niedziela, 8 maja 2011
appendix 106.
sobota, 7 maja 2011
appendix 105. (Diablak)
– Skąd tyle pesymizmu u takiej młodej, atrakcyjnej dziewczyny?
– Mój pesymizm nie ma nic wspólnego z moim wyglądem.
– Na pewno ma pani rację. Tak mi się tylko powiedziało. Szkoda, że nie chce pani zdradzić swej historii. Może kiedyś?
– Nie jest to coś, co można opowiedzieć. Ja z tym muszę żyć, już zawsze.
– Mówi pani jak największy zbrodniarz, którym pani na pewno nie jest.
– To jest taka wina bez winy i w dodatku nie moja – albo moja jedynie w pewnym złowrogim sensie.
dobij mnie dobitnie.
x: (...) tylko którą półkulą ty jesteś?
nen: no właśnie ciężko powiedzieć... hm...
x: (przerywając) chociaż z drugiej strony... kto powiedział że mózg można dzielić tylko na półkule? przecież można go przeciąć na połowę również w tym drugim kierunku.
nen: masz rację. na to nie wpadłam...
miałam kawałek swojego Diablaka
powinnam częściej podróżować TLK
w warsie albo w wagonach pierwszej klasy
częściej opowiadać
odpowiadać
ludziom
zanim zajrzą do cuchnącego rozkładającym się mięsem i krwią przedziału rzeźnika
który w uśmiechem na ustach i toporem w ręku przerobi każdego z nich na rozdział miniony
przebrzmiały
były
nadający się tylko do recyclingu wspomnień na bloga.
piątek, 6 maja 2011
spóźnia się.
żołądek odmówił posłuszeństwa
organizm zareagował zbyt nerwowo
gorączką
spóźnia się czas w którym miałam być szczęśliwa
przecież to maj
maj takich rzeczy nie robi
nie odkłada na później uśmiechu...
- pocałuj mnie.
- teraz?
- a kiedy? jak będę stara?
poniedziałek, 2 maja 2011
piątek, 29 kwietnia 2011
appendix 104.
standing here for ever
hoping you how ever
I'm a little girl
boiled into a mature
little piece of work
so if you see me
so if you see me
just smile
błogosławieństwo.
while watching the royal wedding…
plus taki sobie klik
w poszukiwaniu jakichkolwiek wzruszeń...
czwartek, 28 kwietnia 2011
optymalny optymizm.
i przypomniało mi się jak czekałam na peronie na pociąg którym wiedziałam że nie przyjedziesz
że już przyjechałeś wcześniej a czekałam sobie bo z samego czekania dobrze mi się robiło.
środa, 27 kwietnia 2011
nudno do obłędu.
męczę i dręczę dramat feministyczny.
on męczy i dręczy mnie.
uczciwa
/uczuciowa?/
wymiana.
gdzieś uciekło mi pół dnia o pięknej dacie.
czekam na małe trzęsienie ziemi. na mrugnięcie ogromnych powiek.
moja rzeczywistość ziewa. lekceważy chaos i destrukcję. lekceważy bunt języka.
moja rzeczywistość leży jak kot na kaloryferze.
rozkurcza łapkę żeby pokazać pazurki.
wtorek, 26 kwietnia 2011
niedziela, 24 kwietnia 2011
destination: wieś na ka.
zwykły do robienia zwykłych zdjęć.
łąka.
zwykła do brodzenia w zwykłej trawie.
ja.
zwykła.
tęskniąca.
utrwalająca.
czwartek, 21 kwietnia 2011
znowu na huśtawce.
a i zobaczyłam te zdjęcia.
i śmiałam się.
bo bardzo mi kogoś przypomniałeś.
może kiedyś ci opowiem.
środa, 20 kwietnia 2011
it's gonna be a bright beautiful day.
żeby dzień był udany
cieniowane niebo parzy w oczy
patrzę na siebie w lustrze i jest mi z tym dobrze
nie zmieniłam się i zmieniłam się tak bardzo
martwienie się na zapas nie ma najmniejszego sensu
tylko noce takie niespokojne
poranki przynoszą ukojenie
wciąga mnie czarna dziura kubka z kawą
niesłodzoną a słodką
od myśli wspomnień westchnień czy raczej westchneń
oh wow lovely.
wtorek, 19 kwietnia 2011
appendix 102.
- nie chce mi się żyć.
- wiem. zawsze byłaś leniwa.
śmieje mi się.
;-)
30 raz
kubek z kawą stoi w tym samym miejscu w którym zostawiłam go rano
za oknem zmieniają opony
wciąż z letnich na zimowe
z zimowych na letnie
na gorące
spis ludności zaklasyfikował mnie jako przedstawicielkę rodzaju ludzkiego.
a moje m do mieszkań a nie kurników.
jestem w szoku.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
appendix 101.
nasączałeś mnie pewnością jak likierem biszkopt.
nasączyłeś mnie jak gąbkę dziś goryczy octem.
niedziela, 17 kwietnia 2011
piątek, 15 kwietnia 2011
żegnaj.
no to fejsbuk jest chyba jedyną osobą która jeszcze ma nadzieję.
czwartek, 14 kwietnia 2011
wtorek, 12 kwietnia 2011
mhm.
tak bardzo się boję
ja sobie nie wyobrażam
nie wyobrażałam
jak bardzo będę się bać
Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. Na lęk bez imienia nie pomagają nawet strzykawki.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
change/pain.
pełen szczęścia pełen spokoju pełen magii
tylko dlaczego jest on przywiązany do mojej szyi?
im wyżej lecimy. tym bardziej mnie dusi.
sobota, 9 kwietnia 2011
oh dear.
oh dear! jak ja siebie znam.
ale będę się oszukiwać
i mówić że mi nie zależy.
piątek, 8 kwietnia 2011
czwartek, 7 kwietnia 2011
appendix 100.
znamy się tak krótko a ja już włożyłam cię w ramkę mojego życia.
już wiem czego nie będę mogła słuchać kiedy...
och, jak ja siebie znam!
chyba tylko po to katuję swoje wnętrze nie będę ciebie kochać
chociaż wiem że to nie podziała
właśnie że psiakrew kochać będę
ja już to wiem
chociaż mrugnąłeś przy mnie oczami zaledwie jakieś dwieście czy trzysta razy
jeszcze ta sparanojała wiosna
wszystko zmówiło się przeciwko mnie
wpadnę z deszczu pod rynnę
spod rynny w wodospad
z wodospadu pod wąż ogrodowy
och, jak ja siebie znam!
środa, 6 kwietnia 2011
wtorek, 5 kwietnia 2011
strange what desire makes foolish people do.
- po maratonie różnorakich wersji wicked game
znalazłam najbardziej nenową z możliwych
jeśli miałabym to śpiewać - to tylko w ten sposób
100% Neny.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
niedziela, 3 kwietnia 2011
dylemat (dialog)

- pamiętasz N.? raz prof. U. powiedział żeby zapamiętać to na zawsze, że kiedy napiszesz do kogoś list lub jakąś wiadomość, zdobądź się na to żeby tego nie wysyłać, ale schowaj do szuflady i na drugi dzień bez emocji, na spokojnie odczytaj i zastanów się czy dobrze, że został w szufladzie czy też powinieneś był go wysłać...
- droga B., tylko ja, psiakrew, zamiast szuflad mam niezliczone ilości flaszek z alkoholem, które mówią zupełnie co innego...
jedna z piękniejszych rzeczy jaką mogła mi w tej chwili przynieść pamięć.
serce biega po pokoju jak małe dziecko
puf! puf! wypuszcza powietrze
zakrwawiło podłogę
rozum chce sprzątać bałagan
ale odłączam mu wtyczkę
zapomnienia.
sobota, 2 kwietnia 2011
czwartek, 31 marca 2011
appendix 96. (nie orientujesz się co może łączyć gawrona i sekretarzyk?)
znam odpowiedź.
bzik!
choć poziom fenyloetyloaminy dawno opadł
to dopamina rozgościła się na dobre bujając nogą unosi idealizującą mgłę
noradrenalina zasypia pod kocykiem rozmazanych myśli raz po raz wzdrygana przedsennym wstrząsem
serotonina serwuje emocjonalny rollercoaster
endorfiny zgubiły się gdzieś po drodze między piątym kubkiem kawy a siódmym dniem o podkrążonych oczach
oksytocyna domaga się wybuchu więc estrogeny szaleją
ich nie uda mi się zaspokoić.
bzik! bzik! bzik!
środa, 30 marca 2011
oto wiosna właśnie.
dalmatyńczyk z czerwoną panią
ławeczkowe babcie z pieskami różnej maści i średniej urody
wyścig wózkowych mam
umorusane konfiturą dzieci
studenci pod krzakiem latarnią przewieszeni przez ławkę
jak torebka tej czy owej modnej wiosennie a jakże
ptaki śpiewają tiru riru
przyczajone gołębie czyhają na sezamowe łezki z bajgla
słońce świeci od strony alej
wow.
dziś poznałam twojego ojca
gdybym zapomniała ile masz lat
myślałabym że to ty
ciężko o bardziej konkretne podobieństwo.
środa, 23 marca 2011
wtorek, 22 marca 2011
copy cut paste.
monolog zmontowany na własny użytek (duchowo-uczuciowy) z tekstów z płyty Ekspresje Depresje Euforie zespołu Bruno Schulz.
wyżuć
wypluć
wyrzygać
poniedziałek, 21 marca 2011
z włączonym żelazkiem, r.e.m i stertą brudnych garów.
niedziela, 20 marca 2011
appendix 94.
nie róża nie pączek nie teraz
rączkę pulchną podam w czwartek.
wielki p.
kolejne cztery dni postu -
wyzwolenie czy ostateczna ofiara?
popiół z samobójstw mojej miłości
zmiotłam pod niewidzialny dywan zapomnienia.
nie posypuję już serca solą jednak daleko mi do słodzenia herbaty.
przyjdź
odejmij
obejmij.
sobota, 19 marca 2011
nowonderland.
wiszę na cienkiej nitce uczucia pośród twoich paranoi
wymykasz się spod mojej kontroli
spod swojej kontroli
wymykasz się
chmura pytajników zagęszczona do czarności
usilnie wydzierasz mnie za królicze uszy z ciepłej nieświadomości
przeklinam mówiąc że wolałam kiedy _ _ _ _ _ _ o n rządził tobą
ale bez niego nie wiem kim jesteś
piątek, 18 marca 2011
czwartek, 17 marca 2011
appendix 93.
NAUCZĘ GO WSZYSTKIEGO OD NOWA.
- wspominam słowa snu z drugiego września
nie pytam za jaką cenę.
jestem już zmęczona tym że zawsze jestem zmęczona.

słone paluszki z żółtej miski
do kawy nie na słodko
na słodycz czasu nie ma
paznokcie fuksjują na deszczowym tle
wczoraj zamarzłam na przystanku
dzisiaj zamarzam wewnątrz siebie
siwizna wychodzi na skroniach
farbowanego rudego lisa
klik
wtorek, 15 marca 2011
I'm just a girl you lost to cocaine.
album title: some people have real problems
[sic!]
spacery.
wiem. niektórych piosenek nie zamieszcza się bezkarnie. nie klika się bezkarnie lubię to pod wyjątkowo jednoznacznym statusem...
ale wiesz, niedługo można będzie kręcić seriale o tym jak to rozwijają się miłostki na fejsbuku. no i ja to polubiłam, a on polubił tamto, ale tego już nie, więc nie wiem co o tym myśleć?
- może masz rację. chociaż w naszym (och! jak to dumnie brzmi) wypadku pewnie i tak gołąb upuściłby niekompletnie zaadresowany liścik prosto pod moje stopy kiedy spacerowałabym kilka kilometrów od domu. co wtedy? skąd pewność że to słowa dla mnie? że to słowa od niego? że nie miał na myśli kogoś kto mieszka w tym domu z wielkim oknem pod którym właśnie bym stała. a co jeśli przez to okno zwisałby jasnowłosy warkocz a piegi deszczem posypały się na ulicę? skąd wiedziałabym że to dla krótkowłosej krótkonogiej rudej mnie?
- ech. N. jacy wy (tak, to brzmi tak dumnie) jesteście dziwni. a to pewnie nie koniec...
poniedziałek, 14 marca 2011
niedziela, 13 marca 2011
piątek, 11 marca 2011
coś się zmieniło bez wątpienia.
polski złoty gwałtownie się osłabia
place zabaw zagrażają życiu dzieci
krakowski salon poezji jest poważnie zagrożony
fatalne wiadomości dla kierowców
ból piersi: powód do niepokoju
jej mąż nie żyje - ona ciągle do niego pisze
dla przyjemności zabili trzy osoby - 75-latkę zgwałcili
ale wpadka! Grochola w szortach na uroczystej gali
nieleczone ADHD zwiększa ryzyko depresji u dziecka
Kate Moss znów wywołała skandal
konserwanty zabijają powoli
paliwo droższe niemal o złotówkę - a to nie koniec
słucham Lou Reed'a - płyty New York
kocham cię jak nigdy dotąd
coś się zmieniło bez wątpienia
znów mamy sobie coś do powiedzenia
dziś
wieczorem
ja
ty
oko
w
oko
do galerii diabelsko uroczych niebieskookich dodaję...
środa, 9 marca 2011
wtorek, 8 marca 2011
poniedziałek, 7 marca 2011
czerwonousta.
dostała dziś minimalną dawkę słowa pisanego
czytała sobie na głos
żeby połknąć każdą samogłoskę
każdą spółgłoską podrażnić język i podniebienie
musi wystarczyć
niedziela, 6 marca 2011
sobota, 5 marca 2011
airbag.
popatrzyła na spoczywającą na dnie kubka torebkę
zmarszczona jak małża - pomyślała
dziś przypomniała sobie wszystkie kręgi jego kręgosłupa
był taki przeraźliwie chudy blady zimny
wiesz krążenie - westchnął siadając na zielonym kocu
odruchowo spojrzała w prawo jakby szukając go obok niej na kanapie
jej koc był jednak w kolorze fuksji
tętniący rumianym życiem
nie miał nic wspólnego z tym trupiozielonym jadem jakim otoczył ją wtedy.
chce pamiętać ale sobie nie przypominać
przełyka herbatę
jest spokojniejsza
piątek, 4 marca 2011
old fashioned morphine.
S.I. Witkiewicz "Narkotyki. Niemyte Dusze", rozdz. Morfina
idealny opis miłości, prawda?
give me that old fashioned morphine...
czwartek, 3 marca 2011
appendix 88.
najlepiej uwierzyć/wmówić sobie że jest proste.
jeden taki prorok nawrócił mnie na tę drogę prostoty. i już wiem że będę mu wdzięczna. ja-miss-wieczna-komplikacja. c z u j ą c a.
w ciągu tego weekendu zbiegi okoliczności zalały mnie falą. retrospekcje. deja vu. halucynacje - wdarły się w moje życie. i o mały włos a dostałabym to (co wydawało mi się) najlepsze.
dopiero kiedy odmówiono mi wzięcia tego zrozumiałam, że właśnie ta odmowa oznacza to n a j l e p s z e.
8 września 2010 (komentarz)
tu potrzeba multiwitamin - magnezu.
kanapek z samym masłem
rano w kuchni
brudnych talerzy ułożonych w piramidkę w zlewie.
herbaty earl grey.
tego najpiękniejszego na świecie uśmiechu.
codziennie rano.
podstawiania sobie nóg.
żartów szowinistycznych/feministycznych.
ciepła. takiego kiedy na polu -8.
ławki za Żabką...
i nawet tej nadpobudliwości psychoruchowej...
codziennie wieczór.
ja się nie wyleczę. ja się nie wyleczę! bo skąd ja to wszystko znów dostanę?
3 marca 2011
prawda
patos przez dwa a.
klik
od tej którą byłam wtedy
ta zieleń rozścielonego pod stopami wrześniowego trawnika
do innych niepodobna.
rabarbar nieobecny w rabatkach
pięćdziesiąt drzew zamieszkałych przez rude wiewiórki
dziwnie podobne kity ich
rwą się zdania jak sznur pereł
potem myśli pojedynczych szukam pod stołem
pod kanapą już nie wiem czy jeszcze moją
zabijam zabijam zabijam
się na tonie
rupietliwych starociarskich zgraciałych słów
tonę też
w twoim milczącym zapomnieniu
innym niż tamto tamtejsze
i pewnie wciąż chcę powiedzieć ci to samo
ale już innymi słowami
i niekoniecznie przy -5 stopniach
na ławce w środku nocy w krótkim rękawku w paski
bez zbędnego patosu poproszę
nie utrudniaj
póki jest łatwo jest dobrze
a jak czegoś nie chcę to tego nie robię
hę? co mówisz?
mhm.
że skądś to znasz.
ciekawe.
półrok.
środa, 2 marca 2011
(wyjątkowo krótkie) śnienie
koniec.
may nothing but happiness come through your door.
ty który trwasz nieprzerwanie od roku już bez jednego miesiąca
wytchnienia
zwijam się w kłębek pod czerwonym kocem
tak mocno dotykają mnie macki dni
chciałam tylko żebyś był szczęśliwy
ale nie chciałam żebyś to tylko ty był szczęśliwy
nadzwyczajnie patrzę na świat
podnoszę głowę do góry
kościste palce drzew skrobią znaki na niebie
chłodne dni marca sprały wszelkie nadzieje
na szybką wiosnę
jest tak bezwietrznie że można oszaleć
bez ciepłego kłębka twoich słów
dlaczego ja?
nadal nie potrafię ci odpowiedzieć
tobie który trwasz nieprzerwanie od roku już bez jednego miesiąca
bądź szczęśliwy
niech nic poza szczęściem nie przekracza twoich drzwi
mnie już nie będzie dane...
wtorek, 1 marca 2011
śnienie.
faktycznie za zakrętem palą palą palą. - proszę sobie palić - mówię kulturalnie i z uśmiechem. i zaczyna się pościg. z nożem plastrem na palcu wskazującym tego palącego z brodą i wsiadają do autobusu. - oni nie dbają o to czy ktoś cię w nim zabije. chodzi o to by był wypełniony. by zgadzał się stan pasażerów - mówi znajoma spokojnie. odjeżdżamy (wraz z napastnikami odgrodzonymi od nas kratą) autobusem prowadzonym przez jedną z harajuku girls nazwaną przeze mnie w napadzie gniewu idiotką.
skok w jawę:
dzwonek do drzwi.
mam gorączkę.
nie mam głosu.
nie wystarczy koców żeby pozbyć się tych mini dreszczy.
i muzyka się dopasowała: klik
poniedziałek, 28 lutego 2011
rozwiązki.
jakie to wszystko podle proste
zbieram 10 kg kamienia upadłego z serca
buduję kryptę
- no i co teraz cholerna ślepa Julio?
- co teraz pytasz? radość moja nie jest z tego świata. gdyby radość moja była z tego świata - opowiedziałabym ci o niej.
klik
niedziela, 27 lutego 2011
piątek, 25 lutego 2011
ach!
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech.
uspokój oddech
głupia
głupia
głupia
czwartek, 24 lutego 2011
środa, 23 lutego 2011
kropka nad I (love you).
z fejsbukowego profilu soap&skin.dla Reni za naturalizm serca
dla Gaby za rozsądek serca
dla Kamili za romantyzm serca
klik
wtorek, 22 lutego 2011
wybuchy w sercu. wyskoczyłam z orbity.
świat się kruszy
dostaję skrętu kiszek na myśl o nadchodzącym odlocie z tej planety
elucowy statek wydaje się być dwuosobowy
ktoś z uporem maniaka ściąga pierzynę zapomnienia ze śpiących sentymentów
każe im gnać boso przez zaśnieżoną teraźniejszość
ktoś perfidnie wlewa mi truciznę
przez uszy
oczy
myśli
serce trzasło wezbrana rzeka zerwała falochron
tama pękła z odłamków urodziła kulawą -ość.
poniedziałek, 21 lutego 2011
piątek, 18 lutego 2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
um.. so... well... you know... so... whatever. hi, Andy!
delektuję się czystym dźwiękiem
o niebo lepszych niż krakowskie głośników
odrywam wzrok od wywiadu z Vrenną próbując hamować drgawki śmiechu
którymi raz po raz wzdrygane jest moje dwudziestojednoletnie cielsko.
wyciągam wnioski które po ostatnich winnych libacjach są zadowalające:
starzeję się i to ze strasznym hukiem
opętana przez Mansona mam same szatańskie zdjęcia
na dodatek Witkacy nie ułatwia mi życia budząc we mnie naturę którą z grubsza nazwać można DEMONICIOUS
zdecydowanie uwielbiam wino i sziszę
zdecydowanie jestem uzależniona od fejsbuka
zdecydowanie nie wiem co dzieje się w mojej główce
zdecydowanie nie wierzę w walentynki
a pijane rozmowy o metafizyce ze świeżą o siedem lat młodszą krwią są tylko potwierdzeniem:
sześćdziesiąt kilo żywego kobietonu jest stare.
i lubi to.
whole humongous. paranoid. scardelicious. lovely thing called love. do porzygu.
walentynkowy manifest. yummy, yummy.
enjoy.
środa, 9 lutego 2011
boo!
boli mnie brzuch
razi mnie światło
patrzy na mnie webcam
jestem kobietą
siedzę po turecku
piję kawę po turecku
mielę kawę młynkiem z dawnych czasów
i słodziłabym tę kawę ale nie słodzę
jestem kobietą
słucham wszystkiego co mi się podoba
słucham wszystkich którzy mi się podobają
golę głowę wokoło jak święty antoni
kręcę loki na grzywce palcem
jestem kobietą
wygrałam życie
i wierzę w duchy.
bezczelnie krakowskie piosenki.
zanim opowiesz jak wiele jest jeszcze przed nami. zanim pogodzisz złych mężów z dobrymi żonami. zanim wyliczysz nam kroki dzielące od celu. pozwól na chwilę odetchnąć i pożyć daj.
gdy zapytam co się stało: powiesz nic. jak zwykle nic. tysiąc razy już pytałam. niepotrzebnie, wiem to dziś. gdzie podziała się królowa? co się stało z asem kier? nawet jeśli czegoś szkoda - to ostatnia z naszych gier. wezmę tylko parę książek i Cockera kilka płyt. drzwi za sobą nie zamykam - boję się, więc zrób to ty.
wtorek, 8 lutego 2011
never more, Nevermore.
ja idę znowu sama
znowu pod tę samą górkę
z której zjeżdżam taczkami szczęścia co jakiś czas
powinnam wejść na wawel
stanąć przy barierce
patrzeć na wisłę podzieloną na miliardy maleńkich pikseli
wyrzucić z głowy to o czym tak intensywnie myślałam
siedząc nad kotletem z kurczaka w kokosowej panierce
(będąc jeszcze w domu)
poniedziałek, 7 lutego 2011
because all that knives is this heart.
smrodem starych oscypków i fizjologii bezdomnych
przekupki od butów torebek i niezliczonej ilości bajgli siedziały w futrzanych czapach i grubych skarpetach z zakopiańskiej (a jakże!) wełny
owoc żywota tego miasta - bombonierka słowackiego błyszczała nadsłodyczą
przebiegle przebiegłam między żebraczką łysą opatuloną bez nogi
nie mam nie dziękuję za ulotkę kredyt szkołę języków ludzi i aniołów
świecące sztucznością sople na drzewach pod barbakanem
znicze dla samobójców
z okazji walentynek 14 luty - nie zapomnij o niej o nim o tym że jesteś z kimś w związku
z czym?
przepłucz usta coca-colą z mcdonalda może wypali kłamstwo niedopowiedzenie nie kochanie nie zdradziłem naszej strasznie ważnej dla ciebie tylko i wyłącznie relacji nie utopiłem w wódce wierności która jest przecież najważniejsza tylko i wyłącznie dla ciebie
kupię ci różę na walentynki tą z kiosku na rogu szewskiej bo zwiędnięta ale za cztery złote
tyleś warta patrz jak się wykosztowałem jak pamiętałem bo pamięć bombardowała mnie od dziesięciu przystanków od bronowic do bagateli dziś święto zakochanych dziś kocham cię za cztery złote
pójdziemy więc szybko do tego czy tamtego klubu gdzie głośna muzyka i czerwone ściany pokażę ci miłość opartą o nie w toalecie pokażesz mi czy mnie kochasz bo tylko tak potrafisz - ty najważniejsza i najdroższa nawet nie dla siebie a co dopiero dla mnie
gołębia śmierdziała spalonymi przed chwilą papierosami studentów
weszłam w korytarze uniwersytetu z Józefem Szajną na ramieniu i Kantorem w kieszeni
dziękuję że mogłam wyrzygać tę wiedzę już mi lżej panie doktorze nauki
porzygana więc wracam do domu z różową półsłodyczą wina z wiórkiem kokosowym w ciastku.
obleśny Krakowie, kocham cię.
appendix 84.
największy paradoks
bycie samą nie będąc samą.
największy bezsens
utrzymywać ten stan.
niedziela, 6 lutego 2011
zabiłam białego królika w biegu.
wpadł mi pod nogi jak tylko szaleniec potrafi wpaść nagle pod koła rozpędzonego samochodu
zaczerwienione oczy spojrzały na zegarek po raz ostatni
wbiłam nóż prosto między sterczące w przestrachu uszy
białe futro zabarwiła znacznej wielkości plama
"jego krew pachnie jak syrop malinowy" - pomyślałam
i w tej samej chwili zupełnie niespodziewanie zaczęłam unosić się mijając wszystkie rupiecie króliczej nory pozawieszane bezwładnie w gęstym powietrzu
ziemia wypluła mnie na powierzchnię
niestety miałam się tam dowiedzieć że świat poza krainą czarów już dawno przestał istnieć...
środa, 2 lutego 2011
mówią że miejsca dla niecierpliwych w niebie nie ma.
"najlepiej było wtedy gdy pachniało deszczem i marzyłam wieczorem. gdy karmiłam gołębie chlebem z karbidem. słuchałam muzyki. upijałam się winem."
brak odpowiedzi na najprostsze pytania blokuje dalszy rozwój myślitej najpełniejszej. najbardziej schizofrenicznej. najodważniejszej.
dziwne. ostatnio wyrzucam z siebie tysiące podstawowych pytań.
która godzina?
jak leci?
jak minął dzień?
co słychać?
ja słyszę tylko pusty dźwięk kolejnej spalonej żarówki w żyrandolu.
została już tylko jedna która pazurami trzyma się tego świata
zupełnie jak ja.
kołyszę się unoszona przez wiatr niedopowiedzeń
wiszę na gałęzi rozczarowania
z miłości upleciona gruba pętla.
kolejnej już.
ciszą mnie nie nakarmisz.
uśmiechem nie napoisz.
potrzebuję oddychać twoim słowem.
swoją pewnością.
















