niedziela, 17 kwietnia 2011
piątek, 15 kwietnia 2011
żegnaj.
twoje konto zostało zdezaktywowane
aby ponownie uaktywnić swoje konto zaloguj się używając swojego starego adresu e-mail logowania i hasła. po ponownym uaktywnieniu konta będziesz mieć możliwość korzystania z serwisu w taki sam sposób jak przed zamknięciem konta.
mamy jednak nadzieję że wrócisz do nas wkrótce.
no to fejsbuk jest chyba jedyną osobą która jeszcze ma nadzieję.
no to fejsbuk jest chyba jedyną osobą która jeszcze ma nadzieję.
czwartek, 14 kwietnia 2011
wtorek, 12 kwietnia 2011
mhm.
boję się
tak bardzo się boję
ja sobie nie wyobrażam
nie wyobrażałam
jak bardzo będę się bać
tak bardzo się boję
ja sobie nie wyobrażam
nie wyobrażałam
jak bardzo będę się bać
Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. Na lęk bez imienia nie pomagają nawet strzykawki.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
change/pain.
czuję się jak unoszona do góry przez ogromny kolorowy balon
pełen szczęścia pełen spokoju pełen magii
tylko dlaczego jest on przywiązany do mojej szyi?
im wyżej lecimy. tym bardziej mnie dusi.
pełen szczęścia pełen spokoju pełen magii
tylko dlaczego jest on przywiązany do mojej szyi?
im wyżej lecimy. tym bardziej mnie dusi.
sobota, 9 kwietnia 2011
oh dear.
a nie mówiłam: lunął na mnie deszcz.
oh dear! jak ja siebie znam.
ale będę się oszukiwać
i mówić że mi nie zależy.
oh dear! jak ja siebie znam.
ale będę się oszukiwać
i mówić że mi nie zależy.
piątek, 8 kwietnia 2011
czwartek, 7 kwietnia 2011
appendix 100.
znamy się tak krótko a ja już włożyłam cię w ramkę mojego życia.
już wiem czego nie będę mogła słuchać kiedy...
och, jak ja siebie znam!
chyba uważam że pewne mądrości mogą przejść przez uszy
chyba tylko po to katuję swoje wnętrze nie będę ciebie kochać
chociaż wiem że to nie podziała
właśnie że psiakrew kochać będę
ja już to wiem
chociaż mrugnąłeś przy mnie oczami zaledwie jakieś dwieście czy trzysta razy
jeszcze ta sparanojała wiosna
wszystko zmówiło się przeciwko mnie
wpadnę z deszczu pod rynnę
spod rynny w wodospad
z wodospadu pod wąż ogrodowy
och, jak ja siebie znam!
chyba tylko po to katuję swoje wnętrze nie będę ciebie kochać
chociaż wiem że to nie podziała
właśnie że psiakrew kochać będę
ja już to wiem
chociaż mrugnąłeś przy mnie oczami zaledwie jakieś dwieście czy trzysta razy
jeszcze ta sparanojała wiosna
wszystko zmówiło się przeciwko mnie
wpadnę z deszczu pod rynnę
spod rynny w wodospad
z wodospadu pod wąż ogrodowy
och, jak ja siebie znam!
środa, 6 kwietnia 2011
wtorek, 5 kwietnia 2011
strange what desire makes foolish people do.
KLIK
- po maratonie różnorakich wersji wicked game
znalazłam najbardziej nenową z możliwych
jeśli miałabym to śpiewać - to tylko w ten sposób
100% Neny.
- po maratonie różnorakich wersji wicked game
znalazłam najbardziej nenową z możliwych
jeśli miałabym to śpiewać - to tylko w ten sposób
100% Neny.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
niedziela, 3 kwietnia 2011
dylemat (dialog)

- pamiętasz N.? raz prof. U. powiedział żeby zapamiętać to na zawsze, że kiedy napiszesz do kogoś list lub jakąś wiadomość, zdobądź się na to żeby tego nie wysyłać, ale schowaj do szuflady i na drugi dzień bez emocji, na spokojnie odczytaj i zastanów się czy dobrze, że został w szufladzie czy też powinieneś był go wysłać...
- droga B., tylko ja, psiakrew, zamiast szuflad mam niezliczone ilości flaszek z alkoholem, które mówią zupełnie co innego...
jedna z piękniejszych rzeczy jaką mogła mi w tej chwili przynieść pamięć.
po raz setny już dostałam bumerangiem wspomnień po głowie
serce biega po pokoju jak małe dziecko
puf! puf! wypuszcza powietrze
zakrwawiło podłogę
rozum chce sprzątać bałagan
ale odłączam mu wtyczkę
zapomnienia.
serce biega po pokoju jak małe dziecko
puf! puf! wypuszcza powietrze
zakrwawiło podłogę
rozum chce sprzątać bałagan
ale odłączam mu wtyczkę
zapomnienia.
sobota, 2 kwietnia 2011
czwartek, 31 marca 2011
appendix 96. (nie orientujesz się co może łączyć gawrona i sekretarzyk?)
jestem Alicją zakochaną w Kapeluszniku
znam odpowiedź.
znam odpowiedź.
bzik!
moje hormonotyki tańczą obłąkanie z poplątaniem
choć poziom fenyloetyloaminy dawno opadł
to dopamina rozgościła się na dobre bujając nogą unosi idealizującą mgłę
noradrenalina zasypia pod kocykiem rozmazanych myśli raz po raz wzdrygana przedsennym wstrząsem
serotonina serwuje emocjonalny rollercoaster
endorfiny zgubiły się gdzieś po drodze między piątym kubkiem kawy a siódmym dniem o podkrążonych oczach
oksytocyna domaga się wybuchu więc estrogeny szaleją
ich nie uda mi się zaspokoić.
bzik! bzik! bzik!
choć poziom fenyloetyloaminy dawno opadł
to dopamina rozgościła się na dobre bujając nogą unosi idealizującą mgłę
noradrenalina zasypia pod kocykiem rozmazanych myśli raz po raz wzdrygana przedsennym wstrząsem
serotonina serwuje emocjonalny rollercoaster
endorfiny zgubiły się gdzieś po drodze między piątym kubkiem kawy a siódmym dniem o podkrążonych oczach
oksytocyna domaga się wybuchu więc estrogeny szaleją
ich nie uda mi się zaspokoić.
bzik! bzik! bzik!
środa, 30 marca 2011
oto wiosna właśnie.
jest pewien park na placu inwalidów
dalmatyńczyk z czerwoną panią
ławeczkowe babcie z pieskami różnej maści i średniej urody
wyścig wózkowych mam
umorusane konfiturą dzieci
studenci pod krzakiem latarnią przewieszeni przez ławkę
jak torebka tej czy owej modnej wiosennie a jakże
ptaki śpiewają tiru riru
przyczajone gołębie czyhają na sezamowe łezki z bajgla
słońce świeci od strony alej
wow.
dziś poznałam twojego ojca
gdybym zapomniała ile masz lat
myślałabym że to ty
ciężko o bardziej konkretne podobieństwo.
dalmatyńczyk z czerwoną panią
ławeczkowe babcie z pieskami różnej maści i średniej urody
wyścig wózkowych mam
umorusane konfiturą dzieci
studenci pod krzakiem latarnią przewieszeni przez ławkę
jak torebka tej czy owej modnej wiosennie a jakże
ptaki śpiewają tiru riru
przyczajone gołębie czyhają na sezamowe łezki z bajgla
słońce świeci od strony alej
wow.
dziś poznałam twojego ojca
gdybym zapomniała ile masz lat
myślałabym że to ty
ciężko o bardziej konkretne podobieństwo.
środa, 23 marca 2011
wtorek, 22 marca 2011
copy cut paste.
jadę różowym tramwajem. do ciebie jadę. tak chciałabym dzisiaj spotkać cię. jest wiosna. oddycham chętnie. w tramwaju pachnie mandarynkami. mam na sobie tylko skrzydła ze styropianu. jedna tylko noc ta gwieździsta nie jest porą snu. uciekniemy dziś w piękne miejsce. tam gdzie nikt nas odnajdzie. pytając gdzie są tory miłości szukamy w burdelach. zaprzyjaźnij się z drugą stroną gwiazd. wrzeszczy cisza. pociąg wjeżdża mi do głowy. diabeł uśmiecha się z bilbordu. jakiż on piękny. zobacz jestem w twojej torebce. coś wisi nad nami. to jest coś ciężkiego. zmienia czasem kolor. to jest chyba niebo. noc o dzień się ociera. będzie afera. i ty powiedz sobie czemu nie. przecież ten dzień kiedyś się skończy. syreny wyją z daleka i ptaki się płoszą znienacka. muzykę ktoś puszcza z filmów Hitchcocka i szeroko otwiera okno. najbrzydsze dziewczyny wyskakują z okien. chłopcy z dobrego domu palą trawę. a ty to zignoruj. nie patrz i nie słuchaj. bo takie prawdziwe bywają moje sny. nie mamy żadnych szans. szyderczy uśmiech nasącza twarz. ja ćwiczę w wannie swoją śmierć. my za te chwile pójdziemy do piekła. spłonęło niebo. już pora kończyć dzień. czy będziesz mnie kochać gdy świt zniekształci mi ciało? czy będziesz mnie kochać gdy świt zabierze nam sny? czy będziesz mnie kochać gdy nie wyjdę z tego cało? uderzam głową o szybę bo za szybą jesteś ty. zostaw mnie wybierz sobie lepszy cel. znów ja będę broczyć krwią.
monolog zmontowany na własny użytek (duchowo-uczuciowy) z tekstów z płyty Ekspresje Depresje Euforie zespołu Bruno Schulz.
wyżuć
wypluć
wyrzygać
monolog zmontowany na własny użytek (duchowo-uczuciowy) z tekstów z płyty Ekspresje Depresje Euforie zespołu Bruno Schulz.
wyżuć
wypluć
wyrzygać
poniedziałek, 21 marca 2011
z włączonym żelazkiem, r.e.m i stertą brudnych garów.
za dużo ciebie u mnie. niefizycznie a namacalnie.
niedziela, 20 marca 2011
appendix 94.
nadziewam się nadzieją jak pączek różą
nie róża nie pączek nie teraz
rączkę pulchną podam w czwartek.
nie róża nie pączek nie teraz
rączkę pulchną podam w czwartek.
wielki p.
poszłam na ceremonię a ciebie nie było.
kolejne cztery dni postu -
wyzwolenie czy ostateczna ofiara?
popiół z samobójstw mojej miłości
zmiotłam pod niewidzialny dywan zapomnienia.
nie posypuję już serca solą jednak daleko mi do słodzenia herbaty.
przyjdź
odejmij
obejmij.
kolejne cztery dni postu -
wyzwolenie czy ostateczna ofiara?
popiół z samobójstw mojej miłości
zmiotłam pod niewidzialny dywan zapomnienia.
nie posypuję już serca solą jednak daleko mi do słodzenia herbaty.
przyjdź
odejmij
obejmij.
sobota, 19 marca 2011
nowonderland.
chmura pytajników nad głową nie da mi dzisiaj spać
wiszę na cienkiej nitce uczucia pośród twoich paranoi
wymykasz się spod mojej kontroli
spod swojej kontroli
wymykasz się
chmura pytajników zagęszczona do czarności
usilnie wydzierasz mnie za królicze uszy z ciepłej nieświadomości
przeklinam mówiąc że wolałam kiedy _ _ _ _ _ _ o n rządził tobą
ale bez niego nie wiem kim jesteś
wiszę na cienkiej nitce uczucia pośród twoich paranoi
wymykasz się spod mojej kontroli
spod swojej kontroli
wymykasz się
chmura pytajników zagęszczona do czarności
usilnie wydzierasz mnie za królicze uszy z ciepłej nieświadomości
przeklinam mówiąc że wolałam kiedy _ _ _ _ _ _ o n rządził tobą
ale bez niego nie wiem kim jesteś
piątek, 18 marca 2011
czwartek, 17 marca 2011
appendix 93.
moje serce podskakuje w takt zmienności jego nastrojów.
NAUCZĘ GO WSZYSTKIEGO OD NOWA.
- wspominam słowa snu z drugiego września
nie pytam za jaką cenę.
NAUCZĘ GO WSZYSTKIEGO OD NOWA.
- wspominam słowa snu z drugiego września
nie pytam za jaką cenę.
jestem już zmęczona tym że zawsze jestem zmęczona.

zimna kawa parzona razy dwa
słone paluszki z żółtej miski
do kawy nie na słodko
na słodycz czasu nie ma
paznokcie fuksjują na deszczowym tle
wczoraj zamarzłam na przystanku
dzisiaj zamarzam wewnątrz siebie
siwizna wychodzi na skroniach
farbowanego rudego lisa
klik
słone paluszki z żółtej miski
do kawy nie na słodko
na słodycz czasu nie ma
paznokcie fuksjują na deszczowym tle
wczoraj zamarzłam na przystanku
dzisiaj zamarzam wewnątrz siebie
siwizna wychodzi na skroniach
farbowanego rudego lisa
klik
wtorek, 15 marca 2011
I'm just a girl you lost to cocaine.
track title: the girl you lost to cocaine
album title: some people have real problems
[sic!]
album title: some people have real problems
[sic!]
spacery.
- wiesz, odnoszę wrażenie że czasy w których to gołębie pocztowe roznosiły listy miłosne były o wiele lepsze. co ty masz z tej gry? lubi - nie lubi?
wiem. niektórych piosenek nie zamieszcza się bezkarnie. nie klika się bezkarnie lubię to pod wyjątkowo jednoznacznym statusem...
ale wiesz, niedługo można będzie kręcić seriale o tym jak to rozwijają się miłostki na fejsbuku. no i ja to polubiłam, a on polubił tamto, ale tego już nie, więc nie wiem co o tym myśleć?
- może masz rację. chociaż w naszym (och! jak to dumnie brzmi) wypadku pewnie i tak gołąb upuściłby niekompletnie zaadresowany liścik prosto pod moje stopy kiedy spacerowałabym kilka kilometrów od domu. co wtedy? skąd pewność że to słowa dla mnie? że to słowa od niego? że nie miał na myśli kogoś kto mieszka w tym domu z wielkim oknem pod którym właśnie bym stała. a co jeśli przez to okno zwisałby jasnowłosy warkocz a piegi deszczem posypały się na ulicę? skąd wiedziałabym że to dla krótkowłosej krótkonogiej rudej mnie?
- ech. N. jacy wy (tak, to brzmi tak dumnie) jesteście dziwni. a to pewnie nie koniec...
wiem. niektórych piosenek nie zamieszcza się bezkarnie. nie klika się bezkarnie lubię to pod wyjątkowo jednoznacznym statusem...
ale wiesz, niedługo można będzie kręcić seriale o tym jak to rozwijają się miłostki na fejsbuku. no i ja to polubiłam, a on polubił tamto, ale tego już nie, więc nie wiem co o tym myśleć?
- może masz rację. chociaż w naszym (och! jak to dumnie brzmi) wypadku pewnie i tak gołąb upuściłby niekompletnie zaadresowany liścik prosto pod moje stopy kiedy spacerowałabym kilka kilometrów od domu. co wtedy? skąd pewność że to słowa dla mnie? że to słowa od niego? że nie miał na myśli kogoś kto mieszka w tym domu z wielkim oknem pod którym właśnie bym stała. a co jeśli przez to okno zwisałby jasnowłosy warkocz a piegi deszczem posypały się na ulicę? skąd wiedziałabym że to dla krótkowłosej krótkonogiej rudej mnie?
- ech. N. jacy wy (tak, to brzmi tak dumnie) jesteście dziwni. a to pewnie nie koniec...
poniedziałek, 14 marca 2011
niedziela, 13 marca 2011
piątek, 11 marca 2011
coś się zmieniło bez wątpienia.
tsunami zalewa Japonię
polski złoty gwałtownie się osłabia
place zabaw zagrażają życiu dzieci
krakowski salon poezji jest poważnie zagrożony
fatalne wiadomości dla kierowców
ból piersi: powód do niepokoju
jej mąż nie żyje - ona ciągle do niego pisze
dla przyjemności zabili trzy osoby - 75-latkę zgwałcili
ale wpadka! Grochola w szortach na uroczystej gali
nieleczone ADHD zwiększa ryzyko depresji u dziecka
Kate Moss znów wywołała skandal
konserwanty zabijają powoli
paliwo droższe niemal o złotówkę - a to nie koniec
słucham Lou Reed'a - płyty New York
kocham cię jak nigdy dotąd
coś się zmieniło bez wątpienia
znów mamy sobie coś do powiedzenia
dziś
wieczorem
ja
ty
oko
w
oko
polski złoty gwałtownie się osłabia
place zabaw zagrażają życiu dzieci
krakowski salon poezji jest poważnie zagrożony
fatalne wiadomości dla kierowców
ból piersi: powód do niepokoju
jej mąż nie żyje - ona ciągle do niego pisze
dla przyjemności zabili trzy osoby - 75-latkę zgwałcili
ale wpadka! Grochola w szortach na uroczystej gali
nieleczone ADHD zwiększa ryzyko depresji u dziecka
Kate Moss znów wywołała skandal
konserwanty zabijają powoli
paliwo droższe niemal o złotówkę - a to nie koniec
słucham Lou Reed'a - płyty New York
kocham cię jak nigdy dotąd
coś się zmieniło bez wątpienia
znów mamy sobie coś do powiedzenia
dziś
wieczorem
ja
ty
oko
w
oko
do galerii diabelsko uroczych niebieskookich dodaję...
środa, 9 marca 2011
wtorek, 8 marca 2011
poniedziałek, 7 marca 2011
czerwonousta.
nienawidzi tych dni kiedy nie ma komu powiedzieć dobranoc
dostała dziś minimalną dawkę słowa pisanego
czytała sobie na głos
żeby połknąć każdą samogłoskę
każdą spółgłoską podrażnić język i podniebienie
musi wystarczyć
dostała dziś minimalną dawkę słowa pisanego
czytała sobie na głos
żeby połknąć każdą samogłoskę
każdą spółgłoską podrażnić język i podniebienie
musi wystarczyć
niedziela, 6 marca 2011
sobota, 5 marca 2011
airbag.
potężny łyk zimnego już herbogrzańca wydął jej policzki
popatrzyła na spoczywającą na dnie kubka torebkę
zmarszczona jak małża - pomyślała
dziś przypomniała sobie wszystkie kręgi jego kręgosłupa
był taki przeraźliwie chudy blady zimny
wiesz krążenie - westchnął siadając na zielonym kocu
odruchowo spojrzała w prawo jakby szukając go obok niej na kanapie
jej koc był jednak w kolorze fuksji
tętniący rumianym życiem
nie miał nic wspólnego z tym trupiozielonym jadem jakim otoczył ją wtedy.
chce pamiętać ale sobie nie przypominać
przełyka herbatę
jest spokojniejsza
popatrzyła na spoczywającą na dnie kubka torebkę
zmarszczona jak małża - pomyślała
dziś przypomniała sobie wszystkie kręgi jego kręgosłupa
był taki przeraźliwie chudy blady zimny
wiesz krążenie - westchnął siadając na zielonym kocu
odruchowo spojrzała w prawo jakby szukając go obok niej na kanapie
jej koc był jednak w kolorze fuksji
tętniący rumianym życiem
nie miał nic wspólnego z tym trupiozielonym jadem jakim otoczył ją wtedy.
chce pamiętać ale sobie nie przypominać
przełyka herbatę
jest spokojniejsza
piątek, 4 marca 2011
old fashioned morphine.
"Morfina działa na najważniejsze centra nerwowe, regulujące w naszym organizmie czynności tak zasadnicze, jak oddychanie, funkcje serca, obieg krwi itp. Gdy centra: te przywykną w ciągu długich miesięcy funkcjonować mniej więcej prawidłowo pod działaniem olbrzymich dawek narkotyku i gdy następnie narkotyk ten nagle zostanie odjęty, zachowują się one mniej więcej tak, jak gdyby otrzymały równoznaczną dozę w przeciwnym kierunku działającej trucizny. Organizm zostaje wtrącony w stan straszliwego szoku, podstawowe tryby i wiązania naszej maszyny życiowej, rozdygotane jak pod ciśnieniem ośmiokrotnej liczby atmosfer, grożą katastrofą, krew faluje we wszystkich naczyniach, płuca i serce szaleją... Nierówny i nienaturalny oddech zmienia się w brak tchu, człowiek się dusi, pod piątym żebrem młot parowy rozsadzić chce swe komory; kurcze żołądka niebawem przynoszą rozstrój nieopisany, we wszystkich stawach rwie coś i łamie, i tętni, tętni wszędzie, tętna tłuką setkami na minutę... piana na ustach... I ratunek jest tylko jeden, wszak domyślacie się, jaki? nowa dawka — tylko ten jeden, jedyny!"
S.I. Witkiewicz "Narkotyki. Niemyte Dusze", rozdz. Morfina
idealny opis miłości, prawda?
give me that old fashioned morphine...
S.I. Witkiewicz "Narkotyki. Niemyte Dusze", rozdz. Morfina
idealny opis miłości, prawda?
give me that old fashioned morphine...
czwartek, 3 marca 2011
appendix 88.
5 września 2010 (komentarz)
najlepiej uwierzyć/wmówić sobie że jest proste.
jeden taki prorok nawrócił mnie na tę drogę prostoty. i już wiem że będę mu wdzięczna. ja-miss-wieczna-komplikacja. c z u j ą c a.
w ciągu tego weekendu zbiegi okoliczności zalały mnie falą. retrospekcje. deja vu. halucynacje - wdarły się w moje życie. i o mały włos a dostałabym to (co wydawało mi się) najlepsze.
dopiero kiedy odmówiono mi wzięcia tego zrozumiałam, że właśnie ta odmowa oznacza to n a j l e p s z e.
8 września 2010 (komentarz)
tu potrzeba multiwitamin - magnezu.
kanapek z samym masłem
rano w kuchni
brudnych talerzy ułożonych w piramidkę w zlewie.
herbaty earl grey.
tego najpiękniejszego na świecie uśmiechu.
codziennie rano.
podstawiania sobie nóg.
żartów szowinistycznych/feministycznych.
ciepła. takiego kiedy na polu -8.
ławki za Żabką...
i nawet tej nadpobudliwości psychoruchowej...
codziennie wieczór.
ja się nie wyleczę. ja się nie wyleczę! bo skąd ja to wszystko znów dostanę?
3 marca 2011
prawda
najlepiej uwierzyć/wmówić sobie że jest proste.
jeden taki prorok nawrócił mnie na tę drogę prostoty. i już wiem że będę mu wdzięczna. ja-miss-wieczna-komplikacja. c z u j ą c a.
w ciągu tego weekendu zbiegi okoliczności zalały mnie falą. retrospekcje. deja vu. halucynacje - wdarły się w moje życie. i o mały włos a dostałabym to (co wydawało mi się) najlepsze.
dopiero kiedy odmówiono mi wzięcia tego zrozumiałam, że właśnie ta odmowa oznacza to n a j l e p s z e.
8 września 2010 (komentarz)
tu potrzeba multiwitamin - magnezu.
kanapek z samym masłem
rano w kuchni
brudnych talerzy ułożonych w piramidkę w zlewie.
herbaty earl grey.
tego najpiękniejszego na świecie uśmiechu.
codziennie rano.
podstawiania sobie nóg.
żartów szowinistycznych/feministycznych.
ciepła. takiego kiedy na polu -8.
ławki za Żabką...
i nawet tej nadpobudliwości psychoruchowej...
codziennie wieczór.
ja się nie wyleczę. ja się nie wyleczę! bo skąd ja to wszystko znów dostanę?
3 marca 2011
prawda
patos przez dwa a.
3 IX 2010
klik
klik
jestem już tak bardzo taka sama
od tej którą byłam wtedy
ta zieleń rozścielonego pod stopami wrześniowego trawnika
do innych niepodobna.
rabarbar nieobecny w rabatkach
pięćdziesiąt drzew zamieszkałych przez rude wiewiórki
dziwnie podobne kity ich
rwą się zdania jak sznur pereł
potem myśli pojedynczych szukam pod stołem
pod kanapą już nie wiem czy jeszcze moją
zabijam zabijam zabijam
się na tonie
rupietliwych starociarskich zgraciałych słów
tonę też
w twoim milczącym zapomnieniu
innym niż tamto tamtejsze
i pewnie wciąż chcę powiedzieć ci to samo
ale już innymi słowami
i niekoniecznie przy -5 stopniach
na ławce w środku nocy w krótkim rękawku w paski
bez zbędnego patosu poproszę
nie utrudniaj
póki jest łatwo jest dobrze
a jak czegoś nie chcę to tego nie robię
hę? co mówisz?
mhm.
że skądś to znasz.
ciekawe.
od tej którą byłam wtedy
ta zieleń rozścielonego pod stopami wrześniowego trawnika
do innych niepodobna.
rabarbar nieobecny w rabatkach
pięćdziesiąt drzew zamieszkałych przez rude wiewiórki
dziwnie podobne kity ich
rwą się zdania jak sznur pereł
potem myśli pojedynczych szukam pod stołem
pod kanapą już nie wiem czy jeszcze moją
zabijam zabijam zabijam
się na tonie
rupietliwych starociarskich zgraciałych słów
tonę też
w twoim milczącym zapomnieniu
innym niż tamto tamtejsze
i pewnie wciąż chcę powiedzieć ci to samo
ale już innymi słowami
i niekoniecznie przy -5 stopniach
na ławce w środku nocy w krótkim rękawku w paski
bez zbędnego patosu poproszę
nie utrudniaj
póki jest łatwo jest dobrze
a jak czegoś nie chcę to tego nie robię
hę? co mówisz?
mhm.
że skądś to znasz.
ciekawe.
półrok.
środa, 2 marca 2011
(wyjątkowo krótkie) śnienie
w grafitowej przestrzeni moja dłoń gładząca tył twojej głowy. moje palce wplecione w jaśniejące kosmyki. tylko moja dłoń i twój tył głowy.
koniec.
koniec.
may nothing but happiness come through your door.
świtanie zamieniasz mi w zmierzch
ty który trwasz nieprzerwanie od roku już bez jednego miesiąca
wytchnienia
zwijam się w kłębek pod czerwonym kocem
tak mocno dotykają mnie macki dni
chciałam tylko żebyś był szczęśliwy
ale nie chciałam żebyś to tylko ty był szczęśliwy
nadzwyczajnie patrzę na świat
podnoszę głowę do góry
kościste palce drzew skrobią znaki na niebie
chłodne dni marca sprały wszelkie nadzieje
na szybką wiosnę
jest tak bezwietrznie że można oszaleć
bez ciepłego kłębka twoich słów
dlaczego ja?
nadal nie potrafię ci odpowiedzieć
tobie który trwasz nieprzerwanie od roku już bez jednego miesiąca
bądź szczęśliwy
niech nic poza szczęściem nie przekracza twoich drzwi
mnie już nie będzie dane...
ty który trwasz nieprzerwanie od roku już bez jednego miesiąca
wytchnienia
zwijam się w kłębek pod czerwonym kocem
tak mocno dotykają mnie macki dni
chciałam tylko żebyś był szczęśliwy
ale nie chciałam żebyś to tylko ty był szczęśliwy
nadzwyczajnie patrzę na świat
podnoszę głowę do góry
kościste palce drzew skrobią znaki na niebie
chłodne dni marca sprały wszelkie nadzieje
na szybką wiosnę
jest tak bezwietrznie że można oszaleć
bez ciepłego kłębka twoich słów
dlaczego ja?
nadal nie potrafię ci odpowiedzieć
tobie który trwasz nieprzerwanie od roku już bez jednego miesiąca
bądź szczęśliwy
niech nic poza szczęściem nie przekracza twoich drzwi
mnie już nie będzie dane...
wtorek, 1 marca 2011
śnienie.
śniłam się sobie w Warszawie. miejsce z innego snu w którym mieszka moja nieistniejąca ciotka. spod wiaduktu w prawo w stronę brzoskwiniowych ścian. schody. mnóstwo schodów w górę i w dół. na schodach bezdomni pijacy potłuczone szkło i bełkot. ludzie z wózkami. supermarket. kupuję chleb tostowy za 2.78 zł czekoladę i kilka plastrów salami za jedyne 0.18 zł. znajoma dziewczyna. i moje pytanie którędy powinnam iść do akademika? odpowiada zwyczajnie: - obok tych popisanych bloków. kiedy patrzę na nią w milczeniu pyta: - w Krakowie też piszą po blokach, prawda? więc powinnaś wiedzieć. dodaje że pokaże mi miejsce gdzie kiedyś robiła przedstawienia. teraz zbierają się tu żeby palić palić palić wszystko co jest do spalenia. schodzimy do piwnicy po drewnianych schodach skręcających w lewo. - bardzo ładne stoliki - zauważam. - ach! stoliki! stoliki są przecudne! - reaguje jakby widziała je po raz pierwszy.
faktycznie za zakrętem palą palą palą. - proszę sobie palić - mówię kulturalnie i z uśmiechem. i zaczyna się pościg. z nożem plastrem na palcu wskazującym tego palącego z brodą i wsiadają do autobusu. - oni nie dbają o to czy ktoś cię w nim zabije. chodzi o to by był wypełniony. by zgadzał się stan pasażerów - mówi znajoma spokojnie. odjeżdżamy (wraz z napastnikami odgrodzonymi od nas kratą) autobusem prowadzonym przez jedną z harajuku girls nazwaną przeze mnie w napadzie gniewu idiotką.
skok w jawę:
dzwonek do drzwi.
mam gorączkę.
nie mam głosu.
nie wystarczy koców żeby pozbyć się tych mini dreszczy.
i muzyka się dopasowała: klik
poniedziałek, 28 lutego 2011
rozwiązki.
twój związek z użytkownikiem ... zostanie anulowany po zapisaniu zmiany.
jakie to wszystko podle proste
zbieram 10 kg kamienia upadłego z serca
buduję kryptę
- no i co teraz cholerna ślepa Julio?
- co teraz pytasz? radość moja nie jest z tego świata. gdyby radość moja była z tego świata - opowiedziałabym ci o niej.
klik
jakie to wszystko podle proste
zbieram 10 kg kamienia upadłego z serca
buduję kryptę
- no i co teraz cholerna ślepa Julio?
- co teraz pytasz? radość moja nie jest z tego świata. gdyby radość moja była z tego świata - opowiedziałabym ci o niej.
klik
niedziela, 27 lutego 2011
piątek, 25 lutego 2011
ach!
elucowy statek faktycznie okazał się być dwuosobowy!
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech
głupia
głupia
głupia
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech
głupia
głupia
głupia
czwartek, 24 lutego 2011
środa, 23 lutego 2011
kropka nad I (love you).
z fejsbukowego profilu soap&skin.z dedykacją
dla Reni za naturalizm serca
dla Gaby za rozsądek serca
dla Kamili za romantyzm serca
dla Reni za naturalizm serca
dla Gaby za rozsądek serca
dla Kamili za romantyzm serca
klik
I fell in love with you but I know that's just a sky. I don't know where I go.
wtorek, 22 lutego 2011
wybuchy w sercu. wyskoczyłam z orbity.
biały styropian sypie się z nieba
świat się kruszy
dostaję skrętu kiszek na myśl o nadchodzącym odlocie z tej planety
elucowy statek wydaje się być dwuosobowy
ktoś z uporem maniaka ściąga pierzynę zapomnienia ze śpiących sentymentów
każe im gnać boso przez zaśnieżoną teraźniejszość
ktoś perfidnie wlewa mi truciznę
przez uszy
oczy
myśli
serce trzasło wezbrana rzeka zerwała falochron
tama pękła z odłamków urodziła kulawą -ość.
świat się kruszy
dostaję skrętu kiszek na myśl o nadchodzącym odlocie z tej planety
elucowy statek wydaje się być dwuosobowy
ktoś z uporem maniaka ściąga pierzynę zapomnienia ze śpiących sentymentów
każe im gnać boso przez zaśnieżoną teraźniejszość
ktoś perfidnie wlewa mi truciznę
przez uszy
oczy
myśli
serce trzasło wezbrana rzeka zerwała falochron
tama pękła z odłamków urodziła kulawą -ość.
znowu. nie mogę.
poniedziałek, 21 lutego 2011
piątek, 18 lutego 2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
um.. so... well... you know... so... whatever. hi, Andy!
przyzwyczajam palce do domowej klawiatury
delektuję się czystym dźwiękiem
o niebo lepszych niż krakowskie głośników
odrywam wzrok od wywiadu z Vrenną próbując hamować drgawki śmiechu
którymi raz po raz wzdrygane jest moje dwudziestojednoletnie cielsko.
wyciągam wnioski które po ostatnich winnych libacjach są zadowalające:
starzeję się i to ze strasznym hukiem
opętana przez Mansona mam same szatańskie zdjęcia
na dodatek Witkacy nie ułatwia mi życia budząc we mnie naturę którą z grubsza nazwać można DEMONICIOUS
zdecydowanie uwielbiam wino i sziszę
zdecydowanie jestem uzależniona od fejsbuka
zdecydowanie nie wiem co dzieje się w mojej główce
zdecydowanie nie wierzę w walentynki
a pijane rozmowy o metafizyce ze świeżą o siedem lat młodszą krwią są tylko potwierdzeniem:
sześćdziesiąt kilo żywego kobietonu jest stare.
i lubi to.
delektuję się czystym dźwiękiem
o niebo lepszych niż krakowskie głośników
odrywam wzrok od wywiadu z Vrenną próbując hamować drgawki śmiechu
którymi raz po raz wzdrygane jest moje dwudziestojednoletnie cielsko.
wyciągam wnioski które po ostatnich winnych libacjach są zadowalające:
starzeję się i to ze strasznym hukiem
opętana przez Mansona mam same szatańskie zdjęcia
na dodatek Witkacy nie ułatwia mi życia budząc we mnie naturę którą z grubsza nazwać można DEMONICIOUS
zdecydowanie uwielbiam wino i sziszę
zdecydowanie jestem uzależniona od fejsbuka
zdecydowanie nie wiem co dzieje się w mojej główce
zdecydowanie nie wierzę w walentynki
a pijane rozmowy o metafizyce ze świeżą o siedem lat młodszą krwią są tylko potwierdzeniem:
sześćdziesiąt kilo żywego kobietonu jest stare.
i lubi to.
whole humongous. paranoid. scardelicious. lovely thing called love. do porzygu.
walentynkowy manifest. yummy, yummy.
enjoy.
środa, 9 lutego 2011
boo!
jestem kobietą
boli mnie brzuch
razi mnie światło
patrzy na mnie webcam
jestem kobietą
siedzę po turecku
piję kawę po turecku
mielę kawę młynkiem z dawnych czasów
i słodziłabym tę kawę ale nie słodzę
jestem kobietą
słucham wszystkiego co mi się podoba
słucham wszystkich którzy mi się podobają
golę głowę wokoło jak święty antoni
kręcę loki na grzywce palcem
jestem kobietą
wygrałam życie
i wierzę w duchy.
boli mnie brzuch
razi mnie światło
patrzy na mnie webcam
jestem kobietą
siedzę po turecku
piję kawę po turecku
mielę kawę młynkiem z dawnych czasów
i słodziłabym tę kawę ale nie słodzę
jestem kobietą
słucham wszystkiego co mi się podoba
słucham wszystkich którzy mi się podobają
golę głowę wokoło jak święty antoni
kręcę loki na grzywce palcem
jestem kobietą
wygrałam życie
i wierzę w duchy.
bezczelnie krakowskie piosenki.
wielki z ciebie pan potrzebujesz zmian, stale pędzisz i ciągle cię brak. wszędzie wpychasz nos, nie dbasz o swój los – wolny ptak. twe zwyczaje znam: nie masz serca dla dam, swoją władzę podkreślasz od lat. nic nie dajesz na zawsze, a gdy tylko nie patrzę – biegniesz w świat.
zanim opowiesz jak wiele jest jeszcze przed nami. zanim pogodzisz złych mężów z dobrymi żonami. zanim wyliczysz nam kroki dzielące od celu. pozwól na chwilę odetchnąć i pożyć daj.
gdy zapytam co się stało: powiesz nic. jak zwykle nic. tysiąc razy już pytałam. niepotrzebnie, wiem to dziś. gdzie podziała się królowa? co się stało z asem kier? nawet jeśli czegoś szkoda - to ostatnia z naszych gier. wezmę tylko parę książek i Cockera kilka płyt. drzwi za sobą nie zamykam - boję się, więc zrób to ty.
zanim opowiesz jak wiele jest jeszcze przed nami. zanim pogodzisz złych mężów z dobrymi żonami. zanim wyliczysz nam kroki dzielące od celu. pozwól na chwilę odetchnąć i pożyć daj.
gdy zapytam co się stało: powiesz nic. jak zwykle nic. tysiąc razy już pytałam. niepotrzebnie, wiem to dziś. gdzie podziała się królowa? co się stało z asem kier? nawet jeśli czegoś szkoda - to ostatnia z naszych gier. wezmę tylko parę książek i Cockera kilka płyt. drzwi za sobą nie zamykam - boję się, więc zrób to ty.
wtorek, 8 lutego 2011
never more, Nevermore.
wiosenne płaszcze głaszczą wiosenne ciałka krakowskich przechodniów
ja idę znowu sama
znowu pod tę samą górkę
z której zjeżdżam taczkami szczęścia co jakiś czas
powinnam wejść na wawel
stanąć przy barierce
patrzeć na wisłę podzieloną na miliardy maleńkich pikseli
wyrzucić z głowy to o czym tak intensywnie myślałam
siedząc nad kotletem z kurczaka w kokosowej panierce
(będąc jeszcze w domu)
ja idę znowu sama
znowu pod tę samą górkę
z której zjeżdżam taczkami szczęścia co jakiś czas
powinnam wejść na wawel
stanąć przy barierce
patrzeć na wisłę podzieloną na miliardy maleńkich pikseli
wyrzucić z głowy to o czym tak intensywnie myślałam
siedząc nad kotletem z kurczaka w kokosowej panierce
(będąc jeszcze w domu)
poniedziałek, 7 lutego 2011
because all that knives is this heart.
przejście pod dworcem znów zaatakowało nakręcanymi szczekającymi pieskami
smrodem starych oscypków i fizjologii bezdomnych
przekupki od butów torebek i niezliczonej ilości bajgli siedziały w futrzanych czapach i grubych skarpetach z zakopiańskiej (a jakże!) wełny
owoc żywota tego miasta - bombonierka słowackiego błyszczała nadsłodyczą
przebiegle przebiegłam między żebraczką łysą opatuloną bez nogi
nie mam nie dziękuję za ulotkę kredyt szkołę języków ludzi i aniołów
świecące sztucznością sople na drzewach pod barbakanem
znicze dla samobójców
z okazji walentynek 14 luty - nie zapomnij o niej o nim o tym że jesteś z kimś w związku
z czym?
przepłucz usta coca-colą z mcdonalda może wypali kłamstwo niedopowiedzenie nie kochanie nie zdradziłem naszej strasznie ważnej dla ciebie tylko i wyłącznie relacji nie utopiłem w wódce wierności która jest przecież najważniejsza tylko i wyłącznie dla ciebie
kupię ci różę na walentynki tą z kiosku na rogu szewskiej bo zwiędnięta ale za cztery złote
tyleś warta patrz jak się wykosztowałem jak pamiętałem bo pamięć bombardowała mnie od dziesięciu przystanków od bronowic do bagateli dziś święto zakochanych dziś kocham cię za cztery złote
pójdziemy więc szybko do tego czy tamtego klubu gdzie głośna muzyka i czerwone ściany pokażę ci miłość opartą o nie w toalecie pokażesz mi czy mnie kochasz bo tylko tak potrafisz - ty najważniejsza i najdroższa nawet nie dla siebie a co dopiero dla mnie
gołębia śmierdziała spalonymi przed chwilą papierosami studentów
weszłam w korytarze uniwersytetu z Józefem Szajną na ramieniu i Kantorem w kieszeni
dziękuję że mogłam wyrzygać tę wiedzę już mi lżej panie doktorze nauki
porzygana więc wracam do domu z różową półsłodyczą wina z wiórkiem kokosowym w ciastku.
obleśny Krakowie, kocham cię.
smrodem starych oscypków i fizjologii bezdomnych
przekupki od butów torebek i niezliczonej ilości bajgli siedziały w futrzanych czapach i grubych skarpetach z zakopiańskiej (a jakże!) wełny
owoc żywota tego miasta - bombonierka słowackiego błyszczała nadsłodyczą
przebiegle przebiegłam między żebraczką łysą opatuloną bez nogi
nie mam nie dziękuję za ulotkę kredyt szkołę języków ludzi i aniołów
świecące sztucznością sople na drzewach pod barbakanem
znicze dla samobójców
z okazji walentynek 14 luty - nie zapomnij o niej o nim o tym że jesteś z kimś w związku
z czym?
przepłucz usta coca-colą z mcdonalda może wypali kłamstwo niedopowiedzenie nie kochanie nie zdradziłem naszej strasznie ważnej dla ciebie tylko i wyłącznie relacji nie utopiłem w wódce wierności która jest przecież najważniejsza tylko i wyłącznie dla ciebie
kupię ci różę na walentynki tą z kiosku na rogu szewskiej bo zwiędnięta ale za cztery złote
tyleś warta patrz jak się wykosztowałem jak pamiętałem bo pamięć bombardowała mnie od dziesięciu przystanków od bronowic do bagateli dziś święto zakochanych dziś kocham cię za cztery złote
pójdziemy więc szybko do tego czy tamtego klubu gdzie głośna muzyka i czerwone ściany pokażę ci miłość opartą o nie w toalecie pokażesz mi czy mnie kochasz bo tylko tak potrafisz - ty najważniejsza i najdroższa nawet nie dla siebie a co dopiero dla mnie
gołębia śmierdziała spalonymi przed chwilą papierosami studentów
weszłam w korytarze uniwersytetu z Józefem Szajną na ramieniu i Kantorem w kieszeni
dziękuję że mogłam wyrzygać tę wiedzę już mi lżej panie doktorze nauki
porzygana więc wracam do domu z różową półsłodyczą wina z wiórkiem kokosowym w ciastku.
obleśny Krakowie, kocham cię.
appendix 84.
I understand what you want. I understand what you need. but I just don't agree! I keep walking round pandemonium alone.
największy paradoks
bycie samą nie będąc samą.
największy bezsens
utrzymywać ten stan.
największy paradoks
bycie samą nie będąc samą.
największy bezsens
utrzymywać ten stan.
niedziela, 6 lutego 2011
zabiłam białego królika w biegu.
klik - soundtrack do czytania
planowałam to tak długo a mimo to jestem zaskoczona
wpadł mi pod nogi jak tylko szaleniec potrafi wpaść nagle pod koła rozpędzonego samochodu
zaczerwienione oczy spojrzały na zegarek po raz ostatni
wbiłam nóż prosto między sterczące w przestrachu uszy
białe futro zabarwiła znacznej wielkości plama
"jego krew pachnie jak syrop malinowy" - pomyślałam
i w tej samej chwili zupełnie niespodziewanie zaczęłam unosić się mijając wszystkie rupiecie króliczej nory pozawieszane bezwładnie w gęstym powietrzu
ziemia wypluła mnie na powierzchnię
niestety miałam się tam dowiedzieć że świat poza krainą czarów już dawno przestał istnieć...
wpadł mi pod nogi jak tylko szaleniec potrafi wpaść nagle pod koła rozpędzonego samochodu
zaczerwienione oczy spojrzały na zegarek po raz ostatni
wbiłam nóż prosto między sterczące w przestrachu uszy
białe futro zabarwiła znacznej wielkości plama
"jego krew pachnie jak syrop malinowy" - pomyślałam
i w tej samej chwili zupełnie niespodziewanie zaczęłam unosić się mijając wszystkie rupiecie króliczej nory pozawieszane bezwładnie w gęstym powietrzu
ziemia wypluła mnie na powierzchnię
niestety miałam się tam dowiedzieć że świat poza krainą czarów już dawno przestał istnieć...
klik - soundtrack po przeczytaniu
środa, 2 lutego 2011
mówią że miejsca dla niecierpliwych w niebie nie ma.
"najlepiej było wtedy gdy pachniało deszczem i marzyłam wieczorem. gdy karmiłam gołębie chlebem z karbidem. słuchałam muzyki. upijałam się winem."
brak odpowiedzi na najprostsze pytania blokuje dalszy rozwój myślitej najpełniejszej. najbardziej schizofrenicznej. najodważniejszej.
dziwne. ostatnio wyrzucam z siebie tysiące podstawowych pytań.
która godzina?
jak leci?
jak minął dzień?
co słychać?
ja słyszę tylko pusty dźwięk kolejnej spalonej żarówki w żyrandolu.
została już tylko jedna która pazurami trzyma się tego świata
zupełnie jak ja.
kołyszę się unoszona przez wiatr niedopowiedzeń
wiszę na gałęzi rozczarowania
z miłości upleciona gruba pętla.
kolejnej już.
ciszą mnie nie nakarmisz.
uśmiechem nie napoisz.
potrzebuję oddychać twoim słowem.
swoją pewnością.
czwartek, 27 stycznia 2011
*** (na nadgarstku wypisane "LEAVE A SCAR"...)
na nadgarstku wypisane "LEAVE A SCAR"
aż dziw bierze że przez cały dzień się nie zmyło
nie starło
na pył
na proch
na miazgę
niebieska żyła pod skórą i bezczelnie kwiczący napis
tylko tyle
aż za dużo
palce ręki prawej bawią się dużym czarnym cekinem oderwanym z sukienki
ton głosu ciepły
miękki
rozmydlony
uśmiecham się do ciebie przez szklane oko komputera
przez łącza przetaczam trochę gorętszej krakowskiej krwi
przez głośniki słyszę to co ty słyszysz
(prawie jakbyś tu siedział)
od tygodnia nic nowego: chcę cię zobaczyć.
nie! wróć - chce się Z TOBĄ zobaczyć.
bo między tymi dwoma jest subtelna różnica.
z tobą nie śmierdzi sentymentem
- już nie mogę znieść tego dusznego zapachu gnijących wrześniowych liści
samobójczo skaczących z drzew na parkową ścieżkę
- już nie mogę znieść tej suchej kromki chleba z masłem
grzęźnie w gardle
pali piekielną siarką
- już nie mogę znieść kilku słów których nie potrafię wyrwać pamięci
(och, gdyby było tak można!)
jak gwoździe ze ścian
jak serce z piersi
jak nogi niewinnej muszce
(och, gdyby...)
aż dziw bierze że przez cały dzień się nie zmyło
nie starło
na pył
na proch
na miazgę
niebieska żyła pod skórą i bezczelnie kwiczący napis
tylko tyle
aż za dużo
palce ręki prawej bawią się dużym czarnym cekinem oderwanym z sukienki
ton głosu ciepły
miękki
rozmydlony
uśmiecham się do ciebie przez szklane oko komputera
przez łącza przetaczam trochę gorętszej krakowskiej krwi
przez głośniki słyszę to co ty słyszysz
(prawie jakbyś tu siedział)
od tygodnia nic nowego: chcę cię zobaczyć.
nie! wróć - chce się Z TOBĄ zobaczyć.
bo między tymi dwoma jest subtelna różnica.
z tobą nie śmierdzi sentymentem
- już nie mogę znieść tego dusznego zapachu gnijących wrześniowych liści
samobójczo skaczących z drzew na parkową ścieżkę
- już nie mogę znieść tej suchej kromki chleba z masłem
grzęźnie w gardle
pali piekielną siarką
- już nie mogę znieść kilku słów których nie potrafię wyrwać pamięci
(och, gdyby było tak można!)
jak gwoździe ze ścian
jak serce z piersi
jak nogi niewinnej muszce
(och, gdyby...)
wtorek, 25 stycznia 2011
appendix 82.
it's better to push something when it's slipping than to risk being dragged down.
tak pan podpowiada, panie Manson. nie wiem czy można wierzyć komuś z tak jasnym okiem. ten prawie-brak-błękitu wręcz oślepia. jak można zaufać w prawdziwość pana słów?
if you want to hit bottom don't bother to try taking me with you. I won't answer if you call.
tak. właśnie jeszcze tak mi się do niedawna wydawało. choć nie wiem czy wydawanie się można traktować poważnie. przecież powinnam być tego pewna. że wyrwałam ostatnie chwasty myśli. że spaliłam ostatni most łączący sentyment z podżebrzem.
two heartbeats ended in hell. trying to break your fall. taki koniec jest pewny. tu nie ma wahania. nie ma chyba. nie ma na 50%.
into the fire. bo nigdzie indziej nie chcą naszych odgrzewanych kotletów.
naszych? [sic!]
kiedyś już tak mówiłam...
tak pan podpowiada, panie Manson. nie wiem czy można wierzyć komuś z tak jasnym okiem. ten prawie-brak-błękitu wręcz oślepia. jak można zaufać w prawdziwość pana słów?
if you want to hit bottom don't bother to try taking me with you. I won't answer if you call.
tak. właśnie jeszcze tak mi się do niedawna wydawało. choć nie wiem czy wydawanie się można traktować poważnie. przecież powinnam być tego pewna. że wyrwałam ostatnie chwasty myśli. że spaliłam ostatni most łączący sentyment z podżebrzem.
two heartbeats ended in hell. trying to break your fall. taki koniec jest pewny. tu nie ma wahania. nie ma chyba. nie ma na 50%.
into the fire. bo nigdzie indziej nie chcą naszych odgrzewanych kotletów.
naszych? [sic!]
kiedyś już tak mówiłam...
poniedziałek, 24 stycznia 2011
I should say NO to my memory.
rozdział I - pamięć - nawrót choroby.
wykład nie należał do najciekawszych. Nene chwyciła nowiutki krwawiący czarną strużką cienkopis. na odwrocie spisu lektur do egzaminu zaczęła rysować.
oko pierwsze, oko drugie... falbaniasta spódnica i biała bluzka przynależna grzecznym i szanującym się pensjonarkom. włosy? krótkie. niezależnie sterczące nad zmartwionymi brwiami. kolejne wcielenie panny Nene. nóż w ręku. a nad bezbarwną (choć przecież w domyśle rudą) głową kłębuszek myśli. chmurka ostatecznej porażki.
pan Bezczelny siedział na schodach. zwrócony tyłem. czarna bluza z kapturem. niesforne kosmyki jasnych włosów wymykające się spod kontroli grzebienia... a nad nim kiczowate górskie gwiazdy. kiczowaty księżyc śliniący się pełnią. butelka absyntu. mała biała torebeczka ostatecznego upadku.
upadła gwiazda na chodnik przed żółtym domem.
prezent
wykład nie należał do najciekawszych. Nene chwyciła nowiutki krwawiący czarną strużką cienkopis. na odwrocie spisu lektur do egzaminu zaczęła rysować.
oko pierwsze, oko drugie... falbaniasta spódnica i biała bluzka przynależna grzecznym i szanującym się pensjonarkom. włosy? krótkie. niezależnie sterczące nad zmartwionymi brwiami. kolejne wcielenie panny Nene. nóż w ręku. a nad bezbarwną (choć przecież w domyśle rudą) głową kłębuszek myśli. chmurka ostatecznej porażki.
pan Bezczelny siedział na schodach. zwrócony tyłem. czarna bluza z kapturem. niesforne kosmyki jasnych włosów wymykające się spod kontroli grzebienia... a nad nim kiczowate górskie gwiazdy. kiczowaty księżyc śliniący się pełnią. butelka absyntu. mała biała torebeczka ostatecznego upadku.
upadła gwiazda na chodnik przed żółtym domem.
prezent
środa, 19 stycznia 2011
to się dopiero nazywa smętyment podczas pełni księżyca o 22:27!
to się dopiero nazywa smętyment podczas pełni księżyca o 22:27!
[23:39: edited & cenzored by Nena]
beyond the pale everything is black. no turning back.
sobota, 15 stycznia 2011
yes, you stupefy, parasite.
po prawicy:
otwarty zeszyt w kratę w środku i na okładce. paranoidelle offline na marginesach. studenckie notatki.po lewicy:
kabelek do telefonu z komputera - do komputera z telefonu - w tę i nazad. taka downward spiral na książce Błońskiego (błogosławionego-boskiego). do licencjatu. i pocztówka z wisielczą panią młodą.po środku:
skrzyżowane po turecku nogi. laptop grzewczy. how to destroy angels w słuchawkach lewej i prawej.odurzasz, pasożycie.
dzwonię.
dzwonię.
gadam z sygnałem: 1... 2... 3... 4... zostaw wiado... [rozłącz].
a jak odbierzesz
to święto.
karnawał.
dzwonię.
dzwonię.
gadam z sygnałem: 1... 2... 3... 4... zostaw wiado... [rozłącz].
a jak odbierzesz
to święto.
karnawał.
LISTEN TO THE SOUND OF MY BIG BLACK BOOTS.
wtorek, 11 stycznia 2011
twoje drogi, mój drogi.
what have I become, my sweetest friend?
everyone I know goes away in the end.
everyone I know goes away in the end.
z zegarkiem w ręku
odliczam pełne godziny
które pozostały mi
z tobą
jeszcze
miesiąc bez jednego dnia
potem
zostanie
rozpacz
wtorek, 4 stycznia 2011
piątek, 31 grudnia 2010
2011
oby lepszy
życzę
wam
sobie
jemu
jemu jemu
i wszystkim innym.
tymczasem zbieram się. wieczorem rytualne upajanie absyntem. piołunowanie do nieprzytomności. wkroczenie w rolę sheeny easton i przeniesienie słonecznego miami do podle zimnego krakowa. bye.
życzę
wam
sobie
jemu
jemu jemu
i wszystkim innym.
tymczasem zbieram się. wieczorem rytualne upajanie absyntem. piołunowanie do nieprzytomności. wkroczenie w rolę sheeny easton i przeniesienie słonecznego miami do podle zimnego krakowa. bye.
wtorek, 28 grudnia 2010
sen.
biegiem donikąd przez pole białych anemonów.
zachlapana neonowymi farbami świecę jak w ultrafiolecie.
wita mnie zapach benzyny i
fluorescencyjny kubizm przedmiotów w mieszkaniu gdzie sufit jest podłogą.
budzę się mokra od niczego
przerażona niczym
zachwycona niczym
z telefonem pod poduszką
pustym jak skorupka wielkanocnego jajka
zachlapana neonowymi farbami świecę jak w ultrafiolecie.
wita mnie zapach benzyny i
fluorescencyjny kubizm przedmiotów w mieszkaniu gdzie sufit jest podłogą.
budzę się mokra od niczego
przerażona niczym
zachwycona niczym
z telefonem pod poduszką
pustym jak skorupka wielkanocnego jajka
sobota, 18 grudnia 2010
*** (nie)lubię tęsknić
(nie)lubię tęsknić
(nie) lubię wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
(nie)lubię w usta otwarte chwytać zapachu zmarzniętego
(nie)lubię mojej samotności
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
(nie)lubię miłości mojej
idącej boso
po śniegu
Haśka - ty świnko! zabieraj swoją tęsknotę
mam swoją wlekącą sanki paranoi po oblodzonej kładce
jeżdżącą między płucami ostrą łyżwą jak po lodowisku
kiedyś przyjdzie odwilż
wiosna wiosen i ciepło wszelkich ciepł
teraz
jednak
muszę
przywitać się z kolejnym tygodniem braków niedostatków zim i zimn
moja tęsknota
bawi się mną jak kot kłębkiem włóczki
moją bajkę przebiła strzała
Thom Yorke powie ci coś na ten temat: klik
(nie) lubię wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
(nie)lubię w usta otwarte chwytać zapachu zmarzniętego
(nie)lubię mojej samotności
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
(nie)lubię miłości mojej
idącej boso
po śniegu
Haśka - ty świnko! zabieraj swoją tęsknotę
mam swoją wlekącą sanki paranoi po oblodzonej kładce
jeżdżącą między płucami ostrą łyżwą jak po lodowisku
kiedyś przyjdzie odwilż
wiosna wiosen i ciepło wszelkich ciepł
teraz
jednak
muszę
przywitać się z kolejnym tygodniem braków niedostatków zim i zimn
moja tęsknota
bawi się mną jak kot kłębkiem włóczki
moją bajkę przebiła strzała
Thom Yorke powie ci coś na ten temat: klik
piątek, 17 grudnia 2010
absinthe makes the heart grow fonder
śnieg przysypał wszelkie wątpliwości
na środku zaoknia wyrósł bałwan uprzednich uprzedzeń
dwie świeczki o zapachu orzechowego cappuccino drżą
rzucając na ściany cień wspomnień
intensywny zapach teraźniejszości nie pozwala jednak na podróże w czasie
ucho przytulam więc do massive attack
pod rdzawą pościelą chomikuję wszelkie uczucia zrodzone z grudniowego lodu
moje serce wygląda jak to z teledyskowego fotela closer (przyp. aut. nine inch nails)
wznosić modlitwy mi trzeba
żeby pociągi nie były spóźnione
żeby pociągnąć za spust i odstrzelić tęsknocie łeb
bo w sercu nowy sopel lodu który nie chce się stopić.
na środku zaoknia wyrósł bałwan uprzednich uprzedzeń
dwie świeczki o zapachu orzechowego cappuccino drżą
rzucając na ściany cień wspomnień
intensywny zapach teraźniejszości nie pozwala jednak na podróże w czasie
ucho przytulam więc do massive attack
pod rdzawą pościelą chomikuję wszelkie uczucia zrodzone z grudniowego lodu
moje serce wygląda jak to z teledyskowego fotela closer (przyp. aut. nine inch nails)
wznosić modlitwy mi trzeba
żeby pociągi nie były spóźnione
żeby pociągnąć za spust i odstrzelić tęsknocie łeb
bo w sercu nowy sopel lodu który nie chce się stopić.
niedziela, 5 grudnia 2010
too late!
urodziłam nową namiętność
chcę grać.
to dziecko umrze.
udusi się.
za późno! za późno! za późno!
chcę grać.
to dziecko umrze.
udusi się.
za późno! za późno! za późno!
appendix 81.
like warm caramel down my throat...
like slipping on chocolate pudding towards heaven...
nie ma mnie dla nikogo do końca dnia!
like slipping on chocolate pudding towards heaven...
nie ma mnie dla nikogo do końca dnia!
sobota, 4 grudnia 2010
szkodnik
wymiecione spod dywanu
pyszczkiem odkurzacza wciągnięte
zaniedbania
boleści siedem i pół
czyste kartki wietrzą się w sercu
wycinanki krwawe spalone
w wieczystym ogniu przemijalności
tej nocy nam nie po drodze
ta zima czystym śniegiem jest
bielą otula czarne płuca jesieni dogorywającej
na rzęsach zawieszam migoczące gwiazdki
na ustach błysk tafli lodu
na głośnikach repertuar zimowy
wróćże człowieku z tego wrocławia bo tak mi jakoś dziwnie...
może po prostu mnie zabij. po cichutku. kulturalnie.
- mikromusic "szkodnik" (sova, 2010)
pyszczkiem odkurzacza wciągnięte
zaniedbania
boleści siedem i pół
czyste kartki wietrzą się w sercu
wycinanki krwawe spalone
w wieczystym ogniu przemijalności
tej nocy nam nie po drodze
ta zima czystym śniegiem jest
bielą otula czarne płuca jesieni dogorywającej
na rzęsach zawieszam migoczące gwiazdki
na ustach błysk tafli lodu
na głośnikach repertuar zimowy
wróćże człowieku z tego wrocławia bo tak mi jakoś dziwnie...
może po prostu mnie zabij. po cichutku. kulturalnie.
- mikromusic "szkodnik" (sova, 2010)
czwartek, 2 grudnia 2010
appendix 80.
zbieram zakurzoną muzykę
palcem
jak okruszki ze stołu
ziarenka soli
cukru
strzepuję gwałtownym ruchem dłoni nieistniejące pyłki
z jej idealnej powierzchni
słyszana tak niedawno
szybko porzucona
jak kobieta
bosonoga na śniegu
z krwawiącymi ustami
popękanymi dłońmi
zbieram muzykę jak kłębki kociego futra przyczepione tajemną siłą do koca
jak perły rozsypane ze sznura samobójczyni
tańczącej czarne tango czerwoną nocą
(pod dywan zamiatam
mord
autoagresję
zniszczenie
autodestrukcję
okaleczanie
samobójstwa
ostre noże
mocne pętle
piramidę białych tabletek)
muzyka the irrepressibles gra tak intensywnie że pęka mi serce.
palcem
jak okruszki ze stołu
ziarenka soli
cukru
strzepuję gwałtownym ruchem dłoni nieistniejące pyłki
z jej idealnej powierzchni
słyszana tak niedawno
szybko porzucona
jak kobieta
bosonoga na śniegu
z krwawiącymi ustami
popękanymi dłońmi
zbieram muzykę jak kłębki kociego futra przyczepione tajemną siłą do koca
jak perły rozsypane ze sznura samobójczyni
tańczącej czarne tango czerwoną nocą
(pod dywan zamiatam
mord
autoagresję
zniszczenie
autodestrukcję
okaleczanie
samobójstwa
ostre noże
mocne pętle
piramidę białych tabletek)
muzyka the irrepressibles gra tak intensywnie że pęka mi serce.
deja vu!
trąbka
ja
i
inne
kobiety...
(chwileczkę!
teraz to
TYLKO
JEDNA -
Marilyn)
i mam czego chciałam.
i jestem przedszczęśliwa.
ja
i
inne
kobiety...
(chwileczkę!
teraz to
TYLKO
JEDNA -
Marilyn)
i mam czego chciałam.
i jestem przedszczęśliwa.
wtorek, 30 listopada 2010
żegnaj, najdroższy.

porque te vas (klik!)
gaszę w sobie ostatnią myśl
uspokajam serce
przeprogramowuję przyspieszone tętno
wagon wspomnień odstawiam na bocznicę
pożegnaniem z TOBĄ witam się z NIM...
uspokajam serce
przeprogramowuję przyspieszone tętno
wagon wspomnień odstawiam na bocznicę
pożegnaniem z TOBĄ witam się z NIM...
niedziela, 28 listopada 2010
eraser
dwa 'nowe' albumy nine inch nails
kłują w uszy
retro medalion z zatopionym w różowawym szkle królikiem
dynda na szyi w takt help me I'm in hell
wymazywanie - właśnie tak wygląda
a ja za dwie godziny idę na randkę
z przeznaczeniem?
na pewno na randkoterapię.
kłują w uszy
retro medalion z zatopionym w różowawym szkle królikiem
dynda na szyi w takt help me I'm in hell
wymazywanie - właśnie tak wygląda
a ja za dwie godziny idę na randkę
z przeznaczeniem?
na pewno na randkoterapię.
erase you.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















