środa, 26 maja 2010

appendix 39.



i tak to mniej więcej jest.

milczenie też może być wierszem.

tym razem jednak cisza przekracza granice wytrzymałości

postrefleksja po wczorajszej etiudo-wariacji na temat Gyubala Wahazara
autorstwa Jego Jedyności - Stanisława I. Witkiewicza to tylko tyle:

II DAMA: ciągle na kolanach, przekrzykując innych
Ja się zaczekam! Wnętrzności mi puchną od czekania! Tak wszystko się we mnie wypina i czeka, bez końca czeka. W piekle nie ma żadnych mąk. Tam tylko czekają. Piekło jest jedną wielką poczekalnią.

czwartek, 20 maja 2010

appendix 38.



Ophelia your secret is safe
Ophelia you must break the chain
Ophelia you know how to loose
but when will you learn to choose
those men who chose to stay ?

jestem uśmiechem kota z Krainy Czarów.

morze możliwości rozlewa się przede mną.
wracają wspomnienia - choć nigdy aż tak mokre
przemoczone i przemęczone.

Wisła się kurczy, wije się jak posypana solą dżdżownica
coraz mniej miejsca w niej mają Ofelie i Wandy
zaczyna się robić tłoczno
między warkoczami jednej a niebieskimi oczyma drugiej
kładę swoje niepasujące ciało
swoje bezczelnie rude bezczelnie krótkie włosy
czerwona szminka znaczy przepływające ryby.
znikam cała - pozostaje tylko uśmiech.
tak, Fauście, twoja Małgorzata na śmierć wydana
Twoja Małgorzata rzeką opętana
Twoja Małgorzata - dwa metry od Mostu D. otwartego dzisiaj
za ciasno w Wiśle
za ciasno w Krakowie
za ciasno w mżącym majowym powietrzu.
daj pić błękit... odeślij Mephista.
daj siebie mnie.

środa, 19 maja 2010

skoro go nie ma.

" chodzi po pokoju w takt muzyki z regularną mechanicznością; kroki wykonuje w ten sposób że naprzód ustawia stopę na obcasach a potem rytmicznie przenosi ją na podeszwę. Najwidoczniej myśli o czymś bezwolnie. Zaczyna nucić. Słowami wyśpiewuje tylko jedno zdanie pieśni: "jesteś wszystkich i niczyja". Wyśpiewuje je zawsze, ilekroć pojawia się ono w śpiewie patefonu... "
(T. Peiper - Skoro go nie ma z didaskaliów)

a mnie nie ma. serce mnie boli.
miasto krew zalewa.
drogi pourywane.
coś pęka.

czwartek, 13 maja 2010

pogodno.

ta pogoda rodzi nadziejoniepokoje
nie bój się deszczu bo ja jestem deszczem
co pada na twoje włosy i na twoje ręce
normalność dzwoni w uszach
choć wokół same dziwności

środa, 12 maja 2010

appendix 37.

atramentowy
błękit królewski
błękit paryski
błękit pruski
błękit Thénarda
błękit Turnbulla
chabrowy
kobaltowy
lapis-lazuli
lazurowy
modry
niebieski
siny
szafirowy
ultramaryna
turkusowy

turmalin !

i tak źle i tak niedobrze.

złe dni dla Neny nastały
chodzi jakaś nieprzytomna
śpi krótko
nie je - a jeśli to bajgle w pośpiechu
między tramwajami
autobusem 185 i 158
na Kazimierzu Miodowej Gazowej
złe dni ciągną się jak karmel
niewyspana głodna i zła kolejny raz oszukuje siebie
BO WSZYSTKO JEST PO COŚ
GDYBY TAK NIE BYŁO JUŻ DAWNO BYM OSZALAŁA
teraz to takie naciągane...

piątek, 7 maja 2010

appendix 36.

Nena słucha
American Watercolor Movement - Hotel Rzeszów is Gone
teraz i to nabiera nowego znaczenia
nadawanie znaczeń i nazw to jej ulubiona zabawa
gorzej kiedy nie potrafi zdefiniować pewnych rozchwiań
rozwichrzeń

ogoliła dziś tył głowy
mniej kłopotów
lżej
dobrze jest jak jest - teraz to rozumie

"Jezu, jak się cieszę"

tak mi jakoś dobrze lekko
kiedy deszcz wlewa się do rozpadających się trampek
za 5 dolarów kiedyś w hipermarkecie
i tak mi jakoś dobrze
kiedy serce kołysze się to w prawo to w lewo
to na czarnym
to na białym
zatrzymuje się tramwaj życia
tak mi jakoś miękko
i tak mi jakoś przyjemnie
i tak mi jakoś majowo
Kraków się przeze mnie przelewa
i płacze deszczem
ale to dobry deszcz
to dobry deszcz
bo nie uciekamy od niego.

środa, 5 maja 2010

appendix 35.

maj przyszedł i się nie pytał czy ktoś chce żeby przychodził.
i ona też przychodzi - z koszykiem jabłek
jak w raju
błędne koło
stuka stopą o linoleum w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej
ćśśś! tu mózgi parują
smarują się smarem łącza wiedzy
a Ty tu o nieistotności bytu rzeczywistego

"źródłem pisarza jest to czego się wstydzi"

"I potem autobusem brudnym i zakurzonym. I potem na małym dworcu brudnym i zaśmieconym gdy czekałam na pociąg chodzili z ankietami w związku z przystąpieniem polski do unii amerykańskiej z towarzystwa przyjaciół zwierząt czy małpa pochodzi od człowieka jesteś za a nawet przeciw i potem znowu ankieterzy w pociągu brudnym i zardzewiałym tym razem z towarzystwa przyjaźni ludzko-boskiej pierwsze pytanie czy wierzysz w boga pytanie drugie co bóg robi w tej chwili jeden z ankieterów – ten o twarzy Chrystusa właśnie zdjętego z krzyża zapytał czy w czasie kiedy będę wypełniała ankietę może zapalić wprawdzie to jest przedział dla niepalących a palenie powoduje według ministerstwa niezdrowia i nieopieki społecznej raka ale lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach lepiej umrzeć na raka niż na krzyżu wie to z własnego doświadczenia zaprawdę zaprawdę powiadam wam a ja mu na to że owszem zapalić może lecz nie tu ale na korytarzu zawsze gdy mnie ktoś zapyta czy może zapalić odpowiadam że nie chociaż zazwyczaj nie pytają palą ryż każdego dnia palą paryż pal licho cel pal napalę na wasze groby w poszukiwaniu utraconego papierosa papieros znaleziony w wannie tybetańska księga papierosów drogocenna skarbnica wytwornych papierosów mistycy i palacze tybetu fenomenologia papierosa krytyka czystego papierosa świat jako papieros i zapalniczka o poczuciu tragiczności palenia i jeszcze że nie będę wypełniała żadnych ankiet on że może mi podpowiedzieć jeśli nie wiem która odpowiedź jest prawidłowa ja że jestem zajęta czytam a on co – jeśli można zapytać – czytam gazetę książkę ja że czytam za świat on aha i zniknął bowiem pojawił się konduktor pooooproszę bilety do kontroli znudzony i senny zapewne właśnie śniło mu się że jest konduktorem który sprawdza bilety nudzi się i rozmyśla głęboko nad tym co będzie jutro na śniadanie to co zawsze już od trzydziestu lat małżeństwa budzi się i bardzo żałuje że nawet sny ma w szarym kolorze bez niestety pornografii i już go nie będzie w tym zdaniu. W przedziale zapadła przyjemna cisza. Lecz nie na długo..."


(Jolanta Stefko Diablak)

niedziela, 2 maja 2010

witaj maj !

czasu mało mam zapełniam muzyką
toxic

czwartek, 29 kwietnia 2010

appendix 34.

marnuję te siedem milionów godzin.
a Diablak Jolanty Stefko jest o mnie.
o mnie jest.
monodram.

środa, 28 kwietnia 2010

chilli wyzwala.

taka piosenka z tekstem.
don't you need somebody to love?!
muszę znaleźć.

jak.

jak rozjechany jeż nocą na autostradzie się czuję.
wciąż gram. wciąż oddycham.
nocami się duszę i opadam na krwistą pościel.
rankiem zawieszam sny na radiowej antenie.
czuję się jak pies którego pan zostawił samotnie w lesie.
schnę po deszczu. już nie rosnę.
wciąż mam trochę nadziei w puszce zwanej "małą rzygowinką".
Jean Cocteau był opiumistą
- on też? on też. on też!
jest. był. nie będę.
czuję się jak jeż który mleko z miseczki kociej wypija.
duszkiem. duszą
co zostanie
zawsze mi tu dają jak co zostanie.
twarda klawiatura w Auditorium Maximum nie rozumie.
czuje się jak gołąb na stacji PKP z przypaloną nogą. z naderwanym skrzydłem.
ale jak kto zapyta to fajnie jest
to
a jak kto powie że nie to go w mordę !
i kto się odważy ująć za gardło tą małą... tlącą się... ?

wtorek, 27 kwietnia 2010

zdziwieniesiętak !

... a jednak się kręci.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

dwadzieścia jeden.

dwadzieścia jeden:

1. skomplikowanych ja
2. skomplikowanych związków
3. sercoświatów
4. chmur na krakowskim niebie
5. obdrapanych bram Kazimierza
6. postów na blogu dawno już
7. milionów słów wypowiedzianych
8. urodzin od początku
9. wiosen od urodzenia
10. początków końców
11. gnić
12. szaleńczych radości
13. zaburzeń oddechu
14. schodów na Gołębniku
15. setek dni w mieście Kraka
16. spacerów w deszczu
17. maleńkich żółtych kwiatów
18. pylących topoli na Krupniczej
19. tramwajów nr 15
20. piosenek chill i nie chill
21. miliardów sekund w ulotnym notesie wieczności do wykorzystania według własnego uznania.

Amen.

środa, 21 kwietnia 2010

wtorek, 20 kwietnia 2010

to mi nie.

męczę się kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się kiedy
męczę sie kiedy
męczę się

kiedy
zaczynam
zaczynam
zaczynam zaczynam
zaczynam zaczynam zaczynam
kiedy
zaczynam
zaczynam
zaczynam zaczynam
zaczynam zaczynam zaczynam

Kiedy męczę się kiedy męczę się
kiedy męczę się kiedy męczę

to słabość chwilowa, zaczynam od nowa, nie mogę wytrzymać kiedy męczysz mnie!
męczę się
to samo od nowa, to słabość chwilowa
kolejny raz dzisiaj tobą męczę się

Dopadam
dopadam
dopadam dopadam
dopadam dopadam dopadam
kiedy
dopadam
dopadam
dopadam dopadam
dopadam dopadam dopadam

Kiedy
to minie to minie
to minie to minie
to minie to minie
to minie
kiedy
to minie
to minie
to minie to minie
to minie to minie to minie

Kiedy dopada od nowa
zaczynam
dopada
to minie
to słabość chwilowa!

o!
o!
o!

to powietrze jest zbyt ciężkie
by móc nim oddychać

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

appendix 33.

facebook mnie straszy - nie przypuszczałam że facebook może tak straszyć !
głupi facebook.
glupi Internet.
niejasne relacje.
niejasna Rabka.
kropka.
kropka.
kropka.
dot.
dot.
dot.

i the cardigans.

niedziela, 18 kwietnia 2010

appendix 32.

t u r m a l i n
och! och!

I need some fine wine and you need to be nicer.

nie rozumiem !

(krzyk bezwiedny już nawet nie rozpaczy tylko dezorientacji)

sobota, 17 kwietnia 2010

"no no muszę powiedzieć że takich kolegów jak ten to ja lubię."

wyprałam w Rabce własny mózg
w wodzie źródlanej, zdrojowej utopiłam świadomość
PIEKIEŁKO płonie
pali żołądek
bezsens jest
ale mniej odczuwalny
czekam znów i znów i znów

czwartek, 15 kwietnia 2010

Rabkolandia.

co można napisać, gdy za 5 minut wyłączy się komputer?
to chyba że jest mi tu piekielnie dobrze
właśnie - piekielnie dobrze... góry parują, psy szczekają, sztuka się spotwarza.
niby niczego nie brak, niby nawet Internet jest - usłużny jak zawsze - pozwala się wygadać
wylać
rozlać
rozciapciać.

ale?

ale co można robić całymi dniami
nocami
kiedy mówi się trzy zdania na scenie
kiedy gra się z pustym żołądkiem
bo brakło
brakuje
wybrakło.

3:22 minuty do wyłączenia komputera w celu zaktualizowania systemu czy Bóg wie czego?
Bóg pewnie nie wie.
- bo w końcu jest tu PIEKIELNIE dobrze.

środa, 7 kwietnia 2010

appendix 31. (na odjezdne)

jeden z moich ulubionych filmów Barfuss czyli Leila i Nick plus piosenka Dido Don't leave home.

(u.śmiecham się)

appendix 30.

Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
Nadmiar piękna oddech zapiera
Cudowny bezczas jak zakochanie
Tu rozpoznało się przeznaczenie
Mężczyzna i młoda kobieta
Wódka za wódką głowa w dymie
Alkohol leje się strumieniem
I nagle dzwonek cisza dzwonek
Jedyny w swym rodzaju moment
Czarna Madonna Czarny Anioł
Za każdym razem ten sam dreszcz
Jedna jedyna w swym rodzaju
Niedościgniona złodziejka serc
Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem
W sobotę ciągnie się na Rynek
Do Loży mocno utajnionej
Każdy marzy by na zapleczu
Być chociaż raz przez moment
Wódka za wódką głowa w dymie
Alkohol leje się strumieniem
I nagle dzwonek cisza dzwonek
Jedyny w swym rodzaju moment
Czarna Madonna Czarny Anioł
Za każdym razem ten sam dreszcz
Jedna jedyna w swym rodzaju
Niedościgniona złodziejka serc
Ocean wolnego czasu
Kraków Kraków Kraków Kraków
Jak rtęć w rozbitym termometrze
Bez nocy zawsze tuż nad ranem


dobrze tam być.
tam rozpoznaje się nadznaczenie.
i bohema wciąż żywa.
jak nigdzie.
i miasto wszystko wybacza.

przypomina mi się klub Studio i skacząca podłoga i czarno-czerwone ściany (jak w Live podobno) i pogo sercowe radosne - PRZERAŻONE !




tylko zamknę oczy

zrobię jak chcesz

STRACH

udaję cały czas

tak niezwykle rzadko chce mi się śmiać

STRACH

jeżeli to coś da

fantastyczny pomysł na życie mam

STRACH

ty dobrą radę masz

Sugerujesz "nie" chcę zrobić "tak"

STRACH

przez wielką dziurę w drzwiach

publikuję wszystko - zobacz to ja

STRACH

po cichu wpadam w złość

już nie mogę dłużej patrzeć i stać

STRACH

i znowu szukam słów

by wykrzyczeć wszystko "nie lubię was"

STRACH

wtorek, 6 kwietnia 2010

and all that jazz !

come on babe
why don't we paint the town?

dzisiaj z podmiejskiego przywożę w głowie trochę bardziej ambitną muzykę
pomijając motywy z Moulin Rouge zahaczam o Chicago i cały ten jazz
Chris Botti towarzyszy ale bez słów

mam wrażenie że stolica Polski przenosi się z dnia na dzień gdzie indziej

na przystanek przyszły dwie panie wyglądające indentycznie
potem jeszcze jedna - tęższa - większa
neon na sklepie pokazał 6,5 stopni Celsjusza
w radiu Złote Przeboje Oddział Zamknięty Obudź się

kierowca ten co zwykle
chyba już mnie pamięta
bo ostatnio jeżdżę
w rytm Odjazdów Basi Stępniak-Wilk
z wielkim napisem wymalowanym na tęczówkach BOJĘ SIĘ

jutro przeszurane perony
przetuptane wagony
przesiedziane przedziały
2,5 godziny do bezgranicy
i tramwaj
podobno są przestrzenie między nami
urojone ujarane me kochanie
przestrzenie pokonam
15 tramwajem
uruchamiam pozaziemskie przyciąganie ciał
-
Fisz kłamie

do rzeczy, Neno, ad rem
wrócisz nie raz
zostaniesz też nie raz
POCZEKASZ
tysiąc pięćset sto razy
660 960 000 przeżytych sekund

ukłon i do zobaczenia

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

appendix 29.

muzy-kot-era-pia w duszy rozdźwięczyła się Zero 7
in the waiting line
end theme
destiny

.

stryszaki i jazz.

u Babci na strychu znalazłam połowę rzeczy
chętnych do przeprowadzki do mojego mieszkania
pogryziona przez myszy Powieść za 3 grosze Bertolda Brechta
dramat socrealistyczny Matka Maksyma Gorkiego
niebieski czajnik
tabliczka z biblioteki z napisem dotyczącym gromadzkiego punktu komitetu ludowego
(czy coś w tym stylu)
monidło (zawsze bałam się tego słowa)
zepsute budziki
no i maszyna do szycia - a właściwie jej piękne nóżki

a jazz różny różniasty w tle
taki
albo
taki
albo
taki

ten ostatni najbardziej dziś w moim humorze !

doo uap
doo uap
doo uap

sobota, 3 kwietnia 2010

zamiast życzeń.

co dla zmysłów niepojęte
niech dopełni wiara w nas...

sobota, 27 marca 2010

appendix 28.



Amelii wolno żyć marzeniami i zamykać się w sobie.
Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia.

Międzynarodowy Dzień Teatru

tym
z Jagiellońskiej
z Placu św. Ducha
z Gazowej
z Gzymsików
z os. Szkolnego
z os. Teatralnego
z Karmelickiej
z Szewskiej
z al. Zygmunta Krasińskiego
z Rynku Głównego
ze św. Tomasza
ze Skarbowej
i wielu innym:
pełnych sal
dobrych repertuarów
świetnych aktorów
pomysłowych reżyserów
zgranych ekip
i wszystkiego co do funkcjonowania im potrzebne
życzę.

a wszystkim wrażliwym teatralnie: pieniędzy na bilety i radości ze spotkań z artystami (nie tylko w budynkach teatralnych)

piątek, 26 marca 2010

wiosennie banalny sercoskurcz.

dawno oczekiwane spotkanie
po dwóch weekendach nieodbieranych telefonów
MłodaNowaPolska na Stolarskiej
bez pieniędzy przy oknie
jakiś Pan zagląda do środka i patrzy na mnie
a mi pachnie Moschino Glamour - to włoskie - letnie - zakochane
bo przy sprzątaniu znalazłam jeszcze odrobinkę

myślałam że nogi mi się zaplotą i runę na bruk
w śmiercionośnych musztardowych szpilkach
(bo reszta butów w krakowskiej szafie to kozaki)
- na Małym Rynku zobaczyłam JANA KLATĘ
wzniosłam się o sto pięter ponad swoje ja
- wiosennie banalny sercoskurcz znów dał się odczuć
- miły.

choć tak inny...
ech.


wtorek, 23 marca 2010

nie mogę się pozbierać
nie mogę się ogarnąć
chodzę niepozbierana
i nieogarnięta

ale za to na 5 centymetrowych obcasach

chic! / sic!

wiosna dusi
wiosna kusi
nic
mi
się
nie
chce.

niedziela, 21 marca 2010

blue lips. blue veins.

zanim wiosna przyszła padał przedwiosenny deszcz a w tym deszczu zjawiła się przed moimi oczyma pewna pani. przyjrzałam się jej dokładnie. patrzyłam na swoje odbicie w jej brzuchu. oddychałyśmy razem. ona moim oddechem. ja swoim - ciężkim - naturalnym. gaszonym deszczem. krople kapały na chodnik z rudej grzywki. ona - hermetycznie zamknięta - ona nie zna deszczu. nie pozna. niebieska - ja czerwona. w sukience - ja w spodniach. blond (niczym Marilyn) - ja ruda (coś w stylu Tori Amos, może?). nieruchoma - ja też nieruchoma.

ja miałam ten komfort że mogłam odejść.


- pani żyje za szybko / za szybką !
pani serce świeci na czerwono !

- tak jak twoje. dokładnie tak jak twoje.

odpowiedziała?!

sobota, 20 marca 2010

ą!

hey - chiński urzędnik państwowy


jesteś jak chiński urzędnik państwowy
co stemplem odmowy zniweczył mój plan
jesteś jak ojciec co niedzielnym szpondrem
obdzielił wszystkich po równo, prócz mnie
jesteś handlarzem co jabłko z robakiem
i w sińcach mi wcisnął na targu
jesteś rosyjską znachorką
co złych ziół mieszanką wpędziła w chorobę
jesteś napadem szaleństwa chwilowym
co zdarza się w jednej z tych sekund przed snem
jestem wnętrzności rozstrojem
i przykrym migotem zastawek
powieką co drży
jesteś tą nutą z najniższych rejestrów
co wwierca się w umysł głęboko
krwią co wzburzona z impetem uderza potwornym
w mej żyły falochron

a co jeśli to ja?
może mnie nie rozpoznałeś?
a co jeśli to ja?
dźwigam sens którego łakniesz?
zagłusza mnie znów miejski gwar,
czytaj z ust...
a co jeśli to mnie wyglądałeś?

a dzisiaj...

Kraków.

Wiosna.

Tramwaj.

HEY.

Złote kolczyki.

Pendrive z bananami.

a wczoraj...

Kraków sześćdziesiąty ósmy

evviva l'arte / niech sczezną artyści

ból serca pod salą w PWST ( dlaczego teatrologia?! )

i pierwszy dzień wiosny przeniesiony na piątek

i alergia na Plantach

i ciągle więcej miejsc

Senacka 11

i dobrze !

wtorek, 16 marca 2010

komentarze pod zdjęciem z planu na naszej-klasie.

tylko teraz nie jestem pewna czy chcę TEJ kariery.

(...)

śliczna młoda dziewczyna o ciemnych oczach
cudnie nieidealnie upiętych blond włosach
i głosie słodszym niż miód zapytała przed sekundą:
"przepraszam, gdzie pani kupiła te buty, bo tak bardzo mi się podobają?"
i uśmiechnęła się tak bezradnie i tak uroczo...

(...)

takiej kariery chcę. kariery życia przypadkowego.
kariery dziwności. kariery człowieka nieznanego - a jednak zaczepianego.
nie tylko dlatego że JEST SŁAWNY.

appendix 27. (więc wyjątkowy)


Ja mam dynamit wypełniony miłością !
Ja mam dynamit !
trzy !
dwa !
jeden !
pal !

Panie, Panowie - Kraków performuje !

wielka sztu !


po nitce do ...


odbierasztukę ?


czasem wyżej sięga ...


art'boxing day .


sztukontaktujesz?


spacery w deszczu
mają bardzo pozytywne skutki.

piątek, 12 marca 2010

appendix 26.

rozumek mówi:
- Nena idź już na obiad.

(i tyle)

słuchało się...

bunt dwudziestolatki
dziś w STUDIO
Nena pierwszy raz tej prawie-wiosny w trampkach
po śniegu biega
po chodnikach krakowskich - brązowych szkaradnych skacze
w koszulce ALL IS FULL OF LOVE bo all IS full of love
wywoływanie wiosny z przedwiośnia zaśnieżonego
tajemne rytuały
strusie pióro

bunt dwudziestolatek
przy shishy oglądanie starych teledysków myslovitz
i Rojek taki młody - ze śmieszną grzywką
i jakość video niezbyt dobra
tort urodzinowy Ani z zielonymi listkami
bezlitosne 20 lat!
tylko w piosenkach takie piękne i idealne

dekadencja ma wiele odsłon i wymiarów...

czwartek, 11 marca 2010

stopniały śnieg w butach.

biegnę do ciebie deszczem co
moczy włosy tym co przeklinają noc
kulko
kulko droga ma
szczypto cukru co się klei dna
mój głos odbija się od pustych ścian
a to jest miejsce gdzie zasypiam sama
w łóżku wielkim jak supermarkety
błagam na kolanach wpuść mnie wpuść
do jezyka
do roztwartych ust
wpuść mnie
na wieki
pod powieki twoje
zamiast internetu
zamiast telewizji
pod powieki twoje

(pan Fisz)

sama dziś
niewiele wiem
niewiele powiem
niewiele napiszę
dzień ochydny (przez 'ce ha')?
- pyta z ironicznym uśmiechem Staś
spuszczam powietrze z płuc
czuję się jak wypluta
wyzwolona z trzewi jakiegoś ogromnego potwora
lecz jednak wypluta - więc nie wolna
monstrualna bebechowatość istnienia
ty też wiedziałeś co to strach
wtedy we wsi Jeziory
wiedziałeś...

wtorek, 9 marca 2010

nadświadomość.

fajka wodna

przymglone oczy

zaćmienie mózgu

kołatanie przedsionków

degrengolada myśli

napływ słów

ubytek siły

ciężkość głowy

nerwowość palców

ból mięśni

nieograniczona niczym tęskność uciekająca z dymem

piosenka kultu sprzed lat

magicznie wspomniana

dziwnie przywołana

niepodobna do rzeczywistości

krakowski wieczór ja cudzy komputer wielki pan internet

nudzi mnie Kraków dzisiaj... boli mnie Kraków...

niedziela, 7 marca 2010

appendix 25. do wczoraj

jeśli nie masz bejsbolowej pałki - noś z sobą zawsze bezpieczne zapałki.



(śmiech)

sobota, 6 marca 2010

kosmos!

na świeżo i na żywo

zwykły
normalny
przeciętny


wieczór

sto(s) tematów i trzy świeczki różnych długości
tym samym pozbawianie ludzi światła
teatr (bardzo dużo teatru) i dramaty co-dzienne
choć może bardziej komedie (jeśli nie tragifarsy)
jedno jest pewne DZIWNOŚĆ ISTNIENIA istnieje (sic!)
jakoś specyficznie istnieje w niebieskim do bólu (ale tego który się lubi) ad remie

do rzeczy, Nena, do rzeczy
tu nie ma nic trudnego
trudne życie jest nudne - gorsze od Twojego
nawet kiedy potykasz się na schodach
nawet kiedy brakuje Ci na chleb
nawet kiedy podrabiasz bilety mpk
Twoje życie nie jest gorsze od innych żyć
lepsze też nie - jest tak samo (nie)zwykłe
i to (chyba) jego cały urok.

podmiejski znów zaskoczył - dobrze że nie muzyką!
podmiejski zdyszany i zasapany
zasypany też - bo śniegiem
ale pełen myśli - tym razem głośnych
(nie wiem które lepsze?)

i o kotach homoseksualistach też coś było.

piątek, 5 marca 2010

gołębi niepokój.

jak tak sobie pomyślę że wkrótce mnie to czeka
materac rzucony na podłogę
i zdjęcia gołębi robione jak co roku
bo gołębie to temat fascynujący
to trochę się boję
bo...
jak tak sobie pomyślę że za niedługo mnie to czeka
te windy klatki schodowe
zimne ciemne drzwi antywłamaniowe do mieszkania
to trochę się boję
bo...
i jak tak sobie pomyślę o tym równo wykoszonym trawniku
z ławkami
i o balkonach pełnych plotek
to trochę się boję
bo...
nie będę miała okna naprzeciwko.

czwartek, 4 marca 2010

appendix 24.

w tle ciągle bzik tropikalny
echo omawianej dziś wyprawy Stasia i Bronia
do Australii w czerwcu 1914 roku
echo murzyńskiej czerwono-brązowej skóry
"która musi palić żywym ogniem chyba!" - według Stasia.
...i o kolorach dzikiej wyzwalającej instynkty puszczy też trochę będzie.


bzik teatralno-pkp'owski

tory się krzyżują
nigdy się nie kończą
nieskończenie długie dżdżownice
w deszczu
śniegu
piachu

zamykam oczy w pociągu i słyszę
stukot kół
szmer gazet i (iście) kobiecych czasopism
oddechy wydechy kaszlnięcia ludzkie

siedzenia w kolorze palonej cegły
szeleszczą gdy się poruszę
grzejnik dławi spalonym kurzem
okno - niezaparowane
pisać się nie da

a jednak pociąg to jedna z najlepszych awangardowych scen świata.
a Nena czeka i wysiaduje.

środa, 3 marca 2010

teatr.

tęsknię za sceną.
jestem po "sonacie b" wg Witkasiewicza w PWST
i znów skurcz przebiegł przez twarz że jestem po drugiej stronie barkady.
aktor-traktor...

niedziela, 28 lutego 2010

guilty nabiera nowego znaczenia.

siedzę w turkusowej bluzce - tej samej co wczoraj
dlatego bo pachnie dymem papierosów z ad remu
gdyby pachniała innym dymem nie ubrałabym jej drugi raz.
dym z ad remu to duch. duch-sza. dusza.
is it a sin? is it a crime?
za godzinę w tejże bluzce wsiądę do pociągu
relacji dworców głównych
i wspomnę podmiejski - pod tym mostem dobrze się myśli
lovin' you dear like I do
przejdę się wagonem znajdę swoje miejsce
i kogoś urazi dym papierosów z ad remu
a ja pomyślę
if it's a crime then I'm guilty
ale jedyne przestępstwo to moje myśli i marzenia dzienne
freudyzmy?! (sic!)
guilty of lovin' you

sobota, 27 lutego 2010

appendix (za przeproszeniem) 23.

przepraszam - musiałam:

(...)

z każdą chwilą rodzi się
duszy zgiełk
niepojęty krzyk
włos się jeży, w serce głęboko
wnika wstyd
szukam cienia

klamka zapadła, mówią mi
rzecz dokonana, jesteś z nim
tak po prostu
a może to był błąd
czy to na pewno on
alfa, omega moich snów
sama nie wiem

uśmiech losu
czy też banalny żart

odpowiedzi brak
niepewności fale
napędza pytań wiatr

coraz więcej


lawa, którą palisz mnie
magiczna siła, boję się
droga albo drogi dwie
z tobą, bez ciebie
która z nich lepsza ?

ne(n)oeklektyzm.

zapiszę się dziś na śmierć!
szaleje mi tętno, szaleje ciśnienie
(po trzech sobotnich kawach?
czy przy lutowej dwudziestce siódemce?)
autobus z zepsutymi drzwiami zajechał pod piekarnię
i wsiadłam sama jedna jedyna ja
3,20 studencki
na pieniądze nie przeliczę myśli z dworca podmiejskiego
jakaś nienormalność i paranoidella wkradła się w mój mózg
wpiła się zębami
do rzeczy.
ad rem.
i stoliki z maszyn SINGER
też takie będę miała i ściany turkusowe
niebieskie... niebieskie... niebieskie... nie-bies-kie - czyli, że nie od diabła
to jaki diabeł mnie nimi katuje?! jaki pytam...
a tu
If it's a crime...
i para siedząca na jednym krześle
w dwie osoby na jednym ! (też mnie to zdziwiło)
para... para ócz. para ócz-uć. bieskich.

między domem na górce a ad remem
(a dokładnie odwrotnie)
złapała mnie piosenka "twoja lawa"
wiem że nawet mi (której wszystko wybaczyć się da)
nawet trzeci kolczyk w uchu i tęczowy żyrandol Gypsy Leitmotiv
takiego kiczu jak ta piosenka zespołu sixteen chyba nie.
i skąd mi się to wzięło
ze słów ze snów znów
przesilenie wiosenne jest w stanie
(i co ważniejsze - robi to !)
łączyć przeróżne (nie tylko) rzeczy
Amelię z piosenką z 1996 roku
Kraków z Rzeszowem
przyklejając kałużami przystanki
podskakujące w autobusie serce
w połowie drogi do domu
przebi(j)śniegi i TVN.

nie. więcej nie powiem !
lodówka i
mam nowy plan.

... a idę tak jakbym po lodzie cienkim szła.

czwartek, 25 lutego 2010

porque te vas.

"Majka" odcinek 38.
Nena w Kliszy.

hoy en mi ventana brilla el sol
y el corazon
se pone triste contemplando la ciudad
porque te vas
junto a la estacion hoy ilorare igual que un nino
bajo la penumbra de un farol
(dzisiaj w moim oknie błyszczy słońce
i serce
smuci się kontemplując miasto
ponieważ odchodzisz
na stacji będę płakała jak dziecko
w cieniu latarni)

appendix 22.

z Poświatowskiej do Pawlikowskiej wrócić
jak rok temu czuć [...]

Wciąż rozmyślasz.
Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...

Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku.

wtorek, 23 lutego 2010

słowo!

a smak słów od ciebie
to cierpkie jeżyny
i kwaśna młoda pomarańcza
turlam się metafizycznie
zawieszona ponad niebiem
w niebieskim kokonie.

piątek, 19 lutego 2010

disco time.

fisz
&
witkacy
&
czerwona sukienka
=
ja teraz !

disco disco in my head
disco disco in my heart

kolor MEXICAN MINT 4

czwartek, 18 lutego 2010

Krakovianka !

powoli zmierzam do swojej czterościennej samotności do kwadratu ... i dobrze mi z tym ! :)

środa, 10 lutego 2010

appendix 21.

zalewa mnie głupota.

zgrzyty.

a jednak wszystko jest beznadziejne.
jakby nie patrzeć jakby nie mierzyć i nie przykładać
beznadziejność rozpełzła się i rozpleniła.
ogarnęła Wawel z którego do Wisły spadają
biedne Wandy które chciały Niemców
ale oni ich nie chcieli.
Kopiec Kościuszki okazał się wulkanem
i brudną beznadziejnością zalał całą okolicę.
Tramwaj nr 15 rozwozi posiłki - babcie rozpychające się łokciami
dziadziów którzy nie pamiętają do czego służy mydło
młodzież! która NIC nie pamięta.

Heiner stanął pod Sukiennicami i pyta: DO YOU REMEMBER?
Hejnał zastąpiono nagraniem z taśmy
a na kamienicy u wylotu Grodzkiej zawieszono baner: NO I DON'T.

a na Krupniczej remont trwa... od 1000 lat - ten sam balkon Julii
wciąż w remoncie
Romeo to robotnik przy betoniarce
zamawiający pizzę w Prego.
a Wyspiański próbuje wiązać czasy wszystkie
antyk - powstanie listopadowe - klub Cudowne Lata PRL na Garncarskiej - skoki Małysza.
beznadziejność dotknęła Księcia Złomnego - który krzyczy: NIE BĘDĘ WYSTĘPOWAĆ W REKLAMIE !
- CEUTA - CEUTA - CEUTA.
Miciński babrze się w demonologii - ale rezygnuje widząc że takich jak on jest więcej.
Witkiewicz po raz tysięczny umiera
ale z jego śmierci rodzi się PATRIOTYZM - swym samobójstwem powstrzymał Armię Czerwoną
NIECH ŻYJE! NIECH ŻYJE! zdają się krzyczeć roznegliżowane nastolatki - zapominając, że on już umarł
pod szpitalem na skrzyżowaniu
w bramie na Szewskiej tam gdzie pani sprzedaje szaliki.
Nena nie zdała egzaminu.

sobota, 30 stycznia 2010

słuchając lady pank.

przyszłam się uczyć do biblioteki...
a ja? co robię?
ach tak, zapominam...

niedziela, 24 stycznia 2010

rozedrgało się.

siedzi w Migrenie i pije herbatę z malinowym
tzn. herbata dopiero się zaparza
a
serce Nenuszki
już
drga łopocze tłucze o klatkę piersiową
a ona się cieszy że znów czuje je w takim stanie.
ostatnie kropelki soku wpadły czerwonym światłem do kubka
tak rytmicznie jak bije jej serce
szybko
pa dam pa dam pa dam.
- jak dobrze jest CZUĆ. bicie serca przypomina że jest się wśród żywych.

niezależnie od tego co będzie.
Nena żyje. jej serce odlicza czas.
maszynka do kochania ...

sobota, 23 stycznia 2010

pączkowanie.

na Wawel mknie Nena - bo to składzik jej myśli
i uczuć
myśli o uczuciach.
tych zamyśleń pełny jest biały balon
latający nad Wawelem
NIE CHCE SPAĆ CHCE KOCHAĆ !
o wakacjach myśli
o obietnicach spotkań
spojrzeń sprawdzianów
mierzenia zakochania miarką Krakowa.

TĘSKNI! tak obsesyjnie. beznadziejnie rozpaczając uśmiechem.
i coś w niej wzbiera i wybucha raz po raz
krwawi śniegiem na parapecie
mrozi kafelkami pieca
Kopcem Kościuszki dymi!

taka pełnia księżycowa - taka pełnia uczucia - meta i fizyka.
dwutysięczny siódmy !
dwudziesty siódmy.
dwudziesty siódmy Kraków. i każde inne miasto.
27
27
27 !

sobota, 16 stycznia 2010

ye ye ye !

albo oszalałam
albo to sms'y oszalały !

piątek, 15 stycznia 2010

appendix 20. - kalambury.

(już mi lepiej)

cały ten zgiełk spłynął po mnie jak po kaczuszce
takiej gumowej z wanny
z mojego nowego jeszcze nie kupionego mieszkania
na Podgórzu na al. Pokoju na Grzegórzkach Azorach
szukam jak piesek swojej budy
hau ... smętne i zimowe
serce skostniało i pęka to prawdziwa udręka
garnierem z klonem smaruję dłonie mając nadzieję że to nawilżenie przeniknie do środka
tam w okolice płuc wątroby i innych bebechów
gdzieś tam się wciśnie podleje tą spierzchniętą glebę
i może mi nawet co tam wyrośnie? jakaś Miłość czy Tęsknotka-kotka
na gorącej patelni mojej czaszki
która płonie ognisto-rudym irokezem (tworem dzisiejszym)
takiego ramienia mi trzeba męskiego
nawet nie całego człowieka tylko właśnie ramienia
żebym mogła sobie na nim głowę położyć bo poduszka mi się już znudziła
od dzieciństwa
takie ramię mieć to by było coś prawie jak flaming z flo za 250 zł
który musi zamieszkać ze mną prędzej czy później
ramię męskie... dla wsparcia i bezpieczeństwa
nierozumne nienarzucające się niemęskie ((?) w jakimś sensie)
takie ramię i już bym się uśmiechnęła
ramię w marynarce można wziąć ze sobą do teatru albo na bankiet
na przystanku się sprawdzi a i do plecaka zmieści obok kosmetyków i bielizny
ramię poda śniadanie do łóżka i przykryje kocykiem
ech, jakby w promocji dołączyli jeszcze 'resztę' normalnego człowieka
i wyposażyli jego mózg i serce (hm, dlaczego w tej kolejności?) w to w co (wg mnie) powinny być wyposażone... kupiłabym je! nawet za 250 zł jak
flaminga z flo.

trt trt! TWÓJ PROBLEM TO NIE MÓJ PROBLEM.

nie ładnie ustalać coś za moimi plecami
coś dotyczące nie tylko
w ułamku
części
ćwiartce
ale CAŁEJ mnie

i oczekiwać jeszcze że wydam siebie
na jakieś pseudo-"zbawienie"

zgnilizna
podła zgnilizna to wszystko
a zeschłej plugawej powierzchni
nie chcę mi się już nawet zdzierać
aby dostać się do wnętrza czystego
zdolnego do CZYNU

zabieram więc SIEBIE ze sobą i cokolwiek byś mi teraz powiedział nie zamierzam się dzielić na kawałki w szczególności przed tobą któryś nawet odwagi nie miał powiedzieć mi w twarz!




nie tracę nic
nie tracę ani kawałeczka nie dając ani kawałeczka z siebie
zmuszonej na stanie przez sądem
szyderców
kłamców
przez niedomówienia pogłoski i słyszadła

nienawiść zazwyczaj była mi obca...

piątek, 1 stycznia 2010

whatever

bez pytania zabrał mi wszystko jeden w serce strzał

zmusić serce do bicia
wrócić wreszcie do życia
...

wtorek, 29 grudnia 2009

appendix 19. (b. muzyczny)

kwintet dęty i uśmiechnięte oczęta Nenowe zielone aż do bólu!

how much more can my heart take?

słucha Smolika
bo podobno muzyka zagłusza myśli.
więc głucho w jej głowie
i w sercu cicho-sza.
tik tak
zegar.

niedziela, 27 grudnia 2009

appendix 18.

taki jeden niebieski migdał w głowie.
kogo Ty Neno oszukujesz?
argh!

sobota, 26 grudnia 2009

no title

Blue lips,
Blue veins.
Blue,
The color of our planet from far, far away.
Blue lips,
Blue veins.
Blue,
The color of our planet from far, far away.
Blue,
The most human color.
Blue,
The most human color.
Blue,
The most human color...
Blue lips,
Blue veins.
Blue,
The color of our planet from far, far away.

nie byłabym Neną
gdybym tego nie napisała
(w końcu?)

wtorek, 22 grudnia 2009

Wesołych Świąt!

dziś ubieram choinkę. dopiero wynurzyłam się z objęć choróbska.
a i tak jego macki ściągają mnie pod kołdrę wieczorami.
a w radio Last Christmas - milion skojarzonych wspomnień.

fru!
dégringolade of my thoughts.


WESOŁYCH
ŚWIĄT.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

appendix 17.

cały świat kręci się wokół Neny
bo 'swoją' "BrzydUlę" kończy
a w "Majce" statystuje

o czym w środku dnia potrafię snić
nie pytaj mnie
gdy wśród przechodniów nagle staję zamiast iść
nie pytaj mnie
czuję że sama sobie tego nie zmyśliłam
kolejnej z dróg szukając znów
czuję jak w moim sercu rodzi się nadzieja
kolejna już
kolejna z dróg

paranoidelle?



this is no ordinary love.

mimo tego że z większości prac przed- i przy-świątecznych
z racji pogorszenia stanu zdrowia
jestem zwolniona
nie wiem czy napiszę jeszcze COŚ przed Świętami.
ta choroba to czas podsumowań
na które w bąbelkach szampańskiego Sylwestra
i tak nigdy nie znajduję czasu.
poucinałam pewne sprawy
podomykałam klamki
cośtam mnie ominęło
coś było naddane
ale w bałaganie szuflad w moim sercu jest wreszcie miejsce
na jeszcze coś
na SIŁĘ DO DZIAŁANIA
i wiem że może to głupie (ba! napewno takie się wyda większości)
(ale Nena ma taką przypadłość że o 'większość' nie dba...)
ale z końcem historii "BrzydUli"
kończy się moja
ja nie mam z góry ustalonego scenariusza
a i tak idziemy z Ulką łeb w łeb
co w życiu to na ekranie u Brzyduli
co na ekranie to w życiu u Neny
ja muszę złapać swoją ostatnią okruszynę szansy w łapki
i COŚ z nią zrobić...
bo ostatni odcinek już we wtorek...
a mój? pewnie potrwa tylko do końca Świąt
a później znów wystrzelimy w świat


sobota, 19 grudnia 2009

T.U i ad rem

Ty nie wiesz co to znaczy KRAKÓW.
Ty tylko wiesz że jedziesz pociągiem w jedno z tych innych miejsc
mieszkasz tam
studiujesz
bawisz się
Ty nie wiesz co to znaczy KRAKÓW.
dla Ciebie to zwykłe siedzenie w ciepłych przedziałach
i wielki napis Kraków Główny po kilku już godzinach jazdy
Twoja noga nie stała w KRAKOWIE ni minuty.

TY NIE WIESZ CO TO ZNACZY KRAKÓW!

a wczoraj zrobiło się tak bohemistycznie
tak duszno krakowsko
w ad remie.
filozofia dreszczy i kominka
metafizyka wzorkowanych czajniczków
wariactwo zwyczajne
i normalni wariaci

no i początki mojej choroby -
pseudogrypy czy poważnego przeziębienia
czy zapalenia tchawicy
(i dlatego statystowanie mnie ominie...)
i dlatego tak mną trzęsło
w tym w gruncie rzeczy ciepłym miejscu.


cieszę się że mogłam zasmakować wczoraj tego wszystkiego.

daleko idący i miażdżący wniosek który przyszedł po wczorajszym: BŁĘKIT KRÓLEWSKI dalej przyprawia mnie o trzepotanie rzęs. i mruczenie. (uśmiech + ciepłe zadziwienie)

sobota, 12 grudnia 2009

appendix 16.

być może okrutna tak bardzo jak głupia.
schizofreniczna żółć krakovska przelała się we mnie.
a ja taka jestem i będę - chełbia wasza wlań świecąca!

wykłady ucz[uci]om.

panel dyskusyjny Witkacy. Transhumancja. cz. I już za Neną.
spotkanie z Piotrem Cieplakiem też.
no i Grzegorza Jarzyny Między nami dobrze jest wczorajszowieczorowe.

z panelu zapamiętała swój śmiech i wyszukane wulgaryzmy Stanisława cytowane raz po raz przez prowadzących.
ze spotkania z Cieplakiem że nie chciał aby Król umiera, czyli ceremonie były jedynie metafizycznym pitu-pitu.
z Między nami dobrze jest - wszystko.

wykłady, ach te wykłady... i ta wybiórcza pamięć ludzka.



Smoleńsk - trochę inne wykłady. metafizyka mnie dotyka.
... i oddam cię tam gdzie nie sięga pamięć

niedziela, 6 grudnia 2009

nie będę ciebie kochać i już.

znów peronowe życie
dworzec
tor
wagon
przedział
podział
płuca przytknięte do kolan
kolana zmęczone siedzeniem
myśli wyprane rozmazane zaokniem
Lady Nevermore is back to Krakov.


nie będę ciebie kochać i już.

czwartek, 3 grudnia 2009

appendix 15.

ta moja praca
o muzyce
kiedyś bardzo dobrze oceniona
wczoraj bardzo mi pomogła
bo dziś - jest dziś
czyli nie-wiadomo-jak.

musique

Czym jest? Wszechmocą, niezastąpionym towarzyszem, cieniem rzucanym przez życie, codziennym cudem. Można wesprzeć nią skrzywione myśli, wyprostować pogięty świat, wyswobodzić się z afektów i wyposażyć w prawdziwe uczucia... Dla mnie, jednak, muzyka to siła do śpiewania ulubionych piosenek, będąc przez trzy godziny wciśniętą w koncertową barierkę. Innym razem to mistyczne doznania niesione przez pieśni sakralne; przez Mszą a-moll Elsnera, Dies Irae Mozarta, Ave Maria Aiblingera... wykonywane przez stu dwudziestu znajomych chórzystów i orkiestrantów. To pieczęć na sercu położona przez rzewne Charlie Charlie nucone marcową nocą w niewielkiej podkarpackiej mieścinie. To również samotność i udręka, długi zimny październik ze smooth jazzem. Norah Jones, Katie Melua, Basia Trzetrzelewska i Matt Bianco – jedyni świadkowie mojej corocznej jesiennej depresji. To oni „prowadzą terapię”. Pozwalają przejść przez most smutków na koniec tęczy, gdzie zaczyna się ta najpiękniejsza, wiosenna radość. Muzyka to niejednoznaczność gestów, niecodzienność słów, świętość! Nieskazitelne piękno – gdy kołysze mnie tak delikatnie sennym głosem wokalistki Husky... Nade wszystko jednak, dźwięk trąbki przejmujący, przeszywający, przewiercający serce, kiedy ktoś gra Ciszę, co nie żałobą, lecz wyznaniem się staje pod wpływem jego oddechu.

Coś jest w trąbce... Odkrywanie jej dźwięków wciąż i wciąż na nowo, to jak znalezienie czterolistnej koniczynki, jak odkrycie potęgi pierwszej miłości, jak morze i czarny piasek w Ostii.

Gdy za oknem trwa rozwiany nieokrzesanym wiatrem i rozmoczony jesienniejącym wręcz deszczem smutny majowy wieczór, aby uleczyć duszę wystarczy posłuchać Chrisa Botti. Urok dźwięków When I fall in love porusza nie tylko serce, ale nawet mokre ściany kamienicy. Botti czaruje, wyławia z człowieczego wnętrza najbardziej pozytywne emocje, jakie tylko mogą się w nim mieścić. Czuję, że nagle zaczyna liczyć się tylko muzyka, znika zewnętrzność, która jeszcze niedawno tak mnie przybijała. Myślę już tylko o tym, jak za pomocą trąbki można odczarować cały świat, jak można zapalić płomień w sercu, tak, że nie wie się do końca co się kocha – czy ten dźwięk, przewyższający inne o sto pięter, czy wirtuoza, który użycza instrumentowi swojej duszy?

Kolejnym „trąbkowym” magikiem jest Arturo Sandoval. Jego wykonanie Mambo Caliente sprawia, że zaczynam pisać, malować, przypominać sobie rolę – dawno zapomnianą i porzuconą. Dźwięki trąbki popychają mnie do przodu, inspirują, podsuwają rozmaite pomysły, pozwalają dotrzeć do sztuki w różnych jej odmianach, pomagają się skupić, skoncentrować, podjąć działanie... Innym razem – wyciszyć.

Jak np. herbata chai chai przyprawiona, słodszym niż miód, twórczym natchnieniem Yanna Tiersena. Smakuje wyjątkowo - nie wiadomo, czy to cynamon czy skrzypce, kolendra czy akordeon ogarniają umysł? Nie wiem, co przenosi mnie w inny świat. Może to kolor filiżanki – niesamowicie wręcz niebieski i smak drażniący język czarnym pieprzem? Może to magia krakowskich kawiarenek, pióra spadające na stół, anielskość Brackiej... Ale najpewniej – Muzyka. Stos odkrywanych dźwięków i melodii. Walc, w który zasłuchana jest Amelie Poulain siedząca na krawężniku...

Muzyka bywa też przewrotna, nieprzewidywalna, sprzeczna, szalona. Choć odrywa mnie od codzienności – przecież sama nią jest, grzeje zimną elektroniką, mrozi karmelową barwą wiolonczeli.

Nade wszystko jednak jest wyzwoleniem od problemów i niepewności. Tam, gdzie jawę przykrywa sen, gdzie noc domyka dzień przypina mi skrzydła i szykuje mnie do lotu ponad normalność, ponad zmartwienia. To najszlachetniejszy narkotyk, który (parafrazując słowa Stanisława Ignacego Witkiewicza o sztuce) jest ucieczką, bez szkodliwych dla zdrowia i inteligencji skutków oraz „katzenjammeru”.

Do dodania pozostało mi tylko to, jak bardzo uzależniam swój świat od muzyki i jak wielu chwil nie zdołałabym zapamiętać, gdyby nie muzyka! Z pierwszego wyjazdu na Słowację pamiętam najbardziej melodię (do dziś niezidentyfikowanej przeze mnie) piosenki grającej w jednym z dwóch barów w maleńkiej górskiej miejscowości. Ileż uboższe byłyby w ogóle wszelkie wspomnienia, gdyby nie były okraszone dźwiękami – raz miłymi, raz zupełnie nie w moim stylu, zawsze jednak mocno zapadającymi w pamięć. I tak jak te melodie, raz są lepsze, raz gorsze – zawsze jednak związane ze wspomnieniem, tak te nawet te najgorsze i najbardziej traumatyczne wydarzenia mają swoją muzykę. Bo, gdzie kończy się możliwość werbalnego wyrażania opinii i uczuć i gdzie nie można w pełni oddać złudzeń i impresji za pomocą pędzla czy ołówka – tam właśnie zaczyna się muzyka. To ona wypełnia pustą przestrzeń między smutkiem a radością, między prawdą a kłamstwem, pięknem a brzydotą. Jest ideałem, który (jak ktoś kiedyś ujął) mógłby w pewnym sensie istnieć samotnie, nawet jeśli przestałby istnieć świat.

Kwintesencją odczuć, które budzi we mnie muzyka, niech stanie się fragment tekstu piosenki pt. Czy słyszysz? wykonywanej przez grupę Husky: Odrywam się od ziemi. Nie mam mapy, patrzę w siebie, żyję w świecie własnej głowy. W głowie – stół, a na stole ciastka dwa, złamane w pół, proszą, by je zjeść. Czy słyszysz? Czy słyszysz to, co ja? Tym pytaniem rzuconym w przestrzeń zakończę swoje rozważania nad magią dźwięków.

niedziela, 29 listopada 2009

appendix 14. (filmowo-muzyczny)

Save the last dance for me.
Ostatnie tango w Paryżu.
Ostatni dzień w Barcelonie.
Pożegnanie z Afryką.
Ty jesteś moją Afryką.
Kocham Cię kochanie moje.

-parada paradoksów przechodzi pod oknem.

zawi[j]as.

zawiodłam się na kimś kogo uważałam za przyjaciela.
bardzo się zawiodłam.
tak bardzo że nawet pisać mi się o tym nie chce.

...a jeszcze bardziej zawiodłam się na kimś kogo k o c h a m.

sobota, 28 listopada 2009

perhaps the answer to the question lies in the question?

loaded
full of winter
you are
storming
b l a c k b e r r y
g i r l
will you strike
before he's
loaded
full of winter
you are

?

in lover's communion
for 500 hundred miles
and in 500 hundred miles
w i l l
h e
b r e a k
m e
a g a i n
?

piątek, 20 listopada 2009

appendix 13.

humongous paranoid scardelicious lovely thing called love

tak mi się (ws)pomniało
performance art.
main square
krk
26 kwietnia 2009

paranoid elle.

abulia
acedia
afekt niedostosowany: ambiwalencja uczuciowa
afekt labilny
anachoreza (mityzacja jaźni)
closed eyes visuals
dysforia
déjà vu
euforia
halucynacje
idde odniesienia
jamais vu
kontaminacje
lęk
megalomania
paragelia

na tą nienormalną jesień.
(Nena się uśmiecha)

poniedziałek, 16 listopada 2009

appendix 12.

lubię tę czcionkę którą redaguje się posty
i chilli zet od rana do wieczora
i zapach [dziś zakupionego] olejku
waniliowo-pomarańczowego
mistyczneny wieczór się zapowiada



... i dźwięk trąbki

appendix. ()>-iii-<


muzyka zatopiona w fioletach i turkusach
serce zatopione w muzyce
skurcz łydki
niemoc opanowania motyli w brzuchu
Chris na wyciągnięcie ręki
ręka Chrisa na wyciągnięcie notatnika
radośnie czarne zawijasy CB
radośnie biały uśmiech Neny
radośnie niebieskie oczy Chrisa

[Kijów Centrum, 11 listopada]

good morning heartache.

ja mogę się tylko oszukiwać.
kłamstwo
zawsze było to domeną rozumku (chytrego i bezczelnego).
ale serce?!
- jak możesz tak kłamać
kamyku metafizyczny...

omijam zatłoczone korytarze żył.
ustawiam się w kolejce po MIŁOŚĆ
- - - odpowiedź odmowna - - -
'pani już dostała przydział'
- a nie można go... wymienić?
'pani chyba żartuje, pani Neno...'
- to co mam teraz zrobić, gdzie się zgłosić?
'tej pani MIŁOŚCI to potrzebna jest... reanimacja.
pani poczeka jeszcze dwa tygodnie - zobaczymy'
- ahm... a co jeśli...
'następny, proszę!'

w poczekalni grało.

niedziela, 15 listopada 2009

bez tytułu

na Brackiej - tam gdzie kiedyś kapało z rynny -
jest Spokój - z dużej litery - eklektyczny
i tam mieszka niepokój Neny.

- - - train to Kraków
padam
padam
padam
serce tłucze po torach.

piątek, 30 października 2009

perhaps, I'm an addict?

tak jakby zadedykowane
- i nie dbam czy powinnam:
music

środa, 28 października 2009

warmer & warmer.

ciepło
ciepło
cieplej
w kamienicy grzeją piece
a grzejniki na wydziale
parzą nawet
uczuciogennie
sercogrzejnie
serce Neny to kaloryfer
a Ty jesteś wypoczywającym
na nim
kotem.

piątek, 23 października 2009

jesień w Krakowie.

pamiętasz była jesień
mały hotel
pod różami
pokój numer 8
staruszek portier
z uśmiechem dawał klucz
na schodach
niecierpliwie
całowałeś po kryjomu
moje włosy
czy więcej złotych liści
było
czy Twych pieszczot
miły

dzisiaj nie wiem już

odszedłeś potem nagle
drzwi otwarte
liść powiewem wiatru padł
mi do nóg
i wtedy zrozumiałam
to się kończy
pożegnania
czas
już
przekroczyć próg
pamiętasz była jesień
pokój numer 8
korytarza mrok
już nigdy nie zapomnę
hoteliku pod różami
choć już minął rok

kochany wróć do mnie
ja tęsknię
za Tobą
i niech rozstania
kochany
nie dzielą nas już

pociągi wstrzymać
niech nigdy już listonosz
złych listów
nie przynosi
pod hotelik róż

usłyszała to dziś rano
wspięła się na drabinę cierpień
wspomnień
najbardziej bolesnych
zadała sobie ból
i teraz może dumnie
z podniesioną głową
iść przez miasto

sama w sobie
sama z sobą
jej wielmnożność nenowatość.

środa, 21 października 2009

dajcie mi minutę!

ulica krupnicza topolowa
całe szczęście to przekleństwo już nie pyli
i oddech Neny wolny.

a czas pomyka [uwielbiam to słowo]
a komputer u lekarza
a Nen' darmowy internet ludziom blokuje
z zacinającą się klawiaturą.

tyle tu barw!
narazie t y l e...
bo kolejka za mną za długa.

dnia dwudziestego października
umarło Perhaps. Perhaps. Perhaps.
- narodziły się Paranoidelle.

poniedziałek, 12 października 2009

appendix 11.

lady Nena.
tak jak pożegnań - nie lubi ostrych cięć i palenia mostów.
nie lubi ostatecznych decyzji i rzeczy.
b.y.e. oznacza teraz
be - yes! - ever.

nie pożegnała się. ukradnie czas
zarwie noce
w KaKaDu bezsennym z blue curracao
pochyli się nad uzależniającą miłością
do stwarzania do bycia z NIMI.
do wiązań. naczynek oplatających sercopłucowątrobę.

Czy można kochać wzajemnie zanadto?

niedziela, 11 października 2009

b.y.e.

tak bardzo nie lubi pożegnań!
tak nie znosi wy.tłumaczeń!
tak cierpnie na radosny widok rocznicy piątej
która jej pożegnaniem ma się stać.
jej goodbyem. jej rezygnacją a właściwie zrezygnowaniem.
taki dyskomfort
taki strachliwy wycof?

tak nie lubi!
a musi MUSI żegnać
pożegnalnena...

a w główce dwa zlepki słowne
usta krwawiące miłością
i two cuts instead of kisses.

środa, 7 października 2009

a siódmego dnia...

nie mam czasu!
normalnie nic nie mogę.
nie ogarniam miasta
własnej głowy
która nagle znów stała się głową grupy
rozwrzeszczanych
przeanalizowanych
i ponadinterpretowanych
jeszcze-nie-teatrologów.

nie mieszczę uczuć w sercu
więc pchają się do głowy
a rozumek atakuje je
i nie wiem kompletnie nic.

do tego
(jak nakazuje wrodzony masochizm psychiczny Neny)
czytam Nienasycenie
i jeszcze bardziej nie wiem niż
nie wiedziałam
nie ogarniam
nawet opisać nie mogę.

a!
i myślę że przy stwarzaniu świata
Pan Bóg nie odpoczywał w siódmym dniu
... wtedy stworzył USOS.
i zalogował mnie na nim.

argh!

ze słonecznego (o dziwo!) Krakowa
pisała dla Was:
Nena Stachurska.

wtorek, 29 września 2009

jutro.

Nena karmi swój telefon
muzyką l.u.c'a
- wyprawka do pociągu.
żeby przeżyć ten
ścisk
świst
świat.

pisze pewnie ostatnie słowa
z domu.

teraz Kraków
będzie tkwił
w jej sercu
jak pestka w wiśni.

teraz Kraków przytuli ją/ona
- - - deszcz już pada.

tramwaje rozjeżdżone
Planty planów pełne
Bunkier Sztuki
Muzeum Narodowe
Plac Szczepański
[...]
Mania. ulica Kochania.

poniedziałek, 28 września 2009

"W małym dworku"

wróciła już.
widziała wszystko czuła wszystko
lekką rękę Anastazji
zapach fajki Diapanazego
lęk Kozdronia.
siedziała w pokoju dziewczynek
dwa łóżka
stół
krzesła
brązowa flaszka z sennym życiem
wypita równo po pół.
widziała wszystko czuła wszystko
ale nie mogła nic zmieniać -
to jedyny warunek jaki jej postawił.
dlatego patrzyła chłonęła każdy odcień
każde zachwianie głosu
każde szuranie kartek
wierszy Jęzorego
poetycki audosadyzm
nieszczęsnego grafomana
Witkacy widział spojrzenie Neny
współczujące zbyt ciepłe
do pokoju weszła Aneta
wybawicielka
Jęzory odsunięty
od bieguna ciepła dwuzielonych oczu.
ciężar uczuć - czy jest coś gorszego?

nie ma - dopowiada Nena -
chyba że wszechogarniająca
bebechowata
degrengolada myśli.
Witkacy nie uśmiecha się już
patrzy przed siebie.
chwyta ją za rękę
i wyprowadza z małego dworku.
Nena włącza lastfm
- pokażę Ci coś - szepcze prawie do ucha
posłuchaj tak spokojnie
nie ma już widm między nami.
nie ma już nikogo między nami.

niedziela, 27 września 2009

"W małym dworku" [zapowiedź]

już za kilka minut
już za chwileczkę
otworzy przed nią drzwi
uśmiechnie się
spojrzy przenikliwie jakby wiedział
o niej wszystko.
już za kilka minut
już za chwileczkę
zaprosi ją do ogrodu zdarzeń niewyjaśnionych
urojeń zapatrzeń dziwności.
Nena w małym dworku u Witkacego powie
nie ma już widm między nami.
są tylko trupy i ludzie żyjący.
zaczynamy nowe życie.