Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.
sobota, 27 marca 2010
appendix 28.
Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.
Międzynarodowy Dzień Teatru
z Jagiellońskiej
z Placu św. Ducha
z Gazowej
z Gzymsików
z os. Szkolnego
z os. Teatralnego
z Karmelickiej
z Szewskiej
z al. Zygmunta Krasińskiego
z Rynku Głównego
ze św. Tomasza
ze Skarbowej
i wielu innym:
pełnych sal
dobrych repertuarów
świetnych aktorów
pomysłowych reżyserów
zgranych ekip
i wszystkiego co do funkcjonowania im potrzebne
życzę.
a wszystkim wrażliwym teatralnie: pieniędzy na bilety i radości ze spotkań z artystami (nie tylko w budynkach teatralnych)
piątek, 26 marca 2010
wiosennie banalny sercoskurcz.
po dwóch weekendach nieodbieranych telefonów
MłodaNowaPolska na Stolarskiej
bez pieniędzy przy oknie
jakiś Pan zagląda do środka i patrzy na mnie
a mi pachnie Moschino Glamour - to włoskie - letnie - zakochane
bo przy sprzątaniu znalazłam jeszcze odrobinkę
myślałam że nogi mi się zaplotą i runę na bruk
w śmiercionośnych musztardowych szpilkach
(bo reszta butów w krakowskiej szafie to kozaki)
- na Małym Rynku zobaczyłam JANA KLATĘ
wzniosłam się o sto pięter ponad swoje ja
- wiosennie banalny sercoskurcz znów dał się odczuć
- miły.
ech.
wtorek, 23 marca 2010
niedziela, 21 marca 2010
blue lips. blue veins.
ja miałam ten komfort że mogłam odejść.

pani serce świeci na czerwono !
- tak jak twoje. dokładnie tak jak twoje.
sobota, 20 marca 2010
ą!
jesteś jak chiński urzędnik państwowy
co stemplem odmowy zniweczył mój plan
jesteś jak ojciec co niedzielnym szpondrem
obdzielił wszystkich po równo, prócz mnie
jesteś handlarzem co jabłko z robakiem
i w sińcach mi wcisnął na targu
jesteś rosyjską znachorką
co złych ziół mieszanką wpędziła w chorobę
jesteś napadem szaleństwa chwilowym
co zdarza się w jednej z tych sekund przed snem
jestem wnętrzności rozstrojem
i przykrym migotem zastawek
powieką co drży
jesteś tą nutą z najniższych rejestrów
co wwierca się w umysł głęboko
krwią co wzburzona z impetem uderza potwornym
w mej żyły falochron
a co jeśli to ja?
może mnie nie rozpoznałeś?
a co jeśli to ja?
dźwigam sens którego łakniesz?
zagłusza mnie znów miejski gwar,
czytaj z ust...
a co jeśli to mnie wyglądałeś?
a dzisiaj...
Kraków.
Wiosna.
Tramwaj.
HEY.
Złote kolczyki.
Pendrive z bananami.
a wczoraj...
Kraków sześćdziesiąty ósmy
evviva l'arte / niech sczezną artyści
ból serca pod salą w PWST ( dlaczego teatrologia?! )
i pierwszy dzień wiosny przeniesiony na piątek
i alergia na Plantach
i ciągle więcej miejsc
Senacka 11
i dobrze !
wtorek, 16 marca 2010
komentarze pod zdjęciem z planu na naszej-klasie.
(...)
śliczna młoda dziewczyna o ciemnych oczach
cudnie nieidealnie upiętych blond włosach
i głosie słodszym niż miód zapytała przed sekundą:
"przepraszam, gdzie pani kupiła te buty, bo tak bardzo mi się podobają?"
i uśmiechnęła się tak bezradnie i tak uroczo...
(...)
takiej kariery chcę. kariery życia przypadkowego.
kariery dziwności. kariery człowieka nieznanego - a jednak zaczepianego.
nie tylko dlatego że JEST SŁAWNY.
Panie, Panowie - Kraków performuje !
piątek, 12 marca 2010
słuchało się...
dziś w STUDIO
Nena pierwszy raz tej prawie-wiosny w trampkach
po śniegu biega
po chodnikach krakowskich - brązowych szkaradnych skacze
w koszulce ALL IS FULL OF LOVE bo all IS full of love
wywoływanie wiosny z przedwiośnia zaśnieżonego
tajemne rytuały
strusie pióro
bunt dwudziestolatek
przy shishy oglądanie starych teledysków myslovitz
i Rojek taki młody - ze śmieszną grzywką
i jakość video niezbyt dobra
tort urodzinowy Ani z zielonymi listkami
bezlitosne 20 lat!
tylko w piosenkach takie piękne i idealne
dekadencja ma wiele odsłon i wymiarów...
czwartek, 11 marca 2010
stopniały śnieg w butach.
moczy włosy tym co przeklinają noc
kulko
kulko droga ma
szczypto cukru co się klei dna
mój głos odbija się od pustych ścian
a to jest miejsce gdzie zasypiam sama
w łóżku wielkim jak supermarkety
błagam na kolanach wpuść mnie wpuść
do jezyka
do roztwartych ust
wpuść mnie
na wieki
pod powieki twoje
zamiast internetu
zamiast telewizji
pod powieki twoje
sama dziś
niewiele wiem
niewiele powiem
niewiele napiszę
dzień ochydny (przez 'ce ha')?
- pyta z ironicznym uśmiechem Staś
spuszczam powietrze z płuc
czuję się jak wypluta
wyzwolona z trzewi jakiegoś ogromnego potwora
lecz jednak wypluta - więc nie wolna
monstrualna bebechowatość istnienia
ty też wiedziałeś co to strach
wtedy we wsi Jeziory
wiedziałeś...
wtorek, 9 marca 2010
nadświadomość.
fajka wodna
przymglone oczy
zaćmienie mózgu
kołatanie przedsionków
degrengolada myśli
napływ słów
ubytek siły
ciężkość głowy
nerwowość palców
ból mięśni
nieograniczona niczym tęskność uciekająca z dymem
piosenka kultu sprzed lat
magicznie wspomniana
dziwnie przywołana
niepodobna do rzeczywistości
krakowski wieczór ja cudzy komputer wielki pan internet
nudzi mnie Kraków dzisiaj... boli mnie Kraków...
niedziela, 7 marca 2010
appendix 25. do wczoraj
sobota, 6 marca 2010
kosmos!
zwykły
normalny
przeciętny
wieczór
sto(s) tematów i trzy świeczki różnych długości
tym samym pozbawianie ludzi światła
teatr (bardzo dużo teatru) i dramaty co-dzienne
choć może bardziej komedie (jeśli nie tragifarsy)
jedno jest pewne DZIWNOŚĆ ISTNIENIA istnieje (sic!)
jakoś specyficznie istnieje w niebieskim do bólu (ale tego który się lubi) ad remie
do rzeczy, Nena, do rzeczy
tu nie ma nic trudnego
trudne życie jest nudne - gorsze od Twojego
nawet kiedy potykasz się na schodach
nawet kiedy brakuje Ci na chleb
nawet kiedy podrabiasz bilety mpk
Twoje życie nie jest gorsze od innych żyć
lepsze też nie - jest tak samo (nie)zwykłe
i to (chyba) jego cały urok.
podmiejski znów zaskoczył - dobrze że nie muzyką!
podmiejski zdyszany i zasapany
zasypany też - bo śniegiem
ale pełen myśli - tym razem głośnych
(nie wiem które lepsze?)
i o kotach homoseksualistach też coś było.
piątek, 5 marca 2010
gołębi niepokój.
materac rzucony na podłogę
i zdjęcia gołębi robione jak co roku
bo gołębie to temat fascynujący
to trochę się boję
bo...
jak tak sobie pomyślę że za niedługo mnie to czeka
te windy klatki schodowe
zimne ciemne drzwi antywłamaniowe do mieszkania
to trochę się boję
bo...
i jak tak sobie pomyślę o tym równo wykoszonym trawniku
z ławkami
i o balkonach pełnych plotek
to trochę się boję
bo...
nie będę miała okna naprzeciwko.
czwartek, 4 marca 2010
appendix 24.
echo omawianej dziś wyprawy Stasia i Bronia
do Australii w czerwcu 1914 roku
echo murzyńskiej czerwono-brązowej skóry
"która musi palić żywym ogniem chyba!" - według Stasia.
...i o kolorach dzikiej wyzwalającej instynkty puszczy też trochę będzie.
bzik teatralno-pkp'owski
nigdy się nie kończą
nieskończenie długie dżdżownice
w deszczu
śniegu
piachu
zamykam oczy w pociągu i słyszę
stukot kół
szmer gazet i (iście) kobiecych czasopism
oddechy wydechy kaszlnięcia ludzkie
siedzenia w kolorze palonej cegły
szeleszczą gdy się poruszę
grzejnik dławi spalonym kurzem
okno - niezaparowane
pisać się nie da
a jednak pociąg to jedna z najlepszych awangardowych scen świata.
a Nena czeka i wysiaduje.
środa, 3 marca 2010
teatr.
jestem po "sonacie b" wg Witkasiewicza w PWST
i znów skurcz przebiegł przez twarz że jestem po drugiej stronie barkady.
aktor-traktor...
niedziela, 28 lutego 2010
guilty nabiera nowego znaczenia.
dlatego bo pachnie dymem papierosów z ad remu
gdyby pachniała innym dymem nie ubrałabym jej drugi raz.
dym z ad remu to duch. duch-sza. dusza.
is it a sin? is it a crime?
za godzinę w tejże bluzce wsiądę do pociągu
relacji dworców głównych
i wspomnę podmiejski - pod tym mostem dobrze się myśli
lovin' you dear like I do
przejdę się wagonem znajdę swoje miejsce
i kogoś urazi dym papierosów z ad remu
a ja pomyślę
if it's a crime then I'm guilty
ale jedyne przestępstwo to moje myśli i marzenia dzienne
freudyzmy?! (sic!)
guilty of lovin' you
sobota, 27 lutego 2010
appendix (za przeproszeniem) 23.
(...)
z każdą chwilą rodzi się
duszy zgiełk
niepojęty krzyk
włos się jeży, w serce głęboko
wnika wstyd
szukam cienia
klamka zapadła, mówią mi
rzecz dokonana, jesteś z nim
tak po prostu
a może to był błąd
czy to na pewno on
alfa, omega moich snów
sama nie wiem
uśmiech losu
czy też banalny żart
odpowiedzi brak
niepewności fale
napędza pytań wiatr
coraz więcej
lawa, którą palisz mnie
magiczna siła, boję się
droga albo drogi dwie
z tobą, bez ciebie
która z nich lepsza ?
ne(n)oeklektyzm.
szaleje mi tętno, szaleje ciśnienie
(po trzech sobotnich kawach?
czy przy lutowej dwudziestce siódemce?)
autobus z zepsutymi drzwiami zajechał pod piekarnię
i wsiadłam sama jedna jedyna ja
3,20 studencki
na pieniądze nie przeliczę myśli z dworca podmiejskiego
jakaś nienormalność i paranoidella wkradła się w mój mózg
wpiła się zębami
do rzeczy.
ad rem.
i stoliki z maszyn SINGER
też takie będę miała i ściany turkusowe
niebieskie... niebieskie... niebieskie... nie-bies-kie - czyli, że nie od diabła
to jaki diabeł mnie nimi katuje?! jaki pytam...
a tu
If it's a crime...
i para siedząca na jednym krześle
w dwie osoby na jednym ! (też mnie to zdziwiło)
para... para ócz. para ócz-uć. bieskich.
między domem na górce a ad remem
(a dokładnie odwrotnie)
złapała mnie piosenka "twoja lawa"
wiem że nawet mi (której wszystko wybaczyć się da)
nawet trzeci kolczyk w uchu i tęczowy żyrandol Gypsy Leitmotiv
takiego kiczu jak ta piosenka zespołu sixteen chyba nie.
i skąd mi się to wzięło
ze słów ze snów znów
przesilenie wiosenne jest w stanie
(i co ważniejsze - robi to !)
łączyć przeróżne (nie tylko) rzeczy
Amelię z piosenką z 1996 roku
Kraków z Rzeszowem
przyklejając kałużami przystanki
podskakujące w autobusie serce
w połowie drogi do domu
przebi(j)śniegi i TVN.
nie. więcej nie powiem !
lodówka i
mam nowy plan.
czwartek, 25 lutego 2010
porque te vas.

appendix 22.
jak rok temu czuć [...]
Wciąż rozmyślasz.
Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku.
wtorek, 23 lutego 2010
słowo!
to cierpkie jeżyny
i kwaśna młoda pomarańcza
turlam się metafizycznie
zawieszona ponad niebiem
w niebieskim kokonie.
piątek, 19 lutego 2010
disco time.
&
witkacy
&
czerwona sukienka
=
ja teraz !
disco disco in my head
disco disco in my heart
kolor MEXICAN MINT 4
czwartek, 18 lutego 2010
Krakovianka !
środa, 10 lutego 2010
zgrzyty.
jakby nie patrzeć jakby nie mierzyć i nie przykładać
beznadziejność rozpełzła się i rozpleniła.
ogarnęła Wawel z którego do Wisły spadają
biedne Wandy które chciały Niemców
ale oni ich nie chcieli.
Kopiec Kościuszki okazał się wulkanem
i brudną beznadziejnością zalał całą okolicę.
Tramwaj nr 15 rozwozi posiłki - babcie rozpychające się łokciami
dziadziów którzy nie pamiętają do czego służy mydło
młodzież! która NIC nie pamięta.
Heiner stanął pod Sukiennicami i pyta: DO YOU REMEMBER?
Hejnał zastąpiono nagraniem z taśmy
a na kamienicy u wylotu Grodzkiej zawieszono baner: NO I DON'T.
a na Krupniczej remont trwa... od 1000 lat - ten sam balkon Julii
wciąż w remoncie
Romeo to robotnik przy betoniarce
zamawiający pizzę w Prego.
a Wyspiański próbuje wiązać czasy wszystkie
antyk - powstanie listopadowe - klub Cudowne Lata PRL na Garncarskiej - skoki Małysza.
beznadziejność dotknęła Księcia Złomnego - który krzyczy: NIE BĘDĘ WYSTĘPOWAĆ W REKLAMIE !
- CEUTA - CEUTA - CEUTA.
Miciński babrze się w demonologii - ale rezygnuje widząc że takich jak on jest więcej.
Witkiewicz po raz tysięczny umiera
ale z jego śmierci rodzi się PATRIOTYZM - swym samobójstwem powstrzymał Armię Czerwoną
NIECH ŻYJE! NIECH ŻYJE! zdają się krzyczeć roznegliżowane nastolatki - zapominając, że on już umarł
pod szpitalem na skrzyżowaniu
w bramie na Szewskiej tam gdzie pani sprzedaje szaliki.
Nena nie zdała egzaminu.
sobota, 30 stycznia 2010
niedziela, 24 stycznia 2010
rozedrgało się.
tzn. herbata dopiero się zaparza
a
serce Nenuszki
już
drga łopocze tłucze o klatkę piersiową
a ona się cieszy że znów czuje je w takim stanie.
ostatnie kropelki soku wpadły czerwonym światłem do kubka
tak rytmicznie jak bije jej serce
szybko
pa dam pa dam pa dam.
- jak dobrze jest CZUĆ. bicie serca przypomina że jest się wśród żywych.
niezależnie od tego co będzie.
Nena żyje. jej serce odlicza czas.
maszynka do kochania ...
sobota, 23 stycznia 2010
pączkowanie.
i uczuć
myśli o uczuciach.
tych zamyśleń pełny jest biały balon
latający nad Wawelem
NIE CHCE SPAĆ CHCE KOCHAĆ !
o wakacjach myśli
o obietnicach spotkań
spojrzeń sprawdzianów
mierzenia zakochania miarką Krakowa.
TĘSKNI! tak obsesyjnie. beznadziejnie rozpaczając uśmiechem.
i coś w niej wzbiera i wybucha raz po raz
krwawi śniegiem na parapecie
mrozi kafelkami pieca
Kopcem Kościuszki dymi!
taka pełnia księżycowa - taka pełnia uczucia - meta i fizyka.
dwutysięczny siódmy !
dwudziesty siódmy.
dwudziesty siódmy Kraków. i każde inne miasto.
27
27
27 !
sobota, 16 stycznia 2010
piątek, 15 stycznia 2010
appendix 20. - kalambury.
cały ten zgiełk spłynął po mnie jak po kaczuszce
takiej gumowej z wanny
z mojego nowego jeszcze nie kupionego mieszkania
na Podgórzu na al. Pokoju na Grzegórzkach Azorach
szukam jak piesek swojej budy
hau ... smętne i zimowe
serce skostniało i pęka to prawdziwa udręka
garnierem z klonem smaruję dłonie mając nadzieję że to nawilżenie przeniknie do środka
tam w okolice płuc wątroby i innych bebechów
gdzieś tam się wciśnie podleje tą spierzchniętą glebę
i może mi nawet co tam wyrośnie? jakaś Miłość czy Tęsknotka-kotka
na gorącej patelni mojej czaszki
która płonie ognisto-rudym irokezem (tworem dzisiejszym)
takiego ramienia mi trzeba męskiego
nawet nie całego człowieka tylko właśnie ramienia
żebym mogła sobie na nim głowę położyć bo poduszka mi się już znudziła
od dzieciństwa
takie ramię mieć to by było coś prawie jak flaming z flo za 250 zł
który musi zamieszkać ze mną prędzej czy później
ramię męskie... dla wsparcia i bezpieczeństwa
nierozumne nienarzucające się niemęskie ((?) w jakimś sensie)
takie ramię i już bym się uśmiechnęła
ramię w marynarce można wziąć ze sobą do teatru albo na bankiet
na przystanku się sprawdzi a i do plecaka zmieści obok kosmetyków i bielizny
ramię poda śniadanie do łóżka i przykryje kocykiem
ech, jakby w promocji dołączyli jeszcze 'resztę' normalnego człowieka
i wyposażyli jego mózg i serce (hm, dlaczego w tej kolejności?) w to w co (wg mnie) powinny być wyposażone... kupiłabym je! nawet za 250 zł jak
flaminga z flo.
trt trt! TWÓJ PROBLEM TO NIE MÓJ PROBLEM.
coś dotyczące nie tylko
w ułamku
części
ćwiartce
ale CAŁEJ mnie
i oczekiwać jeszcze że wydam siebie
na jakieś pseudo-"zbawienie"
zgnilizna
podła zgnilizna to wszystko
a zeschłej plugawej powierzchni
nie chcę mi się już nawet zdzierać
aby dostać się do wnętrza czystego
zdolnego do CZYNU
zabieram więc SIEBIE ze sobą i cokolwiek byś mi teraz powiedział nie zamierzam się dzielić na kawałki w szczególności przed tobą któryś nawet odwagi nie miał powiedzieć mi w twarz!
nie tracę nic
nie tracę ani kawałeczka nie dając ani kawałeczka z siebie
zmuszonej na stanie przez sądem
szyderców
kłamców
przez niedomówienia pogłoski i słyszadła
nienawiść zazwyczaj była mi obca...
piątek, 1 stycznia 2010
whatever
wtorek, 29 grudnia 2009
how much more can my heart take?
bo podobno muzyka zagłusza myśli.
więc głucho w jej głowie
i w sercu cicho-sza.
tik tak
zegar.
niedziela, 27 grudnia 2009
sobota, 26 grudnia 2009
no title
Blue veins.
Blue,
The color of our planet from far, far away.
Blue lips,
Blue veins.
Blue,
The color of our planet from far, far away.
Blue,
The most human color.
Blue,
The most human color.
Blue,
The most human color...
Blue lips,
Blue veins.
Blue,
The color of our planet from far, far away.
wtorek, 22 grudnia 2009
Wesołych Świąt!
a i tak jego macki ściągają mnie pod kołdrę wieczorami.
a w radio Last Christmas - milion skojarzonych wspomnień.
fru!
dégringolade of my thoughts.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
appendix 17.
bo 'swoją' "BrzydUlę" kończy
a w "Majce" statystuje
o czym w środku dnia potrafię snić
nie pytaj mnie
gdy wśród przechodniów nagle staję zamiast iść
nie pytaj mnie
czuję że sama sobie tego nie zmyśliłam
kolejnej z dróg szukając znów
czuję jak w moim sercu rodzi się nadzieja
kolejna już
kolejna z dróg
paranoidelle?
this is no ordinary love.
z racji pogorszenia stanu zdrowia
jestem zwolniona
nie wiem czy napiszę jeszcze COŚ przed Świętami.
ta choroba to czas podsumowań
na które w bąbelkach szampańskiego Sylwestra
i tak nigdy nie znajduję czasu.
poucinałam pewne sprawy
podomykałam klamki
cośtam mnie ominęło
coś było naddane
ale w bałaganie szuflad w moim sercu jest wreszcie miejsce
na jeszcze coś
na SIŁĘ DO DZIAŁANIA
i wiem że może to głupie (ba! napewno takie się wyda większości)
(ale Nena ma taką przypadłość że o 'większość' nie dba...)
ale z końcem historii "BrzydUli"
kończy się moja
ja nie mam z góry ustalonego scenariusza
a i tak idziemy z Ulką łeb w łeb
co w życiu to na ekranie u Brzyduli
co na ekranie to w życiu u Neny
ja muszę złapać swoją ostatnią okruszynę szansy w łapki
i COŚ z nią zrobić...
bo ostatni odcinek już we wtorek...
a mój? pewnie potrwa tylko do końca Świąt
a później znów wystrzelimy w świat
sobota, 19 grudnia 2009
T.U i ad rem
Ty tylko wiesz że jedziesz pociągiem w jedno z tych innych miejsc
mieszkasz tam
studiujesz
bawisz się
Ty nie wiesz co to znaczy KRAKÓW.
dla Ciebie to zwykłe siedzenie w ciepłych przedziałach
i wielki napis Kraków Główny po kilku już godzinach jazdy
Twoja noga nie stała w KRAKOWIE ni minuty.
TY NIE WIESZ CO TO ZNACZY KRAKÓW!
a wczoraj zrobiło się tak bohemistycznie
tak duszno krakowsko
w ad remie.
filozofia dreszczy i kominka
metafizyka wzorkowanych czajniczków
wariactwo zwyczajne
i normalni wariaci
no i początki mojej choroby -
pseudogrypy czy poważnego przeziębienia
czy zapalenia tchawicy
(i dlatego statystowanie mnie ominie...)
i dlatego tak mną trzęsło
w tym w gruncie rzeczy ciepłym miejscu.
cieszę się że mogłam zasmakować wczoraj tego wszystkiego.
daleko idący i miażdżący wniosek który przyszedł po wczorajszym: BŁĘKIT KRÓLEWSKI dalej przyprawia mnie o trzepotanie rzęs. i mruczenie. (uśmiech + ciepłe zadziwienie)
sobota, 12 grudnia 2009
appendix 16.
schizofreniczna żółć krakovska przelała się we mnie.
a ja taka jestem i będę - chełbia wasza wlań świecąca!
wykłady ucz[uci]om.
spotkanie z Piotrem Cieplakiem też.
no i Grzegorza Jarzyny Między nami dobrze jest wczorajszowieczorowe.
z panelu zapamiętała swój śmiech i wyszukane wulgaryzmy Stanisława cytowane raz po raz przez prowadzących.
ze spotkania z Cieplakiem że nie chciał aby Król umiera, czyli ceremonie były jedynie metafizycznym pitu-pitu.
z Między nami dobrze jest - wszystko.
wykłady, ach te wykłady... i ta wybiórcza pamięć ludzka.

... i oddam cię tam gdzie nie sięga pamięć
niedziela, 6 grudnia 2009
nie będę ciebie kochać i już.
dworzec
tor
wagon
przedział
podział
płuca przytknięte do kolan
kolana zmęczone siedzeniem
myśli wyprane rozmazane zaokniem
Lady Nevermore is back to Krakov.
czwartek, 3 grudnia 2009
appendix 15.
o muzyce
kiedyś bardzo dobrze oceniona
wczoraj bardzo mi pomogła
bo dziś - jest dziś
czyli nie-wiadomo-jak.
musique
Czym jest? Wszechmocą, niezastąpionym towarzyszem, cieniem rzucanym przez życie, codziennym cudem. Można wesprzeć nią skrzywione myśli, wyprostować pogięty świat, wyswobodzić się z afektów i wyposażyć w prawdziwe uczucia... Dla mnie, jednak, muzyka to siła do śpiewania ulubionych piosenek, będąc przez trzy godziny wciśniętą w koncertową barierkę. Innym razem to mistyczne doznania niesione przez pieśni sakralne; przez Mszą a-moll Elsnera, Dies Irae Mozarta, Ave Maria Aiblingera... wykonywane przez stu dwudziestu znajomych chórzystów i orkiestrantów. To pieczęć na sercu położona przez rzewne Charlie Charlie nucone marcową nocą w niewielkiej podkarpackiej mieścinie. To również samotność i udręka, długi zimny październik ze smooth jazzem. Norah Jones, Katie Melua, Basia Trzetrzelewska i Matt Bianco – jedyni świadkowie mojej corocznej jesiennej depresji. To oni „prowadzą terapię”. Pozwalają przejść przez most smutków na koniec tęczy, gdzie zaczyna się ta najpiękniejsza, wiosenna radość. Muzyka to niejednoznaczność gestów, niecodzienność słów, świętość! Nieskazitelne piękno – gdy kołysze mnie tak delikatnie sennym głosem wokalistki Husky... Nade wszystko jednak, dźwięk trąbki przejmujący, przeszywający, przewiercający serce, kiedy ktoś gra Ciszę, co nie żałobą, lecz wyznaniem się staje pod wpływem jego oddechu.
Coś jest w trąbce... Odkrywanie jej dźwięków wciąż i wciąż na nowo, to jak znalezienie czterolistnej koniczynki, jak odkrycie potęgi pierwszej miłości, jak morze i czarny piasek w Ostii.
Gdy za oknem trwa rozwiany nieokrzesanym wiatrem i rozmoczony jesienniejącym wręcz deszczem smutny majowy wieczór, aby uleczyć duszę wystarczy posłuchać Chrisa Botti. Urok dźwięków When I fall in love porusza nie tylko serce, ale nawet mokre ściany kamienicy. Botti czaruje, wyławia z człowieczego wnętrza najbardziej pozytywne emocje, jakie tylko mogą się w nim mieścić. Czuję, że nagle zaczyna liczyć się tylko muzyka, znika zewnętrzność, która jeszcze niedawno tak mnie przybijała. Myślę już tylko o tym, jak za pomocą trąbki można odczarować cały świat, jak można zapalić płomień w sercu, tak, że nie wie się do końca co się kocha – czy ten dźwięk, przewyższający inne o sto pięter, czy wirtuoza, który użycza instrumentowi swojej duszy?
Kolejnym „trąbkowym” magikiem jest Arturo Sandoval. Jego wykonanie Mambo Caliente sprawia, że zaczynam pisać, malować, przypominać sobie rolę – dawno zapomnianą i porzuconą. Dźwięki trąbki popychają mnie do przodu, inspirują, podsuwają rozmaite pomysły, pozwalają dotrzeć do sztuki w różnych jej odmianach, pomagają się skupić, skoncentrować, podjąć działanie... Innym razem – wyciszyć.
Jak np. herbata chai chai przyprawiona, słodszym niż miód, twórczym natchnieniem Yanna Tiersena. Smakuje wyjątkowo - nie wiadomo, czy to cynamon czy skrzypce, kolendra czy akordeon ogarniają umysł? Nie wiem, co przenosi mnie w inny świat. Może to kolor filiżanki – niesamowicie wręcz niebieski i smak drażniący język czarnym pieprzem? Może to magia krakowskich kawiarenek, pióra spadające na stół, anielskość Brackiej... Ale najpewniej – Muzyka. Stos odkrywanych dźwięków i melodii. Walc, w który zasłuchana jest Amelie Poulain siedząca na krawężniku...
Muzyka bywa też przewrotna, nieprzewidywalna, sprzeczna, szalona. Choć odrywa mnie od codzienności – przecież sama nią jest, grzeje zimną elektroniką, mrozi karmelową barwą wiolonczeli.
Nade wszystko jednak jest wyzwoleniem od problemów i niepewności. Tam, gdzie jawę przykrywa sen, gdzie noc domyka dzień przypina mi skrzydła i szykuje mnie do lotu ponad normalność, ponad zmartwienia. To najszlachetniejszy narkotyk, który (parafrazując słowa Stanisława Ignacego Witkiewicza o sztuce) jest ucieczką, bez szkodliwych dla zdrowia i inteligencji skutków oraz „katzenjammeru”.
Do dodania pozostało mi tylko to, jak bardzo uzależniam swój świat od muzyki i jak wielu chwil nie zdołałabym zapamiętać, gdyby nie muzyka! Z pierwszego wyjazdu na Słowację pamiętam najbardziej melodię (do dziś niezidentyfikowanej przeze mnie) piosenki grającej w jednym z dwóch barów w maleńkiej górskiej miejscowości. Ileż uboższe byłyby w ogóle wszelkie wspomnienia, gdyby nie były okraszone dźwiękami – raz miłymi, raz zupełnie nie w moim stylu, zawsze jednak mocno zapadającymi w pamięć. I tak jak te melodie, raz są lepsze, raz gorsze – zawsze jednak związane ze wspomnieniem, tak te nawet te najgorsze i najbardziej traumatyczne wydarzenia mają swoją muzykę. Bo, gdzie kończy się możliwość werbalnego wyrażania opinii i uczuć i gdzie nie można w pełni oddać złudzeń i impresji za pomocą pędzla czy ołówka – tam właśnie zaczyna się muzyka. To ona wypełnia pustą przestrzeń między smutkiem a radością, między prawdą a kłamstwem, pięknem a brzydotą. Jest ideałem, który (jak ktoś kiedyś ujął) mógłby w pewnym sensie istnieć samotnie, nawet jeśli przestałby istnieć świat.
Kwintesencją odczuć, które budzi we mnie muzyka, niech stanie się fragment tekstu piosenki pt. Czy słyszysz? wykonywanej przez grupę Husky: Odrywam się od ziemi. Nie mam mapy, patrzę w siebie, żyję w świecie własnej głowy. W głowie – stół, a na stole ciastka dwa, złamane w pół, proszą, by je zjeść. Czy słyszysz? Czy słyszysz to, co ja? Tym pytaniem rzuconym w przestrzeń zakończę swoje rozważania nad magią dźwięków.
niedziela, 29 listopada 2009
appendix 14. (filmowo-muzyczny)
Ostatnie tango w Paryżu.
Ostatni dzień w Barcelonie.
Pożegnanie z Afryką.
Ty jesteś moją Afryką.
Kocham Cię kochanie moje.
-parada paradoksów przechodzi pod oknem.
zawi[j]as.
bardzo się zawiodłam.
tak bardzo że nawet pisać mi się o tym nie chce.
...a jeszcze bardziej zawiodłam się na kimś kogo k o c h a m.
sobota, 28 listopada 2009
perhaps the answer to the question lies in the question?
full of winter
you are
storming
b l a c k b e r r y
will you strike
before he's
loaded
full of winter
you are
?
piątek, 20 listopada 2009
paranoid elle.
acedia
afekt niedostosowany: ambiwalencja uczuciowa
afekt labilny
anachoreza (mityzacja jaźni)
closed eyes visuals
dysforia
déjà vu
euforia
halucynacje
idde odniesienia
jamais vu
kontaminacje
lęk
megalomania
paragelia
na tą nienormalną jesień.
(Nena się uśmiecha)
poniedziałek, 16 listopada 2009
appendix 12.
i chilli zet od rana do wieczora
i zapach [dziś zakupionego] olejku
waniliowo-pomarańczowego
mistyczneny wieczór się zapowiada
appendix. ()>-iii-<

serce zatopione w muzyce
skurcz łydki
niemoc opanowania motyli w brzuchu
Chris na wyciągnięcie ręki
ręka Chrisa na wyciągnięcie notatnika
radośnie czarne zawijasy CB
radośnie biały uśmiech Neny
radośnie niebieskie oczy Chrisa
[Kijów Centrum, 11 listopada]
good morning heartache.
kłamstwo
zawsze było to domeną rozumku (chytrego i bezczelnego).
ale serce?!
- jak możesz tak kłamać
kamyku metafizyczny...
omijam zatłoczone korytarze żył.
ustawiam się w kolejce po MIŁOŚĆ
- - - odpowiedź odmowna - - -
'pani już dostała przydział'
- a nie można go... wymienić?
'pani chyba żartuje, pani Neno...'
- to co mam teraz zrobić, gdzie się zgłosić?
'tej pani MIŁOŚCI to potrzebna jest... reanimacja.
pani poczeka jeszcze dwa tygodnie - zobaczymy'
- ahm... a co jeśli...
'następny, proszę!'
w poczekalni grało.
niedziela, 15 listopada 2009
bez tytułu
jest Spokój - z dużej litery - eklektyczny
i tam mieszka niepokój Neny.
- - - train to Kraków
padam
padam
padam
serce tłucze po torach.
piątek, 30 października 2009
środa, 28 października 2009
warmer & warmer.
ciepło
cieplej
w kamienicy grzeją piece
a grzejniki na wydziale
parzą nawet
uczuciogennie
sercogrzejnie
serce Neny to kaloryfer
a Ty jesteś wypoczywającym
na nim
kotem.
piątek, 23 października 2009
jesień w Krakowie.
mały hotel
pod różami
pokój numer 8
staruszek portier
z uśmiechem dawał klucz
na schodach
niecierpliwie
całowałeś po kryjomu
moje włosy
czy więcej złotych liści
było
czy Twych pieszczot
miły
dzisiaj nie wiem już
odszedłeś potem nagle
drzwi otwarte
liść powiewem wiatru padł
mi do nóg
i wtedy zrozumiałam
to się kończy
pożegnania
czas
już
przekroczyć próg
pamiętasz była jesień
pokój numer 8
korytarza mrok
już nigdy nie zapomnę
hoteliku pod różami
choć już minął rok
kochany wróć do mnie
ja tęsknię
za Tobą
i niech rozstania
kochany
nie dzielą nas już
pociągi wstrzymać
niech nigdy już listonosz
złych listów
nie przynosi
pod hotelik róż
wspięła się na drabinę cierpień
wspomnień
najbardziej bolesnych
zadała sobie ból
i teraz może dumnie
z podniesioną głową
iść przez miasto
sama w sobie
sama z sobą
jej wielmnożność nenowatość.
środa, 21 października 2009
dajcie mi minutę!
całe szczęście to przekleństwo już nie pyli
i oddech Neny wolny.
a czas pomyka [uwielbiam to słowo]
a komputer u lekarza
a Nen' darmowy internet ludziom blokuje
z zacinającą się klawiaturą.
tyle tu barw!
narazie t y l e...
bo kolejka za mną za długa.
dnia dwudziestego października
umarło Perhaps. Perhaps. Perhaps.
- narodziły się Paranoidelle.
poniedziałek, 12 października 2009
appendix 11.
tak jak pożegnań - nie lubi ostrych cięć i palenia mostów.
nie lubi ostatecznych decyzji i rzeczy.
b.y.e. oznacza teraz
be - yes! - ever.
nie pożegnała się. ukradnie czas
zarwie noce
w KaKaDu bezsennym z blue curracao
pochyli się nad uzależniającą miłością
do stwarzania do bycia z NIMI.
do wiązań. naczynek oplatających sercopłucowątrobę.
Czy można kochać wzajemnie zanadto?
niedziela, 11 października 2009
b.y.e.
tak nie znosi wy.tłumaczeń!
tak cierpnie na radosny widok rocznicy piątej
która jej pożegnaniem ma się stać.
jej goodbyem. jej rezygnacją a właściwie zrezygnowaniem.
taki dyskomfort
taki strachliwy wycof?
tak nie lubi!
a musi MUSI żegnać
pożegnalnena...
a w główce dwa zlepki słowne
usta krwawiące miłością
i two cuts instead of kisses.
środa, 7 października 2009
a siódmego dnia...
normalnie nic nie mogę.
nie ogarniam miasta
własnej głowy
która nagle znów stała się głową grupy
rozwrzeszczanych
przeanalizowanych
i ponadinterpretowanych
jeszcze-nie-teatrologów.
nie mieszczę uczuć w sercu
więc pchają się do głowy
a rozumek atakuje je
i nie wiem kompletnie nic.
do tego
(jak nakazuje wrodzony masochizm psychiczny Neny)
czytam Nienasycenie
i jeszcze bardziej nie wiem niż
nie wiedziałam
nie ogarniam
nawet opisać nie mogę.
a!
i myślę że przy stwarzaniu świata
Pan Bóg nie odpoczywał w siódmym dniu
... wtedy stworzył USOS.
i zalogował mnie na nim.
argh!
ze słonecznego (o dziwo!) Krakowa
pisała dla Was:
Nena Stachurska.
wtorek, 29 września 2009
jutro.
muzyką l.u.c'a
- wyprawka do pociągu.
żeby przeżyć ten
ścisk
świst
świat.
pisze pewnie ostatnie słowa
z domu.
teraz Kraków
będzie tkwił
w jej sercu
jak pestka w wiśni.
teraz Kraków przytuli ją/ona
- - - deszcz już pada.
tramwaje rozjeżdżone
Planty planów pełne
Bunkier Sztuki
Muzeum Narodowe
Plac Szczepański
[...]
Mania. ulica Kochania.
poniedziałek, 28 września 2009
"W małym dworku"
widziała wszystko czuła wszystko
lekką rękę Anastazji
zapach fajki Diapanazego
lęk Kozdronia.
siedziała w pokoju dziewczynek
dwa łóżka
stół
krzesła
brązowa flaszka z sennym życiem
wypita równo po pół.
widziała wszystko czuła wszystko
ale nie mogła nic zmieniać -
to jedyny warunek jaki jej postawił.
dlatego patrzyła chłonęła każdy odcień
każde zachwianie głosu
każde szuranie kartek
wierszy Jęzorego
poetycki audosadyzm
nieszczęsnego grafomana
Witkacy widział spojrzenie Neny
współczujące zbyt ciepłe
do pokoju weszła Aneta
wybawicielka
Jęzory odsunięty
od bieguna ciepła dwuzielonych oczu.
ciężar uczuć - czy jest coś gorszego?
nie ma - dopowiada Nena -
chyba że wszechogarniająca
bebechowata
degrengolada myśli.
Witkacy nie uśmiecha się już
patrzy przed siebie.
chwyta ją za rękę
i wyprowadza z małego dworku.
Nena włącza lastfm
- pokażę Ci coś - szepcze prawie do ucha
posłuchaj tak spokojnie
nie ma już widm między nami.
nie ma już nikogo między nami.
niedziela, 27 września 2009
"W małym dworku" [zapowiedź]
już za chwileczkę
otworzy przed nią drzwi
uśmiechnie się
spojrzy przenikliwie jakby wiedział
o niej wszystko.
już za kilka minut
już za chwileczkę
zaprosi ją do ogrodu zdarzeń niewyjaśnionych
urojeń zapatrzeń dziwności.
Nena w małym dworku u Witkacego powie
nie ma już widm między nami.
są tylko trupy i ludzie żyjący.
zaczynamy nowe życie.
textyliononenovo.
Baby it is late still you pour me a tall one...
- Go on, let the liquid take off what you're on. You've been down before.
Boy, not like this. I am sinking fast...
- Perfect! - he laughed - Cause your other half has got himself a Devil's access. Welcome to Krakow! - he said - Welcome to my world. You better bring your own sun, sweet girl. You gotta bring your own sun now! Don't you forget - you bring your own sun, just enough for everyone.
- Heels on. Go on. Bang a Tango but do not get tangled. Who can stay strong? When they only give us lies to lean on...?
When your heart explodes is it deathly cold?
- You must let the colors violate the blackness. There is a magic world parallel so leave your daily hell. - he said.
It's not a question if I can fight by your side and withstand! Anything but, I forgot that you said: "Girl if you come... you better bring your sun. Sweet girl, you gotta bring your sun... Welcome to Krakow..."
Nena z zasłuchania przypomniała sobie
swoje pierwsze przerażenie
okrucieństwem Krakowa.
zapytała: "gdzie ja dotąd żyłam?!"
trzęsła się z zimna strachu:
"już wiem po co tu jestem..." - zaczęła.
"żeby nauczyć się życia" - odpowiedziałeś spokojnie
bawiąc się słomką zanurzoną w piwie.
a bąbelki wychodziły na powierzchnię
wciąż nieświadome
dziecinnie naiwne
jak oczy tej małej siedzącej z Tobą
twarzą w twarz.
[dziękuję Ci.]
sobota, 26 września 2009
100% Neny.
(trampki grunge odciski
już bez Tori
bez Imogen
pozamiatane po kruchości ciastek
wytrzeźwiały śliwki)
nogi na drugim krześle
[jak zawsze]
czarna klawiatura
[masz ładniejszą, miły Panie od latawców...]
błyszczącą
{uśmiechem Neny?!}
lśniącą
{oczyma Neny?!}
#ARGH!
algo
rytmika.
Nena nie może dogadać się
ze swoim nowym telefonem
włącz
wyłącz
PIN
po raz pięćdziesiąty czwarty
[uh! jak lubi pisać duże liczby słownie!]
{tej obsesji jeszcze nie znasz, prawda?}
wyszukiwanie...
[wyczekiwanie!]
SKONTAKTUJ SIĘ ZE SPRZEDAWCĄ KARTY SIM.
{skontaktuj się z Neną? eee...}
#ARGH!!
rozczarowanie.
włącz
wyłącz
PIN
po raz pięćdziesiąty piąty
{ciekawe o której tu zajrzysz?}
[choć raz - zostaw coś po sobie
choćby jedno słowo
choćby kropkę...]
... zamykającą algorytm tej myśli
Nenę.
< hm? 3
{postawisz? Postawisz? POSTAWISZ?}
end
+
{miejsce na twoją reklamę}
appendix 10.
wieczór.
jest już Tori Amos
z ogniem we włosach
długie nogi
czerwone rajstopy
zakończone
butami na platformach.
śliwki w alkoholu.
jest już Imogen Heap
burzowy kwiat
kolczyki długie
roślinne piękno
wełniany szal.
kruche ciastka z marmoladą.
jest i Nena
krwistoczerwone włosy w nieładzie
rozczłapane trampki
grunge'owa bluza
smokey eyes
odciski
po
siekierze
na
delikatnych
małych
dłoniach.
piątek, 25 września 2009
appendix 9.

O ile przeżywanie
niepokoju metafizycznego
samego w sobie może mieć zabarwienie nieprzyjemne przez odwartościowanie wszystkiego w zetknięciu z nieskończonością i tajemnicą albo śmiercią i musi doprowadzić do jakiegokolwiek pojęciowego przerobienia tego stanu w celu uniknięcia jego ujemnych skutków, o tyle
przeżycia tego rodzaju, bezpośrednio wywołujące twórczość artystyczną, są pozbawione przez jedność, zobiektywizowaną w dziele sztuki, tego potwornego w swej istocie uczucia samotności i jedyności Istnienia Poszczególnego w nieskończonej całości Istnienia.
Twórczość artystyczna jest bezpośrednim potwierdzeniem prawa samotności, jako tego, za cenę czego istnienie w ogóle jest możliwym,
i to potwierdzeniem nie tylko dla siebie, ale i dla innych Istnień Poszczególnych, tak jak ono samotnych; jest potwierdzeniem Istnienia w jego metafizycznej okropności, a nie usprawiedliwieniem tej okropności przez stworzenie systemu pojęć łagodzących, jak to jest w religii, lub systemu pojęć wykazującego rozumowo konieczność takiego, a nie innego stanu rzeczy dla Całości Istnienia, jak to ma miejsce w filozofii. To samo odnosi się do tych, którzy jedność Istnienia i swoją w nim samotność pojmują poprzez jedność formy, stanowiącą stworzone już dzieło sztuki.
Widzimy stąd, że forma dzieła sztuki jest jego jedyną treścią istotną - nie ma w nim formy i treści oddzielnej, stanowią one absolutną jedność. Kto nie pojmuje sztuki w ten sposób, jest nieszczęsnym kaleką, ale należy go uczyć tak pojmować, jak się uczy chodzić paralityków.
Wyrzekanie się bowiem uczuć metafizycznych czyni nas, mimo całego uspołecznienia, bardziej podobnymi do zwierząt, niż się nam wydaje.
appendix 8.
Nenie znany głównie dzięki Teatrowi i Dramatowi Ostatniej Dekady
[patrz: nieśmiertelne pytanie Eweliny]
systematycznie smakowany w Teatrze Starym
[patrz: Oresteja, Trylogia]
czytany na wyżej wspomnianych zajęciach
[patrz: Uśmiech Arbuza]
przedyskutowany i zadyskutowany prawie na śmierć
[patrz: rozmowy z Kasią P. - fanką no 1.]
pokochany całym sercem
[za:
Hamleta w Stoczni Gdańskiej
muzykę Joy Division
muzykę The White Stripes
nieskończoność niedokończoność niejednoznaczność wyobraźni
skojarzeń przeróbek nawiązań MYŚLI]
podpisano: Nena Stachurska
destiny vs destination.
stopy oparte o stół
niech bolą.
włącza vistę
- 3 godziny wyjęte z życia -
pogoda
zegar
kalendarz
-
firefox.
home - onet.pl
STAN SZCZĘŚLIWEGO ZBYDLĘCENIA.
Witkacy na głównej stronie łypie z portretu wielokrotnego.
wierny stół z dwoma parami nóg
nie ucieka
wierny Ignacy
pięciokrotny.
wierny wietrzny wieczny Kraków
coraz bliżej podkarpacia się przysuwa
z Janem Klatą
z Pożegnaniem Jesieni
z Plantami.
kolażowe życie Neny
brakuje miejsca na jeszcze jedno zdjęcie.
destiny or destination?
uparte ale niezłośliwe
rozpaczliwe niecierpliwe
teraz.
czwartek, 24 września 2009
wykrzyknik to za mało!
[który już całkiem ją oplata]
krzyczy spojrzeniem zza okularów
trzęsą się ręce niespokojne niepewne
serce bije o ściany wewnętrza
mało nie wyskoczy
bo niespokojne niepewne
nie rozumie!
nie wie!
zaplątana plątanina
w głowie poplątany kłębek włóczki
nerw wzrokowy przemęczony spuszcza oczy w dół
oczy przemęczone myją się same łzami.
kąciki ust drgają
rzęsy wachlują twarz szybko
szybko bo się zarumieni
bo już policzki palą jak oszalałe
bo już spojrzenie nie wie gdzie uciec.
Nena.
dlaczego gdy najbardziej chce myśleć
nie może znaleźć ani odrobiny logiki?!
appendix 7.
zaplątana w kabel słuchawek
Nena słucha
patrzy
bo teledyski uwielbia
i sama tworzy je czasem
w myślach i myślami do ulubionych piosenek
a to jest więcej niż piosenka
więcej niż teledysk
więcej niż Nena?!
liczę.
dwa miliardy myśli z czasów nieblogowych
około dwudziestu otrzymanych
siedmiu niewysłanych
listów
od około dziewięciu ludzi
do trójki znajomych
na łóżku leżą trzy poduszki
ja
koc
w sercu leżą uczucia
moje twoje nasze ich
tysiąc pięćset sto gwiazd
i Wenus co zawsze pierwsza świeci.
środa, 23 września 2009
uśmiech wieczorny.
że pierwszy jesienny wieczór
będzie tak przyjemny.
nowe okulary już na dobre zadomowione na nosie
migają czerwoną oprawką.
dyskusje z Eweliną na GG -
przypominanie siedemdziesiątki czwórki
'chirurg wycina wyrostek' z Kulturalnego
cztery koty pod starym samochodem na Wiślnej [...]
jeśli serce pojemne jak przedwojenna wanna
to pamięć pojemna jak szafa trzydrzwiowa.
;-) i uśmiecham się. do Pana od latawców. do Ciebie.
jakajajestem.?
jakajajestem?
odbiło się od czterech ścian.
poszło ze mną do kuchni.
szukałam odpowiedzi za oknem.
a tam tylko gimnazjum atakowało dziećmi na przerwie.
szukałam odpowiedzi w sobie.
ale tam znalazłam tylko
powielone jak na ksero pytanie
jakajajestem?
dziś pierwszy dzień jesieni.
znienawidzony 23 jak każdego miesiąca.
nie dziwię się więc że akurat dziś
musiało czepić się mnie coś równie bezsensownego.
jakajajestem?
zapalam się. wybucham. gasnę. znikam.
chcę być wolna. niezależna. sama. samo-dzielna. samo-po-dzielna.
a szukam. szukam niewoli?
serce kruche jak szkiełko w zegarku
a rozum twardy i nie dociera tam nic.
czy z takim podziałem da się żyć w ogóle?
duchowe biczowanie. nie.świętej męczennicy.
strach przed własnym cieniem. odbiciem w wodzie.
strach przed samotnością - brak samotności - strach przed utratą własnego JA przez zatopienie się w innym ja.
łańcuch. pętla co czasem wokół szyi zaciska się bardziej i bardziej.
wieczorne smutki. nocne filozofie. poranny katzenjammer
raz mniej raz bardziej dotkliwy.
dzień zapchany obowiązkami - dniem męczącym z wiecznym jużniemogę
dzień wolny - dniem poszukiwania problemów tam gdzie jeszcze nawet nie zdążyły zakiełkować.
i z każdą chwilą widzę więcej. więcej rzeczy siłą podświadomości.
na pustej ścianie hak, zaciek, brud. na świeżo pomalowanej gładkiej ścianie!
i boję się przyznać że sama stawiam przed sobą przeszkody.
że stawiam szklane serce na krawędzi stołu.
że kładę kamienny umysł w kamieniołomie uczuć.
jakajajestem?
nie do wytrzymania? do znoszenia ciężkiego. podnoszenia na duchu.
płacząca na dachach nadświadomości. chcąca wiedzieć mniej a wciąż wiedząca więcej
o sobie przede wszystkim.
egocentryczka. miłująca nade wszystko swoją duchową babraninę.
bebechowatość życia kulturalnego. wręcz bohemistycznego.
słysząca ciągłe własne ja chcę! zamiast co ktoś czuje?
chcąca mieć wszystko na tu i teraz. i na zawsze [sic!]
and they lived happily ever after
słodkość. szorstkość. szczerość. kłamstwo.
plątanina napięć i emocji.
siatka uczuć. napięć kierunkowych.
przeżywanie zamiast przeżycia. i pytanie odwieczne czegojachcę?
czasem zagłuszające
jakajajestem?
niedziela, 20 września 2009
appendix 6. [nagły atak!]
- mieszanka wybuchowa.
[do not try this at home.]
...
;-)
appendix - litania
na okulary
na spotkanie
na słowa
na czułość
na październik
na Kraków
na Teatr
na grzańca w Atmosferze
na herbatę carmelovą w Spokoju
na cherbatę [sic!] z Gołębnika
na wyjazd do Rabki
na kawę z panem Tadziem z portierni
na parapetówkę u Filipa
na liczenie krakowskich kostek brukowych
na street-art
na koncerty
na 'Witkacy. Appendix' w Zakopanem
na podgrzewacze cynamonowe w pokoju
na wspinaczkę na trzecie piętro do siedemdziesiątki czwórki
na kolejną wiosnę
na wyprawę po kolczyki do Pasażu Hetmańskiego
na Gabę w Krakowie
na inspiracje do kolejnych autosesji
na nowy aparat fotograficzny
na szkołę charakteryzacji
na 'Oresteję' i/lub 'Trylogię' w Teatrze Starym
na swój zdrowy rozsądek
i pędzącą chorą jaźń.
much more better.
ale myśli się nie usuwa
nawet nie odsuwa na boczny tor.
pisze więc co teraz czuje
co kołacze się w jej głowie
obok '5:55' i 'Speeding cars' [Imogen Heap]
tuż przy laptopie leży kasztan
ładny
złocisty ciemnobursztynowy
kasztanowy [sic!]
bawi się nim. obraca w palcach. czerwone paznokcie
krzykliwe zbyt nie pasują do tego ciepłego
spokojnego brązu.
Nena nie jest spokojna, ba!
miotają nią emocje
rzucają po ścianach łaskoczą szczypią
tak jak oczy przemęczone czerwone łzawiące
[alergicznie?]
analizując kolor płaskiego spodu kasztanowej perełki
przypomina się jej kolor stawu [sprzed ok. godziny]
początkowo różowy przechodzący w zimny fiolet
później cytrynowy nienasycony
później w kolorze ciemnego granatu przeplecionego indygo
w końcu czarny głęboki przerażający
rozdarty przez przepływające kaczki.
zbyt krótki długi jesienny wieczór.
wśród kolorów jeszcze irlandzka zieleń.
trochę stalowego błękitu.
czerń i biel - te najzwyklejsze.
rozpaczliwe 'kiedy'? rozpaczliwe 'perhaps'.
rozkwilone wewnętrzne 'już!'
milczące zewnętrznie 'nie wiem'.
i nadzieja taka głupia naiwna i piekielnie przyjemna
jak zawsze
wciąż ta sama od lat.
{nauczę się tego i stosować będę: KOLORY}
psuje. się.
Nena mówi 'szczęście' choć to słowo dawno już powinno się
znaleźć
u niej na
liście słów zakazanych.
myśli co to jest? pyta nawet już nie rozsądnie
nierozsądnie
serconośność roznosi kremowe ściany
czerwone ściany Neny.
nadciąga rewolucja
szybko zbyt szybko.
zakręty - ciągle od nowa. prostej drogi tylko kawalątek.
zaraz znak zakazu. zaraz ścieżka bez wyjścia. wejście do labiryntu. ślepa uliczka. czarny szlak.
a wieczorem z pewnością chillout - dużo chilloutu.
może jakaś ostatnia torebeczka melisy.
zbyt wolny Internet.
emotki z gadu-gadu albo zapełnianie Wersji roboczych w telefonie.
brak pamięci. pamięć prawie pełna. zdjęcie nowych trampek zrobione w kinie.
we wtorek odebrane czerwone okulary -0,5 i -0,5.
-1.
chyba tylko tyle.
aż.
a teraz smak na Charlotte Gainsbourg
i '5:55' peronową. dworcową.
pamięta jak marzły jej dłonie między dniem a nocą
i pociąg rozmywał obraz przed oczami.
myśl na skrzydłach zawisła.
z resztką tuszu czarnego
schodzi ostatni obraz
wspomnienie. wspomina więc.
nuci w myślach 'sznurowadła' fisza
choć doskonale wie
że to zbyt smutne
na wszechogarniające [a momentami wręcz roznoszące] ją
szczęście.
siada wreszcie na skraju zimno biało jesiennej pościeli.
Nena?
nie
Tęsknota.
[... bo czasami dziękuję to za mało]
piątek, 18 września 2009
70.
żeby tylko nie cierpieć
i nie czuć strasznego ciężaru życia
i wleczenia siebie po śmierci za życia."
[18 września 1939 - 18 września 2009]
musiało być zimno.
wtedy wrześnie nie mogły być takie gorące.
Jeziory na Polesiu.
Великі Озера.
zimne równe ukraińskie.
tak po prostu
zabrały życie.
odebrały.
co za różnica?
otoczenie?
Czesława
luminal
coś ostrego.
życie i śmierć się przeplotło. siedemdziesiąt lat temu.
Nena tak pełna życia
nie może sobie poradzić z tą śmiercią.
już za godzinę stanie na krześle szkolnym
i powie
wypluje z siebie
Wiśnie piękne czerwoniaste wiśniowe.
ulgi jej trzeba.
kogoś kto pogłaszcze po głowie.
powie -
świetnie. jest.
żyj.
środa, 16 września 2009
appendix zagadkowy.
Vinci
malował Nenę
?
Witkacy patrzył
palił
zazdrośnie
?
zazdrość Neny
była jednak większa
.
poniedziałek, 14 września 2009
wiśnie fiszowe czyli słodki appendix.
czerwone wiśnie kuleczki pykające na raz
pyk pyk
w każdym takim owocu wyhodowanym przez jakąś moc pozaziemską
zamiast pestki ukrywa się kochlik
świecący na kolor pomarańczy
nigdy mi coś takiego nie powyrastało
przysięgam że nigdy
może kiedyś jakiś kaktus na pomarszczonej dłoni lewej
zapowiadał się kilkakrotnie chociaż i tak nic z tego nie było
no i te słynne na cały świat rogi w okolicach czoła
a tak poza tym to wyrasta sobie to
co każdemu człowiekowi wyrastać powinno
a tu nagle ni stąd ni zowąd wiśnie
piękne czerwoniaste a właściwie wiśniowe
bo taki kolor jest i istnieje w książkach zapisany
wiem od czego te kochliki
te piękne zapachy te słodkie miąższe
przeróżne barwy i smaki

dzisiaj tak deszczowo tak nie - niebiesko i nie - zielono
tylko taka mgła jakby niebo zaparowało od nadmiernego chuchania
i także Księżyca nie widać i mi też tak ciemno
to nie przez żarówkę co pękła drucik świetlny
ani nie przez świeczkę co się znikła
leżę sobie i wiśnie mi pykają wokół serca
pyk pyk
to nie pestki tylko kochliki wydostają się na zewnątrz
a teraz jest już po godzinie 23.
leżę sobie w pozycji embrionalnej
a tu nagle z nieba zaczynają spadać pomarańcze
wyjrzałem przez okno lekko niedowierzając
na oko lewe jak i prawe
plask plask
rozpryskują się na karoseriach samochodów zagranicznych marek
plask plask lądują niczym lądowidła na szyldach reklamowych
uderzają podobno w budkę z zapiekankami tej zaraz przy Pałacu Kultury
łup łup
pomarańczowy miąższ rozpryskuje się na popękanych płytach chodnikowych
pac pac
kałuże przybierają pomarańczowy odcień którym otulają szarobury asfalt
kiedy piszę ten list do Ciebie ulicami płynie 100 % naturalny sok pomarańczowy
tak sobie środkiem ulicy
tak na przekór
tak po prostu
a ja sobie przez okienko obserwuję te zajścia nieziemskie
i kochliki mi wędrują po pokoju całym
a też w kolorze pomarańczy jak najbardziej

i pewnie chcesz wyjaśnień mego urojenia
pewnie zapytujesz się o te dziwactwa które właśnie mają miejsce
już się tłumaczę
zaraz ci opowiem
chodź tu bliżej
wystaw uszko
teraz szepczę na dobranoc prawdę całą.
[...] ef i es zet. ef i es zet.
appendix 4,5.
"Rozumiem właśnie twórczość nie jako produkowanie tej idiotycznej, nikomu niepotrzebnej tak zwanej „czystej formy” i nie jako odwalanie rzeczywistości, tylko jako stwarzanie rzeczywistości nowej, do której uciec można od tej, której mamy dosyć po same gardła..."
Witkacy zwija moje serce w precelek.
"Tak – to jest pewne – że sam fakt istnienia jest potworny: polega na krzywdzie innych, począwszy od milionów istnień, ginących w nas w każdej chwili – i rodzących się – to prawda, ale na taką samą mękę, abyśmy mogli trwać ten marny wycinek czasu."
Stanisław Ignacy Witkiewicz.
mówi. mówi. mówi.
"Staś to worek z nieposortowanymi rzeczami. Wrzucono tu wszystko bez ładu i składu..."
- Agneta Pleijel, Lord Nevermore, s. 30, Wydawnictwo Jacek Santorski & CO, Warszawa 2003
Nena.
układa. układa. układa.
appednix 4.
warczy przy tym jak stado kosiarek. bezczelnych.
co przetrawi to wyrzuca na ekran.
a potem już tylko Nena zanurza palce w wirtualnej farbie.
i tworzy nowe.
niedziela, 13 września 2009
appendix 3.
białe kury z grzebyczkami zasłaniającymi im jedno oko.
takie prawie cyklopki.
te kury zjadają swoje jajka.
dziwne... samounicestwianie się.
myśl 3.
zapachem mdłoróżowych nienazywanych i nienazwanych przez Nenę kwiatów.
co z siebie tysiące małych skaczących kuleczek wysypują.
skroplił się deszczem. deszczem potrącił nieostrożne rzęsy tuszem pogrubione.
Nena biegła. biegła pod górkę po zielonej mokrej trawie banalnie tak z nadzieją skojarzonej.
do celu byleby szybciej. byleby myśli nie zdążyły się poskręcać.
srebrne serce zawieszone na szyi rozkołysane na łańcuszku.
to prawdziwe biło szybciej.
[po.dziś wspomniane w przelocie.]
piątek, 11 września 2009
myśl 2. [+ appendix 1. & 2.]
taka sama jak wszystkie [dla mnie wyjątkowa].
świeży nieco spieczony chleb z piekarni posypany sezamem
z serkiem białym - wiejskim! - za 2.29 [sic!] i kawa [nie.zbożowa bo ciśnienie zbyt niskie...]
w paczce czai się gromadka zielonych łebków zapałek
podpalam gaz pod czajnikiem z gwizdkiem który za chwilę zacznie jęczeć
od tych tortur.
i myślę jak tu jest pięknie... wielkomiejski dzwonek sms!
dlaczego nie wyłączyłam komórki...
skórka chleba skrzypi pod zębami
a tuż nad podłogą pełzną zaspane dźwięki 'light' dr.no. [przywiezione z miasta, a jakże!]
tu muzyka nie ma prawa głosu.
gdyby nie kosiarka... ech. [...]
wszędzie pachnie kopanymi ziemniakami.
jesień wita wieś. ja witam jesień. zakładam stare buty i w pola...
...
trudno powiedzieć że jestem zmęczona życiem.
w tym wieku prawdopodobnie nie zabrzmiałoby to najlepiej...
trudno powiedzieć że jestem zmęczona sobą.
to zakrawałoby na początki depresji...
jednak jestem zmęczona tym wszystkim
i czajnikiem atakującym gorącą parą
i mlekiem które jak na złość musi tworzyć
kożuszki.
+
nie rozumiem.
za mądre.
zbyt dziwne.
tu nie ma nic do rozumienia
tu chodzi o odczuwanie.
nie to wielkie
witkiewiczowe
metafizyczne.
bo to zbyt WIELKIE.
ale takie zwykłe
najzwyczajniej codzienne...
mucha zatacza kręgi nad białym parującym kubkiem.
czwartek, 10 września 2009
myśl 1/2.
już jej Nena nie tknie. za mocna za zimna za mokra za...
'sen' l.u.c-a na wrzucie zarzucony na kark. sen na oczach rzęsy łaskoczą.
ten sam wieczór. dość! Neny chaos głowy krzyczy.
dość... łka jakaś przedostatnia czuła komórka.
wolna przestrzeń - a smutno tak.
a droga roztacza się piękna goździkami usłana
zamiast gwoździ.
i 'witamy na II roku' i '... to już musi wypalić' i
'trudne są niektóre pożegnania' ?
Nena nie wie. Nena nie wie.
Nena nie?
myśl 1.
prawa przesuwa po klawiaturze. mruczy.
czasem dobrze zobaczyć swoje myśli poukładane w zdania.
choćby pozbawione najmniejszego sensu [pozornie?].
kolejny wieczór Neny zimny i złowieszczo jesienny zapowiada październik 2009 roku.
kolejne spotkanie które było w perspektywie bliższej niż bliskiej oddala się - przesuwa, przekłada - jak palce szybko biegnące po klawiaturze [jednak wciąż jednej ręki].
październik człapie - czyha - dyszy.
zero litości dla wakacji - zero litości dla Neny.
spotkała Witkacego na kawie.
siedziała w domu jego myśli na poduszce.
teraz jednak został jej tylko lodowaty łyk bursztynu w trochę nieszczęśliwej szklance.








