sobota, 31 lipca 2010
[w]zdycha i dobrze[je].
siadła przy stoliku sącząc szkocką whisky.
wachlarz z pawich piór nieostrożnie zabarwiony czerwoną szminką.
toczek zsunął się na czoło.
PAN ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIĘ -
czarna siatka sukni na plecach zadrżała.
przejmujący chłód dancingowej sali.
teraz cały kurort pachnie tym romansem.
środa, 28 lipca 2010
WM przez duże W i duże M.
someone needs help/love?
(...)
poniedziałek, 26 lipca 2010
appendix 49. (w odpowiedzi na: http://mo-ment-o.blogspot.com/2010/07/stop.html)
STOP. trzeba mówić STOP. w odpowiednim momencie!
coma.
magnezu jak na lekarstwo drga powieka
drżą ręce
czerwone oczy świadczą o kolejnej nieprzespanej
lub przespanej niepoprawnie nocy
wciąż młotki piły i wiertarki harcują za oknem
nie da się żyć zwariuję jak nic wzdycha po raz tysiąc drugi i podnosi różowy kubek
z niemniej różowym uszkiem
TĘSKNI
dziwna ta tęsknota.
piątek, 23 lipca 2010
u.spokojenie.
jakby nigdy nic pomalowała paznokcie na kolor malw
wyłączyła niemiecką ciężkość brzmienia
napiła się coca-coli
i w końcu się uspokoiła
będzie dobrze
bo tak się wyśniło
bo wszystko na to wskazuje
bo huśtawka serca kołysze się na wietrze uczuć
bo drabina myśli wzbogaciła się o nowe szczebelki
i sięga Metafizyki
a sama Metafizyka to dobra znajoma...
przyszedł ten dzień znikąd.
znów w całym Krakowie ty.
środa, 21 lipca 2010
wypominki?
pamiętam zakurzone góry widziane z balkonu
pamiętam pokój najzimniejszy ze wszystkich
pamiętam śnieg który spadł pod koniec kwietnia późnym wieczorem
pamiętam czapkę-witkackę
pamiętam huśtawki nastrojów dla dzieci na podwórku
pamiętam rozrzedzone powietrze tylko tam takie
pamiętam zakopiański fri-stajl w pokoju na parterze
pamiętam wino na parapecie szklanki w szafie
pamiętam stado reklamówek i siatek pełzające po podłodze
pamiętam świątynię sztuki sąsiadującą ze świątynią podniebienia
pamiętam najdłuższą zapiekankę świata
pamiętam przekopywanie sklepów i koronkową bluzkę okazyjną
pamiętam miotłę i wiadro i dreptanie pod górę - już biały dom - już szkoła - już nie daleko
pamiętam spóźniający się autobus
pamiętam moje serce rozmiarów dobrze odżywionego słonia.
środek.
grzmiało -
napięcie musiało się w końcu rozładować
patrzę na świat przez okulary w kształcie serc
w środę. w środku serca siedzę.
wtorek, 20 lipca 2010
dzień zimny wtorek wieczór.
czas dobry na dobry dzień. noga lewa prawa na panele zimne w kolorze starego klonu
zręcznie imitującego prawdziwe drewno.
prysznic. wanna półokrągła jak obłoczek niedawnego niedokończonego snu.
śniadanie jak zwykle szybkie z czerwoną puszką coca-coli w tle.
precyzja makijażowania się precyzja kolczyków dodatków sznurówek.
7:35!
szybko kabel muzyka nowa na komórkę
do torebki
portfel
dokumenty
klucze
telefon
słuchawki
błyszczyk
zamykanie drzwi raz i dwa i trzy
winda ciasna pusta dziwna
znowu ktoś na dole pod drzwiami - znów podskoczyła ze strachu.
duszny autobus słuchawki badawcze babcie irokez czerwony
bezczelna zapałka na zakręcie
korek rondo
przesiadka na pięćdziesiątkę u wrót Kazimierza
pod bramą Kazimierza
na podbródku Kazimierza
sklepy na Starowiślnej
lewo - suknie ślubne - prawo dopalacze
wybór trudny acz skutki podobne.
praca
telefon ręka łokieć na stół woda
telefon cztery zdania
dziękuję. do widzenia.
miło miło miłość przez telefon prawie że.
koniec - zegarek się cieszy. papiery pozbierane.
myśli zebrane w sobie.
dokładnie 15 minut do autobusu.
Manson bardzo głośno że aż za
na uszach.
babcie znerwicowane odsuwają się od niej od jej brudnego spojrzenia.
od wykrzywionych ust w uśmiechu akrobacie do góry nogami.
autobus brudny i duszny. zardzewiały trzeszczący
wsiadł pan od ulotek z jazz fausta.
Faust towarzyszy Małgorzacie.
I want do disappear ryczy swoim uroczym głosem Manson.
za głośno na autobus. głęboko w uduszonej duszy.
tup tup tup przez rusztowanie
śliniące się uśmiechy robotników
tylko oni nie uciekają.
klucze kody twierdza zdobyta rzuciła się na łóżko.
kotlet zmielony dziewięćset razy na patelnię też się rzucił.
rzuciła spojrzenie w Internet
i serduszka kostkę w kawę
rzuciłeś obelgę w jej stronę
znów się spóźniła wczoraj wieczorem
jakiś niemiły On wyprzedził ją o myśl o dryg serca o milimetr rozszerzonej żrenicy
jakiś sztucznie obleśny On.
a dziś taki pozornie zwykły dzień.
poniedziałek, 19 lipca 2010
ambu.lans.
wtorek, 13 lipca 2010
existance.

(...)
dwie puszki po coli stoją na stole
- nie. nikogo nie było.
najpierw piło serce. potem rozumek.
świeczkę z ikei prawie całkiem zjadł płomień
czerwień się topi i pachnie owocowo
niedługo zostanie pusta szklaneczka
pusta jak ten wieczór
jak coś co czai się za moim uśmiechem
wszechsłyszalne dziś existance słyszane na nowo.
na nowo przefiltrowane przez skojarzenia
Nena nadaje znaczenia i przynależności (po raz kolejny)
existance należy do ciebie - ciebie nieobecnego
a jednak wypełniającego przestrzeń między tymi puszkami coli
świeczką w agonii
pudełkiem czekoladek
moim sercem i rozumem.
dwunastocentymetrowym obcasem.

C. C. b. B. !
poniedziałek, 12 lipca 2010
sercościsk.
- ohne dich
Mit dir bin ich auch allein
- ohne dich
Ohne dich zähl ich die Stunden
- ohne dich
Mit dir stehen die Sekunden
- lohne nicht
- ohne dich
tak to prawda
ciężko nie czuć się z tobą samotnym
- drogi Fauście
kradniesz nie tylko sen
podrzucając ochłapy samotnej bezsenności
chwile przewracania się w pościeli
lecz także sny
- katując je nienormalnymi wizjami
śmiertelną powagą
zimnym grobowym śmiechem twoich opętanych oczu
drogi Fauście
- twoja Małgorzata nie podniesie się z kolan
jeśli nie podasz jej ręki
skrzydła ciążą
ciągną w dół
odepnijmy je
i wreszcie bądźmy ludźmi
wciąż widma między nami
wciąż zimny obłoczek z ust
zamknięci w lodowatym piekle
czekamy
niedziela, 11 lipca 2010
sobota, 10 lipca 2010
tak.
tak - jestem zdecydowana
tak - zaryzykuję
tak - wytrzymam
tak - dam radę
tak - i nie zmienię zdania
tak - Ty.
facebook prawdę powie.
appendix 46.
czy to znowu _-_-_-_-_-_ o-n wygrał ze mną?
powiedz mi czy tak było?
powiedz mi że tak nie było...
piątek, 9 lipca 2010
dzisiaj.
dzisiaj dostałeś to - co świadczy o moim wyjątkowo kiepskim stanie
wobec twojej osoby.
dostałeś ode mnie moje łzy.
wymieszane z maskarą krwawią czarną miłością.
a ty lubisz ten kolor?
prawda?
lubisz. lubisz.
więc dostałeś dziś ode mnie najwięcej.
czarne łzy wypłakane nad twoim zdjęciem.
czwartek, 8 lipca 2010
Nena i niegrzeczny teledysk.
ty - patrzysz na mnie tak jakbyś widział mnie po raz pierwszy
(znów ten sam obrazek pojawia się w myśli)
ty - sercożerca
ja - serconośna
wiemy jak skończy się ten scenariusz:
dwa serca roztrzaskane o podłogę
dwa istnienia oddane dobrowolnie w niebyt
dwa zachwycenia zatrute swoimi własnymi uczuciami
ty - sercożerca
ja - serconośna
mimo to - pchasz mi się w ręce
mimo to - pcham ci się przed oczy
dwie istoty - nie mogące spać
dwoje ludzi trzymających języki za zębami
(żeby tylko nie "o jedno słowo za dużo")
więc tworzą paradoksy
grzeczne-niegrzeczne
ciepłe-chłodne
miłosne-nienawistne
przychylne-złośliwe
don't break my heart
and I won't break your heart-shaped glasses...
tylko nocą płacze się i wypuszcza obłoczek jednego/dwóch słów
tylko późną nocą ujawnia się to co w dzień nie ma prawa istnieć
wtorek, 6 lipca 2010
koka.
poniedziałek, 5 lipca 2010
excentrycy. excentrycy.
co ze sobą jakoś nie chcą związać się
i na wietrze rozwieszone
wietrzą się w przeciwną stronę
a dlaczego - kto to wie?
znowu wprowadza mnie pan w to kołysanie
unoszenie się na palcach ponad podłogą
a wstążki naszego życia przecież spotkać się nie mogą
związać nie potrafią linii swojego trzepotu
pan jest jak czarny irys smukły i gorący
zapomniałam że jestem kobietą
i słaba jestem.
zbyt słaba.
czy słabość wzbudza w panu litość czy pogardę?
niedziela, 4 lipca 2010
wow.
myśleć
rozmawiać
być
lubić
bardziej lubić
najbardziej lubić
popełniać błędu
babrać się uczuciami
babrać się w uczuciach
nazywać rzeczy ładniejszymi niż prawdziwe imionami
być spokojną o to że "będzie dobrze"
więcej patrzeć
widzieć
podziwiać
wzdychać
zachwycać się
roztapiać się
chwiać się na nogach
gubić oddechu
czuć czegokolwiek pozytywnego.
środa, 30 czerwca 2010
przywleczone z rynku podgórskiego.
tak zagrało radio
wpierając mi że mówi prawdę.
siedziałam obojętnie na jednej z ławek
nie chcąc wierzyć.
serce to tylko pompka tłocząca krew.
szalona maszyneria tłukąca się pod żebrem.
wtorek, 29 czerwca 2010
proszę, przyjdź.
jak śpiący na poduszce kot
chucha sobie w brzuszek i jest mu ciepło
i niczego nie potrzebuje więcej
wyjada krem czekoladowo-orzechowy ze słoiczka
i mruczy w swoim błogim rozmemłaniu
przyjdź i pogłaszcz je
słowem - choćby najgorszym
od ciebie przecież przyjmie każde
nawet od lodu zimniejsze
nawet ostrzejsze od szpilki
błagam przyjdź
pręży się na parapecie i miauczy
wypatruje świecącymi zielonymi ślepkami
pogłaszcz je
przyjdź
zostań
poniedziałek, 28 czerwca 2010
jump!
- tak to widzi p. Baudelaire maszerujący po mojej głowie w swoich dekadenckich butach.
chcę wyskoczyć z twojego okna - zanurzyć się w niemożliwym - p. Uroczy
chcę pójść za tobą jak ta nieszczęsna Kasia z Heilbronnu stworzona przez p. Kleista
p. Vega powiedziała mi dziś że jestem tylko małą niebieską smutną rzeczą zgubioną w twojej kieszeni - zaplątaną w twoje doskonałe palce
mała niebieska szklana kulka - zabierz mnie wszędzie gdzie ze chcesz
- a najlepiej do siebie - żebym mogła wyskoczyć z twojego okna, p. Uroczy
i być najbliżej ciebie bliżej nawet niż twoje splątane myśli i zadumane serce.
sobota, 26 czerwca 2010
klinika psychoromana.
odmieniam się przez przypadki
(ty także - jak najbardziej)
tęsknota skrapla się na szybie
serce pika - miarowo - wyjątkowo równo
każde słowo jest dobre
to raczej pozytywny stan
zarezerwowałam dla nas miejsce na dzisiejszą noc
w klinice psychoromana
loża vipowska?
nie - jakieś podcienia świadomości. wystarczą.
czwartek, 24 czerwca 2010
appendix 43.
tętni.
pika serce w kształcie poduszki.
uczucie ukłucie uwikłanie w sidła.
błogostan !
so light !
nie jadę windą
lepiej mieć całe ciało posiniaczone
i obolałe
- czuję że żyję !
ale jaką to różnicę tak naprawdę robi ?
ważne że dobrze jest.
ważne że cokolwiek czuć.
ważne że
- och !
środa, 23 czerwca 2010
w tle: patryk_t - sweet taste of death
świata bezbrzeżnej imaginacji - gdzie rzeczywistość głaszcze odkształceniem
gdzie obojętność jest różowa siedzi na parapecie nieba i macha nogami
gdzie metafizyka uderza dusznym zapachem palonej wanilii
zabierz mnie - choć raz
na wycieczkę? przechadzkę? przejażdżkę krętą linią nieświadomego
zarzucę na siebie szal halucynacji
przeskoczę przez tą rzekę którą płyną ci uwięzieni tu na zawsze
nie zamoczę ani czubka palca
wystarczy że ty masz mokre stopy
zabierz mnie tam ! a potem wyprowadź z powrotem - przez furtkę do normalności
po nitce zaznaczając ślad
do kłębka codziennej przewidywalności
nie stój bezczynnie w bramie - nie żegnaj się ze mną
chyba nie chcesz tam zostać ! proszę wróć
złap moją rękę choć prawie przeźroczystą się staje
więdnie na niecodziennym potrójnym słońcu
proszę nie wyciągaj nożyczek nie przecinaj wiązań świata
wróć ze mną
wróć ze mną
wróć ze mną
nie możemy przecież rozmawiać przez mur.
bałaganiarstwo uczuć jeden i jedna druga.
zapychając usta bułką
pije niemiłosiernie dużo ostatnio
- a i tak czuje się jakaś taka odwodniona.
denerwuje się kiedy playlista się skończy
i podskakuje jej serce kiedy słyszy to przeraźliwe
I CAN'T SLEEP UNTIL I DEVOUR YOU !
uzależniona od adrenaliny.
i nie lubi cię !
nie lubi cię za to że musi tyle o tobie myśleć
za to że nie może doczytać książki do końca bez zerknięcia
czego ostatnio słuchałeś.
co napisałeś.
co robisz.
gdzie jesteś.
i może przede wszystkim
JAK SIĘ CZUJESZ ?
i te okulary w kształcie serc tak bezustannie się z tobą kojarzą
nie zepsuje ci ich jeśli nie zepsujesz jej serca.
bo 'złamać' to za mało powiedziane.
toksyny.
mnóstwo toksyn.
od płuc do wątroby.
uważaj bo jak cię spotka to cię zje.
nawet gryźć nie będzie.
połknie w całości
w jednym kawałeczku
ciebie
- jak tą tajską mieszaninę ze słoika.
i wreszcie się nasyci
wtorek, 22 czerwca 2010
"tak chciałabym...
- zduszony jęk wydobył się z jej serca. przymrużone oczy niezdolne do płaczu zaświeciły się nieziemskim blaskiem. usta skrzywiły w bolesnym grymasie.
ukłucie w dołku - najdotkliwsze z możliwych.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
you and me and the devil makes three.

na wypolerowane fale rzeki
nie będzie patrzeć
jak jej świeca powoli gaśnie
nie będzie nawet wypatrywać
czy ktoś już wyłowił jej wianek
który naznaczony przeszłością Ofelii
ciągnie ku otchłani
musi zapomnieć kim była
musi nie myśleć kim jest
musi nie marzyć kim będzie



teraz liczy się Faust
appendix 41.
dwudziesty czerwca/dzwudziesty pierwszy czerwca dwa tysiące dziesięć.
nie dbam że jak to powiem to może się odmienić
w zuchwałej chwili pożądania nadałam tobie takie imię
że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę
niedziela, 20 czerwca 2010
oh !
METAFIZYCZNY SZCZĘKOŚCISK dalej trzyma.
miłość jest jak opium
głębokie zanurzenie
bez dni i bez nocy
zupełne oddalenie
I can't sleep until I devour you.
even if I don't want to
even when I cry - no! not this guy. not this time.
this cruel world we live in is putting you in my head and heart.
even when I say - it's enough! stop it!
it won't.
everything says: GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
perhaps I should. who knows?
this crazy world won't give me the answer.
even when I ask ten tousand times.
the answer is the same: SILENCE.
GET HIM. TAKE HIM. EAT HIM.
sobota, 19 czerwca 2010
jakżesz ja się uspokoję?
złamała mnie.
tyle za mną człapała próbując zgiąć moje kolana
czaiła się za krzakami obłędu by podstawić mi nogę
nocą zakradała się i żyletką marzeń sennych przycinała moje skrzydła.
udało się jej - płacz - zgrzytanie zębów - drgawki
delirium
udało jej się ! teraz śmieje się swoimi zębami z czarnych pereł
teraz poddaje w wątpliwość mój zdrowy rozsądek
mój leibnizowski optymizm
już nie wiem czy żyję na najlepszym z dostępnych światów.
skoro wszystko jest podwójne - nawet głupi kubek z rumiankiem
ma denko i górę - idealnie się uzupełniające.
TA SPOD CZWÓRKI ZNÓW WRZESZCZY! -
zaczną komentować sąsiedzi
TA CO NIE MA ZASŁON W OKNACH ZNÓW MIOTA SIĘ PO PODŁODZE...
- MNIE TO JEJ ŻAL...
- WARIATKA...
- CHORA...
- POMOC MOŻE JAKĄŚ...
- A CO SIĘ MIESZAĆ BĘDZIESZ NIE TWOJA SPRAWA...
- JA MAM DZIECKO MAŁE... SPAĆ...
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
znów wstają wracają ogromne olbrzymie żyjące przytomne.
a wiatr dmie szumi jak kłębek wełny w mojej głowie
się wije
wije się jak ja
na łóżku KTÓREGO TEŻ PRZECIEŻ NIE MAM!
na pojedynczej poduszce
z ust wypuszczając ciepły kłębuszek wieczornych myśli
głośno wypowiadanych
do lustra.
jedni piją do lustra.
ja gadam do lustra.
a przecież to ta sama - mroczna drug queen
neobarokowa diva
długaśnym językiem oplata i mnie i jego
jej wysokość nieśmiertelność nienawiść Samotność.
bijmy jej ukłony! oddajmy należną cześć! o, Samotności - zawiń nas w twe czarne koronkowe rękawiczki. otul zwiędłymi różami.
bo tylko tak dane jest nam poznać co czujemy
- na odległość kilku przecznic
siedmiu kilometrów z ogonkiem
wzdychać do swoich ścian
chodzić po ścianach
upajać się
ja - psychiką
on - ...
w gromach i w wichrze szaleje w mroku mdlejący i cichszy.
Wyspiański nie umie wyzwolić.
Witkacy nie umie nauczyć zapominać.
Kantor nie umie oswoić samotności.
Nena nie umie żyć.
czwartek, 17 czerwca 2010
621 upadek Neny?
love the drug I'm needing
got to keep this feeling
with the headlights burning
we're looking up for something
answers on the ceiling
watching out the windows
watch the way the wind blows
soon it will be morning
still the question lingers
I twist it round my fingers
could you be my calling?
see this winged boy falling
falling out of something
hits the drug I'm needing
arrows that he's turning
need to keep this feeling
slow drug in the morning
- PJ Harvey
a video inne (bo dlaczego niby nie?)
skoro przecież wszystko jest możliwe
wszystko da się zrobić
czytając dokładnie instrukcję obsługi.
środa, 16 czerwca 2010
ości samotności contra ości miłości.
jeszcze na domiar niedobrego elektrony
lepią się do mnie
przez eluce wysyłane.
po ścianach pełza samotne ustatkowanie
ustatkowienie - kiwać się na fali samotności
nie spaść
nie spać
ość miłości już dawno wbiła się w gardło
ty złamiesz mnie albo ja złamię ciebie
ale dalej tak milczeć tak zasklepiać się w tych swoich
małych kartonowych pudełeczkach
danger - solitude
danger - loneliness
wybuchnę może
może ty
trzy miesiące nieustannej walki o przetrwanie
ty czy ja
jakby to było takie istotne
jakby było się nad czym zastanawiać głowić
sercić?
bo w języku polskim powinno być jeszcze jedno słowo pomiędzy
LUBIĘ a KOCHAM.
wtorek, 15 czerwca 2010
tainted love.
znów zawahałam się
znów za długo myślałam
a rzecz prosta jest
PROSTA
jak drut jak myśl
a miłość to nie uczucie
proces chemiczny
uzależnienie narkotyk - pewnie nie gorszy od innych
niemyte dusze ! niemytymi duszami otoczeni -śmy. jeste -
poniedziałek, 14 czerwca 2010
appendix 40.
błagam tylko - zaufaj swojemu
bo przecież je masz
bo przecież wciąż je nosisz
bo przecież je widziałam... wtedy...
w ciemnym głuchym pokoju.
metempsychoza.
BUL BUL BÓL zadajesz sobie BÓL zadajesz mnie toniemy To Nie My choć kocie ruchy wskazywałyby na naszą obecność meow-meow prycham na dźwięki tego oszałamiającego kawałka substancji która zastępuje powietrze
PRYCHAM ! gdzie my idzie my gdzie ja ide ja gdzie ty idziesz? dokąd? pokąd pokątnie kryć się bo nie ma gdzie żyć bez ukrycia dla tego człowieka w którego duszę wszedłeś tak łatwo i bezboleśnie
żyły otworzyć jak książkę w strumieniach krwi wertować
ja nagle wciągnięta w twój wir w twój zwariowany tryb trybik świat światek pół-światek
zamazać siebie w tobie stopić się z tobą w jedną zdziwioną swoim istnieniem istotę istotną dla nas niesmaczną nieważną dla świata
absorbed into the fibre of your soul
T.C
drze się coś we mnie
rozdrażniona jestem
kręci mi się w głowie
i mam wszelkie możliwe objawy
Witkacy. metempsychoza. jak słowo daję.
sobota, 12 czerwca 2010
niezależność. radość życia. brak obsesji.
rozmowy podsłuchane na ruchomych schodach Galerii Krakowskiej
utwierdzają mnie w przekonaniu że do normalności
- nie tylko mnie -
ale i całemu temu (memu?!) światu bardzo jest daleko.
serce skacze jak opętane - od upału od muzyki przywołanej zza oceanu
(bo tam grał Franz Ferdinand - i u mnie też gra teraz)
konsumpcja - z jednej strony McDonald's
z drugiej KFC
jedynie Subway jeszcze jakoś mi odpowiada - pomimo tego, że za (w gruncie rzeczy normalną) kanapkę trzeba zapłacić około dziewięciu złotych.
teraz z resztą dieta: Z MIŁOŚCI I WODY
bo upał leje się z nieba strumieniem
(ach! jakże chciałabym teraz napisać że DESZCZ leje się z nieba strumieniem!)
bo żołądek zasuszył się i zasupłał
trochę też od ubiegło-weekendowej wódki - przyznaję się (choć i tego słowa i tego alkoholu nie lubię...)
szumi mi świat w uszach dzwoni zatyka porusza bębenki
kowadełko młoteczek
o trzecim się zapomina
kiedy wszystko dzieli się na dwa -
choć POWINNO na trzy...
w takim stanie nie dba się jednak o to co się powinno
myśli same lecą razem z upałem - w mojej głowie też z mózgu leci ukrop
rozwierca żyły - krew tryska
BAŁAGANI W MOICH BEBESZĄTKACH !
Stanisław znów mnie uratował - muszę wywołać jego zdjęcie
takie duże (a właściwie DUŻE) i zawiesić na ścianie
to chyba jedyny mężczyzna na którego dzisiaj jestem w stanie spojrzeć...
... choć może jest jeszcze jeden - który... C-E-N-Z-O-R-E-D !
ech!
środa, 9 czerwca 2010
jakby co to to.
przypomniał się Nenie Ionesco
poczytałaby... Gyubala Wahazara
Bunga po raz kolejny
lecz siedzi przy zamierzchłych teatrach
duch Julcia Osterwy lata po mieszkaniu
Schiller rozsiadł się pod oknem - duszno. nie ma miejsca.
Pronaszkowie coś by zmienili w dekoracjach mojego ja
CRICOT wesoły śmieje się z nich na raz
na dwa
na trzy
kultura - ruch - inni - komedia - etc.
życie jest proste - a to bardzo dobry wniosek
- dziękuję Gabo.
środa, 26 maja 2010
milczenie też może być wierszem.
postrefleksja po wczorajszej etiudo-wariacji na temat Gyubala Wahazara
autorstwa Jego Jedyności - Stanisława I. Witkiewicza to tylko tyle:
II DAMA: ciągle na kolanach, przekrzykując innych
Ja się zaczekam! Wnętrzności mi puchną od czekania! Tak wszystko się we mnie wypina i czeka, bez końca czeka. W piekle nie ma żadnych mąk. Tam tylko czekają. Piekło jest jedną wielką poczekalnią.
czwartek, 20 maja 2010
appendix 38.
Ophelia you must break the chain
Ophelia you know how to loose
but when will you learn to choose
those men who chose to stay ?
jestem uśmiechem kota z Krainy Czarów.
wracają wspomnienia - choć nigdy aż tak mokre
przemoczone i przemęczone.
Wisła się kurczy, wije się jak posypana solą dżdżownica
coraz mniej miejsca w niej mają Ofelie i Wandy
zaczyna się robić tłoczno
między warkoczami jednej a niebieskimi oczyma drugiej
kładę swoje niepasujące ciało
swoje bezczelnie rude bezczelnie krótkie włosy
czerwona szminka znaczy przepływające ryby.
znikam cała - pozostaje tylko uśmiech.
tak, Fauście, twoja Małgorzata na śmierć wydana
Twoja Małgorzata rzeką opętana
Twoja Małgorzata - dwa metry od Mostu D. otwartego dzisiaj
za ciasno w Wiśle
za ciasno w Krakowie
za ciasno w mżącym majowym powietrzu.
daj pić błękit... odeślij Mephista.
daj siebie mnie.
środa, 19 maja 2010
skoro go nie ma.
" chodzi po pokoju w takt muzyki z regularną mechanicznością; kroki wykonuje w ten sposób że naprzód ustawia stopę na obcasach a potem rytmicznie przenosi ją na podeszwę. Najwidoczniej myśli o czymś bezwolnie. Zaczyna nucić. Słowami wyśpiewuje tylko jedno zdanie pieśni: "jesteś wszystkich i niczyja". Wyśpiewuje je zawsze, ilekroć pojawia się ono w śpiewie patefonu... "
(T. Peiper - Skoro go nie ma z didaskaliów)a mnie nie ma. serce mnie boli.
miasto krew zalewa.
drogi pourywane.
coś pęka.
czwartek, 13 maja 2010
pogodno.
nie bój się deszczu bo ja jestem deszczem
co pada na twoje włosy i na twoje ręce
normalność dzwoni w uszach
choć wokół same dziwności
środa, 12 maja 2010
appendix 37.
błękit królewski
błękit paryski
błękit pruski
błękit Thénarda
błękit Turnbulla
chabrowy
kobaltowy
lapis-lazuli
lazurowy
modry
niebieski
siny
szafirowy
ultramaryna
turkusowy
i tak źle i tak niedobrze.
chodzi jakaś nieprzytomna
śpi krótko
nie je - a jeśli to bajgle w pośpiechu
między tramwajami
autobusem 185 i 158
na Kazimierzu Miodowej Gazowej
złe dni ciągną się jak karmel
niewyspana głodna i zła kolejny raz oszukuje siebie
BO WSZYSTKO JEST PO COŚ
GDYBY TAK NIE BYŁO JUŻ DAWNO BYM OSZALAŁA
teraz to takie naciągane...
piątek, 7 maja 2010
appendix 36.
American Watercolor Movement - Hotel Rzeszów is Gone
teraz i to nabiera nowego znaczenia
nadawanie znaczeń i nazw to jej ulubiona zabawa
gorzej kiedy nie potrafi zdefiniować pewnych rozchwiań
rozwichrzeń
ogoliła dziś tył głowy
mniej kłopotów
lżej
dobrze jest jak jest - teraz to rozumie
"Jezu, jak się cieszę"
kiedy deszcz wlewa się do rozpadających się trampek
za 5 dolarów kiedyś w hipermarkecie
i tak mi jakoś dobrze
kiedy serce kołysze się to w prawo to w lewo
to na czarnym
to na białym
zatrzymuje się tramwaj życia
tak mi jakoś miękko
i tak mi jakoś przyjemnie
i tak mi jakoś majowo
Kraków się przeze mnie przelewa
i płacze deszczem
ale to dobry deszcz
to dobry deszcz
bo nie uciekamy od niego.
środa, 5 maja 2010
appendix 35.
i ona też przychodzi - z koszykiem jabłek
jak w raju
błędne koło
stuka stopą o linoleum w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej
ćśśś! tu mózgi parują
smarują się smarem łącza wiedzy
a Ty tu o nieistotności bytu rzeczywistego
"źródłem pisarza jest to czego się wstydzi"
(Jolanta Stefko Diablak)
niedziela, 2 maja 2010
czwartek, 29 kwietnia 2010
appendix 34.
a Diablak Jolanty Stefko jest o mnie.
o mnie jest.
monodram.
środa, 28 kwietnia 2010
jak.
wciąż gram. wciąż oddycham.
nocami się duszę i opadam na krwistą pościel.
rankiem zawieszam sny na radiowej antenie.
czuję się jak pies którego pan zostawił samotnie w lesie.
schnę po deszczu. już nie rosnę.
wciąż mam trochę nadziei w puszce zwanej "małą rzygowinką".
Jean Cocteau był opiumistą
- on też? on też. on też!
jest. był. nie będę.
czuję się jak jeż który mleko z miseczki kociej wypija.
duszkiem. duszą
co zostanie
zawsze mi tu dają jak co zostanie.
twarda klawiatura w Auditorium Maximum nie rozumie.
czuje się jak gołąb na stacji PKP z przypaloną nogą. z naderwanym skrzydłem.
ale jak kto zapyta to fajnie jest
to
a jak kto powie że nie to go w mordę !
i kto się odważy ująć za gardło tą małą... tlącą się... ?
wtorek, 27 kwietnia 2010
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
dwadzieścia jeden.
1. skomplikowanych ja
2. skomplikowanych związków
3. sercoświatów
4. chmur na krakowskim niebie
5. obdrapanych bram Kazimierza
6. postów na blogu dawno już
7. milionów słów wypowiedzianych
8. urodzin od początku
9. wiosen od urodzenia
10. początków końców
11. gnić
12. szaleńczych radości
13. zaburzeń oddechu
14. schodów na Gołębniku
15. setek dni w mieście Kraka
16. spacerów w deszczu
17. maleńkich żółtych kwiatów
18. pylących topoli na Krupniczej
19. tramwajów nr 15
20. piosenek chill i nie chill
21. miliardów sekund w ulotnym notesie wieczności do wykorzystania według własnego uznania.
Amen.
środa, 21 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
to mi nie.
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się
kiedy
zaczynam
zaczynam
zaczynam zaczynam
zaczynam zaczynam zaczynam
kiedy
zaczynam
zaczynam
zaczynam zaczynam
zaczynam zaczynam zaczynam
Kiedy męczę się kiedy męczę się
kiedy męczę się kiedy męczę
męczę się
to samo od nowa, to słabość chwilowa
kolejny raz dzisiaj tobą męczę się
Dopadam
dopadam
dopadam dopadam
dopadam dopadam dopadam
kiedy
dopadam
dopadam
dopadam dopadam
dopadam dopadam dopadam
Kiedy
to minie to minie
to minie to minie
to minie to minie
to minie
kiedy
to minie
to minie
to minie to minie
to minie to minie to minie
zaczynam
dopada
to minie
to słabość chwilowa!
o!
o!
o!
by móc nim oddychać
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
appendix 33.
głupi facebook.
glupi Internet.
niejasne relacje.
niejasna Rabka.
kropka.
kropka.
kropka.
dot.
dot.
dot.
i the cardigans.
niedziela, 18 kwietnia 2010
I need some fine wine and you need to be nicer.
(krzyk bezwiedny już nawet nie rozpaczy tylko dezorientacji)
sobota, 17 kwietnia 2010
"no no muszę powiedzieć że takich kolegów jak ten to ja lubię."
w wodzie źródlanej, zdrojowej utopiłam świadomość
PIEKIEŁKO płonie
pali żołądek
bezsens jest
ale mniej odczuwalny
czekam znów i znów i znów
czwartek, 15 kwietnia 2010
Rabkolandia.
to chyba że jest mi tu piekielnie dobrze
właśnie - piekielnie dobrze... góry parują, psy szczekają, sztuka się spotwarza.
niby niczego nie brak, niby nawet Internet jest - usłużny jak zawsze - pozwala się wygadać
wylać
rozlać
rozciapciać.
ale?
ale co można robić całymi dniami
nocami
kiedy mówi się trzy zdania na scenie
kiedy gra się z pustym żołądkiem
bo brakło
brakuje
wybrakło.
3:22 minuty do wyłączenia komputera w celu zaktualizowania systemu czy Bóg wie czego?
Bóg pewnie nie wie.
- bo w końcu jest tu PIEKIELNIE dobrze.
środa, 7 kwietnia 2010
appendix 31. (na odjezdne)
jeden z moich ulubionych filmów Barfuss czyli Leila i Nick plus piosenka Dido Don't leave home.
(u.śmiecham się)
appendix 30.
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
Nadmiar piękna oddech zapiera
Cudowny bezczas jak zakochanie
Tu rozpoznało się przeznaczenie
Mężczyzna i młoda kobieta
Wódka za wódką głowa w dymie
Alkohol leje się strumieniem
I nagle dzwonek cisza dzwonek
Jedyny w swym rodzaju moment
Czarna Madonna Czarny Anioł
Za każdym razem ten sam dreszcz
Jedna jedyna w swym rodzaju
Niedościgniona złodziejka serc
Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
W sobotę ciągnie się na Rynek
Do Loży mocno utajnionej
Każdy marzy by na zapleczu
Być chociaż raz przez moment
Wódka za wódką głowa w dymie
Alkohol leje się strumieniem
I nagle dzwonek cisza dzwonek
Jedyny w swym rodzaju moment
Czarna Madonna Czarny Anioł
Za każdym razem ten sam dreszcz
Jedna jedyna w swym rodzaju
Niedościgniona złodziejka serc
Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
przypomina mi się klub Studio i skacząca podłoga i czarno-czerwone ściany (jak w Live podobno) i pogo sercowe radosne - PRZERAŻONE !
tylko zamknę oczy
zrobię jak chcesz
STRACH
udaję cały czas
tak niezwykle rzadko chce mi się śmiać
STRACH
jeżeli to coś da
fantastyczny pomysł na życie mam
STRACH
ty dobrą radę masz
Sugerujesz "nie" chcę zrobić "tak"
STRACH
przez wielką dziurę w drzwiach
publikuję wszystko - zobacz to ja
STRACH
po cichu wpadam w złość
już nie mogę dłużej patrzeć i stać
STRACH
i znowu szukam słów
by wykrzyczeć wszystko "nie lubię was"
STRACH
wtorek, 6 kwietnia 2010
and all that jazz !
why don't we paint the town?
dzisiaj z podmiejskiego przywożę w głowie trochę bardziej ambitną muzykę
pomijając motywy z Moulin Rouge zahaczam o Chicago i cały ten jazz
Chris Botti towarzyszy ale bez słów
mam wrażenie że stolica Polski przenosi się z dnia na dzień gdzie indziej
na przystanek przyszły dwie panie wyglądające indentycznie
potem jeszcze jedna - tęższa - większa
neon na sklepie pokazał 6,5 stopni Celsjusza
w radiu Złote Przeboje Oddział Zamknięty Obudź się
kierowca ten co zwykle
chyba już mnie pamięta
bo ostatnio jeżdżę
w rytm Odjazdów Basi Stępniak-Wilk
z wielkim napisem wymalowanym na tęczówkach BOJĘ SIĘ
jutro przeszurane perony
przetuptane wagony
przesiedziane przedziały
2,5 godziny do bezgranicy
i tramwaj
podobno są przestrzenie między nami
urojone ujarane me kochanie
przestrzenie pokonam
15 tramwajem
uruchamiam pozaziemskie przyciąganie ciał
-
Fisz kłamie
do rzeczy, Neno, ad rem
wrócisz nie raz
zostaniesz też nie raz
POCZEKASZ
tysiąc pięćset sto razy
660 960 000 przeżytych sekund
ukłon i do zobaczenia
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
stryszaki i jazz.
chętnych do przeprowadzki do mojego mieszkania
pogryziona przez myszy Powieść za 3 grosze Bertolda Brechta
dramat socrealistyczny Matka Maksyma Gorkiego
niebieski czajnik
tabliczka z biblioteki z napisem dotyczącym gromadzkiego punktu komitetu ludowego
(czy coś w tym stylu)
monidło (zawsze bałam się tego słowa)
zepsute budziki
no i maszyna do szycia - a właściwie jej piękne nóżki
a jazz różny różniasty w tle
taki
albo
taki
albo
taki
ten ostatni najbardziej dziś w moim humorze !
sobota, 3 kwietnia 2010
sobota, 27 marca 2010
appendix 28.
Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.
Międzynarodowy Dzień Teatru
z Jagiellońskiej
z Placu św. Ducha
z Gazowej
z Gzymsików
z os. Szkolnego
z os. Teatralnego
z Karmelickiej
z Szewskiej
z al. Zygmunta Krasińskiego
z Rynku Głównego
ze św. Tomasza
ze Skarbowej
i wielu innym:
pełnych sal
dobrych repertuarów
świetnych aktorów
pomysłowych reżyserów
zgranych ekip
i wszystkiego co do funkcjonowania im potrzebne
życzę.
a wszystkim wrażliwym teatralnie: pieniędzy na bilety i radości ze spotkań z artystami (nie tylko w budynkach teatralnych)
piątek, 26 marca 2010
wiosennie banalny sercoskurcz.
po dwóch weekendach nieodbieranych telefonów
MłodaNowaPolska na Stolarskiej
bez pieniędzy przy oknie
jakiś Pan zagląda do środka i patrzy na mnie
a mi pachnie Moschino Glamour - to włoskie - letnie - zakochane
bo przy sprzątaniu znalazłam jeszcze odrobinkę
myślałam że nogi mi się zaplotą i runę na bruk
w śmiercionośnych musztardowych szpilkach
(bo reszta butów w krakowskiej szafie to kozaki)
- na Małym Rynku zobaczyłam JANA KLATĘ
wzniosłam się o sto pięter ponad swoje ja
- wiosennie banalny sercoskurcz znów dał się odczuć
- miły.
ech.
wtorek, 23 marca 2010
niedziela, 21 marca 2010
blue lips. blue veins.
ja miałam ten komfort że mogłam odejść.

pani serce świeci na czerwono !
- tak jak twoje. dokładnie tak jak twoje.
sobota, 20 marca 2010
ą!
jesteś jak chiński urzędnik państwowy
co stemplem odmowy zniweczył mój plan
jesteś jak ojciec co niedzielnym szpondrem
obdzielił wszystkich po równo, prócz mnie
jesteś handlarzem co jabłko z robakiem
i w sińcach mi wcisnął na targu
jesteś rosyjską znachorką
co złych ziół mieszanką wpędziła w chorobę
jesteś napadem szaleństwa chwilowym
co zdarza się w jednej z tych sekund przed snem
jestem wnętrzności rozstrojem
i przykrym migotem zastawek
powieką co drży
jesteś tą nutą z najniższych rejestrów
co wwierca się w umysł głęboko
krwią co wzburzona z impetem uderza potwornym
w mej żyły falochron
a co jeśli to ja?
może mnie nie rozpoznałeś?
a co jeśli to ja?
dźwigam sens którego łakniesz?
zagłusza mnie znów miejski gwar,
czytaj z ust...
a co jeśli to mnie wyglądałeś?
a dzisiaj...
Kraków.
Wiosna.
Tramwaj.
HEY.
Złote kolczyki.
Pendrive z bananami.
a wczoraj...
Kraków sześćdziesiąty ósmy
evviva l'arte / niech sczezną artyści
ból serca pod salą w PWST ( dlaczego teatrologia?! )
i pierwszy dzień wiosny przeniesiony na piątek
i alergia na Plantach
i ciągle więcej miejsc
Senacka 11
i dobrze !
wtorek, 16 marca 2010
komentarze pod zdjęciem z planu na naszej-klasie.
(...)
śliczna młoda dziewczyna o ciemnych oczach
cudnie nieidealnie upiętych blond włosach
i głosie słodszym niż miód zapytała przed sekundą:
"przepraszam, gdzie pani kupiła te buty, bo tak bardzo mi się podobają?"
i uśmiechnęła się tak bezradnie i tak uroczo...
(...)
takiej kariery chcę. kariery życia przypadkowego.
kariery dziwności. kariery człowieka nieznanego - a jednak zaczepianego.
nie tylko dlatego że JEST SŁAWNY.
Panie, Panowie - Kraków performuje !
piątek, 12 marca 2010
słuchało się...
dziś w STUDIO
Nena pierwszy raz tej prawie-wiosny w trampkach
po śniegu biega
po chodnikach krakowskich - brązowych szkaradnych skacze
w koszulce ALL IS FULL OF LOVE bo all IS full of love
wywoływanie wiosny z przedwiośnia zaśnieżonego
tajemne rytuały
strusie pióro
bunt dwudziestolatek
przy shishy oglądanie starych teledysków myslovitz
i Rojek taki młody - ze śmieszną grzywką
i jakość video niezbyt dobra
tort urodzinowy Ani z zielonymi listkami
bezlitosne 20 lat!
tylko w piosenkach takie piękne i idealne
dekadencja ma wiele odsłon i wymiarów...
czwartek, 11 marca 2010
stopniały śnieg w butach.
moczy włosy tym co przeklinają noc
kulko
kulko droga ma
szczypto cukru co się klei dna
mój głos odbija się od pustych ścian
a to jest miejsce gdzie zasypiam sama
w łóżku wielkim jak supermarkety
błagam na kolanach wpuść mnie wpuść
do jezyka
do roztwartych ust
wpuść mnie
na wieki
pod powieki twoje
zamiast internetu
zamiast telewizji
pod powieki twoje
sama dziś
niewiele wiem
niewiele powiem
niewiele napiszę
dzień ochydny (przez 'ce ha')?
- pyta z ironicznym uśmiechem Staś
spuszczam powietrze z płuc
czuję się jak wypluta
wyzwolona z trzewi jakiegoś ogromnego potwora
lecz jednak wypluta - więc nie wolna
monstrualna bebechowatość istnienia
ty też wiedziałeś co to strach
wtedy we wsi Jeziory
wiedziałeś...
wtorek, 9 marca 2010
nadświadomość.
fajka wodna
przymglone oczy
zaćmienie mózgu
kołatanie przedsionków
degrengolada myśli
napływ słów
ubytek siły
ciężkość głowy
nerwowość palców
ból mięśni
nieograniczona niczym tęskność uciekająca z dymem
piosenka kultu sprzed lat
magicznie wspomniana
dziwnie przywołana
niepodobna do rzeczywistości
krakowski wieczór ja cudzy komputer wielki pan internet
nudzi mnie Kraków dzisiaj... boli mnie Kraków...
niedziela, 7 marca 2010
appendix 25. do wczoraj
sobota, 6 marca 2010
kosmos!
zwykły
normalny
przeciętny
wieczór
sto(s) tematów i trzy świeczki różnych długości
tym samym pozbawianie ludzi światła
teatr (bardzo dużo teatru) i dramaty co-dzienne
choć może bardziej komedie (jeśli nie tragifarsy)
jedno jest pewne DZIWNOŚĆ ISTNIENIA istnieje (sic!)
jakoś specyficznie istnieje w niebieskim do bólu (ale tego który się lubi) ad remie
do rzeczy, Nena, do rzeczy
tu nie ma nic trudnego
trudne życie jest nudne - gorsze od Twojego
nawet kiedy potykasz się na schodach
nawet kiedy brakuje Ci na chleb
nawet kiedy podrabiasz bilety mpk
Twoje życie nie jest gorsze od innych żyć
lepsze też nie - jest tak samo (nie)zwykłe
i to (chyba) jego cały urok.
podmiejski znów zaskoczył - dobrze że nie muzyką!
podmiejski zdyszany i zasapany
zasypany też - bo śniegiem
ale pełen myśli - tym razem głośnych
(nie wiem które lepsze?)
i o kotach homoseksualistach też coś było.
piątek, 5 marca 2010
gołębi niepokój.
materac rzucony na podłogę
i zdjęcia gołębi robione jak co roku
bo gołębie to temat fascynujący
to trochę się boję
bo...
jak tak sobie pomyślę że za niedługo mnie to czeka
te windy klatki schodowe
zimne ciemne drzwi antywłamaniowe do mieszkania
to trochę się boję
bo...
i jak tak sobie pomyślę o tym równo wykoszonym trawniku
z ławkami
i o balkonach pełnych plotek
to trochę się boję
bo...
nie będę miała okna naprzeciwko.
czwartek, 4 marca 2010
appendix 24.
echo omawianej dziś wyprawy Stasia i Bronia
do Australii w czerwcu 1914 roku
echo murzyńskiej czerwono-brązowej skóry
"która musi palić żywym ogniem chyba!" - według Stasia.
...i o kolorach dzikiej wyzwalającej instynkty puszczy też trochę będzie.
bzik teatralno-pkp'owski
nigdy się nie kończą
nieskończenie długie dżdżownice
w deszczu
śniegu
piachu
zamykam oczy w pociągu i słyszę
stukot kół
szmer gazet i (iście) kobiecych czasopism
oddechy wydechy kaszlnięcia ludzkie
siedzenia w kolorze palonej cegły
szeleszczą gdy się poruszę
grzejnik dławi spalonym kurzem
okno - niezaparowane
pisać się nie da
a jednak pociąg to jedna z najlepszych awangardowych scen świata.
a Nena czeka i wysiaduje.












