nie zasłużyłeś.
...and Susie knows her baby was a family man
but the world has got him down on his knees
środa, 31 sierpnia 2011
sens?
to jak mówić spalonemu domowi
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)
zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku
but if you feel better, I don't mind
uspokój ją
podaruj spokój sobie
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)
zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku
but if you feel better, I don't mind
uspokój ją
podaruj spokój sobie
wtorek, 30 sierpnia 2011
appendix 132.
czasem trzeba wyjść z siebie
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu
i dlatego lubię mówić z tobą
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu
i dlatego lubię mówić z tobą
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Haśka wieczorową porą.
przyszła do mnie powoli
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.
jesteś
jak księżyc wyraźny
świecisz
na moim chłodnym niebie
niedziela, 28 sierpnia 2011
jar of hearts.
oglądam Smallville i kroję jabłka w półplasterki
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.
sobota, 27 sierpnia 2011
contagious & overwhelming
jest mnie za dużo
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum
appendix 131.
zginę
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem
wszystkiego najlepszego, Neno.
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem
wszystkiego najlepszego, Neno.
samotność & bezsenność.
dosięgły mnie
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem
a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?
27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem
a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?
27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie
piątek, 26 sierpnia 2011
jestem lżejsza od fotografii.
nie bardzo rozumiem i nie jestem pewna czy chcę
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy
bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy
bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać
czwartek, 25 sierpnia 2011
appendix 130.
przerost treści nad ciałem
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.
duszę duszę.
znalazłam zgubione kawałki siebie
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka
o(d)suwam się
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka
o(d)suwam się
środa, 24 sierpnia 2011
appendix 129.
wróciłam
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu
- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu
- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.
kit(s)chen stories 1 i 1/2.
pie(ka)rnikowy zegar pokazuje 00:02
w nowej kuchni gotuje się stare rzeczy
resentymenty
od roku siedzę w tym samym garnku
pod przykrywką rzeczywistości
musiałam wskoczyć tu przez przypadek
ścianki parują a woda bulgocze
czasem bywa za gorąco
serce pęka i rozłazi się kipiąc na czystą kuchenkę
znowu zostawia za sobą brud kopcące kominy
jeden wyższy
aorta
pod kapeluszem pokrywki kiszą się słabe myśli
rozmoczone przez wspomnienie
nie potrafiące nabrać stałych kształtów i przynależności
muzyka odbija się i wraca jak bumerang
na zdrowie
zeskrobuję pleśń zapomnienia z garnuszka życia
próbuję przeskoczyć o ten rok w tył
znaleźć siebie tam gdzie się zgubiłam
krążę w kółko
tłukę talerze
wypijam kolejne odgazowane piwo
światłości szukam w lodówce
czy poturlam się daleko wraz z kostką lodu która kapryśnie wyskoczyła z mroźnego mieszkania
czy przypalę się i już zawsze będę tylko zapachem spalenizny której każdy chce się pozbyć
(żebym tak chociaż wyparowała i mogła z powrotem wrócić jako tlen do ukochanych układów oddechowych)
jutro jadę znaleźć siebie
na ławeczce przy trochę wyższej temperaturze
przy kawie trochę bardziej mlecznej niż wtedy
pod koniec sierpnia blisko początku września
jutro stanę znów na rogu żółtego domu patrząc na drogę w górę
(strumienia?)
za plecami mając pastelowe ściany jego mieszkania
- tam się nie wróci już nigdy - żałować też nie będę
dwie chwilę popatrzę przetrę chodniki tymi samymi trampkami
zachłysnę się tym do bólu czystym powietrzem
skoro nawet krakowskie tramwaje mówią: zadbaj o swoje serce - jedź do...
toteż jadę
nie obiecuję że wrócę ta sama
bo być może jak okruszki z francuskiego rogala z czekoladą
zbiorę tam resztki siebie
sprzed roku - nadające się jeszcze do recyclingu.
wtorek, 23 sierpnia 2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
appendix 128.
znalazłam w telefonie twoje zdjęcie z Clintem
uśmiałam się do nieprzytomności
uśmiałam się do nieprzytomności
kryształowe zamki się muzycznie kruszą w tle
z w a r i o w a ł a m
modlitwa 01. (Lord, let there be revival)
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę
wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę
wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać
jeszcze raz mówię: nie mnie dziękuj.
ja też mam za co.
ja też mam za co.
sobota, 20 sierpnia 2011
piorun.
Piorun może wywołać pożar. Uderzenia rozrywają pnie drzew i mury, potrafią oderwać płyty kamienne wykładzin dachowych, murów ważące do 100 kg i odrzucić je na kilka metrów, przepalają cienkie druty, wywołują uszkodzenia instalacji elektrycznych, telefonicznych i innych opartych o metalowe przewody, niszczą urządzenia elektryczne. Temperatura w kanale przewodzenia pioruna jest tak wielka, że krzemionka zawarta w ziemi w miejscu uderzenia topi się.
srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza
srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza
czwartek, 18 sierpnia 2011
emigrantka.
nie myślę dłużej się przejmować
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie
nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie
nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you
sobota, 13 sierpnia 2011
appendix 127.
niebo się obraziło
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość
klik (przypadkiem się włączyło i zostało)
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość
klik (przypadkiem się włączyło i zostało)
piątek, 12 sierpnia 2011
jesteśmy.
spięcie między dodatnim a ujemnym
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.
środa, 10 sierpnia 2011
Evelyn.
wtorek, 9 sierpnia 2011
wariac ja.
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest miłość
pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech
zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból
pokażę.
pokaż im czym naprawdę jest miłość
pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech
zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból
pokażę.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
to byłby wielki nietakt gdyby było nie tak.
mój organizm nie jest przyzwyczajony do tak wielkich dawek szczęścia
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje
i nawet płaczę na słodko.
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje
i nawet płaczę na słodko.
niedziela, 7 sierpnia 2011
appendix 125.
biomet: dziś wyjątkowo korzystny
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie
leżę na podłodze...
leżę na podłodze i piję kawę
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa
gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa
gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
wtorek, 2 sierpnia 2011
electrical storm.
łapię świetliki w dłonie
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
a kiedy? jak będę stara?
- zapytałem cię chyba o coś.
- a ja ci chyba odpowiedziałam.
- jak chcesz.
- no to o czym byś chciał napisać?
- o nas.
- chyba żartujesz.
- a dla czego nie? historia miłosna z wątkiem kolejowym. ona miała do niego pociąg...
- to ty przestań. [...] no to o czym będzie ta historia?
- kobieta. mężczyzna. przypadkowe spotkanie. trochę kłamstw. może zdrada? na koniec parę łez.
Prosta historia o miłości (2010), reż. Arkadiusz Jakubik
sobota, 30 lipca 2011
polewa mi wódki albo wiąże mi sznur.
on: prosta historia o miłości...
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
strach.
przecież wiesz ile znaczysz
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
czwartek, 28 lipca 2011
appendix 124.
wypisały się długopisy a internet znów za ciasny
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
byłeś.
jak wyrastają skrzydła nie boli wcale
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
środa, 27 lipca 2011
Internet mnie dzisiaj nie mieści.
jw.
wdrapałam się na drogę jedną z wielu dróg
idę powoli
by niczego
niczego nie przegapić
idę powoli
appednix do appendixu.
kiedy w proponowanych zdjęciach pojawiasz mi się obok pana Bezczelnego
- bezcenne
- bezcenne
appendix 123.
- ty mówisz mi komplementy w taki sposób że mnie obrażają.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
ważne/ukryte.
ważne że w domu.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
wtorek, 19 lipca 2011
appendix 122.
kupiłam pamiętnik
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
gdzie jest moja pewność?
lepszy plan na przyszłość:
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
zmarszczki na czole oznaczają zgryzoty.
tak bardzo chciałabym
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
poniedziałek, 18 lipca 2011
appendix 121.
- chcę żeby było normalnie.
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
+ tag: zachwyt absolutny: KLIK
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
strange little girl, where are you going?
chcę schować wilka do pudełka zapałek.
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
niedziela, 17 lipca 2011
sobota, 16 lipca 2011
czwartek, 14 lipca 2011
jeszcze będzie normalnie.
nie boję się
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
czwartek, 7 lipca 2011
Alicja Liddell.
Alicja Liddell nudzi się w tym mieście do obłędu. nawet nie do szaleństwa bo szaleństwo nie zawsze jest nacechowane pejoratywnie. obłęd tak. snuje się między chmurą z deszczem a ciepłym powietrzem lata. przechodzi przez obdarte ze złudzeń stacje kolejowe i patrzy na czerwoną harmonijkę ściany bloku (przez okno). kołyszą się małomiasteczkowe drzewa. chodzą mali miasteczkowi ludzie. Alicja Liddell spotyka znudzonego jak ona niebieskiego królika z pilotem od telewizora i jointem w łapkach. nie doczekuje się. biały się gdzieś zgubił. w czarnym kapeluszu czy zielonych skarpetkach.
wtorek, 5 lipca 2011
wszystko po rzeszowsku.
klik
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
poniedziałek, 4 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
sobota, 2 lipca 2011
piątek, 1 lipca 2011
środa, 29 czerwca 2011
tytułem tytułu.
te poranki gdy budzisz się z myślą
że świat obraca się szybciej niż zazwyczaj
świat - okrągła bieżnia
w podskokach przez mokre ulice
serce blisko gardła
skompresowane uczucia
szczęście w ampułkach
i jest tak dobrze i jeszcze lepiej
że powoli uspokajasz się w sobie tak że możesz
spać
spaść z nieznośnej huśtawki
pytam się co to szczęście
a ono się śmieje
że świat obraca się szybciej niż zazwyczaj
świat - okrągła bieżnia
w podskokach przez mokre ulice
serce blisko gardła
skompresowane uczucia
szczęście w ampułkach
i jest tak dobrze i jeszcze lepiej
że powoli uspokajasz się w sobie tak że możesz
spać
spaść z nieznośnej huśtawki
pytam się co to szczęście
a ono się śmieje
poniedziałek, 27 czerwca 2011
jestem taka mała.
jestem taka mała
że zmieszczę się między
serialem o nas
a telefonem do niej
zawisnę na koniuszku nadziei
zasłonię oczy jak dziecko które nie może doczekać się niespodzianki
będę czekać na przystanku z którego nie odjeżdża już żaden autobus
jestem taka mała
jak ta zielona zapalniczka
która tak łatwo się gubi
że zmieszczę się między
serialem o nas
a telefonem do niej
zawisnę na koniuszku nadziei
zasłonię oczy jak dziecko które nie może doczekać się niespodzianki
będę czekać na przystanku z którego nie odjeżdża już żaden autobus
jestem taka mała
jak ta zielona zapalniczka
która tak łatwo się gubi
piątek, 24 czerwca 2011
zwijam się.
przykro mi że nie mam serca pojemnego jak przedwojenna wanna
tylko jak naparstek
tylko jak naparstek
[edited by nena, 24 cze 2011, 10:37]
wtorek, 21 czerwca 2011
ja jestem tragiczna czy życie jest tragiczne?
tak to powinno wyglądać
gdyby mnie nie zamurowało
z nerwów ze strachu ze zrezygnowania:
- nie dbam o to.
niech mi pani wpisze to ndst.
przyjdę we wrześniu.
o ile dożyję.
wie pani?
myślałam że jest pani człowiekiem
ale chyba się pomyliłam
warzywem też pani nie jest
bo nawet karczoch ma serce!
gdyby mnie nie zamurowało
z nerwów ze strachu ze zrezygnowania:
- nie dbam o to.
niech mi pani wpisze to ndst.
przyjdę we wrześniu.
o ile dożyję.
wie pani?
myślałam że jest pani człowiekiem
ale chyba się pomyliłam
warzywem też pani nie jest
bo nawet karczoch ma serce!
pisać o tobie.
lubię pisać o tobie
do ciebie
z tobą lubię być
chodzić
zwiedzać codzienność
zaglądać do zakamarków boskich nieświadomości
szukać szczęść w nieszczęściach
biegać za rozumem i nie pamiętać gdzie on tak naprawdę jest
lubię zasypiać i budzić się obok ciebie
zasypywać cię wspomnieniami też lubię
nie odchodź nigdy za daleko
o jedno do widzenia za daleko
do ciebie
z tobą lubię być
chodzić
zwiedzać codzienność
zaglądać do zakamarków boskich nieświadomości
szukać szczęść w nieszczęściach
biegać za rozumem i nie pamiętać gdzie on tak naprawdę jest
lubię zasypiać i budzić się obok ciebie
zasypywać cię wspomnieniami też lubię
nie odchodź nigdy za daleko
o jedno do widzenia za daleko
poniedziałek, 20 czerwca 2011
popaprane.
Ibsen
L.U.C
kodeina
dlaczego znów budzę się gdzie indziej? przecież zasnęłam w trójkątnej jadącej po przekątnej windzie. popaprane.
halucynenacje
L.U.C
kodeina
dlaczego znów budzę się gdzie indziej? przecież zasnęłam w trójkątnej jadącej po przekątnej windzie. popaprane.
halucynenacje
niedziela, 19 czerwca 2011
appendix 117.
Nieustraszony, z kopią w dłoni i odbiciem jedności w sercu, zdobyłem jej wieżę i wyniosłem ją na białe anemonem pole, i w cieniu olbrzymiego lasu pierwszym zbudziłem pocałunkiem.
/Witkacy 622 upadki Bunga/
znów mam gorączkę sienną
i włączony syndrom śpiącej królewny.
znów mam gorączkę sienną
i włączony syndrom śpiącej królewny.
skins.
sobota, 18 czerwca 2011
appendix 116.
jutro nie lubi przychodzić
bo jak już przyjdzie
ludzie nazywają je dzisiaj.
nie lubi tracić własnej tożsamości.
jutro zawsze cierpliwie czeka
i przychodzi pod osłoną nocy
gdy króluje nieświadomość
i gdy może być jeszcze nazwane swoim imieniem.
jutro żyje tak krótko
jutro biegnie jak owady po wodzie
jutro zawsze coś ze sobą niesie
choćby to miała być puszka pandory
lubię jutro.
bo jak już przyjdzie
ludzie nazywają je dzisiaj.
nie lubi tracić własnej tożsamości.
jutro zawsze cierpliwie czeka
i przychodzi pod osłoną nocy
gdy króluje nieświadomość
i gdy może być jeszcze nazwane swoim imieniem.
jutro żyje tak krótko
jutro biegnie jak owady po wodzie
jutro zawsze coś ze sobą niesie
choćby to miała być puszka pandory
lubię jutro.
piątek, 17 czerwca 2011
wielka łapa z kosmosu trzyma mnie za kark.
pseudooptymizm rozlał się po pokoju z siłą tsunami
nie wiem której nitki myśli mam się złapać
beztrosko zwisają z sufitu koślawe wspomnienia
boję się że jak któreś z nich pociągnę niebo zawali mi się na głowę
te powyciągane dłonie które czekają na uścisk żeby rozerwać mi żyły
przesuwam się po pokoju omijając królicze nory
kraina czarów w remoncie
boję się że mogę wpaść nie w te drzwi w które powinnam
tam nie częstują herbatą
raczej winem z kodeiną
boję się że świat straci zarysy
boję się że ja stracę zmysły
boję się że przestanę mieć jakikolwiek wpływ na rzeczywistość
boję się że jak następnym razem zawiesi mi się serce nie da się go naprawić.

na kozetce leżę sobie
myśli unikam
słów też bo słowa lubią ze mnie drwić
pełnia spełnia po raz drugi.
coś zaświtało w głowie i za oknem
kiedy obudziłam się bogatsza o te kilkanaście godzin z tobą.
kiedy obudziłam się bogatsza o te kilkanaście godzin z tobą.
środa, 15 czerwca 2011
appendix 115. [2]
22:33
- księżyca nie było.
- nie było. mam swoje teorie na ten temat.
[...]
22:48
- widzę księżyc!
- księżyca nie było.
- nie było. mam swoje teorie na ten temat.
[...]
22:48
- widzę księżyc!
wiedziałam.
wybór był prosty: albo ty i księżyc
albo żaden z was
wybór był prosty: albo ty i księżyc
albo żaden z was
appendix 115.
czasami wyrastają skrzydła i to bardzo boli.
co znów robię nie tak
nie siak
nie inaczej?
dlaczego mam łatwo mnące się serce
bez żelazka w komplecie?
ciągle gubię kawałki siebie
a przecież nie mam części zapasowych.
turlają się fragmenty mnie
po gołębiej i czterech pokojach.
chcę mieć krem do wysadzenia miasta.
przyrzekam że już nigdy się nie zabiję
potykając się o myśli wyrastające z podziemności.
co znów robię nie tak
nie czarno
nie biało
nie kolorowo?
dlaczego mam głowę która myśli nocą
zamiast trzeźwej o poranku?
ciągle wybebeszam słowa w poszukiwaniu dodatkowych sensów
igły w stogu siana
widły z igły też robię
kute na zamówienie
wbijane w plecy nieświadomych.
co znów robię nie tak?
nie siak
nie inaczej?
dlaczego mam łatwo mnące się serce
bez żelazka w komplecie?
ciągle gubię kawałki siebie
a przecież nie mam części zapasowych.
turlają się fragmenty mnie
po gołębiej i czterech pokojach.
chcę mieć krem do wysadzenia miasta.
przyrzekam że już nigdy się nie zabiję
potykając się o myśli wyrastające z podziemności.
co znów robię nie tak
nie czarno
nie biało
nie kolorowo?
dlaczego mam głowę która myśli nocą
zamiast trzeźwej o poranku?
ciągle wybebeszam słowa w poszukiwaniu dodatkowych sensów
igły w stogu siana
widły z igły też robię
kute na zamówienie
wbijane w plecy nieświadomych.
co znów robię nie tak?
wtorek, 14 czerwca 2011
na gorącym dachu mojej głowy.
niepokój to kulka pieprzu pływająca w bezgranicznym szczęściu.
albo ją rozgryziesz albo uda ci się ją wyłowić i wyrzucić poza zakres szczęśliwości.
mam wrażenie że serce mam bardziej rozciągliwe od żołądka.
i nie mniej żarłoczne.
albo ją rozgryziesz albo uda ci się ją wyłowić i wyrzucić poza zakres szczęśliwości.
mam wrażenie że serce mam bardziej rozciągliwe od żołądka.
i nie mniej żarłoczne.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
goodnight & go.
przyczyniasz się do powstawania zmarszczek mimicznych wokół moich oczu i ust a mimo to nadal niezwykle (niezwyczajnie) cię lubię.
niedziela, 12 czerwca 2011
home.
klik!
Him: Well there's something I never told you about that night.
Her: What didn't you tell me?
Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you till just now.
pożegnał mnie słodki zapach przykościelnej lipy.
mieszanka ziół spakowana przez babcię do pudełeczka (którego zapomniałam zabrać!)
pazurki najdroższej mi kotki pod słońcem plus w pakiecie ząbki tejże wbite w mój kciuk.
wróciłam.
Him: Well there's something I never told you about that night.
Her: What didn't you tell me?
Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you till just now.
pożegnał mnie słodki zapach przykościelnej lipy.
mieszanka ziół spakowana przez babcię do pudełeczka (którego zapomniałam zabrać!)
pazurki najdroższej mi kotki pod słońcem plus w pakiecie ząbki tejże wbite w mój kciuk.
wróciłam.
środa, 8 czerwca 2011
(m)hm.
- and please stop doing that.
- stop doing what?
- looking at me like... like that.
- why not?
- because... because I like it.
(źródło: WCMI - do czytoglądania)
- stop doing what?
- looking at me like... like that.
- why not?
- because... because I like it.
(źródło: WCMI - do czytoglądania)
i pomyśleć że
niektórzy nazwą to fikcją.
niektórzy nazwą to fikcją.
wtorek, 7 czerwca 2011
ukryte.
serce rozłupywane dziadkiem do orzechów
nie zasnę już dziś
trzymam na barkach twój świat
musisz istnieć
to jedyna rzecz do jakiej cię zmuszam
istniej
bądź
znajdź mnie w ciepłym futrze kota
otwieram twoje okna na oścież
dym ucieka z twojego pokoju
nigdy więcej mgieł
nigdy więcej duszącej beznadziejności
proszę
tego nie robi się 7 czerwca...
nie zasnę już dziś
trzymam na barkach twój świat
musisz istnieć
to jedyna rzecz do jakiej cię zmuszam
istniej
bądź
znajdź mnie w ciepłym futrze kota
otwieram twoje okna na oścież
dym ucieka z twojego pokoju
nigdy więcej mgieł
nigdy więcej duszącej beznadziejności
proszę
tego nie robi się 7 czerwca...
boję się.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
z (pół)obrotu sfer niebieskich.
księżyc obrócił się już dwa razy
grawitacja bliska zerowej
przyciąganie planet
kosmos się uparł żeby
zagubione komety się zderzyły
grawitacja bliska zerowej
przyciąganie planet
kosmos się uparł żeby
zagubione komety się zderzyły
appendix 114.
poparzyłam sobie podniebienie żarem twoich słów.
uwielbiam to piekące przypomnienie że umiemy pięknie [prawdziwie!] mówić.
uwielbiam to piekące przypomnienie że umiemy pięknie [prawdziwie!] mówić.
niedziela, 5 czerwca 2011
piątek, 3 czerwca 2011
nocą.
przez życie jadę tramwajem
bardziej zachwycam się sadzą nieba
niż czerwonym ferrari
na skrzyżowaniu z ulicą Klimeckiego
niosę swoje czarne box of desire
dzwonią dwa grosze w kieszeni
wracam po to żeby zjeść kanapki
i powiedzieć sobie dobranoc
wracam po to żeby jutro znów wsiąść w tramwaj
i pojechać jak zawsze w inną niż twoja stronę
bardziej zachwycam się sadzą nieba
niż czerwonym ferrari
na skrzyżowaniu z ulicą Klimeckiego
niosę swoje czarne box of desire
dzwonią dwa grosze w kieszeni
wracam po to żeby zjeść kanapki
i powiedzieć sobie dobranoc
wracam po to żeby jutro znów wsiąść w tramwaj
i pojechać jak zawsze w inną niż twoja stronę
czwartek, 2 czerwca 2011
środa, 1 czerwca 2011
it's all over.
deszcz burzowy to zawsze płacz z miłości
inne deszcze mogą płakać ze wzruszenia
szczęścia
smutku
rozpaczy
zwątpienia
niepewności
zmęczenia
złości
w burzy zawsze chodzi o miłość
inne deszcze mogą płakać ze wzruszenia
szczęścia
smutku
rozpaczy
zwątpienia
niepewności
zmęczenia
złości
w burzy zawsze chodzi o miłość
wtorek, 31 maja 2011
jeśli czegoś nie można zmienić trzeba to pokochać.
dzisiejszy dzień spędzam siedząc w pasiastym szlafroku i narzekając na ból w boku który męczy mnie już od ponad tygodnia. do lekarza nie pójdę. a jakże! nie lubię zapachu przychodni. nie lubię pań w rejestracji. nie lubię kiedy zakładają mi kolejną kartotekę. kartotekę rozkładu mojego ciała. lekarzy też nie lubię. zapytają czy boli. siądą odgrodzeni białym stołem. wypiszą świstek i wyproszą. w końcu twoja choroba nie jest jedyną chorobą na świecie. a już na pewno nie najważniejszą. moje endorfiny rozsypują się na korytarzach przychodni. lecznic. szpitali. wolę trzymać je skumulowane w swoim wnętrzu lecząc się czym popadnie. w domu.
- akceptujesz to że między nami jest tak jak jest, prawda?
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.
poniedziałek, 30 maja 2011
twinkle twinkle eyes of cat.
dziękuję ci za mruczącego kota camero dzisiaj kiedy dzień śmierdział rozkładem
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał
SHOWTIME!
niedziela, 29 maja 2011
piątek, 27 maja 2011
it'll end in tears.
najbardziej boję się umierania na wiosnę
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian
czwartek, 26 maja 2011
refflection znaczy odbicie. odbiło mi.
bo my wszyscy chcemy być od razu
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.
środa, 25 maja 2011
zwiastuny końca świata.
there's something rotten in the state of Denmark.łamią się drogi pod ciężarem zakrętów
ludzie zderzają się barkami w przejściach podziemnych
najdłuższy kontakt wzrokowy nawiązują czekając w kolejce na poczcie
gapią się na swoje buty zapominając że wisi nad nimi coś wartego uwagi
p.s. dobrze
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu
Subskrybuj:
Posty (Atom)


