on: pełnia.
ja: spełnia?
on: bo dziś jest. każde. się.
ja: siódma.
bo dziś jest siódma pełnia. każde się spełnia.
środa, 9 listopada 2011
wtorek, 8 listopada 2011
dla jasności. o ile tu jesteś.
myślę o tobie ciepło i dobrze
a co za złe mam zachowam dla siebie.
a co za złe mam zachowam dla siebie.
niedziela, 6 listopada 2011
appendix bez numeru.
mój kot codziennie o 4:41 sprawdza czy nie umarłam wbijając mi pazurki w twarz. w razie zatrzymania akcji serca zamieni mnie w kobietę-kota. I like it, like it.
sobota, 5 listopada 2011
flow.
lodówka przygotowuje się do startu
kot biega jak opętany
lodówka mówi że liczy się tylko moje zdanie
kot nie liczy się ze mną
świat prycha
piję zieloną z opuncją bo na jaśmin za późno
rozczula za bardzo
mam rudą pościel a w niej czarno-białe sny
po środku miasta w dwudziestu minutach czekania na tramwaj
zjawia się pomarańczowy samochód który widziałam ostatnio z tobą
czerwony? po co w ogóle się zastanawiać
rozsądek wziął koronę i splendory
serce wierci się
świat prycha
na pryczy świata leżę uwięziona
odliczam kreślę kreski na ścianach
wróć: linie
długie linie jak linia życia
jak prążkowany ogon kota
pomarańcz jakby nie patrzeć jest pozytywnym kolorem
ale co rude to fałszywe
fałszywa pościel
samochód
ostatnie dwa lata
czerwień jest od czerni bogatsza zaledwie o trzy litery
a ja ostatnio cenię sobie minimalizm
więc wybieram czerń
i samotność
bo to jeden
a dwa dusi swoim krótkim łańcuchem trzech liter
tak
tak
niby dwa a jednak trzy
wolę nieskończenie pojemne jeden
wygodne jak pufa z auchan
a jeśli nie wygodne to przynajmniej ładne i zgrabne
i zmieści się w cudze objęcia
zimne
ciepłe
gorące może nawet jeśli trafi się zimą przy grzejniku
nadal piję herbatę z torebką w środku
nadal nie słodzę kawy
wszystko jest po staremu
kot leży na oparciu i czyta
świat prycha
kot biega jak opętany
lodówka mówi że liczy się tylko moje zdanie
kot nie liczy się ze mną
świat prycha
piję zieloną z opuncją bo na jaśmin za późno
rozczula za bardzo
mam rudą pościel a w niej czarno-białe sny
po środku miasta w dwudziestu minutach czekania na tramwaj
zjawia się pomarańczowy samochód który widziałam ostatnio z tobą
czerwony? po co w ogóle się zastanawiać
rozsądek wziął koronę i splendory
serce wierci się
świat prycha
na pryczy świata leżę uwięziona
odliczam kreślę kreski na ścianach
wróć: linie
długie linie jak linia życia
jak prążkowany ogon kota
pomarańcz jakby nie patrzeć jest pozytywnym kolorem
ale co rude to fałszywe
fałszywa pościel
samochód
ostatnie dwa lata
czerwień jest od czerni bogatsza zaledwie o trzy litery
a ja ostatnio cenię sobie minimalizm
więc wybieram czerń
i samotność
bo to jeden
a dwa dusi swoim krótkim łańcuchem trzech liter
tak
tak
niby dwa a jednak trzy
wolę nieskończenie pojemne jeden
wygodne jak pufa z auchan
a jeśli nie wygodne to przynajmniej ładne i zgrabne
i zmieści się w cudze objęcia
zimne
ciepłe
gorące może nawet jeśli trafi się zimą przy grzejniku
nadal piję herbatę z torebką w środku
nadal nie słodzę kawy
wszystko jest po staremu
kot leży na oparciu i czyta
świat prycha
her evening elegance.
jeszcze tylko wieczory widzą mnie płaczącą
podjęłam najgłupszą decyzję swojego życia
która jest zarazem najrozsądniejszą
(witkacowskie kobiety nie dorastają mi do pięt swoją demonicznością)
jeszcze tylko wieczorami widzę cię w każdej twarzy
(spodnie w kratkę
nikon
rozwiany uśmiech)
nie
to nie ty
to tylko ten fizyk z Moskwy którego nie chciałam zatrzymać tylko dlatego że nie był tobą
klik
walczę o swoje życie
a twoje buty leżą obok łóżka
podjęłam najgłupszą decyzję swojego życia
która jest zarazem najrozsądniejszą
(witkacowskie kobiety nie dorastają mi do pięt swoją demonicznością)
jeszcze tylko wieczorami widzę cię w każdej twarzy
(spodnie w kratkę
nikon
rozwiany uśmiech)
nie
to nie ty
to tylko ten fizyk z Moskwy którego nie chciałam zatrzymać tylko dlatego że nie był tobą
klik
walczę o swoje życie
a twoje buty leżą obok łóżka
piątek, 4 listopada 2011
bardzo się boję ale tak ma być.
wszystko jest inaczej niż w książce
miało być na podstawie a na faktach jest
pamiętam tylko
trzy sekundy
no
już cię nie lubię
ciągle to przesiadanie się
każdy wierci we mnie
co za głupi ludzie
źle urządzone wnętrze
straszne te
zasłony
światła jakieś
muchy słabe
energooszczędne
no
NIWEA
miało być na podstawie a na faktach jest
pamiętam tylko
trzy sekundy
no
już cię nie lubię
ciągle to przesiadanie się
każdy wierci we mnie
co za głupi ludzie
źle urządzone wnętrze
straszne te
zasłony
światła jakieś
muchy słabe
energooszczędne
no
NIWEA
czwartek, 3 listopada 2011
an end has a start.
wybieram siebie
tym razem ostatecznie
nie umiemy być obok
nie możemy (nie chcesz) być razem
więc PYK! i nie ma nas wcale
wybieram siebie
tym razem ostatecznie
nie umiemy być obok
nie możemy (nie chcesz) być razem
więc PYK! i nie ma nas wcale
wybieram siebie
sobota, 29 października 2011
you are X.
środa, 26 października 2011
forget everything and remember.
znów tańczę między kuchnią a pokojem
w szarych skarpetkach
na paluszkach
delikatnie odrywam się od ziemi
zamykam oczy i widzę oczy
i swój szeroki uśmiech
i jestem wszędzie
wypełniam cały świat
w szarych skarpetkach
na paluszkach
delikatnie odrywam się od ziemi
zamykam oczy i widzę oczy
i swój szeroki uśmiech
i jestem wszędzie
wypełniam cały świat
niedziela, 23 października 2011
środa, 19 października 2011
pij herbatę.
cytrynowa na niezmienną rzeczywistość
tropikalna na poprawę łuku uśmiechu
czekoladowa na globalne ocieplenie wieczorów
jaśminowa na miłość
wszystkie mam w szafce nad zlewem
wszystkie!
chcesz?
pokazać ci?
ach! nie.
przecież ty wiesz.
przecież ty wszystko wiesz.
zawsze.
brakuje mi jaśminowej
- kłamałam
tropikalna na poprawę łuku uśmiechu
czekoladowa na globalne ocieplenie wieczorów
jaśminowa na miłość
wszystkie mam w szafce nad zlewem
wszystkie!
chcesz?
pokazać ci?
ach! nie.
przecież ty wiesz.
przecież ty wszystko wiesz.
zawsze.
brakuje mi jaśminowej
- kłamałam
poniedziałek, 17 października 2011
w ambasadzie śledzia powiedziałam: "tracę przy bliższym poznaniu".
chcę dziękować
chcę żebyś częściej się uśmiechał
i był taki spokojny
jak dzisiaj w spokojowym kąciku na antresoli
żebyś się cieszył każdym zrobionym zdjęciem
i żeby Sidley doczekał się kolejnej sesji
chcę dziękować
chcę pić z tobą kawę nie mówić o niczym istotnym
- o tym co najważniejsze
póki wciąż gubię się w tym mieście - nie jest źle
- co ja z tobą mam... kawę!
chcę żebyś częściej się uśmiechał
i był taki spokojny
jak dzisiaj w spokojowym kąciku na antresoli
żebyś się cieszył każdym zrobionym zdjęciem
i żeby Sidley doczekał się kolejnej sesji
chcę dziękować
chcę pić z tobą kawę nie mówić o niczym istotnym
- o tym co najważniejsze
póki wciąż gubię się w tym mieście - nie jest źle
- co ja z tobą mam... kawę!
niedziela, 16 października 2011
aura tajemniczości nadal mnie pociąga.
uczynił mój wieczór lepszym jedną piosenką
(o jedną piosenkę?)
klik
brać od obcych jak niepokorne dziecko
(o jedną piosenkę?)
klik
brać od obcych jak niepokorne dziecko
wtorek, 11 października 2011
wtorek, 4 października 2011
kompromis.
trzeba znać swoje miejsce
o ile jest wtedy łatwiej!
trzeba pamiętać że nie można działać
jak mięsień sercowy -
zasadą "wszystko albo nic".
idę na kompromis z samą sobą
z tobą
nie musząc cię tracić
wczoraj popełniłam trzy wirtualne samobójstwa
facebook
blogger
last fm
dziś wszędzie zmartwychwstaję
upokorzyłam samą siebie
i oby na dobre mi to wyszło
tobie? wybaczam bycie tobą
o ile jest wtedy łatwiej!
trzeba pamiętać że nie można działać
jak mięsień sercowy -
zasadą "wszystko albo nic".
idę na kompromis z samą sobą
z tobą
nie musząc cię tracić
wczoraj popełniłam trzy wirtualne samobójstwa
blogger
last fm
dziś wszędzie zmartwychwstaję
upokorzyłam samą siebie
i oby na dobre mi to wyszło
tobie? wybaczam bycie tobą
poniedziałek, 3 października 2011
ki.
nie wygrałam biletów
czyli w kwestii nenowego szczęścia - bez zmian
she feels like kicking out all the windows
czyli w kwestii nenowego szczęścia - bez zmian
she feels like kicking out all the windows
niedziela, 2 października 2011
oddaj mi, to są moje zabawki.
połowa mnie ma się świetnie
druga kompletnie nie może się pozbierać
to pewnie przez ten podzielony mózg
druga kompletnie nie może się pozbierać
to pewnie przez ten podzielony mózg
piątek, 30 września 2011
appendix 134.
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
klik
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
rzygam tym milionem gwiazd
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
chcę tylko ciebie
klik
napisy końcowe.
widocznie tak miało być
odchodzę i nie wiem czy wrócę
jeśli nie będziesz mnie szukał
łatwiej będzie zatuszować pamięć
oszukać serce
pozwolić oczom nie krwawić łzami
wezmę głęboki oddech
już wyczyściłam skrzynkę mailową
pamięć telefonu
skasowałam wszystkie twoje zdjęcia
wiję sobie czyste gniazdko spokoju psychicznego
nasze oczekiwania minęły się
jak pociągi jadące w zupełnie innych kierunkach
my sami - zderzyliśmy się całym swym istnieniem
i choć wyszliśmy cało z tej kraksy
u mnie pojawiły się powikłania
i choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę...
odchodzę i nie wiem czy wrócę
jeśli nie będziesz mnie szukał
łatwiej będzie zatuszować pamięć
oszukać serce
pozwolić oczom nie krwawić łzami
wezmę głęboki oddech
już wyczyściłam skrzynkę mailową
pamięć telefonu
skasowałam wszystkie twoje zdjęcia
wiję sobie czyste gniazdko spokoju psychicznego
nasze oczekiwania minęły się
jak pociągi jadące w zupełnie innych kierunkach
my sami - zderzyliśmy się całym swym istnieniem
i choć wyszliśmy cało z tej kraksy
u mnie pojawiły się powikłania
i choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę...
czwartek, 29 września 2011
wyjaśnij mi.
tak się wiercisz w tym fotelu prawd i zwierzeń
że czuję bolesny ucisk w okolicach mostka
oni wszyscy dorzucają worki pełne piasku swoich prawd
i sprawiają że nasz idealny balon spada
ja tak bardzo chcę ci wierzyć
i tak średnio umiem
choćby najgorszą prawdę
ale TWOJĄ
nie cudzą
niczyją
nawet nie moją
mi daj
że czuję bolesny ucisk w okolicach mostka
oni wszyscy dorzucają worki pełne piasku swoich prawd
i sprawiają że nasz idealny balon spada
ja tak bardzo chcę ci wierzyć
i tak średnio umiem
choćby najgorszą prawdę
ale TWOJĄ
nie cudzą
niczyją
nawet nie moją
mi daj
poniedziałek, 26 września 2011
jesteś mi koniecznie do życia potrzebny.
minęło tyle czasu a ja dalej przykładam dłoń do policzka
zagięty mały palec do ust
opieram go na krawędzi
czuję gładkość swojej skóry
każde pęknięcie warg
ciepło oddechu
podane na dłoni jak na tacy
minęło tyle czasu a ja dalej trzymam cię w ramkach mojego życia
i nadal mogę słuchać preludu 13
zagięty mały palec do ust
opieram go na krawędzi
czuję gładkość swojej skóry
każde pęknięcie warg
ciepło oddechu
podane na dłoni jak na tacy
minęło tyle czasu a ja dalej trzymam cię w ramkach mojego życia
i nadal mogę słuchać preludu 13
niedziela, 25 września 2011
piątek, 23 września 2011
jesienne playlisty.
you will not ever be forgotten by me in the procession of the mighty stars.
your name is sung and tattooed now on my heart. here I will carry you forever.
your name is sung and tattooed now on my heart. here I will carry you forever.
Główną bohaterką mojej opowieści jest kobieta rozczarowana,
zakleszczona w niesatysfakcjonującym,
dopalającym się związku.
W ciągu jednej nocy doznaje olśnienia,
które sprawia, że odkrywa siebie na nowo...
zakleszczona w niesatysfakcjonującym,
dopalającym się związku.
W ciągu jednej nocy doznaje olśnienia,
które sprawia, że odkrywa siebie na nowo...
czwartek, 22 września 2011
wtorek, 20 września 2011
(zawsze) masz rację.
nawet najmiększą i najwygodniejszą poduszkę
trzeba czasem strzepnąć
by znów była miękka i wygodna.
trzeba czasem strzepnąć
by znów była miękka i wygodna.
nie wątpię w ciebie
poniedziałek, 19 września 2011
piątek, 16 września 2011
spoons.
klik
włączyło się i zapętliło w jakimś dziwnym wspomnieniu. pomiędzy słowem pisanym a niewyraźną wizją przed uniesionymi sprzed laptopowego monitora oczami. i uśmiecham się jakoś tak dziwnie. jakby nie po mojemu. produkcja liter ustała. teraz produkują się myśli. i znów oczy mam od ust większe a usta jakieś niewyraźne i rozmazane mimo iż bez szminki. wachluję palące policzki rzęsami czekając aż to uczucie ustanie i jednocześnie wybitnie tego nie chcąc. kiedy zamykam oczy jestem tam, na kładce. z tobą.
włączyło się i zapętliło w jakimś dziwnym wspomnieniu. pomiędzy słowem pisanym a niewyraźną wizją przed uniesionymi sprzed laptopowego monitora oczami. i uśmiecham się jakoś tak dziwnie. jakby nie po mojemu. produkcja liter ustała. teraz produkują się myśli. i znów oczy mam od ust większe a usta jakieś niewyraźne i rozmazane mimo iż bez szminki. wachluję palące policzki rzęsami czekając aż to uczucie ustanie i jednocześnie wybitnie tego nie chcąc. kiedy zamykam oczy jestem tam, na kładce. z tobą.
środa, 14 września 2011
ab ovo.
tak jakbyśmy się znali od zawsze.
tak jakbyśmy się dopiero co spotkali.
z brązowym cukrem Spokoju - po raz kolejny - w roli głównej.
tak jakbyśmy się dopiero co spotkali.
z brązowym cukrem Spokoju - po raz kolejny - w roli głównej.
piątek, 9 września 2011
krótko.
recollect me, darling
raise me to your lips...
- tłucze się w głowie
zrozumienie jest błogosławieństwem
kiedy rozumiem - nie gniewam się i nie smucę
pozwól mi więc rozumieć jak najczęściej
nieporozumienie - przyczyną wszelkich nieszczęść
przed niezrozumieniem chroń mnie jak parasolem od deszczu
karm mnie zrozumieniem w dzień powszedni
w świąteczny obsypuj rozjaśnieniem myśli
i wszystko będzie dobrze
- tak jak dziś
znów z tobą.
raise me to your lips...
- tłucze się w głowie
zrozumienie jest błogosławieństwem
kiedy rozumiem - nie gniewam się i nie smucę
pozwól mi więc rozumieć jak najczęściej
nieporozumienie - przyczyną wszelkich nieszczęść
przed niezrozumieniem chroń mnie jak parasolem od deszczu
karm mnie zrozumieniem w dzień powszedni
w świąteczny obsypuj rozjaśnieniem myśli
i wszystko będzie dobrze
- tak jak dziś
znów z tobą.
wtorek, 6 września 2011
anchor up!
słucham rozwodnionych melodii
ściany wypełnia przyjemne dla ucha drżenie
jeszcze nie tupot kocich łapek
tak mi wszędzie po drodze!
beztroska, och!
ściany wypełnia przyjemne dla ucha drżenie
jeszcze nie tupot kocich łapek
tak mi wszędzie po drodze!
beztroska, och!
niedziela, 4 września 2011
sobota, 3 września 2011
zaloguj się - wyloguj się.
zachwycam się dziś
tym że ludzie wymyślili tyle pięknych rzeczy
z natchnienia
od niechcenia
z potrzeby
z tęsknoty
lubię to że u niego w kuchni (zabałaganionej remontem)
gra chrześcijański pop
i smutne pieśni o nieszczęśliwych rycerzach
lubię sielankowy spokój jego mieszkania
(w sercu ruchliwego miasta!)
tam czas zastyga
- może pomaluję ten tandetnie czerwono-plastikowy zegar na biało? zostało mi trochę farby.
jutro o świcie śniadanie i targ staroci
tym że ludzie wymyślili tyle pięknych rzeczy
z natchnienia
od niechcenia
z potrzeby
z tęsknoty
lubię to że u niego w kuchni (zabałaganionej remontem)
gra chrześcijański pop
i smutne pieśni o nieszczęśliwych rycerzach
lubię sielankowy spokój jego mieszkania
(w sercu ruchliwego miasta!)
tam czas zastyga
- może pomaluję ten tandetnie czerwono-plastikowy zegar na biało? zostało mi trochę farby.
jutro o świcie śniadanie i targ staroci
cała jestem jednym wielkim sentymentem.
czwartek, 1 września 2011
mapa nocy.
(zamknąć siebie w sobie
zasnąć spokojnie
obudzić się dobrze)
it's time to be here alone
it's fine to be here alone
zasnąć spokojnie
obudzić się dobrze)
it's time to be here alone
it's fine to be here alone
środa, 31 sierpnia 2011
appendix 133.
nie zasłużyłeś.
...and Susie knows her baby was a family man
but the world has got him down on his knees
...and Susie knows her baby was a family man
but the world has got him down on his knees
sens?
to jak mówić spalonemu domowi
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)
zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku
but if you feel better, I don't mind
uspokój ją
podaruj spokój sobie
że już nikt nie zamieszka w jego zwęglonych ścianach
dopóki się go nie odbuduje
(ale czy to będzie ten sam dom? nie)
to jak mówić ogryzkowi
że już nigdy nie będzie soczystym jabłkiem
dopóki nie wsiąknie w ziemię a z jego ziarna nie wyrośnie nowa jabłoń
(czy znajdzie się na niej tamto jabłko? nie)
to jak mówić starym butom
że się je wyrzuca i nigdy nie włoży ich ponownie wybierając się na wędrówkę
dopóki nie kupi się takich samych znów pięknych i wygodnych
(czy to będą te same buty? nie)
zwęglony dom zginie w zapomnieniu
ogryzek zgnije w ziemi
buty wylądują na wysypisku
but if you feel better, I don't mind
uspokój ją
podaruj spokój sobie
wtorek, 30 sierpnia 2011
appendix 132.
czasem trzeba wyjść z siebie
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu
i dlatego lubię mówić z tobą
odkleić oczy od własnego ja
by zobaczyć światełko w tunelu
i dlatego lubię mówić z tobą
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Haśka wieczorową porą.
przyszła do mnie powoli
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.
znacząc powietrze swoim niespokojnym oddechem
serce dudniło ze zmęczenia choć przecież jechała windą
usiadła na niebieskiej pufie chowając się w swoich ramionach
- zaparzę nam herbaty tylko uspokoję machinę ciała
- nie wygłupiaj się, już się parzy
wiedziałam przecież że przyjdzie
byłam przygotowana
jak gorliwy człowiek na koniec świata
jak niebo na uderzenie pioruna
oddycha spokojniej i delikatnie się uśmiecha
- co mi dzisiaj powiesz?
- powiem? podpowiem.
jesteś
jak księżyc wyraźny
świecisz
na moim chłodnym niebie
niedziela, 28 sierpnia 2011
jar of hearts.
oglądam Smallville i kroję jabłka w półplasterki
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.
(do suszenia)
do jesiennej herbaty z miodem będą jak znalazł
zamiast miodu można też będzie dodać konfitury żurawinowej
już nie mogę się doczekać
kocham jesień
jesienią kocham najbardziej.
sobota, 27 sierpnia 2011
contagious & overwhelming
jest mnie za dużo
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum
ciebie też
wypełniamy cały świat
nie zostawiając wolnego miejsca
na nikogo i na nic
musimy kurczyć się
implodować
usuwać
przesuwać
przestawiać
robić przejście dla tych czy owych
moje serce
i twój rozum
appendix 131.
zginę
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem
wszystkiego najlepszego, Neno.
przez ciebie zginę
nim zginę krzyknę że ginę przypadkiem
wszystkiego najlepszego, Neno.
samotność & bezsenność.
dosięgły mnie
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem
a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?
27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie
z zaświatów ubiegłego roku
jedna jęczy do ucha monotonnym tonem
druga trzyma za kark niezbyt wygodnym uściskiem
a ty gdzie jesteś?
jakie masz towarzystwo?
czy śpisz spokojnie?
czy tęsknisz za czymś co jeszcze nigdy nie było?
27 sierpnia - imieneny
wznoszę toast za siebie
piątek, 26 sierpnia 2011
jestem lżejsza od fotografii.
nie bardzo rozumiem i nie jestem pewna czy chcę
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy
bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać
głupi nie tylko ma szczęście - lecz JEST szczęśliwy
bałaganiarskość uczuć daje o sobie znać
czwartek, 25 sierpnia 2011
appendix 130.
przerost treści nad ciałem
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.
jestem pełną szklanką z meniskiem wypukłym
trącisz - wylejesz
dlatego poczekam aż trochę wyparuję
innego wyjścia nie ma
no chyba że...
upijesz mnie.
duszę duszę.
znalazłam zgubione kawałki siebie
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka
o(d)suwam się
15 podpowiada mi złe rzeczy
egoistycznie kocham siebie
wyrzuciłam z kieszeni resztki jakichkolwiek przywiązań
biegnę w trampkach bez sznurówek
z granatowymi włosami
z ciemnymi powiekami jelonka
o(d)suwam się
środa, 24 sierpnia 2011
appendix 129.
wróciłam
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu
- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.
przywiozłam ci rogalika
prosto z tamtego sklepu
- co ty masz w tej Ra...?
- wspomnienia.
kit(s)chen stories 1 i 1/2.
pie(ka)rnikowy zegar pokazuje 00:02
w nowej kuchni gotuje się stare rzeczy
resentymenty
od roku siedzę w tym samym garnku
pod przykrywką rzeczywistości
musiałam wskoczyć tu przez przypadek
ścianki parują a woda bulgocze
czasem bywa za gorąco
serce pęka i rozłazi się kipiąc na czystą kuchenkę
znowu zostawia za sobą brud kopcące kominy
jeden wyższy
aorta
pod kapeluszem pokrywki kiszą się słabe myśli
rozmoczone przez wspomnienie
nie potrafiące nabrać stałych kształtów i przynależności
muzyka odbija się i wraca jak bumerang
na zdrowie
zeskrobuję pleśń zapomnienia z garnuszka życia
próbuję przeskoczyć o ten rok w tył
znaleźć siebie tam gdzie się zgubiłam
krążę w kółko
tłukę talerze
wypijam kolejne odgazowane piwo
światłości szukam w lodówce
czy poturlam się daleko wraz z kostką lodu która kapryśnie wyskoczyła z mroźnego mieszkania
czy przypalę się i już zawsze będę tylko zapachem spalenizny której każdy chce się pozbyć
(żebym tak chociaż wyparowała i mogła z powrotem wrócić jako tlen do ukochanych układów oddechowych)
jutro jadę znaleźć siebie
na ławeczce przy trochę wyższej temperaturze
przy kawie trochę bardziej mlecznej niż wtedy
pod koniec sierpnia blisko początku września
jutro stanę znów na rogu żółtego domu patrząc na drogę w górę
(strumienia?)
za plecami mając pastelowe ściany jego mieszkania
- tam się nie wróci już nigdy - żałować też nie będę
dwie chwilę popatrzę przetrę chodniki tymi samymi trampkami
zachłysnę się tym do bólu czystym powietrzem
skoro nawet krakowskie tramwaje mówią: zadbaj o swoje serce - jedź do...
toteż jadę
nie obiecuję że wrócę ta sama
bo być może jak okruszki z francuskiego rogala z czekoladą
zbiorę tam resztki siebie
sprzed roku - nadające się jeszcze do recyclingu.
wtorek, 23 sierpnia 2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
appendix 128.
znalazłam w telefonie twoje zdjęcie z Clintem
uśmiałam się do nieprzytomności
uśmiałam się do nieprzytomności
kryształowe zamki się muzycznie kruszą w tle
z w a r i o w a ł a m
modlitwa 01. (Lord, let there be revival)
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę
wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać
ostatni raz modliłam się: Boże, skoro nie mogę zbawić świata - pozwól mi chociaż zbawiać ludzi.
to bardziej syndrom Amelii a nie Matki Teresy
nie widziałam że jestem taka idealnie niedoskonała
że sama potrzebuję łzy z oka prawego i lewego która wypłucze wieżowiec belek
ostatni raz modliłam się cztery lata temu
w świeżo rozkwitającym ogrodzie
niedokończonym dziele stwarzania
siedząc na ziemi która jeszcze nie urodziła niczego co byłoby piękne
Oko patrzyło na mnie a ja nie rozumiałam
nie widziałam co chciało mi pokazać
nie wiedziałam dlaczego nie chce spełnić MOICH życzeń
ale Oko to nie loteria
to nie dziadek mróz
to też nie kat który za każdym razem posyła ci rózgę
wyjść i stanąć obok SIEBIE
porzucić skorupkę osobistych zachcianek
podarować zamiast brać
jeszcze raz mówię: nie mnie dziękuj.
ja też mam za co.
ja też mam za co.
sobota, 20 sierpnia 2011
piorun.
Piorun może wywołać pożar. Uderzenia rozrywają pnie drzew i mury, potrafią oderwać płyty kamienne wykładzin dachowych, murów ważące do 100 kg i odrzucić je na kilka metrów, przepalają cienkie druty, wywołują uszkodzenia instalacji elektrycznych, telefonicznych i innych opartych o metalowe przewody, niszczą urządzenia elektryczne. Temperatura w kanale przewodzenia pioruna jest tak wielka, że krzemionka zawarta w ziemi w miejscu uderzenia topi się.
srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza
srebro topi się w temperaturze 960 stopni Celsjusza
krzemionka topi się w temperaturze 1710 stopni Celsjusza
czwartek, 18 sierpnia 2011
emigrantka.
nie myślę dłużej się przejmować
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie
nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you
marnym lokalnym kolorytem
bo komfort mojej emigracji
polega na osobnym bycie
nie uciekam tylko wychodzę
na chwilę
po chleb
poza siebie
po kawałek wolności
na kawę z samotnością (pojednawczą)
wrócę za chwilę
za dwie
za dwadzieścia siedem dwunasta
może zadzwonię... łyżką o szklankę pijąc kolejną herbatę
posłodzoną z sentymentu
posiedzę sobie chwilę na skraju mojej głowy
w odłączeniu od serca ale będąc z nim w stałym kontakcie
wrócę
bo home is wherever I'm with you
sobota, 13 sierpnia 2011
appendix 127.
niebo się obraziło
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość
klik (przypadkiem się włączyło i zostało)
i nie dało mi ani jednej spadającej gwiazdy
jedynie okrągła tarcza księżyca wynagrodziła godziny czekania
znów jesteśmy starsi o kolejny miesiąc znajomości
o kolejną pełnię
zaczynam rozumieć co to znaczy miłość
klik (przypadkiem się włączyło i zostało)
piątek, 12 sierpnia 2011
jesteśmy.
spięcie między dodatnim a ujemnym
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.
druciany szelest szum
z plastiku skóra poci się
i serce z puszki na chwilę przestaje brzęczeć.
środa, 10 sierpnia 2011
Evelyn.
wtorek, 9 sierpnia 2011
wariac ja.
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest miłość
pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech
zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból
pokażę.
pokaż im czym naprawdę jest miłość
pokręcona mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest życie
torturowana mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest śmiech
zabawna mała dziewczynko
pokaż im czym naprawdę jest ból
pokażę.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
to byłby wielki nietakt gdyby było nie tak.
mój organizm nie jest przyzwyczajony do tak wielkich dawek szczęścia
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje
i nawet płaczę na słodko.
endorfiny rozbiegły się z serca jak gromadka małych pajączków uciekających z kokonu
łaskoczą
więc ciągle się śmieję
migoczą w oczach
drżą w policzkach
motyle w brzuchu poczuły się zazdrosne widząc to beztroskie szczęście
niekoniecznie związane z zakochaniem
raczej z czymś co z nim wygrywa
co nad nim góruje
i nawet płaczę na słodko.
niedziela, 7 sierpnia 2011
appendix 125.
biomet: dziś wyjątkowo korzystny
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie
gdy nawet if I was your vampire wydaje się brzmieć optymistycznie
leżę na podłodze...
leżę na podłodze i piję kawę
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa
gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
wyjadam ostatnie kakaowe wafelki z paczuszki
nutella stoi i czeka w pogotowiu pod ręką
moje mieszkanie tuli mnie i przygarnia
słońce próbuje przebić się przez zielone rolety
topią się świeczki na parapecie
każdy mebel obrysowany ciepłym świetlnym konturem
obsesyjnie słucham mikromusic
i jestem bezczelnie szczęśliwa
gdybym wiedziała że to mój ostatni dzień spędziłabym go tak.
wtorek, 2 sierpnia 2011
electrical storm.
łapię świetliki w dłonie
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.
pchają się do oczu i ust
rozświetlają od środka
a ja siedzę na parapecie nieświadoma niestałości świata
i jest mi dobrze
patrzę na deszcz i czuję jak świat przemija beze mnie
ja trwam w określonym odcinku czasu
miejsca
jak to się stało że samotność spakowała walizki
robiąc wolne miejsce w moim mieszkaniu
tuż obok mnie?
nie wnikam nie tłumaczę
próbuję tylko zrozumieć
świetliki rozumieją
a ja się cieszę.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
a kiedy? jak będę stara?
- zapytałem cię chyba o coś.
- a ja ci chyba odpowiedziałam.
- jak chcesz.
- no to o czym byś chciał napisać?
- o nas.
- chyba żartujesz.
- a dla czego nie? historia miłosna z wątkiem kolejowym. ona miała do niego pociąg...
- to ty przestań. [...] no to o czym będzie ta historia?
- kobieta. mężczyzna. przypadkowe spotkanie. trochę kłamstw. może zdrada? na koniec parę łez.
Prosta historia o miłości (2010), reż. Arkadiusz Jakubik
sobota, 30 lipca 2011
polewa mi wódki albo wiąże mi sznur.
on: prosta historia o miłości...
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
strach.
przecież wiesz ile znaczysz
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
czwartek, 28 lipca 2011
appendix 124.
wypisały się długopisy a internet znów za ciasny
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
byłeś.
jak wyrastają skrzydła nie boli wcale
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
środa, 27 lipca 2011
Internet mnie dzisiaj nie mieści.
jw.
wdrapałam się na drogę jedną z wielu dróg
idę powoli
by niczego
niczego nie przegapić
idę powoli
appednix do appendixu.
kiedy w proponowanych zdjęciach pojawiasz mi się obok pana Bezczelnego
- bezcenne
- bezcenne
appendix 123.
- ty mówisz mi komplementy w taki sposób że mnie obrażają.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
ważne/ukryte.
ważne że w domu.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
wtorek, 19 lipca 2011
appendix 122.
kupiłam pamiętnik
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
gdzie jest moja pewność?
lepszy plan na przyszłość:
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
zmarszczki na czole oznaczają zgryzoty.
tak bardzo chciałabym
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
poniedziałek, 18 lipca 2011
appendix 121.
- chcę żeby było normalnie.
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
+ tag: zachwyt absolutny: KLIK
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
strange little girl, where are you going?
chcę schować wilka do pudełka zapałek.
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
niedziela, 17 lipca 2011
sobota, 16 lipca 2011
czwartek, 14 lipca 2011
jeszcze będzie normalnie.
nie boję się
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
czwartek, 7 lipca 2011
Alicja Liddell.
Alicja Liddell nudzi się w tym mieście do obłędu. nawet nie do szaleństwa bo szaleństwo nie zawsze jest nacechowane pejoratywnie. obłęd tak. snuje się między chmurą z deszczem a ciepłym powietrzem lata. przechodzi przez obdarte ze złudzeń stacje kolejowe i patrzy na czerwoną harmonijkę ściany bloku (przez okno). kołyszą się małomiasteczkowe drzewa. chodzą mali miasteczkowi ludzie. Alicja Liddell spotyka znudzonego jak ona niebieskiego królika z pilotem od telewizora i jointem w łapkach. nie doczekuje się. biały się gdzieś zgubił. w czarnym kapeluszu czy zielonych skarpetkach.
wtorek, 5 lipca 2011
wszystko po rzeszowsku.
klik
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
poniedziałek, 4 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
sobota, 2 lipca 2011
piątek, 1 lipca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)



