poniedziałek, 30 sierpnia 2010

appendix 52.

idealna maszynka
do wytwarzania endorfin
this isn't you -
you're not mechanical -
you're just a boy playing suicide king.

bezsenne noce.

zmęczona szczęściem usiadła przy laptopie
inaczej niż w ten weekend - czyli tak samo jak zwykle kiedy zostaje sama
po raz kolejny
popija zieloną herbatę z pigwą
z trudem unosząc powieki do góry
Nena która pozostała sobą
bo taka jest jej życiowa konieczność
"halucynacje muszą być. optycznie będzie dobrze nam" - nuci sobie.
i dziękuję wszystkim
dzięki którym te bezsenne noce
pomimo temperatury na zewnątrz
były ciepłe.

czwartek, 26 sierpnia 2010

my brain thinks bomb-like.

zaryzykuję.


(niezależnie ile razy sobie jeszcze pomyślę że nie warto)


nic nie zmienię.


(niezależnie ile razy będę usiłowała wyginać bieg wydarzeń)


zaczekam.


(niezależnie ile razy krzyknę JUŻ!)

wtorek, 24 sierpnia 2010

appendix 51.


pełnia księżyca
here in my head

tuż tuż.

"Mgła nad górami. Mgła za górami, za lasami. Nena - Ofelia topi się we mgle, psy szczekają zaniepokojone, ptaki - beztroskie. Przyjemne zimno łaskocze jej bose stopy. Pod balkonem sadzą kwiaty które ona nazwie. Samochód rozbryzguje kałuże. Pokój to ustawiona scenografia. A ona tu... Sceny balkonowe na leżaku. Urlop jak w lecie. Brzozy drżą, wiatr drży. Serce drga, pika. Niebo przecięte przez deszcz. Głosy i odgłosy z tyłu, prawej i lewej strony. Góra milczy bezsilna wobec uczuć. Dojrzale. Dojrzalej. Najdojrzalej. Skacze po dachach uboga tęsknota. Ginie pod kołami samochodów - tych w centrum.
Wieczyste leżakowanie na balkonie świata."


(14 kwietnia 2010)

tak lubię do tego wracać.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

znów wszystko co ważne mnie ominęło.
znów nie powiesz mi nic o tym że nie jest różowo.
że przyszłość jest raczej czarna.
o ile jeszcze w ogóle jest?

piątek, 20 sierpnia 2010

just a car crash away.

so how can it be this lonely ?
is this all we get for our lives ?
is love only sweeter when one of us dies ?

znów ten sam cierpko-gorzki smak na koniuszku języka
i oczy zaciągnięte mgłą - żeby nie widzieć
żeby nie czuć
jak świadomie spalasz się na stosie
wraz ze mną - uczepioną koniuszka twojej duszy...

ale twoja duma nie pozwala ci tego widzieć i czuć
jak ta mgła na moich oczach...

wtorek, 17 sierpnia 2010

niedługo stanę na rogu tamtego domu...

popatrzę na siłownię
wypożyczalnię rowerów
ludzi spacerujących "w tę i nazad"
zdrojowe słonie sikające [sic!] równie zdrojową wodą
żuli spod Żabki
zdezelowane trzeszczące samochody
wygrzebię kuszącą bluzkę za 5 zł w pobliskim szmateksie
i będę czekać by nigdy jej nie założyć

krzaki rozrośnięte niczym nie będą przypominać tych kwietniowych
już nie spadnie śnieg na witkacowski beret

może będziesz ty
i na pewno będzie świadomość tej niesamowitej bliskości
której nie ma a przecież jest
i będzie też dużo zdjęć
wytapetuję mój dom twoim domem...

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

spod drżącej powieki...

spod drżącej powieki wyziera niesamowite światło
jak okno pociągu ogarnia przestrzenie
nadaje kształty rzeczom
i nazwy zjawiskom
wszystko rozmodlone w jakimś cudownym wygibasie
i myśl że Kraków znów ciebie kołysze
i myśl że to powietrze którym karmię się ja syci również ciebie

muszę jechać.

czwartek, 12 sierpnia 2010

blood-stained sheets in the shape of your heart.

[...]
będę na wysokiej górce. i będę patrzeć.
rozłożę koc i wydam się na żer komarom.
pokłute ciało złożę na ściernisku.
tutaj wszystko się zacznie
powolna agonia przerośniętego serca
częściowe umieranie tego niepotrzebnego organu.
'kocham cię tak bardzo że musisz mnie teraz zabić.'
reakcja zwrotna - autoagresja - serce pęka i trzeszczy.
patrz - komar wypił ostatnią kroplę krwi która należała do ciebie.

otwiera się imaginacji spektaklosfera

piątek, 6 sierpnia 2010

peyotl.


telepatią masujesz mi kark
cudownym przekazem myśli kąciki ust podnosisz
dajesz mi noce niebogate w sen
tlen z płuc wysysasz
czuję jakbym chodziła pod wodą
świat rozpadł się na tysiąc małych światków
łączą się i formują kolorowe strugi
bujamy się na biegunach utopii

...i zjadam cię po kawałeczku.

watch out, watch out for your lovers.

tak więc trwają te dwie: MIŁOŚĆ i GŁUPOTA
z nich zaś większa jest GŁUPOTA.

;-)

czwartek, 5 sierpnia 2010

na pętli o 7:45

i znów się obudzę z tym obrzękiem serca
powiem ładnie: DZIEŃ DOBRY, EGOISTO.
znów będziesz budził mnie snem o umieraniu
znów przestraszysz drżeniem rąk.
DZIEŃ DOBRY, EGOISTO!
znów cały świat zakręcisz wokół siebie
mnie też - na twoim palcu.

a ja tak pragnę św. SPOKOJU...
późne wakacje tak brzmią i nic na to nie poradzę (przyp. aut. - muzyka wywleczona ze Spokoju):

wtorek, 3 sierpnia 2010

kwiaty powoju we włosach. ziarna powoju w kieszeni.

Nena ma kwiaty powoju we włosach.
Stasiek - ziarna powoju w kieszeni.
on leży na łące pełnej ostów.
ona ma nogi zanurzone w zbożu. szepcze:
drogi Staśku, uciekajmy.
wiatr się zrywa i burza nadciąga z zachodu.
pszenica nie otula już ciepłem ale trupim jadem
owies zczerniały od deszczu.
ucieknij ze mną do miasta turystów
gdzie ludzie w szarych płaszczach wydają się mniej straszni
gdzie przed kamerami robi się słodkie miny
gdzie śmierć smakuje jak ciastko z wisienką na czubku.
drogi Staśku, podróż nas zmęczy mniej niż to życie
niż to ciągłe balansowanie na granicy życia w pełni
jedźmy już dziś. nie zapomnijmy zabrać kromki chleba
soku multiwitamina z magnezem. słoiczka kawy.
nie zapomnijmy o notatnikach. kartkach. podartych sercach
resztę przecież zostawić można
bo chyba kiedyś tu wrócimy - nasze Jeziory na nas poczekają.
jeszcze nie czas na koniec.
on patrzy na nią z wahającą się czułością.
ona na niego z lękiem zmieszanym z nienawistną miłością.
zostają na swoich miejscach.

niedziela, 1 sierpnia 2010

appendix 50.


- więc uważa pan że jest to wręcz bezczelnie nieeleganckie gdy kobieta samotnie pije whisky w takim miejscu jak to. niechże weźmie pan pod uwagę najnowsze prądy przepływające przez nasz kraj. nie mam tu na myśli iskier lecących z pana nieziemsko niebieskich oczu. o nie! myślałam raczej o emancypacji...
pan się śmieje? gardzę.
wyjdźmy.
zatańczymy? dobrze - ale ja prowadzę!

na tarasie gra muzyka


sobota, 31 lipca 2010

[w]zdycha i dobrze[je].

gada woda i sitowie że my mamy się ku sobie...
siadła przy stoliku sącząc szkocką whisky.
wachlarz z pawich piór nieostrożnie zabarwiony czerwoną szminką.
toczek zsunął się na czoło.
PAN ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIĘ -
czarna siatka sukni na plecach zadrżała.
przejmujący chłód dancingowej sali.
teraz cały kurort pachnie tym romansem.

środa, 28 lipca 2010

WM przez duże W i duże M.

Nena kupiła na wyprzedaży płaszcz w halucynogenne grzybki
someone needs help/love?
(...)

poniedziałek, 26 lipca 2010

appendix 49. (w odpowiedzi na: http://mo-ment-o.blogspot.com/2010/07/stop.html)

...i proszę niech mi pan nie przychodzi na myśl zimnymi samotnymi nocami. i niech te pana oczy nie wiszą na firmamencie mojego serca jak dwa gwoździe wbite w rozsypującą się ścianę.

STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!

coma.

kawa kawę kawą pogania
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.

piątek, 23 lipca 2010

u.spokojenie.

przyszedł ten dzień
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.

znów w całym Krakowie ty.

środa, 21 lipca 2010

wypominki?

pamiętam tylko że była wtedy wiosna
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus

pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.

środek.

dobra środa przyszła
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.

appendix 48.

dlaczego Nenciu a nie Neno?

wtorek, 20 lipca 2010

dzień zimny wtorek wieczór.

wypełzła z łóżka obolała i senna. z trudem namacała komórkę: 7:20.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę

rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.

a dziś taki pozornie zwykły dzień.

poniedziałek, 19 lipca 2010

appendix 47.

czasem jestem Jadwigą z Unrugów Witkiewiczową
i nie rozumiem tego diabła!

kliko-słucho-pacza!

ambu.lans.




znów podskoczyła na dźwięk karetki
nie z tobą. nie do ciebie - znów. dobrze.
można pracować. można się roztopić w codziennym
młynie
kole
zygzaku zdarzeń.
machina - dwa płuca + wątroba - działa.
dalej. dobrze.

kobiet a pracując a daje radę.


wtorek, 13 lipca 2010

existance.


(...)
dwie puszki po coli stoją na stole
- nie. nikogo nie było.
najpierw piło serce. potem rozumek.
świeczkę z ikei prawie całkiem zjadł płomień
czerwień się topi i pachnie owocowo
niedługo zostanie pusta szklaneczka
pusta jak ten wieczór
jak coś co czai się za moim uśmiechem
wszechsłyszalne dziś existance słyszane na nowo.
na nowo przefiltrowane przez skojarzenia
Nena nadaje znaczenia i przynależności (po raz kolejny)
existance należy do ciebie - ciebie nieobecnego
a jednak wypełniającego przestrzeń między tymi puszkami coli
świeczką w agonii
pudełkiem czekoladek
moim sercem i rozumem.
dwunastocentymetrowym obcasem.


my nie śpimy osobno - my nie śpimy razem



C. C. b. B. !

poniedziałek, 12 lipca 2010

sercościsk.

Ohne dich - kann ich nicht sein
- ohne dich

Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich

Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich

Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich


tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki

skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi

wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy

niedziela, 11 lipca 2010

twoja dopamina.

uważaj!
bo
jak
cię
spotkam
to
zabiję!

sobota, 10 lipca 2010

tak.

tak - chcę
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.

facebook prawdę powie.

Chętnie najmę miłą, przytulną poduszkę, najchętniej coś ok. 178 cm, chłodnooki blondyn...

appendix 46.

czekałam na ciebie. znów. dlaczego cię nie było?
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...

piątek, 9 lipca 2010

dzisiaj.

dzisiaj dostałeś ode mnie najwięcej.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.

czwartek, 8 lipca 2010

Nena i niegrzeczny teledysk.

ja - patrzę na ciebie przez moje okulary w kształcie serc
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...

tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć


wtorek, 6 lipca 2010

appendix 45.

no i stało się. za dużo czuję.

koka.


kokaina z coca-colą
próbuję wytrzymać tu z tobą
spojrzenia które niepokoją
kolory bledną oczy bolą
i jak najdłużej nie być sobą
żadne dźwięki tu nie dochodzą
i wszystkie rzeczy które nam nie pomogą
i wszystko to co mamy już za sobą

kiedy łapię doła starczy zimna cola

- Neny wieczór z cool kids of death

poniedziałek, 5 lipca 2010

excentrycy. excentrycy.

moje życie twoje życie - wstążki dwie
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?

mister Shean.
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?

niedziela, 4 lipca 2010

appendix 44.

i nie pójdę spać dopóki nie znikniesz sprzed moich oczu.
i znów nie zasnę w ogóle.

wow.

nie powinnam:

myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu

czuć czegokolwiek pozytywnego.

środa, 30 czerwca 2010

przywleczone z rynku podgórskiego.

I think I love you - but I don't want to know it for sure.

tak zagrało radio
wpierając mi że mówi prawdę.
siedziałam obojętnie na jednej z ławek
nie chcąc wierzyć.
serce to tylko pompka tłocząca krew.
szalona maszyneria tłukąca się pod żebrem.

wtorek, 29 czerwca 2010

proszę, przyjdź.

serce układa się w supełek
jak śpiący na poduszce kot
chucha sobie w brzuszek i jest mu ciepło
i niczego nie potrzebuje więcej
wyjada krem czekoladowo-orzechowy ze słoiczka
i mruczy w swoim błogim rozmemłaniu

przyjdź i pogłaszcz je
słowem - choćby najgorszym
od ciebie przecież przyjmie każde
nawet od lodu zimniejsze
nawet ostrzejsze od szpilki

błagam przyjdź
pręży się na parapecie i miauczy
wypatruje świecącymi zielonymi ślepkami
pogłaszcz je
przyjdź
zostań

poniedziałek, 28 czerwca 2010

jump!

dno gdzieś zanika. widać tylko niedopałki serc pływające pod powierzchnią. życie powolutku zanika z każdym oddechem jak dym dogasającego papierosa. coraz mniej dni. kończą się precyzyjnie wyliczone skurcze serca. utwór zbliża się ku finałowi.
- tak to widzi p. Baudelaire maszerujący po mojej głowie w swoich dekadenckich butach.
chcę wyskoczyć z twojego okna - zanurzyć się w niemożliwym - p. Uroczy
chcę pójść za tobą jak ta nieszczęsna Kasia z Heilbronnu stworzona przez p. Kleista
p. Vega powiedziała mi dziś że jestem tylko małą niebieską smutną rzeczą zgubioną w twojej kieszeni - zaplątaną w twoje doskonałe palce
mała niebieska szklana kulka - zabierz mnie wszędzie gdzie ze chcesz
- a najlepiej do siebie - żebym mogła wyskoczyć z twojego okna, p. Uroczy
i być najbliżej ciebie bliżej nawet niż twoje splątane myśli i zadumane serce.

sobota, 26 czerwca 2010

klinika psychoromana.

płynę z dźwiękami audytywnym kanałem
odmieniam się przez przypadki
(ty także - jak najbardziej)
tęsknota skrapla się na szybie
serce pika - miarowo - wyjątkowo równo
każde słowo jest dobre
to raczej pozytywny stan

zarezerwowałam dla nas miejsce na dzisiejszą noc
w klinice psychoromana
loża vipowska?
nie - jakieś podcienia świadomości. wystarczą.

czwartek, 24 czerwca 2010

appendix 43.

przedsmak tęsknocy.
tętni.
pika serce w kształcie poduszki.

uczucie ukłucie uwikłanie w sidła.
błogostan !

so light !

turlam się ze schodów
nie jadę windą
lepiej mieć całe ciało posiniaczone
i obolałe
- czuję że żyję !
ale jaką to różnicę tak naprawdę robi ?
ważne że dobrze jest.
ważne że cokolwiek czuć.
ważne że
- och !


środa, 23 czerwca 2010

w tle: patryk_t - sweet taste of death

zabierz mnie choć raz ze sobą do tego twojego świata
świata bezbrzeżnej imaginacji - gdzie rzeczywistość głaszcze odkształceniem
gdzie obojętność jest różowa siedzi na parapecie nieba i macha nogami
gdzie metafizyka uderza dusznym zapachem palonej wanilii
zabierz mnie - choć raz
na wycieczkę? przechadzkę? przejażdżkę krętą linią nieświadomego
zarzucę na siebie szal halucynacji
przeskoczę przez tą rzekę którą płyną ci uwięzieni tu na zawsze
nie zamoczę ani czubka palca
wystarczy że ty masz mokre stopy
zabierz mnie tam ! a potem wyprowadź z powrotem - przez furtkę do normalności
po nitce zaznaczając ślad
do kłębka codziennej przewidywalności
nie stój bezczynnie w bramie - nie żegnaj się ze mną
chyba nie chcesz tam zostać ! proszę wróć
złap moją rękę choć prawie przeźroczystą się staje
więdnie na niecodziennym potrójnym słońcu
proszę nie wyciągaj nożyczek nie przecinaj wiązań świata
wróć ze mną
wróć ze mną
wróć ze mną
nie możemy przecież rozmawiać przez mur.

bałaganiarstwo uczuć jeden i jedna druga.

siedzi i wyjada jakieś tajskie jedzenie ze słoika
zapychając usta bułką
pije niemiłosiernie dużo ostatnio
- a i tak czuje się jakaś taka odwodniona.
denerwuje się kiedy playlista się skończy
i podskakuje jej serce kiedy słyszy to przeraźliwe

I CAN'T SLEEP UNTIL I DEVOUR YOU !

uzależniona od adrenaliny.
i nie lubi cię !
nie lubi cię za to że musi tyle o tobie myśleć
za to że nie może doczytać książki do końca bez zerknięcia
czego ostatnio słuchałeś.
co napisałeś.
co robisz.
gdzie jesteś.
i może przede wszystkim
JAK SIĘ CZUJESZ ?

i te okulary w kształcie serc tak bezustannie się z tobą kojarzą
nie zepsuje ci ich jeśli nie zepsujesz jej serca.
bo 'złamać' to za mało powiedziane.

toksyny.
mnóstwo toksyn.
od płuc do wątroby.

uważaj bo jak cię spotka to cię zje.
nawet gryźć nie będzie.
połknie w całości
w jednym kawałeczku
ciebie
- jak tą tajską mieszaninę ze słoika.

i wreszcie się nasyci

szybki appendix nr 42.

niemoc jest gorsza niż rozczarowanie.
teraz wiem: wolałabym się rozczarować.

wtorek, 22 czerwca 2010

we don't seek death we seek destruction.

j.w.

taki mały appendix do plątaniny myśli i uczuć.

"tak chciałabym...

...móc ci pomóc."
- zduszony jęk wydobył się z jej serca. przymrużone oczy niezdolne do płaczu zaświeciły się nieziemskim blaskiem. usta skrzywiły w bolesnym grymasie.
ukłucie w dołku - najdotkliwsze z możliwych.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

you and me and the devil makes three.

zapomniała co to noc kupały
nie będzie puszczać wianków
na wypolerowane fale rzeki
nie będzie patrzeć
jak jej świeca powoli gaśnie
nie będzie nawet wypatrywać
czy ktoś już wyłowił jej wianek
który naznaczony przeszłością Ofelii
ciągnie ku otchłani
musi zapomnieć kim była
musi nie myśleć kim jest
musi nie marzyć kim będzie







teraz liczy się Faust



appendix 41.


znów dostałam tę rolę.
znam ją na pamięć.
teraz jednak wydaje się być trudniejsza
niż kiedykolwiek
niż mogłabym to sobie...
wymarzyć.

dwudziesty czerwca/dzwudziesty pierwszy czerwca dwa tysiące dziesięć.

jakby lepiej -
nie dbam że jak to powiem to może się odmienić

w zuchwałej chwili pożądania nadałam tobie takie imię
że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę

niedziela, 20 czerwca 2010

oh !

znów przegapiła. znów przeoczyła.
METAFIZYCZNY SZCZĘKOŚCISK dalej trzyma.

miłość jest jak opium
głębokie zanurzenie
bez dni i bez nocy
zupełne oddalenie

I can't sleep until I devour you.

this world is forcing me to hold your hand
even if I don't want to
even when I cry - no! not this guy. not this time.
this cruel world we live in is putting you in my head and heart.
even when I say - it's enough! stop it!
it won't.
everything says: GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
perhaps I should. who knows?
this crazy world won't give me the answer.

even when I ask ten tousand times.
the answer is the same: SILENCE.
GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.

sobota, 19 czerwca 2010

jakżesz ja się uspokoję?

przytłoczyła mnie samotność
złamała mnie.
tyle za mną człapała próbując zgiąć moje kolana
czaiła się za krzakami obłędu by podstawić mi nogę
nocą zakradała się i żyletką marzeń sennych przycinała moje skrzydła.
udało się jej - płacz - zgrzytanie zębów - drgawki
delirium
udało jej się ! teraz śmieje się swoimi zębami z czarnych pereł
teraz poddaje w wątpliwość mój zdrowy rozsądek
mój leibnizowski optymizm
już nie wiem czy żyję na najlepszym z dostępnych światów.
skoro wszystko jest podwójne - nawet głupi kubek z rumiankiem
ma denko i górę - idealnie się uzupełniające.
TA SPOD CZWÓRKI ZNÓW WRZESZCZY! -
zaczną komentować sąsiedzi
TA CO NIE MA ZASŁON W OKNACH ZNÓW MIOTA SIĘ PO PODŁODZE...
- MNIE TO JEJ ŻAL...
- WARIATKA...
- CHORA...
- POMOC MOŻE JAKĄŚ...
- A CO SIĘ MIESZAĆ BĘDZIESZ NIE TWOJA SPRAWA...
- JA MAM DZIECKO MAŁE... SPAĆ...

znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.

a wiatr dmie szumi jak kłębek wełny w mojej głowie
się wije
wije się jak ja
na łóżku KTÓREGO TEŻ PRZECIEŻ NIE MAM!
na pojedynczej poduszce
z ust wypuszczając ciepły kłębuszek wieczornych myśli
głośno wypowiadanych
do lustra.

jedni piją do lustra.
ja gadam do lustra.

a przecież to ta sama - mroczna drug queen
neobarokowa diva
długaśnym językiem oplata i mnie i jego
jej wysokość nieśmiertelność nienawiść Samotność.

bijmy jej ukłony! oddajmy należną cześć! o, Samotności - zawiń nas w twe czarne koronkowe rękawiczki. otul zwiędłymi różami.
bo tylko tak dane jest nam poznać co czujemy
- na odległość kilku przecznic
siedmiu kilometrów z ogonkiem

wzdychać do swoich ścian
chodzić po ścianach
upajać się
ja - psychiką
on - ...

w gromach i w wichrze szaleje w mroku mdlejący i cichszy.

Wyspiański nie umie wyzwolić.
Witkacy nie umie nauczyć zapominać.
Kantor nie umie oswoić samotności.

Nena nie umie żyć.

czwartek, 17 czerwca 2010

moje oczy wyglądają jak oczy Kaśki Nosowskiej śpiewającej 'Boję się o nas' na koncercie.

j.w.

621 upadek Neny?

blue now is the colour
love the drug I'm needing
got to keep this feeling
with the headlights burning
we're looking up for something
answers on the ceiling
watching out the windows
watch the way the wind blows
soon it will be morning
still the question lingers
I twist it round my fingers
could you be my calling?
see this winged boy falling
falling out of something
hits the drug I'm needing
arrows that he's turning
need to keep this feeling
slow drug in the morning

- PJ Harvey

a video inne (bo dlaczego niby nie?)
skoro przecież wszystko jest możliwe
wszystko da się zrobić
czytając dokładnie instrukcję obsługi.


środa, 16 czerwca 2010

ości samotności contra ości miłości.

drapią mnie z każdej strony
jeszcze na domiar niedobrego elektrony
lepią się do mnie
przez eluce wysyłane.
po ścianach pełza samotne ustatkowanie
ustatkowienie - kiwać się na fali samotności
nie spaść
nie spać
ość miłości już dawno wbiła się w gardło
ty złamiesz mnie albo ja złamię ciebie
ale dalej tak milczeć tak zasklepiać się w tych swoich
małych kartonowych pudełeczkach
danger - solitude
danger - loneliness
wybuchnę może
może ty
trzy miesiące nieustannej walki o przetrwanie
ty czy ja
jakby to było takie istotne
jakby było się nad czym zastanawiać głowić
sercić?
bo w języku polskim powinno być jeszcze jedno słowo pomiędzy
LUBIĘ a KOCHAM.

wtorek, 15 czerwca 2010

tainted love.

znów przegapiłam !
znów zawahałam się
znów za długo myślałam
a rzecz prosta jest
PROSTA
jak drut jak myśl

a miłość to nie uczucie
proces chemiczny
uzależnienie narkotyk - pewnie nie gorszy od innych
niemyte dusze ! niemytymi duszami otoczeni -śmy. jeste -

poniedziałek, 14 czerwca 2010

appendix 40.

jak mam nie wierzyć sercu ?
błagam tylko - zaufaj swojemu
bo przecież je masz
bo przecież wciąż je nosisz
bo przecież je widziałam... wtedy...
w ciemnym głuchym pokoju.

metempsychoza.

teraz już każdy wieczór musi należeć do c i e b i e, mister. kradniesz moje wieczorne kontemplacje - kolacje - plantacje planów - ciężar glanów po kałuży PLASK PLASK tip tik - szpilki czerwone na platformie obok twoich ciężkich butów, mister - twoje podkrążone oczy wspominają kolejną ciężką noc patrząc na nowy świeży tryskający słoneczną energią wystawowych szyb dzień. a przecież to ja mam być i jestem tą monumentalną momentalnie zmieniającą się w Grace Jones spacerującą obok ciebie jak po wybiegu u Johna Galliano. a to przecież ja mam prostować powyginane sznurówki twoich trampek co depczesz po ich a to boli. nie każdy ból lubi AUĆ ! ja tak. ty też nawet może bardziej. stukot czerwonych szpilek na platformie zasłania mój świat. za chwilę przestanę cię widzieć i przerażona tym faktem ucieknę na most ten co łączy dwa światy ze sobą co dwie litery K spaja w motyle skrzydło - iskrzydło ! bo gdziekolwiek poruszamy się żyjemy oddychamy i jesteśmy - gdziekolwiek unosimy płuca DO GÓRY w drgania wprawiamy roztrzęsioną przeponę, zużywamy wątrobe i gubimy po drodze twoje przemęczone wewnętrze iskrzy - cicho - pyka - ognik co tli się gaśnie rozpala - ty milczysz i tym milszy wydajesz się a te twoje strzępki na głowie jakby myśli rodził mózg o ile zdolny jeszcze jest o ile wie co to znaczy produkcja taśmowa - regał - pułka - hipermarkety codzienności. twój mózg - tak czasem wydaje mi się że mogłabym ująć go w dłonie - wyczyścić jak tylko ja potrafię - przystroić jak drogi na jakieś metafizyczne prymicje. ale ty uciekasz ETER ale ty zakręcasz znów na prostej drodze teorii EUDOCAL ale ty wiercisz się i kręcisz na samą myśl o poczesaniu twoich nieuładzonych myśli myślątek cząstek składowych twojego ginącego MEFEDRON ja. jazda w dół zapominanie o zapominaniu z zapomnieniem znika pamięć krótkotrwała krótko trwała ta nasza sekunda wielka oko do oka za krótko by móc mrugnąć przymrużyć omieść rzęsą zahaczyć brwią
BUL BUL BÓL zadajesz sobie BÓL zadajesz mnie toniemy To Nie My choć kocie ruchy wskazywałyby na naszą obecność meow-meow prycham na dźwięki tego oszałamiającego kawałka substancji która zastępuje powietrze
PRYCHAM ! gdzie my idzie my gdzie ja ide ja gdzie ty idziesz? dokąd? pokąd pokątnie kryć się bo nie ma gdzie żyć bez ukrycia dla tego człowieka w którego duszę wszedłeś tak łatwo i bezboleśnie

żyły otworzyć jak książkę w strumieniach krwi wertować
ja nagle wciągnięta w twój wir w twój zwariowany tryb trybik świat światek pół-światek
zamazać siebie w tobie stopić się z tobą w jedną zdziwioną swoim istnieniem istotę istotną dla nas niesmaczną nieważną dla świata
absorbed into the fibre of your soul


* the heart was rejected by the host *



T.C

drżę
drze się coś we mnie
rozdrażniona jestem
kręci mi się w głowie
i mam wszelkie możliwe objawy

Witkacy. metempsychoza. jak słowo daję.

sobota, 12 czerwca 2010

niezależność. radość życia. brak obsesji.

ani jedno. ani drugie. ani trzecie.
rozmowy podsłuchane na ruchomych schodach Galerii Krakowskiej
utwierdzają mnie w przekonaniu że do normalności
- nie tylko mnie -
ale i całemu temu (memu?!) światu bardzo jest daleko.
serce skacze jak opętane - od upału od muzyki przywołanej zza oceanu
(bo tam grał Franz Ferdinand - i u mnie też gra teraz)
konsumpcja - z jednej strony McDonald's
z drugiej KFC
jedynie Subway jeszcze jakoś mi odpowiada - pomimo tego, że za (w gruncie rzeczy normalną) kanapkę trzeba zapłacić około dziewięciu złotych.
teraz z resztą dieta: Z MIŁOŚCI I WODY
bo upał leje się z nieba strumieniem
(ach! jakże chciałabym teraz napisać że DESZCZ leje się z nieba strumieniem!)
bo żołądek zasuszył się i zasupłał
trochę też od ubiegło-weekendowej wódki - przyznaję się (choć i tego słowa i tego alkoholu nie lubię...)
szumi mi świat w uszach dzwoni zatyka porusza bębenki
kowadełko młoteczek
o trzecim się zapomina
kiedy wszystko dzieli się na dwa -
choć POWINNO na trzy...
w takim stanie nie dba się jednak o to co się powinno
myśli same lecą razem z upałem - w mojej głowie też z mózgu leci ukrop
rozwierca żyły - krew tryska
BAŁAGANI W MOICH BEBESZĄTKACH !
Stanisław znów mnie uratował - muszę wywołać jego zdjęcie
takie duże (a właściwie DUŻE) i zawiesić na ścianie
to chyba jedyny mężczyzna na którego dzisiaj jestem w stanie spojrzeć...

... choć może jest jeszcze jeden - który... C-E-N-Z-O-R-E-D !

ech!

środa, 9 czerwca 2010

jakby co to to.

życie nie jest piękne ale jest życiem.
przypomniał się Nenie Ionesco
poczytałaby... Gyubala Wahazara
Bunga po raz kolejny
lecz siedzi przy zamierzchłych teatrach
duch Julcia Osterwy lata po mieszkaniu
Schiller rozsiadł się pod oknem - duszno. nie ma miejsca.
Pronaszkowie coś by zmienili w dekoracjach mojego ja
CRICOT wesoły śmieje się z nich na raz
na dwa
na trzy
kultura - ruch - inni - komedia - etc.

życie jest proste - a to bardzo dobry wniosek
- dziękuję Gabo.

środa, 26 maja 2010

appendix 39.



i tak to mniej więcej jest.

milczenie też może być wierszem.

tym razem jednak cisza przekracza granice wytrzymałości

postrefleksja po wczorajszej etiudo-wariacji na temat Gyubala Wahazara
autorstwa Jego Jedyności - Stanisława I. Witkiewicza to tylko tyle:

II DAMA: ciągle na kolanach, przekrzykując innych
Ja się zaczekam! Wnętrzności mi puchną od czekania! Tak wszystko się we mnie wypina i czeka, bez końca czeka. W piekle nie ma żadnych mąk. Tam tylko czekają. Piekło jest jedną wielką poczekalnią.

czwartek, 20 maja 2010

appendix 38.



Ophelia your secret is safe
Ophelia you must break the chain
Ophelia you know how to loose
but when will you learn to choose
those men who chose to stay ?

jestem uśmiechem kota z Krainy Czarów.

morze możliwości rozlewa się przede mną.
wracają wspomnienia - choć nigdy aż tak mokre
przemoczone i przemęczone.

Wisła się kurczy, wije się jak posypana solą dżdżownica
coraz mniej miejsca w niej mają Ofelie i Wandy
zaczyna się robić tłoczno
między warkoczami jednej a niebieskimi oczyma drugiej
kładę swoje niepasujące ciało
swoje bezczelnie rude bezczelnie krótkie włosy
czerwona szminka znaczy przepływające ryby.
znikam cała - pozostaje tylko uśmiech.
tak, Fauście, twoja Małgorzata na śmierć wydana
Twoja Małgorzata rzeką opętana
Twoja Małgorzata - dwa metry od Mostu D. otwartego dzisiaj
za ciasno w Wiśle
za ciasno w Krakowie
za ciasno w mżącym majowym powietrzu.
daj pić błękit... odeślij Mephista.
daj siebie mnie.

środa, 19 maja 2010

skoro go nie ma.

" chodzi po pokoju w takt muzyki z regularną mechanicznością; kroki wykonuje w ten sposób że naprzód ustawia stopę na obcasach a potem rytmicznie przenosi ją na podeszwę. Najwidoczniej myśli o czymś bezwolnie. Zaczyna nucić. Słowami wyśpiewuje tylko jedno zdanie pieśni: "jesteś wszystkich i niczyja". Wyśpiewuje je zawsze, ilekroć pojawia się ono w śpiewie patefonu... "
(T. Peiper - Skoro go nie ma z didaskaliów)

a mnie nie ma. serce mnie boli.
miasto krew zalewa.
drogi pourywane.
coś pęka.

czwartek, 13 maja 2010

pogodno.

ta pogoda rodzi nadziejoniepokoje
nie bój się deszczu bo ja jestem deszczem
co pada na twoje włosy i na twoje ręce
normalność dzwoni w uszach
choć wokół same dziwności

środa, 12 maja 2010

appendix 37.

atramentowy
błękit królewski
błękit paryski
błękit pruski
błękit Thénarda
błękit Turnbulla
chabrowy
kobaltowy
lapis-lazuli
lazurowy
modry
niebieski
siny
szafirowy
ultramaryna
turkusowy

turmalin !

i tak źle i tak niedobrze.

złe dni dla Neny nastały
chodzi jakaś nieprzytomna
śpi krótko
nie je - a jeśli to bajgle w pośpiechu
między tramwajami
autobusem 185 i 158
na Kazimierzu Miodowej Gazowej
złe dni ciągną się jak karmel
niewyspana głodna i zła kolejny raz oszukuje siebie
BO WSZYSTKO JEST PO COŚ
GDYBY TAK NIE BYŁO JUŻ DAWNO BYM OSZALAŁA
teraz to takie naciągane...

piątek, 7 maja 2010

appendix 36.

Nena słucha
American Watercolor Movement - Hotel Rzeszów is Gone
teraz i to nabiera nowego znaczenia
nadawanie znaczeń i nazw to jej ulubiona zabawa
gorzej kiedy nie potrafi zdefiniować pewnych rozchwiań
rozwichrzeń

ogoliła dziś tył głowy
mniej kłopotów
lżej
dobrze jest jak jest - teraz to rozumie

"Jezu, jak się cieszę"

tak mi jakoś dobrze lekko
kiedy deszcz wlewa się do rozpadających się trampek
za 5 dolarów kiedyś w hipermarkecie
i tak mi jakoś dobrze
kiedy serce kołysze się to w prawo to w lewo
to na czarnym
to na białym
zatrzymuje się tramwaj życia
tak mi jakoś miękko
i tak mi jakoś przyjemnie
i tak mi jakoś majowo
Kraków się przeze mnie przelewa
i płacze deszczem
ale to dobry deszcz
to dobry deszcz
bo nie uciekamy od niego.

środa, 5 maja 2010

appendix 35.

maj przyszedł i się nie pytał czy ktoś chce żeby przychodził.
i ona też przychodzi - z koszykiem jabłek
jak w raju
błędne koło
stuka stopą o linoleum w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej
ćśśś! tu mózgi parują
smarują się smarem łącza wiedzy
a Ty tu o nieistotności bytu rzeczywistego

"źródłem pisarza jest to czego się wstydzi"

"I potem autobusem brudnym i zakurzonym. I potem na małym dworcu brudnym i zaśmieconym gdy czekałam na pociąg chodzili z ankietami w związku z przystąpieniem polski do unii amerykańskiej z towarzystwa przyjaciół zwierząt czy małpa pochodzi od człowieka jesteś za a nawet przeciw i potem znowu ankieterzy w pociągu brudnym i zardzewiałym tym razem z towarzystwa przyjaźni ludzko-boskiej pierwsze pytanie czy wierzysz w boga pytanie drugie co bóg robi w tej chwili jeden z ankieterów – ten o twarzy Chrystusa właśnie zdjętego z krzyża zapytał czy w czasie kiedy będę wypełniała ankietę może zapalić wprawdzie to jest przedział dla niepalących a palenie powoduje według ministerstwa niezdrowia i nieopieki społecznej raka ale lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach lepiej umrzeć na raka niż na krzyżu wie to z własnego doświadczenia zaprawdę zaprawdę powiadam wam a ja mu na to że owszem zapalić może lecz nie tu ale na korytarzu zawsze gdy mnie ktoś zapyta czy może zapalić odpowiadam że nie chociaż zazwyczaj nie pytają palą ryż każdego dnia palą paryż pal licho cel pal napalę na wasze groby w poszukiwaniu utraconego papierosa papieros znaleziony w wannie tybetańska księga papierosów drogocenna skarbnica wytwornych papierosów mistycy i palacze tybetu fenomenologia papierosa krytyka czystego papierosa świat jako papieros i zapalniczka o poczuciu tragiczności palenia i jeszcze że nie będę wypełniała żadnych ankiet on że może mi podpowiedzieć jeśli nie wiem która odpowiedź jest prawidłowa ja że jestem zajęta czytam a on co – jeśli można zapytać – czytam gazetę książkę ja że czytam za świat on aha i zniknął bowiem pojawił się konduktor pooooproszę bilety do kontroli znudzony i senny zapewne właśnie śniło mu się że jest konduktorem który sprawdza bilety nudzi się i rozmyśla głęboko nad tym co będzie jutro na śniadanie to co zawsze już od trzydziestu lat małżeństwa budzi się i bardzo żałuje że nawet sny ma w szarym kolorze bez niestety pornografii i już go nie będzie w tym zdaniu. W przedziale zapadła przyjemna cisza. Lecz nie na długo..."


(Jolanta Stefko Diablak)

niedziela, 2 maja 2010

witaj maj !

czasu mało mam zapełniam muzyką
toxic

czwartek, 29 kwietnia 2010

appendix 34.

marnuję te siedem milionów godzin.
a Diablak Jolanty Stefko jest o mnie.
o mnie jest.
monodram.

środa, 28 kwietnia 2010

chilli wyzwala.

taka piosenka z tekstem.
don't you need somebody to love?!
muszę znaleźć.

jak.

jak rozjechany jeż nocą na autostradzie się czuję.
wciąż gram. wciąż oddycham.
nocami się duszę i opadam na krwistą pościel.
rankiem zawieszam sny na radiowej antenie.
czuję się jak pies którego pan zostawił samotnie w lesie.
schnę po deszczu. już nie rosnę.
wciąż mam trochę nadziei w puszce zwanej "małą rzygowinką".
Jean Cocteau był opiumistą
- on też? on też. on też!
jest. był. nie będę.
czuję się jak jeż który mleko z miseczki kociej wypija.
duszkiem. duszą
co zostanie
zawsze mi tu dają jak co zostanie.
twarda klawiatura w Auditorium Maximum nie rozumie.
czuje się jak gołąb na stacji PKP z przypaloną nogą. z naderwanym skrzydłem.
ale jak kto zapyta to fajnie jest
to
a jak kto powie że nie to go w mordę !
i kto się odważy ująć za gardło tą małą... tlącą się... ?

wtorek, 27 kwietnia 2010

zdziwieniesiętak !

... a jednak się kręci.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

dwadzieścia jeden.

dwadzieścia jeden:

1. skomplikowanych ja
2. skomplikowanych związków
3. sercoświatów
4. chmur na krakowskim niebie
5. obdrapanych bram Kazimierza
6. postów na blogu dawno już
7. milionów słów wypowiedzianych
8. urodzin od początku
9. wiosen od urodzenia
10. początków końców
11. gnić
12. szaleńczych radości
13. zaburzeń oddechu
14. schodów na Gołębniku
15. setek dni w mieście Kraka
16. spacerów w deszczu
17. maleńkich żółtych kwiatów
18. pylących topoli na Krupniczej
19. tramwajów nr 15
20. piosenek chill i nie chill
21. miliardów sekund w ulotnym notesie wieczności do wykorzystania według własnego uznania.

Amen.

środa, 21 kwietnia 2010

wtorek, 20 kwietnia 2010

to mi nie.

męczę się kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się

kiedy
zaczynam
zaczynam
zaczynam zaczynam
zaczynam zaczynam zaczynam
kiedy
zaczynam
zaczynam
zaczynam zaczynam
zaczynam zaczynam zaczynam

Kiedy męczę się kiedy męczę się
kiedy męczę się kiedy męczę

to słabość chwilowa, zaczynam od nowa, nie mogę wytrzymać kiedy męczysz mnie!
męczę się
to samo od nowa, to słabość chwilowa
kolejny raz dzisiaj tobą męczę się

Dopadam
dopadam
dopadam dopadam
dopadam dopadam dopadam
kiedy
dopadam
dopadam
dopadam dopadam
dopadam dopadam dopadam

Kiedy
to minie to minie
to minie to minie
to minie to minie
to minie
kiedy
to minie
to minie
to minie to minie
to minie to minie to minie

Kiedy dopada od nowa
zaczynam
dopada
to minie
to słabość chwilowa!

o!
o!
o!

to powietrze jest zbyt ciężkie
by móc nim oddychać

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

appendix 33.

facebook mnie straszy - nie przypuszczałam że facebook może tak straszyć !
głupi facebook.
glupi Internet.
niejasne relacje.
niejasna Rabka.
kropka.
kropka.
kropka.
dot.
dot.
dot.

i the cardigans.

niedziela, 18 kwietnia 2010

appendix 32.

t u r m a l i n
och! och!

I need some fine wine and you need to be nicer.

nie rozumiem !

(krzyk bezwiedny już nawet nie rozpaczy tylko dezorientacji)

sobota, 17 kwietnia 2010

"no no muszę powiedzieć że takich kolegów jak ten to ja lubię."

wyprałam w Rabce własny mózg
w wodzie źródlanej, zdrojowej utopiłam świadomość
PIEKIEŁKO płonie
pali żołądek
bezsens jest
ale mniej odczuwalny
czekam znów i znów i znów

czwartek, 15 kwietnia 2010

Rabkolandia.

co można napisać, gdy za 5 minut wyłączy się komputer?
to chyba że jest mi tu piekielnie dobrze
właśnie - piekielnie dobrze... góry parują, psy szczekają, sztuka się spotwarza.
niby niczego nie brak, niby nawet Internet jest - usłużny jak zawsze - pozwala się wygadać
wylać
rozlać
rozciapciać.

ale?

ale co można robić całymi dniami
nocami
kiedy mówi się trzy zdania na scenie
kiedy gra się z pustym żołądkiem
bo brakło
brakuje
wybrakło.

3:22 minuty do wyłączenia komputera w celu zaktualizowania systemu czy Bóg wie czego?
Bóg pewnie nie wie.
- bo w końcu jest tu PIEKIELNIE dobrze.

środa, 7 kwietnia 2010

appendix 31. (na odjezdne)

jeden z moich ulubionych filmów Barfuss czyli Leila i Nick plus piosenka Dido Don't leave home.

(u.śmiecham się)

appendix 30.

Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
Nadmiar piękna oddech zapiera
Cudowny bezczas jak zakochanie
Tu rozpoznało się przeznaczenie
Mężczyzna i młoda kobieta
Wódka za wódką głowa w dymie
Alkohol leje się strumieniem
I nagle dzwonek cisza dzwonek
Jedyny w swym rodzaju moment
Czarna Madonna Czarny Anioł
Za każdym razem ten sam dreszcz
Jedna jedyna w swym rodzaju
Niedościgniona złodziejka serc
Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
W sobotę ciągnie się na Rynek
Do Loży mocno utajnionej
Każdy marzy by na zapleczu
Być chociaż raz przez moment
Wódka za wódką głowa w dymie
Alkohol leje się strumieniem
I nagle dzwonek cisza dzwonek
Jedyny w swym rodzaju moment
Czarna Madonna Czarny Anioł
Za każdym razem ten sam dreszcz
Jedna jedyna w swym rodzaju
Niedościgniona złodziejka serc
Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem


dobrze tam być.
tam rozpoznaje się nadznaczenie.
i bohema wciąż żywa.
jak nigdzie.
i miasto wszystko wybacza.

przypomina mi się klub Studio i skacząca podłoga i czarno-czerwone ściany (jak w Live podobno) i pogo sercowe radosne - PRZERAŻONE !




tylko zamknę oczy

zrobię jak chcesz

STRACH

udaję cały czas

tak niezwykle rzadko chce mi się śmiać

STRACH

jeżeli to coś da

fantastyczny pomysł na życie mam

STRACH

ty dobrą radę masz

Sugerujesz "nie" chcę zrobić "tak"

STRACH

przez wielką dziurę w drzwiach

publikuję wszystko - zobacz to ja

STRACH

po cichu wpadam w złość

już nie mogę dłużej patrzeć i stać

STRACH

i znowu szukam słów

by wykrzyczeć wszystko "nie lubię was"

STRACH

wtorek, 6 kwietnia 2010

and all that jazz !

come on babe
why don't we paint the town?

dzisiaj z podmiejskiego przywożę w głowie trochę bardziej ambitną muzykę
pomijając motywy z Moulin Rouge zahaczam o Chicago i cały ten jazz
Chris Botti towarzyszy ale bez słów

mam wrażenie że stolica Polski przenosi się z dnia na dzień gdzie indziej

na przystanek przyszły dwie panie wyglądające indentycznie
potem jeszcze jedna - tęższa - większa
neon na sklepie pokazał 6,5 stopni Celsjusza
w radiu Złote Przeboje Oddział Zamknięty Obudź się

kierowca ten co zwykle
chyba już mnie pamięta
bo ostatnio jeżdżę
w rytm Odjazdów Basi Stępniak-Wilk
z wielkim napisem wymalowanym na tęczówkach BOJĘ SIĘ

jutro przeszurane perony
przetuptane wagony
przesiedziane przedziały
2,5 godziny do bezgranicy
i tramwaj
podobno są przestrzenie między nami
urojone ujarane me kochanie
przestrzenie pokonam
15 tramwajem
uruchamiam pozaziemskie przyciąganie ciał
-
Fisz kłamie

do rzeczy, Neno, ad rem
wrócisz nie raz
zostaniesz też nie raz
POCZEKASZ
tysiąc pięćset sto razy
660 960 000 przeżytych sekund

ukłon i do zobaczenia

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

appendix 29.

muzy-kot-era-pia w duszy rozdźwięczyła się Zero 7
in the waiting line
end theme
destiny

.

stryszaki i jazz.

u Babci na strychu znalazłam połowę rzeczy
chętnych do przeprowadzki do mojego mieszkania
pogryziona przez myszy Powieść za 3 grosze Bertolda Brechta
dramat socrealistyczny Matka Maksyma Gorkiego
niebieski czajnik
tabliczka z biblioteki z napisem dotyczącym gromadzkiego punktu komitetu ludowego
(czy coś w tym stylu)
monidło (zawsze bałam się tego słowa)
zepsute budziki
no i maszyna do szycia - a właściwie jej piękne nóżki

a jazz różny różniasty w tle
taki
albo
taki
albo
taki

ten ostatni najbardziej dziś w moim humorze !

doo uap
doo uap
doo uap

sobota, 3 kwietnia 2010

zamiast życzeń.

co dla zmysłów niepojęte
niech dopełni wiara w nas...

sobota, 27 marca 2010

appendix 28.



Amelii wolno żyć marzeniami i zamykać się w sobie.
Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.

Międzynarodowy Dzień Teatru

tym
z Jagiellońskiej
z Placu św. Ducha
z Gazowej
z Gzymsików
z os. Szkolnego
z os. Teatralnego
z Karmelickiej
z Szewskiej
z al. Zygmunta Krasińskiego
z Rynku Głównego
ze św. Tomasza
ze Skarbowej
i wielu innym:
pełnych sal
dobrych repertuarów
świetnych aktorów
pomysłowych reżyserów
zgranych ekip
i wszystkiego co do funkcjonowania im potrzebne
życzę.

a wszystkim wrażliwym teatralnie: pieniędzy na bilety i radości ze spotkań z artystami (nie tylko w budynkach teatralnych)

piątek, 26 marca 2010

wiosennie banalny sercoskurcz.

dawno oczekiwane spotkanie
po dwóch weekendach nieodbieranych telefonów
MłodaNowaPolska na Stolarskiej
bez pieniędzy przy oknie
jakiś Pan zagląda do środka i patrzy na mnie
a mi pachnie Moschino Glamour - to włoskie - letnie - zakochane
bo przy sprzątaniu znalazłam jeszcze odrobinkę

myślałam że nogi mi się zaplotą i runę na bruk
w śmiercionośnych musztardowych szpilkach
(bo reszta butów w krakowskiej szafie to kozaki)
- na Małym Rynku zobaczyłam JANA KLATĘ
wzniosłam się o sto pięter ponad swoje ja
- wiosennie banalny sercoskurcz znów dał się odczuć
- miły.

choć tak inny...
ech.