymasem
kąciki ust w górę, no już!
przymrużył oczy
bo półbłękit nie zabija.
powiedział coś
cokolwiek
gotową mam odpowiedź:
oh, wow. lovely.
poniedziałek, 27 września 2010
po co?
KLIKNIJ I OBEJRZYJ PRZED PRZECZYTANIEM PONIŻSZEGO ZDANIA
po co wysyłasz mnie w drogę?
(a teraz... nie musisz odpowiadać)
po co wysyłasz mnie w drogę?
(a teraz... nie musisz odpowiadać)
...with the valium poets on ears.
panika
pan i k
pana panika
panna panika
paniki pana i pani
warunek
war urnek
ratunek
trunek
plany
planty
plan ty
jesień
je się
jes i eń
yes i nie
kasztany
szatany
szanty
kształty
kształtny
żółty liść
żółty iść
żółć
spokój
Spokój
pokój
uspokój
diet of water and love
Kraków.
pan i k
pana panika
panna panika
paniki pana i pani
warunek
war urnek
ratunek
trunek
plany
planty
plan ty
jesień
je się
jes i eń
yes i nie
kasztany
szatany
szanty
kształty
kształtny
żółty liść
żółty iść
żółć
spokój
Spokój
pokój
uspokój
diet of water and love
Kraków.
piątek, 24 września 2010
z trzydziestoma latawcami.
dobrze wiedzieć what's new?
dobrze rozważać każdą literkę na nowo
łączyć ją z tą poprzedzającą i następującą po niej
żeby utworzyć pulchniutki wyraz
pachnące spokojną stabilizacją dobranoc
i kaleczące zimną grozą gorzej
potem takie różnobarwne słowa łączy się w latawce zdań
płynie pod pełnią księżycową tęcza nocnych rozmów
oplata zaspane szare miejskie drzewa
rozkopany park
pięciopiętrowe bloki.
kładzie spokój na poduszkę jak św. Mikołaj.
ja spałam spokojnie! przy pełni!
wow.
dobrze rozważać każdą literkę na nowo
łączyć ją z tą poprzedzającą i następującą po niej
żeby utworzyć pulchniutki wyraz
pachnące spokojną stabilizacją dobranoc
i kaleczące zimną grozą gorzej
potem takie różnobarwne słowa łączy się w latawce zdań
płynie pod pełnią księżycową tęcza nocnych rozmów
oplata zaspane szare miejskie drzewa
rozkopany park
pięciopiętrowe bloki.
kładzie spokój na poduszkę jak św. Mikołaj.
ja spałam spokojnie! przy pełni!
wow.
czwartek, 23 września 2010
pełnia, mija miesiąc od twoich imienin, księżyc się obrócił.
powinnam teraz stać w oknie i czekać
księżyc zagra jakąś smętną kołysankę
po czym zakaże mi spać
pod groźbą lunatycznej śmierci
unoszę się ponad podłogą
wypatruję mnie
w
tobie
księżyc zagra jakąś smętną kołysankę
po czym zakaże mi spać
pod groźbą lunatycznej śmierci
unoszę się ponad podłogą
wypatruję mnie
w
tobie
NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
musiałam nakrzyczeć
żeby teraz móc wyjaśnić
robak czarnej rozpaczy przygryza wargi
usta krwawią
pękają
zero wody
najgorsze w tym wszystkim jest to wieczne
MUSZĘ CIĘ ZOBACZYĆ
musiałam nakrzyczeć
żeby teraz móc wyjaśnić
robak czarnej rozpaczy przygryza wargi
usta krwawią
pękają
zero wody
najgorsze w tym wszystkim jest to wieczne
MUSZĘ CIĘ ZOBACZYĆ
röyksopp - tricky tricky!
dobrze zaczęty dwudziesty trzeci miesiąca?
- wręcz niemożliwe!
dwudziestki trójki zawsze śmierdzą pechem
i samotnością
szczekają jak wściekły pies
który łasi się
by za chwilę wbić zęby w metafizyczną łydkę
i zarazić cię rozpaczliwym krzykiem
ten dwudziesty trzeci jest inny
- wręcz niesamowite!
pod kilkoma mililitrami straconej krwi
rozkwitła nadzieja na wieczór
znów pod pełnią księżyca
(mruży oko w uśmiechu ;) )
- wręcz niemożliwe!
dwudziestki trójki zawsze śmierdzą pechem
i samotnością
szczekają jak wściekły pies
który łasi się
by za chwilę wbić zęby w metafizyczną łydkę
i zarazić cię rozpaczliwym krzykiem
ten dwudziesty trzeci jest inny
- wręcz niesamowite!
pod kilkoma mililitrami straconej krwi
rozkwitła nadzieja na wieczór
znów pod pełnią księżyca
(mruży oko w uśmiechu ;) )
środa, 22 września 2010
appendix 61.
jak mi tak Kaśka Nosowska śpiewa
to nie mogę się nie uśmiechnąć
"uwielbiam gdy, uwielbiam gdy cucisz mnie policzkiem..."
to nie mogę się nie uśmiechnąć
będzie rysunek.
jednak nie umiem ubrać słów w wizję
wyobraźnia za szeroka na czworokąt papieru
będzie rysunek
ale jeszcze nie teraz.
wyobraźnia za szeroka na czworokąt papieru
będzie rysunek
ale jeszcze nie teraz.
wtorek, 21 września 2010
niemożliwie biję się po łapkach.
powiedz mi o co ci w ogóle chodzi?
przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy
przecież oboje zaakceptowaliśmy stan rzeczy
zaistniały
ba, to ty go ustaliłeś
ja tylko się podporządkowałam
bo co niby miałam zrobić?
przecież sprzeciw nic by nie dał
odebrał za dużo
tobie nie wolno się sprzeciwiać
jestem tylko kobietą
podręczną ciepłą kołdrą
sprzętem AGD
parasolem
kompresem na obolałą głowę
powiedz mi po co ci te kombinacje?
skoro ma być PROSTO
- bo to jest świętość której nie da się ruszyć
po co to
przychodzę
uciekam
wychodzę
uciekam
czekam
uciekam
ja zaakceptowałam to PROSTO
po co więc zamiast zwykłego "cześć"
powszedniego chleba
amen amen
kryć się w światłowodach
nie musimy się katować nienormalną sytuacją...
którą ty (na przekór chyba) uważasz za normalną.
przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy
przecież oboje zaakceptowaliśmy stan rzeczy
zaistniały
ba, to ty go ustaliłeś
ja tylko się podporządkowałam
bo co niby miałam zrobić?
przecież sprzeciw nic by nie dał
odebrał za dużo
tobie nie wolno się sprzeciwiać
jestem tylko kobietą
podręczną ciepłą kołdrą
sprzętem AGD
parasolem
kompresem na obolałą głowę
powiedz mi po co ci te kombinacje?
skoro ma być PROSTO
- bo to jest świętość której nie da się ruszyć
po co to
przychodzę
uciekam
wychodzę
uciekam
czekam
uciekam
ja zaakceptowałam to PROSTO
po co więc zamiast zwykłego "cześć"
powszedniego chleba
amen amen
kryć się w światłowodach
nie musimy się katować nienormalną sytuacją...
którą ty (na przekór chyba) uważasz za normalną.
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
'czekałam na ciebie'
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
podziel się ze mną zwykłym dniem.
normalnością spłyń przed moje oczy.
'czekałam na ciebie'
i niemożliwie biję się po łapkach żeby nie napisać
podziel się ze mną zwykłym dniem.
normalnością spłyń przed moje oczy.
poniedziałek, 20 września 2010
chyba oszalałam.
jesteś taki piękny
nieogarnięty
zaniedbany
niepozbierany
wychudzony
wyniszczony
nie możesz być zły
wyrozumiały
czuły
ciepły
śmiertelnie niepoważny
naiwny
nieogarnięty
zaniedbany
niepozbierany
wychudzony
wyniszczony
nie możesz być zły
wyrozumiały
czuły
ciepły
śmiertelnie niepoważny
naiwny
appendix 60.
ona jeszcze nie wie -
dziś załamie się niebo runie w dół oberwaniem chmury
umrą kolejne tysiące nieznanych jej osób
kolejni samobójcy skoczą pod pociąg
z mostu
wodospadem krwi żylnej (gęstszej, czerwieńszej)
popłyną
fale przykryją kolejne statki
nieznane epidemie spustoszą wnętrza czarnoskórych
czerwonoskórych
setki małych Chinek straci życie na starcie tylko dlatego że są dziewczynkami
kolejne małe dzieci (bezpłciowe) zatrują się sromotnikiem
oddechem nietrzeźwych rodziców
czadem kamienicy
rozszarpie je wściekły pies
następni przypadkowi ludzie stracą życie
pod pałką policyjną
bejsbolową
gąsienicą czołgu
w symfonii kul armatnich
karabinowych
zastygną ich bebechy na pustkowiach
kilku umrze z głodu
wyziębienia organizmu
złamie kręgosłup skacząc z klifu
zapłonie jak latarnia w oknie budynku
domku z kart
pójdą szeregiem jedni bez grobu
drudzy nie wygrzebią się spod marmurowych pomników
jedni w górę
drudzy w dół
jedni w szpagacie wieczności
to był mój wybór - jestem pomiędzy niebem a piekłem
ale jednak bliżej piekła - powiedziała kiedyś P. sennym światom...
ona jeszcze nie wie -
poczuła twój zapach na swoim płaszczu.
nie chce widzieć sz[cz]erzącej się wokół śmierci.
nie chce widzieć czarnej smugi końca za twoimi plecami.
klik
dziś załamie się niebo runie w dół oberwaniem chmury
umrą kolejne tysiące nieznanych jej osób
kolejni samobójcy skoczą pod pociąg
z mostu
wodospadem krwi żylnej (gęstszej, czerwieńszej)
popłyną
fale przykryją kolejne statki
nieznane epidemie spustoszą wnętrza czarnoskórych
czerwonoskórych
setki małych Chinek straci życie na starcie tylko dlatego że są dziewczynkami
kolejne małe dzieci (bezpłciowe) zatrują się sromotnikiem
oddechem nietrzeźwych rodziców
czadem kamienicy
rozszarpie je wściekły pies
następni przypadkowi ludzie stracą życie
pod pałką policyjną
bejsbolową
gąsienicą czołgu
w symfonii kul armatnich
karabinowych
zastygną ich bebechy na pustkowiach
kilku umrze z głodu
wyziębienia organizmu
złamie kręgosłup skacząc z klifu
zapłonie jak latarnia w oknie budynku
domku z kart
pójdą szeregiem jedni bez grobu
drudzy nie wygrzebią się spod marmurowych pomników
jedni w górę
drudzy w dół
jedni w szpagacie wieczności
to był mój wybór - jestem pomiędzy niebem a piekłem
ale jednak bliżej piekła - powiedziała kiedyś P. sennym światom...
ona jeszcze nie wie -
poczuła twój zapach na swoim płaszczu.
nie chce widzieć sz[cz]erzącej się wokół śmierci.
nie chce widzieć czarnej smugi końca za twoimi plecami.
klik
sobota, 18 września 2010
71.

krótkie słówko 'koniec'
wyryte pod czaszką.
powieka drży na wietrze uczuć
pałace płoną w moim sercu
zrywam mosty krwawią ręce
staję twarzą w twarz ze śmiercią
a ona śmieje się ze mnie
diabły mówią że śmierdzę życiem
nie mogę iść dalej.
zdaje egzamin z bycia sobą z tobą
a jednocześnie oduczam się mówienia 'ja'
stoimy zimny wiatr porusza kłębkiem westchnień.
szepczę:
jeszcze nie czas na nasze Jeziory, Staśku.
71. rocznica śmierci Witkacego
piątek, 17 września 2010
nie byłabym sobą gdy byłabym inna.
klik !
przecież inaczej nie mogłam
inaczej cały świat pozostałby zastygły w niepewności
jak w kostce lodu
inaczej nie mielibyśmy ani chwili
inaczej ja i ty nigdy nie stworzyłoby obrębu my
do którego tak lubię wracać
który być może już nigdy się nie powtórzy
każdego dnia układam słowa ostatniego pożegnania
każdego dnia myślę o tym czy czarne róże nie byłyby lepsze od tych goździków
wyobrażasz sobie? kondukt... i ja z naręczem czerwonych kwiatów?
po co wszyscy mają widzieć
po co mówić: to ona
nie. byliby raczej zaskoczeni. przecież przemycałeś mnie nocą przez miasto
biały dzień nigdy nie ujrzał nas razem
ty - jako wampir
ja - jako wilkołak
my - tylko noc.
noc ma to do siebie że jest w stanie ukołysać dwoje tak niestabilnych nie-ludzkich ludzi.
skłamałam -
wiesz że skłamałam.
po prostu musiałam tam pojechać.
musiałam
żebyś chwileczkę był na moją wyłączność
czysty egoizm.
i kiedy w końcu... [...]
BYŁO TAK NORMALNIE!
nie masz pojęcia jak tęsknię za tą normalnością.
nie masz pojęcia jak brakuje mi tych kitchen stories.
tego zielonego koca.
tu tak zimno.
chciałabym wrócić. wymknąć się do tego świata gdzie my przeważało.
gdzie nie było nic oprócz nas
świat się zdematerializował.
tutaj. bezsenność. wędrówka. miotanie się.
a szczęście wisi na włosku.
inaczej cały świat pozostałby zastygły w niepewności
jak w kostce lodu
inaczej nie mielibyśmy ani chwili
inaczej ja i ty nigdy nie stworzyłoby obrębu my
do którego tak lubię wracać
który być może już nigdy się nie powtórzy
każdego dnia układam słowa ostatniego pożegnania
każdego dnia myślę o tym czy czarne róże nie byłyby lepsze od tych goździków
wyobrażasz sobie? kondukt... i ja z naręczem czerwonych kwiatów?
po co wszyscy mają widzieć
po co mówić: to ona
nie. byliby raczej zaskoczeni. przecież przemycałeś mnie nocą przez miasto
biały dzień nigdy nie ujrzał nas razem
ty - jako wampir
ja - jako wilkołak
my - tylko noc.
noc ma to do siebie że jest w stanie ukołysać dwoje tak niestabilnych nie-ludzkich ludzi.
skłamałam -
wiesz że skłamałam.
po prostu musiałam tam pojechać.
musiałam
żebyś chwileczkę był na moją wyłączność
czysty egoizm.
i kiedy w końcu... [...]
BYŁO TAK NORMALNIE!
nie masz pojęcia jak tęsknię za tą normalnością.
nie masz pojęcia jak brakuje mi tych kitchen stories.
tego zielonego koca.
tu tak zimno.
chciałabym wrócić. wymknąć się do tego świata gdzie my przeważało.
gdzie nie było nic oprócz nas
świat się zdematerializował.
tutaj. bezsenność. wędrówka. miotanie się.
a szczęście wisi na włosku.
czwartek, 16 września 2010
...but won't you break my heart-shaped glasses?
nowa grzywka.
nowe duuuże słuchawki podtrzymują pękającą głowę.
jak mało potrzeba Nenie do szczęścia!
no i... może najważniejsze:
świat wciąż wisi w swojej czasoprzestrzeni
istnieje
ma się dobrze
a jego koniec znów odkładamy na jutro.
nowe duuuże słuchawki podtrzymują pękającą głowę.
jak mało potrzeba Nenie do szczęścia!
no i... może najważniejsze:
świat wciąż wisi w swojej czasoprzestrzeni
istnieje
ma się dobrze
a jego koniec znów odkładamy na jutro.
środa, 15 września 2010
pani serce bije za szybko!
ty patrzysz jak ja kiedy zawstydzam się
ja patrzę jak ty pewnie zawstydzisz się
ja patrzę jak ty pewnie zawstydzisz się
klatka piersiowa zapada się i unosi.
zbyt szybko.
drgający oddech.
niespokój.
zbyt szybko.
drgający oddech.
niespokój.
appendix 59. - późne przedpołudnie z Poświatowską.
zadźwięczał prostokąt pokoju
kąty nachyliły się ku sobie
aby objąć twoją głowę
senną z zamyślenia
tak kocham twoje usta
kiedy milczysz
ciepła wiedza
zamieszkała wnętrze twoich dłoni
rozpostarte gałęzi palce
kiedy milczysz -
po twoich ścianach
pełzają pająki cieni
każdy włos żyje osobno
w purpurowym świetle
zgarniam cienie
szybką łakomą dłonią
i jak usta
do ust twoich
tak kocham
gdy nie nazywasz imieniem
nic
***
ten dzień
w ślepym zaułku
pomiędzy szafką i nocnym stolikiem
lustrem z odbiciem nie mojej białej twarzy
(moja twarz świeci kolorami w radosnym zwierciadle pamięci)
ten dzień
w ślepym zaułku urodzony
umrze
na wysokim wniebowstępującym łóżku -
i w kącie
pomiędzy moim policzkiem
a kreską ust
śpiewając cienkim ptasim głosem
przysiadł wychudły pocałunek
pamięć pocałunku
przywarta na wieczność do moich błękitnawych jak zmierzch - ust
w ten dzień
w samotnym kącie
pomiędzy nocą - a nieprzebudzeniem
pomiędzy czymś - a niczym
pomiędzy nim - a mną
rozegrał się akt 5 -
bez pożegnania - nisko
***
bo właśnie chcę najprościej
na srebrnej tacy księżyca
podać ci kolację
i patrzeć - jak zgryzasz
śpiący złoty
pomarańcz obcisłą skórę
potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom moim ponieść
pachnącą wieść o tobie
najzwyklej
na złotej tacy słońca
przynieść pogodny świt
ponad twym łóżkiem wzejść
gdy wstajesz
i przeciągając senne ramiona
mówisz - dzień
***
moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc
***
więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami niech
w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom
jeszcze głos twój usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz i na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami
***
Jak się rozstać z twoimi upartymi ustami. Co wieczór oczekują na mnie pomiędzy oknem a bokiem ciemnego kredensu - przyparte w kąt do dawnego mieszkania pająka. Pająki przepędziła moja matka - uzbrojona w miotłę i uśmiech - ale twoje usta oparły się i miotle i jej naiwnym słowom. Zostały w kącie. Co wieczór kładę się do łóżka sama i wtedy zaczynają świecić - najpierw są lekko zielone - żółkną jak liście żeby orgią purpurowego dzikiego wina stać się o północy. Odkąd mam twoje usta uwierzyłam w duchy. Północ bije - dwanaście powolnych uderzeń wkręca się w bok kredensu - czerwienią mojej upartej krwi.
kąty nachyliły się ku sobie
aby objąć twoją głowę
senną z zamyślenia
tak kocham twoje usta
kiedy milczysz
ciepła wiedza
zamieszkała wnętrze twoich dłoni
rozpostarte gałęzi palce
kiedy milczysz -
po twoich ścianach
pełzają pająki cieni
każdy włos żyje osobno
w purpurowym świetle
zgarniam cienie
szybką łakomą dłonią
i jak usta
do ust twoich
tak kocham
gdy nie nazywasz imieniem
nic
***
ten dzień
w ślepym zaułku
pomiędzy szafką i nocnym stolikiem
lustrem z odbiciem nie mojej białej twarzy
(moja twarz świeci kolorami w radosnym zwierciadle pamięci)
ten dzień
w ślepym zaułku urodzony
umrze
na wysokim wniebowstępującym łóżku -
i w kącie
pomiędzy moim policzkiem
a kreską ust
śpiewając cienkim ptasim głosem
przysiadł wychudły pocałunek
pamięć pocałunku
przywarta na wieczność do moich błękitnawych jak zmierzch - ust
w ten dzień
w samotnym kącie
pomiędzy nocą - a nieprzebudzeniem
pomiędzy czymś - a niczym
pomiędzy nim - a mną
rozegrał się akt 5 -
bez pożegnania - nisko
***
bo właśnie chcę najprościej
na srebrnej tacy księżyca
podać ci kolację
i patrzeć - jak zgryzasz
śpiący złoty
pomarańcz obcisłą skórę
potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom moim ponieść
pachnącą wieść o tobie
najzwyklej
na złotej tacy słońca
przynieść pogodny świt
ponad twym łóżkiem wzejść
gdy wstajesz
i przeciągając senne ramiona
mówisz - dzień
***
moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc
***
więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami niech
w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom
jeszcze głos twój usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz i na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami
***
Jak się rozstać z twoimi upartymi ustami. Co wieczór oczekują na mnie pomiędzy oknem a bokiem ciemnego kredensu - przyparte w kąt do dawnego mieszkania pająka. Pająki przepędziła moja matka - uzbrojona w miotłę i uśmiech - ale twoje usta oparły się i miotle i jej naiwnym słowom. Zostały w kącie. Co wieczór kładę się do łóżka sama i wtedy zaczynają świecić - najpierw są lekko zielone - żółkną jak liście żeby orgią purpurowego dzikiego wina stać się o północy. Odkąd mam twoje usta uwierzyłam w duchy. Północ bije - dwanaście powolnych uderzeń wkręca się w bok kredensu - czerwienią mojej upartej krwi.
home, sweet home.
- tak, duet Stanisław i Jan znowu uratowali mnie z egzaminacyjnej opresji. Klacie wyślę chyba bukiet kwiatów, bo dzięki niemu w ogóle pcham te studia do przodu.
- bo jego jedynego w miarę rozumiesz.
- bo on myśli podobnie, poza tym nawet nie wiem czy to kwestia rozumienia. lubię go. widziałam już kilka przedstawień: Sprawa Dantona, H., Oresteja, Trylogia...
- no, teraz pójdziemy na Wesele Hrabiego Orgaza...
- tak, tak! według powieści Romana Jaworskiego - przyjaciela Witkacego!
- a ja wczoraj oglądałam Mrożka w Teatrze Telewizji [...] padło takie zdanie:
- bo jego jedynego w miarę rozumiesz.
- bo on myśli podobnie, poza tym nawet nie wiem czy to kwestia rozumienia. lubię go. widziałam już kilka przedstawień: Sprawa Dantona, H., Oresteja, Trylogia...
- no, teraz pójdziemy na Wesele Hrabiego Orgaza...
- tak, tak! według powieści Romana Jaworskiego - przyjaciela Witkacego!
- a ja wczoraj oglądałam Mrożka w Teatrze Telewizji [...] padło takie zdanie:
na samobójstwo zawsze jest czas. nawet pięć minut przed śmiercią.- piękne. muszę to sobie gdzieś zapisać...
(nocne rozmowy Neny z Mamą...)
poniedziałek, 13 września 2010
neuroprzekaźniki.
czekam na ciebie.
(a może tęsknię?)
ludzie przygasili światła w oknach
zmierzch rozlał się nad osiedlem.
rolety przymknięte do połowy jak moje senne oczy.
liczę każdy oddech. miarowo mijają nanosekundy.
twoja walka z dopaminą jest moją walką o życie.
beznadziejnie rozchylone usta połykają łzy
potykają się o ciężar niewypowiedzianych słów.
chcę ci dziś powiedzieć:
czekałam na ciebie.
dlatego bardzo cię proszę, przyjdź.
zapełnij obecnością to miejsce pozostałe po uśmiechu.
palcami narysuj mi mapę nieba. rozstawimy drogowskazy.
już żadne z nas nie zgubi drogi.
teraźniejsze niebo w kolorze twoich oczu -
prawie jak spojrzenie.
i spływa na mnie ta wieczorna cisza
nie -do - zniesienia.
niedoskonałość zawisła w gardle.
i ten wstyd wypowiadania wszystkich istniejących na świecie słów
imitujących MIŁOŚĆ...
ketil bjornstad - prelude 13
(a może tęsknię?)
ludzie przygasili światła w oknach
zmierzch rozlał się nad osiedlem.
rolety przymknięte do połowy jak moje senne oczy.
liczę każdy oddech. miarowo mijają nanosekundy.
twoja walka z dopaminą jest moją walką o życie.
beznadziejnie rozchylone usta połykają łzy
potykają się o ciężar niewypowiedzianych słów.
chcę ci dziś powiedzieć:
czekałam na ciebie.
dlatego bardzo cię proszę, przyjdź.
zapełnij obecnością to miejsce pozostałe po uśmiechu.
palcami narysuj mi mapę nieba. rozstawimy drogowskazy.
już żadne z nas nie zgubi drogi.
teraźniejsze niebo w kolorze twoich oczu -
prawie jak spojrzenie.
i spływa na mnie ta wieczorna cisza
nie -do - zniesienia.
niedoskonałość zawisła w gardle.
i ten wstyd wypowiadania wszystkich istniejących na świecie słów
imitujących MIŁOŚĆ...
ketil bjornstad - prelude 13
niedziela, 12 września 2010
appendix 58.
tak. mimo wszystko. dziękuję ci. ukradłam światu tyle szczęścia. ledwie zmieściło się w kieszeniach. szliśmy tak przez park. jak jesienne dzieci z kieszeniami kurtek wypchanymi kasztanami. i łasica na środku drogi zapaliła nam latarnie dwojga oczu. i o wiewiórkach dokarmianych przez ludzi też coś było. idealna cisza. idealna ciemność.
tak. mimo wszystko. zdecydowanie powinnam ci podziękować. ukradłam światu tyle szczęścia. w ścianach pięćdziesiątki jedynki. kiedy jesienne dzieci opowiadały bajki. pod kocem. żeby się nie bać. żeby nie przypełzła obmierzła rzeczywistość mroźna jak buka.
żeby móc dorastać i kochać.
tak. mimo wszystko. zdecydowanie powinnam ci podziękować. ukradłam światu tyle szczęścia. w ścianach pięćdziesiątki jedynki. kiedy jesienne dzieci opowiadały bajki. pod kocem. żeby się nie bać. żeby nie przypełzła obmierzła rzeczywistość mroźna jak buka.
żeby móc dorastać i kochać.
w piekle nie jest gorąco. piekło to jedna wielka poczekalnia.
and so I'm waiting with the sound turned off
I'm waiting like a glass balloon
and I'm fading into the void and then
I'm gone, I'm gone, I'm gone...
za dużo Micińskiego i Baudelaire'a wieczorem.
ten dzień? samo rozczarowanie.
jak wielkie pudło wypełnione nicością.
może za dużo Mansona i Tori Amos?
- jedyna oprócz mnie kobieta w tym towarzystwie...
(a może właśnie nie?!)
głupia jesteś, Neno - jasne, że tak! -
na twoim miejscu raczej bałabym się
tego purpurowego diabła
którego pewnego pięknego wieczoru trzymałaś w ręce.
5cmx5cm wroga przeciwko twojej duszy. twojemu sercu.
sobota, 11 września 2010
wyczerpananena.
na mapie szczęścia czarna plama
PRZECIEŻ DO STU DIABŁÓW POWINNAM BYĆ TERAZ
bynajmniej nie tu
laptop grzeje kolana
TYLKO LAPTOP
absynt krąży we krwi rozlewa wizje
szelest pod palcami
zimnymi
szumię wiatrem
szukam ukojenia
PRZECIEŻ!
tam gdzie śpi rozdwojenia stan
tam gdzie wiedzie się każdy plan
znów spotkalibyśmy się wśród chwil
dlaczego mnie tam nie ma...?
PRZECIEŻ DO STU DIABŁÓW POWINNAM BYĆ TERAZ
bynajmniej nie tu
laptop grzeje kolana
TYLKO LAPTOP
absynt krąży we krwi rozlewa wizje
szelest pod palcami
zimnymi
szumię wiatrem
szukam ukojenia
PRZECIEŻ!
tam gdzie śpi rozdwojenia stan
tam gdzie wiedzie się każdy plan
znów spotkalibyśmy się wśród chwil
dlaczego mnie tam nie ma...?
piątek, 10 września 2010
appendix 57.
"Gdyby zakochanie trwało zbyt długo, ludzie umieraliby z wyczerpania, arytmii lub tachykardii serca, głodu lub syndromu odstawienia snu."
nie wiem czego mam się bardziej bać
strach lepkimi mackami oplata moją głowę
czołga się po podłodze
wypełza spod łóżka żeby tylko gdy usiłuję zasnąć przysiąść przy mnie
i siać ziarna niepokoju
pod powiekę wpuszczać śmierć
zrywam samotność jak przyschniętą tapetę ze ścian
nie ułatwiasz mi tego
pod tapetą wymalowane czerwoną szminką serca
sztuczne rzęsy porozrzucane pod panelami
które też zrywam chcąc dokopać się do czegoś co pod tą samotnością było
nie wiem czego mam się bardziej bać
wytworów wyobraźni w swojej głowie
dotyku przeznaczenia
dziwnej siły splatania "przypadków"
twoich chemicznych przyjaciół
tej która nie ma oczu ale ma serce
czy tej która ma oczy ale nie ma serca
czy jej. tej o spojrzeniu w kolorze orzechowych pralin
tej o twarzy ochlapanej szczęściem piegów
o włosach złocistych jak najpiękniejsza jesień życia
o włosach które oplotły niegdyś twoje serce.
co wobec takiego piękna mogę ja...?
umierać z wyczerpania
arytmii lub tachykardii serca
głodu
syndromu odstawienia snu
mogę też przynieść dwadzieścia siedem czerwonych goździków (kiedyś) na twój grób
nad którym ona także będzie stać.
zawsze bliższa...
strach lepkimi mackami oplata moją głowę
czołga się po podłodze
wypełza spod łóżka żeby tylko gdy usiłuję zasnąć przysiąść przy mnie
i siać ziarna niepokoju
pod powiekę wpuszczać śmierć
zrywam samotność jak przyschniętą tapetę ze ścian
nie ułatwiasz mi tego
pod tapetą wymalowane czerwoną szminką serca
sztuczne rzęsy porozrzucane pod panelami
które też zrywam chcąc dokopać się do czegoś co pod tą samotnością było
nie wiem czego mam się bardziej bać
wytworów wyobraźni w swojej głowie
dotyku przeznaczenia
dziwnej siły splatania "przypadków"
twoich chemicznych przyjaciół
tej która nie ma oczu ale ma serce
czy tej która ma oczy ale nie ma serca
czy jej. tej o spojrzeniu w kolorze orzechowych pralin
tej o twarzy ochlapanej szczęściem piegów
o włosach złocistych jak najpiękniejsza jesień życia
o włosach które oplotły niegdyś twoje serce.
co wobec takiego piękna mogę ja...?
umierać z wyczerpania
arytmii lub tachykardii serca
głodu
syndromu odstawienia snu
mogę też przynieść dwadzieścia siedem czerwonych goździków (kiedyś) na twój grób
nad którym ona także będzie stać.
zawsze bliższa...
jesień (przyszło mi zwariować)
szklanica absyntu wychylona zbyt szybko
potem rzut o ścianę tym charakterystycznym brrr...
i jakieś zaokienne:
potem rzut o ścianę tym charakterystycznym brrr...
i jakieś zaokienne:
moja Nena...
E R R O R

E R R O R
czyja?
wiatru na pustych polach za osiedlem
lasu rumieniącego się jesiennie
tej mgły która swoje macki zagłębia w jej mieszkaniu
głębokiego czerwonego swetra w którym ostatnio śpi
i z którym za żadne skarby świata rozstać się nie może
a nawet za Chiny ludowe
i diabła!
za złotego bożka też nie.
idź już!
nie strasz mnie!
(oblewam serce wodą. może zardzewieje. może zmaleje. może zemdleje.)
idź już!
"z niczym nie rozstanę się równie chętnie jak z tobą, panie - może tylko z życiem... może tylko z życiem..."
nie! zaczekaj.
żartowałam.
znów tak samo.
jak wtedy rano w kuchni.
wtedy kiedy żartowaliśmy z całego świata i z tego Pana który napisał nam taki scenariusz.
i z nas takich nieświadomych ogromu uczuć.
uczyć uczuć nas trzeba.
wiatru na pustych polach za osiedlem
lasu rumieniącego się jesiennie
tej mgły która swoje macki zagłębia w jej mieszkaniu
głębokiego czerwonego swetra w którym ostatnio śpi
i z którym za żadne skarby świata rozstać się nie może
a nawet za Chiny ludowe
i diabła!
za złotego bożka też nie.
idź już!
nie strasz mnie!
(oblewam serce wodą. może zardzewieje. może zmaleje. może zemdleje.)
idź już!
"z niczym nie rozstanę się równie chętnie jak z tobą, panie - może tylko z życiem... może tylko z życiem..."
nie! zaczekaj.
żartowałam.
znów tak samo.
jak wtedy rano w kuchni.
wtedy kiedy żartowaliśmy z całego świata i z tego Pana który napisał nam taki scenariusz.
i z nas takich nieświadomych ogromu uczuć.
uczyć uczuć nas trzeba.
środa, 8 września 2010
remont na arteriach.
Gdy się miało szczęście,
które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...
w końcu.
w końcu muszę zacząć porządkowanie wspomnień.
jeszcze jedno nie klei się do drugiego
jeszcze wszystko gotuje się w sercu jak w ogromnym kotle
ale powoli daje się układać zdarzenia w zdania, spojrzenia w słowa, DOTYK?
nie - on wciąż nie da się wcisnąć między dużą literę a kropkę - ani tu
ani na papierze.
podjęłam jednak próbę.
a to już jest bardzo dużo.
powyrywane kartki pamięci sklejam w słownik znaczeń
staram się tłumaczyć na ludzki język niedopowiedzenia
przyciąć niepasujące puzzle niedopasowań.
i znów ten potworny zgrzyt w głowie:
DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK [...]
error
wraca myśl: jest idealnie
choć pewnie inaczej wyobrażałam sobie ten ideał.
teraz powinnam wytworzyć jakiś
antydotyk
antydotykum
założyć
fireantydotykwall
ale nie potrafię
a najzabawniejszy jest fakt że ty też nie.
jestem wyczerpana - więcej z siebie nie wypluję dziś.
tętno 114
serce pa-dam pa-dam pa-dam
delirium
które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...
w końcu.
w końcu muszę zacząć porządkowanie wspomnień.
jeszcze jedno nie klei się do drugiego
jeszcze wszystko gotuje się w sercu jak w ogromnym kotle
ale powoli daje się układać zdarzenia w zdania, spojrzenia w słowa, DOTYK?
nie - on wciąż nie da się wcisnąć między dużą literę a kropkę - ani tu
ani na papierze.
podjęłam jednak próbę.
a to już jest bardzo dużo.
powyrywane kartki pamięci sklejam w słownik znaczeń
staram się tłumaczyć na ludzki język niedopowiedzenia
przyciąć niepasujące puzzle niedopasowań.
i znów ten potworny zgrzyt w głowie:
DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK DOTYK [...]
error
wraca myśl: jest idealnie
choć pewnie inaczej wyobrażałam sobie ten ideał.
teraz powinnam wytworzyć jakiś
antydotyk
antydotykum
założyć
fireantydotykwall
ale nie potrafię
a najzabawniejszy jest fakt że ty też nie.
jestem wyczerpana - więcej z siebie nie wypluję dziś.
tętno 114
serce pa-dam pa-dam pa-dam
delirium
...a Sensor szczeka jak szczekał.
wtorek, 7 września 2010
appendix 55. - segregacja szufladek
- ale przecież powiedziałeś że nie zmieszczę się w twojej ręce...
- ale w dwóch tak.
- ważne, żebyśmy my sobie wybaczyli.
- dwadzieścia siedem...
- a no to jak dwadzieścia siedem... to rozumiem.
- ale w dwóch tak.
...
- cały czas chodzi za mną ten fragment: 'przecież jesteśmy tacy młodzi - ludzie nam tego nie wybaczą...'- ważne, żebyśmy my sobie wybaczyli.
...
- i co zawalił ci się świat? dwa? osiem?- dwadzieścia siedem...
- a no to jak dwadzieścia siedem... to rozumiem.
nie, nic.
Mięsień sercowy pracuje zgodnie z zasadą "wszystko albo nic" – nawet najmniejszy impuls powoduje maksymalne napięcie włókien mięśnia.
uspokój się mięśniu!
appendix 54.
dziwnie śniło się Nenie. znów ktoś ją dusił - nie mogła się obudzić.
taki przeraźliwie czarny chłód. przeraźliwie zimna ciemność.
teraz wie - t e l e p a t i a -
wyłączcie mi to. błaaagaaam...
taki przeraźliwie czarny chłód. przeraźliwie zimna ciemność.
teraz wie - t e l e p a t i a -
wyłączcie mi to. błaaagaaam...
niedziela, 5 września 2010
home made.
czuję że serce mi pęknie
a mózg eksploduje.
a może dokładnie odwrotnie?
serce - eksploduje
mózg - pęknie.
nie ważne!
TO nie jest ważne.
póki jest PROSTO i się nie KOMPLIKUJE jest dobrze.
a mózg eksploduje.
a może dokładnie odwrotnie?
serce - eksploduje
mózg - pęknie.
nie ważne!
TO nie jest ważne.
póki jest PROSTO i się nie KOMPLIKUJE jest dobrze.
środa, 1 września 2010
syndrom zapętlenia jednego utworu.
wpadłam w króliczą norę
świat odwrócił się do góry nogami
i macha obcasami nad głową
filiżanki z herbatą mnożą się jak grzyby po deszczu
biały królik w kamizelce
FASTER - FASTER - FASTER!
gąsienica częstuje sziszą
wypal mnie
zjedz mnie
wypij mnie
tylko nie pozostawiaj mnie na pastwę królowej kier
w mojej przykrótkiej niebieskiej sukience
rosnę nie mogę oddychać
topię się we własnych łzach
znów zbyt mała na ten świat
na co czekasz?!
FASTER - FASTERRR... rrr... mruczy uśmiech kota
różowy kot w fioletowe prążki
mruczy jak wiertarka
ja już nie mam mózgu
wszystko rozlało się z deszczem
wszystko topi się w różowej cukrowej wacie
nie obudzę się już !
świat odwrócił się do góry nogami
i macha obcasami nad głową
filiżanki z herbatą mnożą się jak grzyby po deszczu
biały królik w kamizelce
FASTER - FASTER - FASTER!
gąsienica częstuje sziszą
wypal mnie
zjedz mnie
wypij mnie
tylko nie pozostawiaj mnie na pastwę królowej kier
w mojej przykrótkiej niebieskiej sukience
rosnę nie mogę oddychać
topię się we własnych łzach
znów zbyt mała na ten świat
na co czekasz?!
FASTER - FASTERRR... rrr... mruczy uśmiech kota
różowy kot w fioletowe prążki
mruczy jak wiertarka
ja już nie mam mózgu
wszystko rozlało się z deszczem
wszystko topi się w różowej cukrowej wacie
nie obudzę się już !
take a chance you stupid... girl.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
appendix 52.
idealna maszynka
do wytwarzania endorfin
this isn't you -
you're not mechanical -
you're just a boy playing suicide king.
do wytwarzania endorfin
this isn't you -
you're not mechanical -
you're just a boy playing suicide king.
bezsenne noce.
zmęczona szczęściem usiadła przy laptopie
inaczej niż w ten weekend - czyli tak samo jak zwykle kiedy zostaje sama
po raz kolejny
popija zieloną herbatę z pigwą
z trudem unosząc powieki do góry
Nena która pozostała sobą
bo taka jest jej życiowa konieczność
"halucynacje muszą być. optycznie będzie dobrze nam" - nuci sobie.
i dziękuję wszystkim
dzięki którym te bezsenne noce
pomimo temperatury na zewnątrz
były ciepłe.
inaczej niż w ten weekend - czyli tak samo jak zwykle kiedy zostaje sama
po raz kolejny
popija zieloną herbatę z pigwą
z trudem unosząc powieki do góry
Nena która pozostała sobą
bo taka jest jej życiowa konieczność
"halucynacje muszą być. optycznie będzie dobrze nam" - nuci sobie.
i dziękuję wszystkim
dzięki którym te bezsenne noce
pomimo temperatury na zewnątrz
były ciepłe.
czwartek, 26 sierpnia 2010
my brain thinks bomb-like.
zaryzykuję.
(niezależnie ile razy sobie jeszcze pomyślę że nie warto)
nic nie zmienię.
(niezależnie ile razy będę usiłowała wyginać bieg wydarzeń)
zaczekam.
(niezależnie ile razy krzyknę JUŻ!)
wtorek, 24 sierpnia 2010
tuż tuż.
"Mgła nad górami. Mgła za górami, za lasami. Nena - Ofelia topi się we mgle, psy szczekają zaniepokojone, ptaki - beztroskie. Przyjemne zimno łaskocze jej bose stopy. Pod balkonem sadzą kwiaty które ona nazwie. Samochód rozbryzguje kałuże. Pokój to ustawiona scenografia. A ona tu... Sceny balkonowe na leżaku. Urlop jak w lecie. Brzozy drżą, wiatr drży. Serce drga, pika. Niebo przecięte przez deszcz. Głosy i odgłosy z tyłu, prawej i lewej strony. Góra milczy bezsilna wobec uczuć. Dojrzale. Dojrzalej. Najdojrzalej. Skacze po dachach uboga tęsknota. Ginie pod kołami samochodów - tych w centrum.
Wieczyste leżakowanie na balkonie świata."
(14 kwietnia 2010)
tak lubię do tego wracać.
Wieczyste leżakowanie na balkonie świata."
(14 kwietnia 2010)
tak lubię do tego wracać.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
piątek, 20 sierpnia 2010
just a car crash away.
so how can it be this lonely ?
is this all we get for our lives ?
is love only sweeter when one of us dies ?
znów ten sam cierpko-gorzki smak na koniuszku języka
i oczy zaciągnięte mgłą - żeby nie widzieć
żeby nie czuć
jak świadomie spalasz się na stosie
wraz ze mną - uczepioną koniuszka twojej duszy...
ale twoja duma nie pozwala ci tego widzieć i czuć
jak ta mgła na moich oczach...
is this all we get for our lives ?
is love only sweeter when one of us dies ?
znów ten sam cierpko-gorzki smak na koniuszku języka
i oczy zaciągnięte mgłą - żeby nie widzieć
żeby nie czuć
jak świadomie spalasz się na stosie
wraz ze mną - uczepioną koniuszka twojej duszy...
ale twoja duma nie pozwala ci tego widzieć i czuć
jak ta mgła na moich oczach...
wtorek, 17 sierpnia 2010
niedługo stanę na rogu tamtego domu...
popatrzę na siłownię
wypożyczalnię rowerów
ludzi spacerujących "w tę i nazad"
zdrojowe słonie sikające [sic!] równie zdrojową wodą
żuli spod Żabki
zdezelowane trzeszczące samochody
wygrzebię kuszącą bluzkę za 5 zł w pobliskim szmateksie
i będę czekać by nigdy jej nie założyć
krzaki rozrośnięte niczym nie będą przypominać tych kwietniowych
już nie spadnie śnieg na witkacowski beret
może będziesz ty
i na pewno będzie świadomość tej niesamowitej bliskości
której nie ma a przecież jest
i będzie też dużo zdjęć
wytapetuję mój dom twoim domem...
wypożyczalnię rowerów
ludzi spacerujących "w tę i nazad"
zdrojowe słonie sikające [sic!] równie zdrojową wodą
żuli spod Żabki
zdezelowane trzeszczące samochody
wygrzebię kuszącą bluzkę za 5 zł w pobliskim szmateksie
i będę czekać by nigdy jej nie założyć
krzaki rozrośnięte niczym nie będą przypominać tych kwietniowych
już nie spadnie śnieg na witkacowski beret
może będziesz ty
i na pewno będzie świadomość tej niesamowitej bliskości
której nie ma a przecież jest
i będzie też dużo zdjęć
wytapetuję mój dom twoim domem...
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
spod drżącej powieki...
spod drżącej powieki wyziera niesamowite światło
jak okno pociągu ogarnia przestrzenie
nadaje kształty rzeczom
i nazwy zjawiskom
wszystko rozmodlone w jakimś cudownym wygibasie
i myśl że Kraków znów ciebie kołysze
i myśl że to powietrze którym karmię się ja syci również ciebie
muszę jechać.
jak okno pociągu ogarnia przestrzenie
nadaje kształty rzeczom
i nazwy zjawiskom
wszystko rozmodlone w jakimś cudownym wygibasie
i myśl że Kraków znów ciebie kołysze
i myśl że to powietrze którym karmię się ja syci również ciebie
muszę jechać.
czwartek, 12 sierpnia 2010
blood-stained sheets in the shape of your heart.
[...]
będę na wysokiej górce. i będę patrzeć.
rozłożę koc i wydam się na żer komarom.
pokłute ciało złożę na ściernisku.
tutaj wszystko się zacznie
powolna agonia przerośniętego serca
częściowe umieranie tego niepotrzebnego organu.
'kocham cię tak bardzo że musisz mnie teraz zabić.'
reakcja zwrotna - autoagresja - serce pęka i trzeszczy.
patrz - komar wypił ostatnią kroplę krwi która należała do ciebie.
otwiera się imaginacji spektaklosfera
będę na wysokiej górce. i będę patrzeć.
rozłożę koc i wydam się na żer komarom.
pokłute ciało złożę na ściernisku.
tutaj wszystko się zacznie
powolna agonia przerośniętego serca
częściowe umieranie tego niepotrzebnego organu.
'kocham cię tak bardzo że musisz mnie teraz zabić.'
reakcja zwrotna - autoagresja - serce pęka i trzeszczy.
patrz - komar wypił ostatnią kroplę krwi która należała do ciebie.
otwiera się imaginacji spektaklosfera
piątek, 6 sierpnia 2010
watch out, watch out for your lovers.
tak więc trwają te dwie: MIŁOŚĆ i GŁUPOTA
z nich zaś większa jest GŁUPOTA.
;-)
z nich zaś większa jest GŁUPOTA.
;-)
czwartek, 5 sierpnia 2010
na pętli o 7:45
i znów się obudzę z tym obrzękiem serca
powiem ładnie: DZIEŃ DOBRY, EGOISTO.
znów będziesz budził mnie snem o umieraniu
znów przestraszysz drżeniem rąk.
DZIEŃ DOBRY, EGOISTO!
znów cały świat zakręcisz wokół siebie
mnie też - na twoim palcu.
a ja tak pragnę św. SPOKOJU...
późne wakacje tak brzmią i nic na to nie poradzę (przyp. aut. - muzyka wywleczona ze Spokoju):
powiem ładnie: DZIEŃ DOBRY, EGOISTO.
znów będziesz budził mnie snem o umieraniu
znów przestraszysz drżeniem rąk.
DZIEŃ DOBRY, EGOISTO!
znów cały świat zakręcisz wokół siebie
mnie też - na twoim palcu.
a ja tak pragnę św. SPOKOJU...
późne wakacje tak brzmią i nic na to nie poradzę (przyp. aut. - muzyka wywleczona ze Spokoju):
wtorek, 3 sierpnia 2010
kwiaty powoju we włosach. ziarna powoju w kieszeni.
Nena ma kwiaty powoju we włosach.
Stasiek - ziarna powoju w kieszeni.
on leży na łące pełnej ostów.
ona ma nogi zanurzone w zbożu. szepcze:
drogi Staśku, uciekajmy.
wiatr się zrywa i burza nadciąga z zachodu.
pszenica nie otula już ciepłem ale trupim jadem
owies zczerniały od deszczu.
ucieknij ze mną do miasta turystów
gdzie ludzie w szarych płaszczach wydają się mniej straszni
gdzie przed kamerami robi się słodkie miny
gdzie śmierć smakuje jak ciastko z wisienką na czubku.
drogi Staśku, podróż nas zmęczy mniej niż to życie
niż to ciągłe balansowanie na granicy życia w pełni
jedźmy już dziś. nie zapomnijmy zabrać kromki chleba
soku multiwitamina z magnezem. słoiczka kawy.
nie zapomnijmy o notatnikach. kartkach. podartych sercach
resztę przecież zostawić można
bo chyba kiedyś tu wrócimy - nasze Jeziory na nas poczekają.
jeszcze nie czas na koniec.
on patrzy na nią z wahającą się czułością.
ona na niego z lękiem zmieszanym z nienawistną miłością.
zostają na swoich miejscach.
Stasiek - ziarna powoju w kieszeni.
on leży na łące pełnej ostów.
ona ma nogi zanurzone w zbożu. szepcze:
drogi Staśku, uciekajmy.
wiatr się zrywa i burza nadciąga z zachodu.
pszenica nie otula już ciepłem ale trupim jadem
owies zczerniały od deszczu.
ucieknij ze mną do miasta turystów
gdzie ludzie w szarych płaszczach wydają się mniej straszni
gdzie przed kamerami robi się słodkie miny
gdzie śmierć smakuje jak ciastko z wisienką na czubku.
drogi Staśku, podróż nas zmęczy mniej niż to życie
niż to ciągłe balansowanie na granicy życia w pełni
jedźmy już dziś. nie zapomnijmy zabrać kromki chleba
soku multiwitamina z magnezem. słoiczka kawy.
nie zapomnijmy o notatnikach. kartkach. podartych sercach
resztę przecież zostawić można
bo chyba kiedyś tu wrócimy - nasze Jeziory na nas poczekają.
jeszcze nie czas na koniec.
on patrzy na nią z wahającą się czułością.
ona na niego z lękiem zmieszanym z nienawistną miłością.
zostają na swoich miejscach.
niedziela, 1 sierpnia 2010
appendix 50.

- więc uważa pan że jest to wręcz bezczelnie nieeleganckie gdy kobieta samotnie pije whisky w takim miejscu jak to. niechże weźmie pan pod uwagę najnowsze prądy przepływające przez nasz kraj. nie mam tu na myśli iskier lecących z pana nieziemsko niebieskich oczu. o nie! myślałam raczej o emancypacji...
pan się śmieje? gardzę.
wyjdźmy.
zatańczymy? dobrze - ale ja prowadzę!
na tarasie gra muzyka
pan się śmieje? gardzę.
wyjdźmy.
zatańczymy? dobrze - ale ja prowadzę!
na tarasie gra muzyka
sobota, 31 lipca 2010
[w]zdycha i dobrze[je].
gada woda i sitowie że my mamy się ku sobie...
siadła przy stoliku sącząc szkocką whisky.
wachlarz z pawich piór nieostrożnie zabarwiony czerwoną szminką.
toczek zsunął się na czoło.
PAN ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIĘ -
czarna siatka sukni na plecach zadrżała.
przejmujący chłód dancingowej sali.
teraz cały kurort pachnie tym romansem.
siadła przy stoliku sącząc szkocką whisky.
wachlarz z pawich piór nieostrożnie zabarwiony czerwoną szminką.
toczek zsunął się na czoło.
PAN ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIĘ -
czarna siatka sukni na plecach zadrżała.
przejmujący chłód dancingowej sali.
teraz cały kurort pachnie tym romansem.
środa, 28 lipca 2010
WM przez duże W i duże M.
Nena kupiła na wyprzedaży płaszcz w halucynogenne grzybki
someone needs help/love?
(...)
someone needs help/love?
(...)
poniedziałek, 26 lipca 2010
appendix 49. (w odpowiedzi na: http://mo-ment-o.blogspot.com/2010/07/stop.html)
...i proszę niech mi pan nie przychodzi na myśl zimnymi samotnymi nocami. i niech te pana oczy nie wiszą na firmamencie mojego serca jak dwa gwoździe wbite w rozsypującą się ścianę.
STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!
STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!
coma.
kawa kawę kawą pogania
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.
piątek, 23 lipca 2010
u.spokojenie.
przyszedł ten dzień
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.
znów w całym Krakowie ty.
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.
znów w całym Krakowie ty.
środa, 21 lipca 2010
wypominki?
pamiętam tylko że była wtedy wiosna
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus
pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus
pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.
środek.
dobra środa przyszła
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.
wtorek, 20 lipca 2010
dzień zimny wtorek wieczór.
wypełzła z łóżka obolała i senna. z trudem namacała komórkę: 7:20.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę
rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.
a dziś taki pozornie zwykły dzień.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę
rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.
a dziś taki pozornie zwykły dzień.
poniedziałek, 19 lipca 2010
ambu.lans.
wtorek, 13 lipca 2010
existance.

(...)
dwie puszki po coli stoją na stole
- nie. nikogo nie było.
najpierw piło serce. potem rozumek.
świeczkę z ikei prawie całkiem zjadł płomień
czerwień się topi i pachnie owocowo
niedługo zostanie pusta szklaneczka
pusta jak ten wieczór
jak coś co czai się za moim uśmiechem
wszechsłyszalne dziś existance słyszane na nowo.
na nowo przefiltrowane przez skojarzenia
Nena nadaje znaczenia i przynależności (po raz kolejny)
existance należy do ciebie - ciebie nieobecnego
a jednak wypełniającego przestrzeń między tymi puszkami coli
świeczką w agonii
pudełkiem czekoladek
moim sercem i rozumem.
dwunastocentymetrowym obcasem.

C. C. b. B. !
poniedziałek, 12 lipca 2010
sercościsk.
Ohne dich - kann ich nicht sein
- ohne dich
Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich
Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich
Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich
tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki
skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi
wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy
- ohne dich
Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich
Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich
Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich
tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki
skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi
wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy
niedziela, 11 lipca 2010
sobota, 10 lipca 2010
tak.
tak - chcę
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.
facebook prawdę powie.
Chętnie najmę miłą, przytulną poduszkę, najchętniej coś ok. 178 cm, chłodnooki blondyn...
appendix 46.
czekałam na ciebie. znów. dlaczego cię nie było?
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...
piątek, 9 lipca 2010
dzisiaj.
dzisiaj dostałeś ode mnie najwięcej.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.
czwartek, 8 lipca 2010
Nena i niegrzeczny teledysk.
ja - patrzę na ciebie przez moje okulary w kształcie serc
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...
tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...
tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć
wtorek, 6 lipca 2010
koka.
poniedziałek, 5 lipca 2010
excentrycy. excentrycy.
moje życie twoje życie - wstążki dwie
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?
mister Shean.
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?
niedziela, 4 lipca 2010
wow.
nie powinnam:
myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu
czuć czegokolwiek pozytywnego.
myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu
czuć czegokolwiek pozytywnego.
środa, 30 czerwca 2010
przywleczone z rynku podgórskiego.
I think I love you - but I don't want to know it for sure.
tak zagrało radio
wpierając mi że mówi prawdę.
siedziałam obojętnie na jednej z ławek
nie chcąc wierzyć.
serce to tylko pompka tłocząca krew.
szalona maszyneria tłukąca się pod żebrem.
tak zagrało radio
wpierając mi że mówi prawdę.
siedziałam obojętnie na jednej z ławek
nie chcąc wierzyć.
serce to tylko pompka tłocząca krew.
szalona maszyneria tłukąca się pod żebrem.
wtorek, 29 czerwca 2010
proszę, przyjdź.
serce układa się w supełek
jak śpiący na poduszce kot
chucha sobie w brzuszek i jest mu ciepło
i niczego nie potrzebuje więcej
wyjada krem czekoladowo-orzechowy ze słoiczka
i mruczy w swoim błogim rozmemłaniu
przyjdź i pogłaszcz je
słowem - choćby najgorszym
od ciebie przecież przyjmie każde
nawet od lodu zimniejsze
nawet ostrzejsze od szpilki
błagam przyjdź
pręży się na parapecie i miauczy
wypatruje świecącymi zielonymi ślepkami
pogłaszcz je
przyjdź
zostań
jak śpiący na poduszce kot
chucha sobie w brzuszek i jest mu ciepło
i niczego nie potrzebuje więcej
wyjada krem czekoladowo-orzechowy ze słoiczka
i mruczy w swoim błogim rozmemłaniu
przyjdź i pogłaszcz je
słowem - choćby najgorszym
od ciebie przecież przyjmie każde
nawet od lodu zimniejsze
nawet ostrzejsze od szpilki
błagam przyjdź
pręży się na parapecie i miauczy
wypatruje świecącymi zielonymi ślepkami
pogłaszcz je
przyjdź
zostań
poniedziałek, 28 czerwca 2010
jump!
dno gdzieś zanika. widać tylko niedopałki serc pływające pod powierzchnią. życie powolutku zanika z każdym oddechem jak dym dogasającego papierosa. coraz mniej dni. kończą się precyzyjnie wyliczone skurcze serca. utwór zbliża się ku finałowi.
- tak to widzi p. Baudelaire maszerujący po mojej głowie w swoich dekadenckich butach.
chcę wyskoczyć z twojego okna - zanurzyć się w niemożliwym - p. Uroczy
chcę pójść za tobą jak ta nieszczęsna Kasia z Heilbronnu stworzona przez p. Kleista
p. Vega powiedziała mi dziś że jestem tylko małą niebieską smutną rzeczą zgubioną w twojej kieszeni - zaplątaną w twoje doskonałe palce
mała niebieska szklana kulka - zabierz mnie wszędzie gdzie ze chcesz
- a najlepiej do siebie - żebym mogła wyskoczyć z twojego okna, p. Uroczy
i być najbliżej ciebie bliżej nawet niż twoje splątane myśli i zadumane serce.
- tak to widzi p. Baudelaire maszerujący po mojej głowie w swoich dekadenckich butach.
chcę wyskoczyć z twojego okna - zanurzyć się w niemożliwym - p. Uroczy
chcę pójść za tobą jak ta nieszczęsna Kasia z Heilbronnu stworzona przez p. Kleista
p. Vega powiedziała mi dziś że jestem tylko małą niebieską smutną rzeczą zgubioną w twojej kieszeni - zaplątaną w twoje doskonałe palce
mała niebieska szklana kulka - zabierz mnie wszędzie gdzie ze chcesz
- a najlepiej do siebie - żebym mogła wyskoczyć z twojego okna, p. Uroczy
i być najbliżej ciebie bliżej nawet niż twoje splątane myśli i zadumane serce.
sobota, 26 czerwca 2010
klinika psychoromana.
płynę z dźwiękami audytywnym kanałem
odmieniam się przez przypadki
(ty także - jak najbardziej)
tęsknota skrapla się na szybie
serce pika - miarowo - wyjątkowo równo
każde słowo jest dobre
to raczej pozytywny stan
zarezerwowałam dla nas miejsce na dzisiejszą noc
w klinice psychoromana
loża vipowska?
nie - jakieś podcienia świadomości. wystarczą.
odmieniam się przez przypadki
(ty także - jak najbardziej)
tęsknota skrapla się na szybie
serce pika - miarowo - wyjątkowo równo
każde słowo jest dobre
to raczej pozytywny stan
zarezerwowałam dla nas miejsce na dzisiejszą noc
w klinice psychoromana
loża vipowska?
nie - jakieś podcienia świadomości. wystarczą.
czwartek, 24 czerwca 2010
appendix 43.
przedsmak tęsknocy.
tętni.
pika serce w kształcie poduszki.
uczucie ukłucie uwikłanie w sidła.
błogostan !
tętni.
pika serce w kształcie poduszki.
uczucie ukłucie uwikłanie w sidła.
błogostan !
so light !
turlam się ze schodów
nie jadę windą
lepiej mieć całe ciało posiniaczone
i obolałe
- czuję że żyję !
ale jaką to różnicę tak naprawdę robi ?
ważne że dobrze jest.
ważne że cokolwiek czuć.
ważne że
- och !
nie jadę windą
lepiej mieć całe ciało posiniaczone
i obolałe
- czuję że żyję !
ale jaką to różnicę tak naprawdę robi ?
ważne że dobrze jest.
ważne że cokolwiek czuć.
ważne że
- och !
środa, 23 czerwca 2010
w tle: patryk_t - sweet taste of death
zabierz mnie choć raz ze sobą do tego twojego świata
świata bezbrzeżnej imaginacji - gdzie rzeczywistość głaszcze odkształceniem
gdzie obojętność jest różowa siedzi na parapecie nieba i macha nogami
gdzie metafizyka uderza dusznym zapachem palonej wanilii
zabierz mnie - choć raz
na wycieczkę? przechadzkę? przejażdżkę krętą linią nieświadomego
zarzucę na siebie szal halucynacji
przeskoczę przez tą rzekę którą płyną ci uwięzieni tu na zawsze
nie zamoczę ani czubka palca
wystarczy że ty masz mokre stopy
zabierz mnie tam ! a potem wyprowadź z powrotem - przez furtkę do normalności
po nitce zaznaczając ślad
do kłębka codziennej przewidywalności
nie stój bezczynnie w bramie - nie żegnaj się ze mną
chyba nie chcesz tam zostać ! proszę wróć
złap moją rękę choć prawie przeźroczystą się staje
więdnie na niecodziennym potrójnym słońcu
proszę nie wyciągaj nożyczek nie przecinaj wiązań świata
wróć ze mną
wróć ze mną
wróć ze mną
nie możemy przecież rozmawiać przez mur.
świata bezbrzeżnej imaginacji - gdzie rzeczywistość głaszcze odkształceniem
gdzie obojętność jest różowa siedzi na parapecie nieba i macha nogami
gdzie metafizyka uderza dusznym zapachem palonej wanilii
zabierz mnie - choć raz
na wycieczkę? przechadzkę? przejażdżkę krętą linią nieświadomego
zarzucę na siebie szal halucynacji
przeskoczę przez tą rzekę którą płyną ci uwięzieni tu na zawsze
nie zamoczę ani czubka palca
wystarczy że ty masz mokre stopy
zabierz mnie tam ! a potem wyprowadź z powrotem - przez furtkę do normalności
po nitce zaznaczając ślad
do kłębka codziennej przewidywalności
nie stój bezczynnie w bramie - nie żegnaj się ze mną
chyba nie chcesz tam zostać ! proszę wróć
złap moją rękę choć prawie przeźroczystą się staje
więdnie na niecodziennym potrójnym słońcu
proszę nie wyciągaj nożyczek nie przecinaj wiązań świata
wróć ze mną
wróć ze mną
wróć ze mną
nie możemy przecież rozmawiać przez mur.
bałaganiarstwo uczuć jeden i jedna druga.
siedzi i wyjada jakieś tajskie jedzenie ze słoika
zapychając usta bułką
pije niemiłosiernie dużo ostatnio
- a i tak czuje się jakaś taka odwodniona.
denerwuje się kiedy playlista się skończy
i podskakuje jej serce kiedy słyszy to przeraźliwe
I CAN'T SLEEP UNTIL I DEVOUR YOU !
uzależniona od adrenaliny.
i nie lubi cię !
nie lubi cię za to że musi tyle o tobie myśleć
za to że nie może doczytać książki do końca bez zerknięcia
czego ostatnio słuchałeś.
co napisałeś.
co robisz.
gdzie jesteś.
i może przede wszystkim
JAK SIĘ CZUJESZ ?
i te okulary w kształcie serc tak bezustannie się z tobą kojarzą
nie zepsuje ci ich jeśli nie zepsujesz jej serca.
bo 'złamać' to za mało powiedziane.
toksyny.
mnóstwo toksyn.
od płuc do wątroby.
uważaj bo jak cię spotka to cię zje.
nawet gryźć nie będzie.
połknie w całości
w jednym kawałeczku
ciebie
- jak tą tajską mieszaninę ze słoika.
i wreszcie się nasyci
zapychając usta bułką
pije niemiłosiernie dużo ostatnio
- a i tak czuje się jakaś taka odwodniona.
denerwuje się kiedy playlista się skończy
i podskakuje jej serce kiedy słyszy to przeraźliwe
I CAN'T SLEEP UNTIL I DEVOUR YOU !
uzależniona od adrenaliny.
i nie lubi cię !
nie lubi cię za to że musi tyle o tobie myśleć
za to że nie może doczytać książki do końca bez zerknięcia
czego ostatnio słuchałeś.
co napisałeś.
co robisz.
gdzie jesteś.
i może przede wszystkim
JAK SIĘ CZUJESZ ?
i te okulary w kształcie serc tak bezustannie się z tobą kojarzą
nie zepsuje ci ich jeśli nie zepsujesz jej serca.
bo 'złamać' to za mało powiedziane.
toksyny.
mnóstwo toksyn.
od płuc do wątroby.
uważaj bo jak cię spotka to cię zje.
nawet gryźć nie będzie.
połknie w całości
w jednym kawałeczku
ciebie
- jak tą tajską mieszaninę ze słoika.
i wreszcie się nasyci
wtorek, 22 czerwca 2010
"tak chciałabym...
...móc ci pomóc."
- zduszony jęk wydobył się z jej serca. przymrużone oczy niezdolne do płaczu zaświeciły się nieziemskim blaskiem. usta skrzywiły w bolesnym grymasie.
ukłucie w dołku - najdotkliwsze z możliwych.
- zduszony jęk wydobył się z jej serca. przymrużone oczy niezdolne do płaczu zaświeciły się nieziemskim blaskiem. usta skrzywiły w bolesnym grymasie.
ukłucie w dołku - najdotkliwsze z możliwych.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
you and me and the devil makes three.

zapomniała co to noc kupały
nie będzie puszczać wianków
na wypolerowane fale rzeki
nie będzie patrzeć
jak jej świeca powoli gaśnie
nie będzie nawet wypatrywać
czy ktoś już wyłowił jej wianek
który naznaczony przeszłością Ofelii
ciągnie ku otchłani
musi zapomnieć kim była
musi nie myśleć kim jest
musi nie marzyć kim będzie



teraz liczy się Faust
na wypolerowane fale rzeki
nie będzie patrzeć
jak jej świeca powoli gaśnie
nie będzie nawet wypatrywać
czy ktoś już wyłowił jej wianek
który naznaczony przeszłością Ofelii
ciągnie ku otchłani
musi zapomnieć kim była
musi nie myśleć kim jest
musi nie marzyć kim będzie



teraz liczy się Faust
appendix 41.
dwudziesty czerwca/dzwudziesty pierwszy czerwca dwa tysiące dziesięć.
jakby lepiej -
nie dbam że jak to powiem to może się odmienić
w zuchwałej chwili pożądania nadałam tobie takie imię
że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę
nie dbam że jak to powiem to może się odmienić
w zuchwałej chwili pożądania nadałam tobie takie imię
że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę
niedziela, 20 czerwca 2010
oh !
znów przegapiła. znów przeoczyła.
METAFIZYCZNY SZCZĘKOŚCISK dalej trzyma.
miłość jest jak opium
głębokie zanurzenie
bez dni i bez nocy
zupełne oddalenie
METAFIZYCZNY SZCZĘKOŚCISK dalej trzyma.
miłość jest jak opium
głębokie zanurzenie
bez dni i bez nocy
zupełne oddalenie
I can't sleep until I devour you.
this world is forcing me to hold your hand
even if I don't want to
even when I cry - no! not this guy. not this time.
this cruel world we live in is putting you in my head and heart.
even when I say - it's enough! stop it!
it won't.
everything says: GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
perhaps I should. who knows?
this crazy world won't give me the answer.
even when I ask ten tousand times.
the answer is the same: SILENCE.
GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
even if I don't want to
even when I cry - no! not this guy. not this time.
this cruel world we live in is putting you in my head and heart.
even when I say - it's enough! stop it!
it won't.
everything says: GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
perhaps I should. who knows?
this crazy world won't give me the answer.
even when I ask ten tousand times.
the answer is the same: SILENCE.
GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
sobota, 19 czerwca 2010
jakżesz ja się uspokoję?
przytłoczyła mnie samotność
złamała mnie.
tyle za mną człapała próbując zgiąć moje kolana
czaiła się za krzakami obłędu by podstawić mi nogę
nocą zakradała się i żyletką marzeń sennych przycinała moje skrzydła.
udało się jej - płacz - zgrzytanie zębów - drgawki
delirium
udało jej się ! teraz śmieje się swoimi zębami z czarnych pereł
teraz poddaje w wątpliwość mój zdrowy rozsądek
mój leibnizowski optymizm
już nie wiem czy żyję na najlepszym z dostępnych światów.
skoro wszystko jest podwójne - nawet głupi kubek z rumiankiem
ma denko i górę - idealnie się uzupełniające.
TA SPOD CZWÓRKI ZNÓW WRZESZCZY! -
zaczną komentować sąsiedzi
TA CO NIE MA ZASŁON W OKNACH ZNÓW MIOTA SIĘ PO PODŁODZE...
- MNIE TO JEJ ŻAL...
- WARIATKA...
- CHORA...
- POMOC MOŻE JAKĄŚ...
- A CO SIĘ MIESZAĆ BĘDZIESZ NIE TWOJA SPRAWA...
- JA MAM DZIECKO MAŁE... SPAĆ...
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
a wiatr dmie szumi jak kłębek wełny w mojej głowie
się wije
wije się jak ja
na łóżku KTÓREGO TEŻ PRZECIEŻ NIE MAM!
na pojedynczej poduszce
z ust wypuszczając ciepły kłębuszek wieczornych myśli
głośno wypowiadanych
do lustra.
jedni piją do lustra.
ja gadam do lustra.
a przecież to ta sama - mroczna drug queen
neobarokowa diva
długaśnym językiem oplata i mnie i jego
jej wysokość nieśmiertelność nienawiść Samotność.
bijmy jej ukłony! oddajmy należną cześć! o, Samotności - zawiń nas w twe czarne koronkowe rękawiczki. otul zwiędłymi różami.
bo tylko tak dane jest nam poznać co czujemy
- na odległość kilku przecznic
siedmiu kilometrów z ogonkiem
wzdychać do swoich ścian
chodzić po ścianach
upajać się
ja - psychiką
on - ...
w gromach i w wichrze szaleje w mroku mdlejący i cichszy.
Wyspiański nie umie wyzwolić.
Witkacy nie umie nauczyć zapominać.
Kantor nie umie oswoić samotności.
Nena nie umie żyć.
złamała mnie.
tyle za mną człapała próbując zgiąć moje kolana
czaiła się za krzakami obłędu by podstawić mi nogę
nocą zakradała się i żyletką marzeń sennych przycinała moje skrzydła.
udało się jej - płacz - zgrzytanie zębów - drgawki
delirium
udało jej się ! teraz śmieje się swoimi zębami z czarnych pereł
teraz poddaje w wątpliwość mój zdrowy rozsądek
mój leibnizowski optymizm
już nie wiem czy żyję na najlepszym z dostępnych światów.
skoro wszystko jest podwójne - nawet głupi kubek z rumiankiem
ma denko i górę - idealnie się uzupełniające.
TA SPOD CZWÓRKI ZNÓW WRZESZCZY! -
zaczną komentować sąsiedzi
TA CO NIE MA ZASŁON W OKNACH ZNÓW MIOTA SIĘ PO PODŁODZE...
- MNIE TO JEJ ŻAL...
- WARIATKA...
- CHORA...
- POMOC MOŻE JAKĄŚ...
- A CO SIĘ MIESZAĆ BĘDZIESZ NIE TWOJA SPRAWA...
- JA MAM DZIECKO MAŁE... SPAĆ...
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
a wiatr dmie szumi jak kłębek wełny w mojej głowie
się wije
wije się jak ja
na łóżku KTÓREGO TEŻ PRZECIEŻ NIE MAM!
na pojedynczej poduszce
z ust wypuszczając ciepły kłębuszek wieczornych myśli
głośno wypowiadanych
do lustra.
jedni piją do lustra.
ja gadam do lustra.
a przecież to ta sama - mroczna drug queen
neobarokowa diva
długaśnym językiem oplata i mnie i jego
jej wysokość nieśmiertelność nienawiść Samotność.
bijmy jej ukłony! oddajmy należną cześć! o, Samotności - zawiń nas w twe czarne koronkowe rękawiczki. otul zwiędłymi różami.
bo tylko tak dane jest nam poznać co czujemy
- na odległość kilku przecznic
siedmiu kilometrów z ogonkiem
wzdychać do swoich ścian
chodzić po ścianach
upajać się
ja - psychiką
on - ...
w gromach i w wichrze szaleje w mroku mdlejący i cichszy.
Wyspiański nie umie wyzwolić.
Witkacy nie umie nauczyć zapominać.
Kantor nie umie oswoić samotności.
Nena nie umie żyć.
czwartek, 17 czerwca 2010
621 upadek Neny?
blue now is the colour
love the drug I'm needing
got to keep this feeling
with the headlights burning
we're looking up for something
answers on the ceiling
watching out the windows
watch the way the wind blows
soon it will be morning
still the question lingers
I twist it round my fingers
could you be my calling?
see this winged boy falling
falling out of something
hits the drug I'm needing
arrows that he's turning
need to keep this feeling
slow drug in the morning
- PJ Harvey
a video inne (bo dlaczego niby nie?)
skoro przecież wszystko jest możliwe
wszystko da się zrobić
czytając dokładnie instrukcję obsługi.
love the drug I'm needing
got to keep this feeling
with the headlights burning
we're looking up for something
answers on the ceiling
watching out the windows
watch the way the wind blows
soon it will be morning
still the question lingers
I twist it round my fingers
could you be my calling?
see this winged boy falling
falling out of something
hits the drug I'm needing
arrows that he's turning
need to keep this feeling
slow drug in the morning
- PJ Harvey
a video inne (bo dlaczego niby nie?)
skoro przecież wszystko jest możliwe
wszystko da się zrobić
czytając dokładnie instrukcję obsługi.
środa, 16 czerwca 2010
ości samotności contra ości miłości.
drapią mnie z każdej strony
jeszcze na domiar niedobrego elektrony
lepią się do mnie
przez eluce wysyłane.
po ścianach pełza samotne ustatkowanie
ustatkowienie - kiwać się na fali samotności
nie spaść
nie spać
ość miłości już dawno wbiła się w gardło
ty złamiesz mnie albo ja złamię ciebie
ale dalej tak milczeć tak zasklepiać się w tych swoich
małych kartonowych pudełeczkach
danger - solitude
danger - loneliness
wybuchnę może
może ty
trzy miesiące nieustannej walki o przetrwanie
ty czy ja
jakby to było takie istotne
jakby było się nad czym zastanawiać głowić
sercić?
bo w języku polskim powinno być jeszcze jedno słowo pomiędzy
LUBIĘ a KOCHAM.
jeszcze na domiar niedobrego elektrony
lepią się do mnie
przez eluce wysyłane.
po ścianach pełza samotne ustatkowanie
ustatkowienie - kiwać się na fali samotności
nie spaść
nie spać
ość miłości już dawno wbiła się w gardło
ty złamiesz mnie albo ja złamię ciebie
ale dalej tak milczeć tak zasklepiać się w tych swoich
małych kartonowych pudełeczkach
danger - solitude
danger - loneliness
wybuchnę może
może ty
trzy miesiące nieustannej walki o przetrwanie
ty czy ja
jakby to było takie istotne
jakby było się nad czym zastanawiać głowić
sercić?
bo w języku polskim powinno być jeszcze jedno słowo pomiędzy
LUBIĘ a KOCHAM.
wtorek, 15 czerwca 2010
tainted love.
znów przegapiłam !
znów zawahałam się
znów za długo myślałam
a rzecz prosta jest
PROSTA
jak drut jak myśl
a miłość to nie uczucie
proces chemiczny
uzależnienie narkotyk - pewnie nie gorszy od innych
niemyte dusze ! niemytymi duszami otoczeni -śmy. jeste -
znów zawahałam się
znów za długo myślałam
a rzecz prosta jest
PROSTA
jak drut jak myśl
a miłość to nie uczucie
proces chemiczny
uzależnienie narkotyk - pewnie nie gorszy od innych
niemyte dusze ! niemytymi duszami otoczeni -śmy. jeste -
poniedziałek, 14 czerwca 2010
appendix 40.
jak mam nie wierzyć sercu ?
błagam tylko - zaufaj swojemu
bo przecież je masz
bo przecież wciąż je nosisz
bo przecież je widziałam... wtedy...
w ciemnym głuchym pokoju.
błagam tylko - zaufaj swojemu
bo przecież je masz
bo przecież wciąż je nosisz
bo przecież je widziałam... wtedy...
w ciemnym głuchym pokoju.
metempsychoza.
teraz już każdy wieczór musi należeć do c i e b i e, mister. kradniesz moje wieczorne kontemplacje - kolacje - plantacje planów - ciężar glanów po kałuży PLASK PLASK tip tik - szpilki czerwone na platformie obok twoich ciężkich butów, mister - twoje podkrążone oczy wspominają kolejną ciężką noc patrząc na nowy świeży tryskający słoneczną energią wystawowych szyb dzień. a przecież to ja mam być i jestem tą monumentalną momentalnie zmieniającą się w Grace Jones spacerującą obok ciebie jak po wybiegu u Johna Galliano. a to przecież ja mam prostować powyginane sznurówki twoich trampek co depczesz po ich a to boli. nie każdy ból lubi AUĆ ! ja tak. ty też nawet może bardziej. stukot czerwonych szpilek na platformie zasłania mój świat. za chwilę przestanę cię widzieć i przerażona tym faktem ucieknę na most ten co łączy dwa światy ze sobą co dwie litery K spaja w motyle skrzydło - iskrzydło ! bo gdziekolwiek poruszamy się żyjemy oddychamy i jesteśmy - gdziekolwiek unosimy płuca DO GÓRY w drgania wprawiamy roztrzęsioną przeponę, zużywamy wątrobe i gubimy po drodze twoje przemęczone wewnętrze iskrzy - cicho - pyka - ognik co tli się gaśnie rozpala - ty milczysz i tym milszy wydajesz się a te twoje strzępki na głowie jakby myśli rodził mózg o ile zdolny jeszcze jest o ile wie co to znaczy produkcja taśmowa - regał - pułka - hipermarkety codzienności. twój mózg - tak czasem wydaje mi się że mogłabym ująć go w dłonie - wyczyścić jak tylko ja potrafię - przystroić jak drogi na jakieś metafizyczne prymicje. ale ty uciekasz ETER ale ty zakręcasz znów na prostej drodze teorii EUDOCAL ale ty wiercisz się i kręcisz na samą myśl o poczesaniu twoich nieuładzonych myśli myślątek cząstek składowych twojego ginącego MEFEDRON ja. jazda w dół zapominanie o zapominaniu z zapomnieniem znika pamięć krótkotrwała krótko trwała ta nasza sekunda wielka oko do oka za krótko by móc mrugnąć przymrużyć omieść rzęsą zahaczyć brwią
BUL BUL BÓL zadajesz sobie BÓL zadajesz mnie toniemy To Nie My choć kocie ruchy wskazywałyby na naszą obecność meow-meow prycham na dźwięki tego oszałamiającego kawałka substancji która zastępuje powietrze
PRYCHAM ! gdzie my idzie my gdzie ja ide ja gdzie ty idziesz? dokąd? pokąd pokątnie kryć się bo nie ma gdzie żyć bez ukrycia dla tego człowieka w którego duszę wszedłeś tak łatwo i bezboleśnie
żyły otworzyć jak książkę w strumieniach krwi wertować
ja nagle wciągnięta w twój wir w twój zwariowany tryb trybik świat światek pół-światek
zamazać siebie w tobie stopić się z tobą w jedną zdziwioną swoim istnieniem istotę istotną dla nas niesmaczną nieważną dla świata
absorbed into the fibre of your soul
BUL BUL BÓL zadajesz sobie BÓL zadajesz mnie toniemy To Nie My choć kocie ruchy wskazywałyby na naszą obecność meow-meow prycham na dźwięki tego oszałamiającego kawałka substancji która zastępuje powietrze
PRYCHAM ! gdzie my idzie my gdzie ja ide ja gdzie ty idziesz? dokąd? pokąd pokątnie kryć się bo nie ma gdzie żyć bez ukrycia dla tego człowieka w którego duszę wszedłeś tak łatwo i bezboleśnie
żyły otworzyć jak książkę w strumieniach krwi wertować
ja nagle wciągnięta w twój wir w twój zwariowany tryb trybik świat światek pół-światek
zamazać siebie w tobie stopić się z tobą w jedną zdziwioną swoim istnieniem istotę istotną dla nas niesmaczną nieważną dla świata
absorbed into the fibre of your soul
* the heart was rejected by the host *
T.C
drżę
drze się coś we mnie
rozdrażniona jestem
kręci mi się w głowie
i mam wszelkie możliwe objawy
Witkacy. metempsychoza. jak słowo daję.
drze się coś we mnie
rozdrażniona jestem
kręci mi się w głowie
i mam wszelkie możliwe objawy
Witkacy. metempsychoza. jak słowo daję.
sobota, 12 czerwca 2010
niezależność. radość życia. brak obsesji.
ani jedno. ani drugie. ani trzecie.
rozmowy podsłuchane na ruchomych schodach Galerii Krakowskiej
utwierdzają mnie w przekonaniu że do normalności
- nie tylko mnie -
ale i całemu temu (memu?!) światu bardzo jest daleko.
serce skacze jak opętane - od upału od muzyki przywołanej zza oceanu
(bo tam grał Franz Ferdinand - i u mnie też gra teraz)
konsumpcja - z jednej strony McDonald's
z drugiej KFC
jedynie Subway jeszcze jakoś mi odpowiada - pomimo tego, że za (w gruncie rzeczy normalną) kanapkę trzeba zapłacić około dziewięciu złotych.
teraz z resztą dieta: Z MIŁOŚCI I WODY
bo upał leje się z nieba strumieniem
(ach! jakże chciałabym teraz napisać że DESZCZ leje się z nieba strumieniem!)
bo żołądek zasuszył się i zasupłał
trochę też od ubiegło-weekendowej wódki - przyznaję się (choć i tego słowa i tego alkoholu nie lubię...)
szumi mi świat w uszach dzwoni zatyka porusza bębenki
kowadełko młoteczek
o trzecim się zapomina
kiedy wszystko dzieli się na dwa -
choć POWINNO na trzy...
w takim stanie nie dba się jednak o to co się powinno
myśli same lecą razem z upałem - w mojej głowie też z mózgu leci ukrop
rozwierca żyły - krew tryska
BAŁAGANI W MOICH BEBESZĄTKACH !
Stanisław znów mnie uratował - muszę wywołać jego zdjęcie
takie duże (a właściwie DUŻE) i zawiesić na ścianie
to chyba jedyny mężczyzna na którego dzisiaj jestem w stanie spojrzeć...
... choć może jest jeszcze jeden - który... C-E-N-Z-O-R-E-D !
ech!
rozmowy podsłuchane na ruchomych schodach Galerii Krakowskiej
utwierdzają mnie w przekonaniu że do normalności
- nie tylko mnie -
ale i całemu temu (memu?!) światu bardzo jest daleko.
serce skacze jak opętane - od upału od muzyki przywołanej zza oceanu
(bo tam grał Franz Ferdinand - i u mnie też gra teraz)
konsumpcja - z jednej strony McDonald's
z drugiej KFC
jedynie Subway jeszcze jakoś mi odpowiada - pomimo tego, że za (w gruncie rzeczy normalną) kanapkę trzeba zapłacić około dziewięciu złotych.
teraz z resztą dieta: Z MIŁOŚCI I WODY
bo upał leje się z nieba strumieniem
(ach! jakże chciałabym teraz napisać że DESZCZ leje się z nieba strumieniem!)
bo żołądek zasuszył się i zasupłał
trochę też od ubiegło-weekendowej wódki - przyznaję się (choć i tego słowa i tego alkoholu nie lubię...)
szumi mi świat w uszach dzwoni zatyka porusza bębenki
kowadełko młoteczek
o trzecim się zapomina
kiedy wszystko dzieli się na dwa -
choć POWINNO na trzy...
w takim stanie nie dba się jednak o to co się powinno
myśli same lecą razem z upałem - w mojej głowie też z mózgu leci ukrop
rozwierca żyły - krew tryska
BAŁAGANI W MOICH BEBESZĄTKACH !
Stanisław znów mnie uratował - muszę wywołać jego zdjęcie
takie duże (a właściwie DUŻE) i zawiesić na ścianie
to chyba jedyny mężczyzna na którego dzisiaj jestem w stanie spojrzeć...
... choć może jest jeszcze jeden - który... C-E-N-Z-O-R-E-D !
ech!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)







