przejście pod dworcem znów zaatakowało nakręcanymi szczekającymi pieskami
smrodem starych oscypków i fizjologii bezdomnych
przekupki od butów torebek i niezliczonej ilości bajgli siedziały w futrzanych czapach i grubych skarpetach z zakopiańskiej (a jakże!) wełny
owoc żywota tego miasta - bombonierka słowackiego błyszczała nadsłodyczą
przebiegle przebiegłam między żebraczką łysą opatuloną bez nogi
nie mam nie dziękuję za ulotkę kredyt szkołę języków ludzi i aniołów
świecące sztucznością sople na drzewach pod barbakanem
znicze dla samobójców
z okazji walentynek 14 luty - nie zapomnij o niej o nim o tym że jesteś z kimś w związku
z czym?
przepłucz usta coca-colą z mcdonalda może wypali kłamstwo niedopowiedzenie nie kochanie nie zdradziłem naszej strasznie ważnej dla ciebie tylko i wyłącznie relacji nie utopiłem w wódce wierności która jest przecież najważniejsza tylko i wyłącznie dla ciebie
kupię ci różę na walentynki tą z kiosku na rogu szewskiej bo zwiędnięta ale za cztery złote
tyleś warta patrz jak się wykosztowałem jak pamiętałem bo pamięć bombardowała mnie od dziesięciu przystanków od bronowic do bagateli dziś święto zakochanych dziś kocham cię za cztery złote
pójdziemy więc szybko do tego czy tamtego klubu gdzie głośna muzyka i czerwone ściany pokażę ci miłość opartą o nie w toalecie pokażesz mi czy mnie kochasz bo tylko tak potrafisz - ty najważniejsza i najdroższa nawet nie dla siebie a co dopiero dla mnie
gołębia śmierdziała spalonymi przed chwilą papierosami studentów
weszłam w korytarze uniwersytetu z Józefem Szajną na ramieniu i Kantorem w kieszeni
dziękuję że mogłam wyrzygać tę wiedzę już mi lżej panie doktorze nauki
porzygana więc wracam do domu z różową półsłodyczą wina z wiórkiem kokosowym w ciastku.
obleśny Krakowie, kocham cię.