sobota, 30 lipca 2011
polewa mi wódki albo wiąże mi sznur.
on: prosta historia o miłości...
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
ona: na miłość trzeba sobie zapracować.
on: miałaś rację.
masz rację
bezgranicznie
strach.
przecież wiesz ile znaczysz
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
powiedziałam ci wczoraj
dzisiaj nie zmieniło się nic
jestem trochę bledsza
trochę bardziej niewyspana
nie zabieraj mi siebie
jesteś moją maską tlenową gdy sypie się świat
gdy sypie się popiół na moją mogiłę
głupie: abonent jest czasowo niedostępny
zero spokoju
bałam się że zaufałam
bałam się kłamstw
ale nie boję się kochać
wszystko znosi
wszystkiemu wierzy
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma.
czwartek, 28 lipca 2011
appendix 124.
wypisały się długopisy a internet znów za ciasny
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
gospelem oswajam mózg który szaleje gdzieś i się szlaja
gdybym tylko mogła tak zapisać swoje myślenie
może nigdy nie musiałabym się już bać
że nie będę pamiętać albo że pamięć się przekrzywi
tak mnie ostrzegają
tak mnie niepokoją
zamilkły wszystkie osiedlowe szelesty
zamilkłam ja
pakuję walizki?
byłeś.
jak wyrastają skrzydła nie boli wcale
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
latanie jest wręcz przyjemnością
kiedy skrzydła opadają ciążą i ciągną ku ziemi
boli
gdy wyrywasz z nich pióra kiedy nie mogę cię zatrzymać.
jak ty mnie traktujesz, w ogóle?
normalnie
nigdy nie będę najważniejsza
jednak za bardzo Cię kocham by tego nie akceptować
środa, 27 lipca 2011
Internet mnie dzisiaj nie mieści.
jw.
wdrapałam się na drogę jedną z wielu dróg
idę powoli
by niczego
niczego nie przegapić
idę powoli
appednix do appendixu.
kiedy w proponowanych zdjęciach pojawiasz mi się obok pana Bezczelnego
- bezcenne
- bezcenne
appendix 123.
- ty mówisz mi komplementy w taki sposób że mnie obrażają.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
- nie, ja cię obrażam w taki sposób że jest to komplement.
mierzysz kaszkiet w Zarze
jak Mietall Waluś
pijemy kawę
mleczną
wiśniową
(każda kawa będzie dobra kiedy będziesz ty)
zjadasz mi bitą śmietanę maleńką łyżeczką
idziemy kupić pufę a puf nie ma
kupuję wino w zamian
różowe półsłodkie
takie jak to wtedy w bramach
i na Sarego...
kup mi pralkę to wypiorę sobie wspomnienia.
ważne/ukryte.
ważne że w domu.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
ważne że po drodze do Spokoju.
ważne że blisko spokoju.
ważne że Kraków wita najpiękniej.
ważne że ty swój i ja (nie)swoja.
ukryte myśli zawijam w celofan.
podaruję albo wyrzucę.
wtorek, 19 lipca 2011
appendix 122.
kupiłam pamiętnik
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
nowy
formatu B5
się rozrasta
chęć pisania
serce
do formatu B5
duże
dużo
samych dobrych rzeczy
wspieranie skrzywionych płotów
czas start!
dobrze dobrze dobrze nie trawię słów.
gdzie jest moja pewność?
lepszy plan na przyszłość:
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
nie doszukiwać się najmniej prawdopodobnych
lub najbardziej niekorzystnych dla siebie opcji.
we wszystkim.
amen.
gdzie jest moja pewność?
gdzie wiara że każde słowo mi dane napewno do mnie należy?
gdzie święte przekonanie że koniec końców jest blisko
i że nie obudzę się z ręką w nocniku?
jak Osiecka szczęście zgubiła na moście w Białobrzegach
(leży tam smutne, jak dziura w bucie,
drze się po nocach, jak bies na pokucie,
jak siedem nieszczęść po nocach woła:
- "cóż to takiego, miły, coś ty ode mnie wolał?")
tak ja kiedyś w miejscowości na R. zostawiłam pewność jutra
to też trzeba zrozumieć
zmarszczki na czole oznaczają zgryzoty.
tak bardzo chciałabym
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
widzieć cię więcej
trzymać za rękę
kopać powietrze
opowiedzieć ci jak bardzo zwariowałam
budzi mnie ból głowy
sms o licencjacie
sen o niczym
kolejny dzień czekania
to już nie jest przeznaczenie
raczej fatum
życie
jedna wielka poczekalnia
niedoczekalnia
poniedziałek, 18 lipca 2011
appendix 121.
- chcę żeby było normalnie.
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
- poczekaj. poczekaj. spokojnie. mamy czas.
- wiem. wiem. a mi ciągle te niecierpliwki w oknie kwitną. dobrze że obcinasz im kąsające łebki.
- ciach
+ tag: zachwyt absolutny: KLIK
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
O genezie powstania zespołu krąży niezwykła legenda.
Podobno wszystko zaczęło się nocą,
w ambulansie, który wiózł umierającego mężczyznę ulicami Bostonu.
W zakrwawionej dłoni ściskał on walkmana,
z głośników którego dobiegały dziwne dźwięki,
przypominające skrzyżowanie chóru gospel z jazzowym bandem.
Podobno w chwili śmierci tego tajemniczego człowieka,
kiedy przy ostatnich dźwiękach miniaturowego odtwarzacza zamknęły się jego powieki,
kaseta zaczęła żyć własnym życiem.
Wtedy to Arms and Sleepers przyszli na świat.
strange little girl, where are you going?
chcę schować wilka do pudełka zapałek.
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
jakbym siebie widziała jakbym siebie sprzed lat dwóch i pół widziała: klik
niedziela, 17 lipca 2011
sobota, 16 lipca 2011
czwartek, 14 lipca 2011
jeszcze będzie normalnie.
nie boję się
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
bo kiedy kocham mam większe oczy niż strach!
jak likierem biszkopt czy coś...
czwartek, 7 lipca 2011
Alicja Liddell.
Alicja Liddell nudzi się w tym mieście do obłędu. nawet nie do szaleństwa bo szaleństwo nie zawsze jest nacechowane pejoratywnie. obłęd tak. snuje się między chmurą z deszczem a ciepłym powietrzem lata. przechodzi przez obdarte ze złudzeń stacje kolejowe i patrzy na czerwoną harmonijkę ściany bloku (przez okno). kołyszą się małomiasteczkowe drzewa. chodzą mali miasteczkowi ludzie. Alicja Liddell spotyka znudzonego jak ona niebieskiego królika z pilotem od telewizora i jointem w łapkach. nie doczekuje się. biały się gdzieś zgubił. w czarnym kapeluszu czy zielonych skarpetkach.
wtorek, 5 lipca 2011
wszystko po rzeszowsku.
klik
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
hello, darling, where are you?
im dalej jestem tym bardziej niespokojna
zapominam że ciągnę za sobą już nie jedno a dwa serca
nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi
poniedziałek, 4 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
sobota, 2 lipca 2011
piątek, 1 lipca 2011
środa, 29 czerwca 2011
tytułem tytułu.
te poranki gdy budzisz się z myślą
że świat obraca się szybciej niż zazwyczaj
świat - okrągła bieżnia
w podskokach przez mokre ulice
serce blisko gardła
skompresowane uczucia
szczęście w ampułkach
i jest tak dobrze i jeszcze lepiej
że powoli uspokajasz się w sobie tak że możesz
spać
spaść z nieznośnej huśtawki
pytam się co to szczęście
a ono się śmieje
że świat obraca się szybciej niż zazwyczaj
świat - okrągła bieżnia
w podskokach przez mokre ulice
serce blisko gardła
skompresowane uczucia
szczęście w ampułkach
i jest tak dobrze i jeszcze lepiej
że powoli uspokajasz się w sobie tak że możesz
spać
spaść z nieznośnej huśtawki
pytam się co to szczęście
a ono się śmieje
poniedziałek, 27 czerwca 2011
jestem taka mała.
jestem taka mała
że zmieszczę się między
serialem o nas
a telefonem do niej
zawisnę na koniuszku nadziei
zasłonię oczy jak dziecko które nie może doczekać się niespodzianki
będę czekać na przystanku z którego nie odjeżdża już żaden autobus
jestem taka mała
jak ta zielona zapalniczka
która tak łatwo się gubi
że zmieszczę się między
serialem o nas
a telefonem do niej
zawisnę na koniuszku nadziei
zasłonię oczy jak dziecko które nie może doczekać się niespodzianki
będę czekać na przystanku z którego nie odjeżdża już żaden autobus
jestem taka mała
jak ta zielona zapalniczka
która tak łatwo się gubi
piątek, 24 czerwca 2011
zwijam się.
przykro mi że nie mam serca pojemnego jak przedwojenna wanna
tylko jak naparstek
tylko jak naparstek
[edited by nena, 24 cze 2011, 10:37]
wtorek, 21 czerwca 2011
ja jestem tragiczna czy życie jest tragiczne?
tak to powinno wyglądać
gdyby mnie nie zamurowało
z nerwów ze strachu ze zrezygnowania:
- nie dbam o to.
niech mi pani wpisze to ndst.
przyjdę we wrześniu.
o ile dożyję.
wie pani?
myślałam że jest pani człowiekiem
ale chyba się pomyliłam
warzywem też pani nie jest
bo nawet karczoch ma serce!
gdyby mnie nie zamurowało
z nerwów ze strachu ze zrezygnowania:
- nie dbam o to.
niech mi pani wpisze to ndst.
przyjdę we wrześniu.
o ile dożyję.
wie pani?
myślałam że jest pani człowiekiem
ale chyba się pomyliłam
warzywem też pani nie jest
bo nawet karczoch ma serce!
pisać o tobie.
lubię pisać o tobie
do ciebie
z tobą lubię być
chodzić
zwiedzać codzienność
zaglądać do zakamarków boskich nieświadomości
szukać szczęść w nieszczęściach
biegać za rozumem i nie pamiętać gdzie on tak naprawdę jest
lubię zasypiać i budzić się obok ciebie
zasypywać cię wspomnieniami też lubię
nie odchodź nigdy za daleko
o jedno do widzenia za daleko
do ciebie
z tobą lubię być
chodzić
zwiedzać codzienność
zaglądać do zakamarków boskich nieświadomości
szukać szczęść w nieszczęściach
biegać za rozumem i nie pamiętać gdzie on tak naprawdę jest
lubię zasypiać i budzić się obok ciebie
zasypywać cię wspomnieniami też lubię
nie odchodź nigdy za daleko
o jedno do widzenia za daleko
poniedziałek, 20 czerwca 2011
popaprane.
Ibsen
L.U.C
kodeina
dlaczego znów budzę się gdzie indziej? przecież zasnęłam w trójkątnej jadącej po przekątnej windzie. popaprane.
halucynenacje
L.U.C
kodeina
dlaczego znów budzę się gdzie indziej? przecież zasnęłam w trójkątnej jadącej po przekątnej windzie. popaprane.
halucynenacje
niedziela, 19 czerwca 2011
appendix 117.
Nieustraszony, z kopią w dłoni i odbiciem jedności w sercu, zdobyłem jej wieżę i wyniosłem ją na białe anemonem pole, i w cieniu olbrzymiego lasu pierwszym zbudziłem pocałunkiem.
/Witkacy 622 upadki Bunga/
znów mam gorączkę sienną
i włączony syndrom śpiącej królewny.
znów mam gorączkę sienną
i włączony syndrom śpiącej królewny.
skins.
sobota, 18 czerwca 2011
appendix 116.
jutro nie lubi przychodzić
bo jak już przyjdzie
ludzie nazywają je dzisiaj.
nie lubi tracić własnej tożsamości.
jutro zawsze cierpliwie czeka
i przychodzi pod osłoną nocy
gdy króluje nieświadomość
i gdy może być jeszcze nazwane swoim imieniem.
jutro żyje tak krótko
jutro biegnie jak owady po wodzie
jutro zawsze coś ze sobą niesie
choćby to miała być puszka pandory
lubię jutro.
bo jak już przyjdzie
ludzie nazywają je dzisiaj.
nie lubi tracić własnej tożsamości.
jutro zawsze cierpliwie czeka
i przychodzi pod osłoną nocy
gdy króluje nieświadomość
i gdy może być jeszcze nazwane swoim imieniem.
jutro żyje tak krótko
jutro biegnie jak owady po wodzie
jutro zawsze coś ze sobą niesie
choćby to miała być puszka pandory
lubię jutro.
piątek, 17 czerwca 2011
wielka łapa z kosmosu trzyma mnie za kark.
pseudooptymizm rozlał się po pokoju z siłą tsunami
nie wiem której nitki myśli mam się złapać
beztrosko zwisają z sufitu koślawe wspomnienia
boję się że jak któreś z nich pociągnę niebo zawali mi się na głowę
te powyciągane dłonie które czekają na uścisk żeby rozerwać mi żyły
przesuwam się po pokoju omijając królicze nory
kraina czarów w remoncie
boję się że mogę wpaść nie w te drzwi w które powinnam
tam nie częstują herbatą
raczej winem z kodeiną
boję się że świat straci zarysy
boję się że ja stracę zmysły
boję się że przestanę mieć jakikolwiek wpływ na rzeczywistość
boję się że jak następnym razem zawiesi mi się serce nie da się go naprawić.

na kozetce leżę sobie
myśli unikam
słów też bo słowa lubią ze mnie drwić
pełnia spełnia po raz drugi.
coś zaświtało w głowie i za oknem
kiedy obudziłam się bogatsza o te kilkanaście godzin z tobą.
kiedy obudziłam się bogatsza o te kilkanaście godzin z tobą.
środa, 15 czerwca 2011
appendix 115. [2]
22:33
- księżyca nie było.
- nie było. mam swoje teorie na ten temat.
[...]
22:48
- widzę księżyc!
- księżyca nie było.
- nie było. mam swoje teorie na ten temat.
[...]
22:48
- widzę księżyc!
wiedziałam.
wybór był prosty: albo ty i księżyc
albo żaden z was
wybór był prosty: albo ty i księżyc
albo żaden z was
appendix 115.
czasami wyrastają skrzydła i to bardzo boli.
co znów robię nie tak
nie siak
nie inaczej?
dlaczego mam łatwo mnące się serce
bez żelazka w komplecie?
ciągle gubię kawałki siebie
a przecież nie mam części zapasowych.
turlają się fragmenty mnie
po gołębiej i czterech pokojach.
chcę mieć krem do wysadzenia miasta.
przyrzekam że już nigdy się nie zabiję
potykając się o myśli wyrastające z podziemności.
co znów robię nie tak
nie czarno
nie biało
nie kolorowo?
dlaczego mam głowę która myśli nocą
zamiast trzeźwej o poranku?
ciągle wybebeszam słowa w poszukiwaniu dodatkowych sensów
igły w stogu siana
widły z igły też robię
kute na zamówienie
wbijane w plecy nieświadomych.
co znów robię nie tak?
nie siak
nie inaczej?
dlaczego mam łatwo mnące się serce
bez żelazka w komplecie?
ciągle gubię kawałki siebie
a przecież nie mam części zapasowych.
turlają się fragmenty mnie
po gołębiej i czterech pokojach.
chcę mieć krem do wysadzenia miasta.
przyrzekam że już nigdy się nie zabiję
potykając się o myśli wyrastające z podziemności.
co znów robię nie tak
nie czarno
nie biało
nie kolorowo?
dlaczego mam głowę która myśli nocą
zamiast trzeźwej o poranku?
ciągle wybebeszam słowa w poszukiwaniu dodatkowych sensów
igły w stogu siana
widły z igły też robię
kute na zamówienie
wbijane w plecy nieświadomych.
co znów robię nie tak?
wtorek, 14 czerwca 2011
na gorącym dachu mojej głowy.
niepokój to kulka pieprzu pływająca w bezgranicznym szczęściu.
albo ją rozgryziesz albo uda ci się ją wyłowić i wyrzucić poza zakres szczęśliwości.
mam wrażenie że serce mam bardziej rozciągliwe od żołądka.
i nie mniej żarłoczne.
albo ją rozgryziesz albo uda ci się ją wyłowić i wyrzucić poza zakres szczęśliwości.
mam wrażenie że serce mam bardziej rozciągliwe od żołądka.
i nie mniej żarłoczne.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
goodnight & go.
przyczyniasz się do powstawania zmarszczek mimicznych wokół moich oczu i ust a mimo to nadal niezwykle (niezwyczajnie) cię lubię.
niedziela, 12 czerwca 2011
home.
klik!
Him: Well there's something I never told you about that night.
Her: What didn't you tell me?
Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you till just now.
pożegnał mnie słodki zapach przykościelnej lipy.
mieszanka ziół spakowana przez babcię do pudełeczka (którego zapomniałam zabrać!)
pazurki najdroższej mi kotki pod słońcem plus w pakiecie ząbki tejże wbite w mój kciuk.
wróciłam.
Him: Well there's something I never told you about that night.
Her: What didn't you tell me?
Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you till just now.
pożegnał mnie słodki zapach przykościelnej lipy.
mieszanka ziół spakowana przez babcię do pudełeczka (którego zapomniałam zabrać!)
pazurki najdroższej mi kotki pod słońcem plus w pakiecie ząbki tejże wbite w mój kciuk.
wróciłam.
środa, 8 czerwca 2011
(m)hm.
- and please stop doing that.
- stop doing what?
- looking at me like... like that.
- why not?
- because... because I like it.
(źródło: WCMI - do czytoglądania)
- stop doing what?
- looking at me like... like that.
- why not?
- because... because I like it.
(źródło: WCMI - do czytoglądania)
i pomyśleć że
niektórzy nazwą to fikcją.
niektórzy nazwą to fikcją.
wtorek, 7 czerwca 2011
ukryte.
serce rozłupywane dziadkiem do orzechów
nie zasnę już dziś
trzymam na barkach twój świat
musisz istnieć
to jedyna rzecz do jakiej cię zmuszam
istniej
bądź
znajdź mnie w ciepłym futrze kota
otwieram twoje okna na oścież
dym ucieka z twojego pokoju
nigdy więcej mgieł
nigdy więcej duszącej beznadziejności
proszę
tego nie robi się 7 czerwca...
nie zasnę już dziś
trzymam na barkach twój świat
musisz istnieć
to jedyna rzecz do jakiej cię zmuszam
istniej
bądź
znajdź mnie w ciepłym futrze kota
otwieram twoje okna na oścież
dym ucieka z twojego pokoju
nigdy więcej mgieł
nigdy więcej duszącej beznadziejności
proszę
tego nie robi się 7 czerwca...
boję się.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
z (pół)obrotu sfer niebieskich.
księżyc obrócił się już dwa razy
grawitacja bliska zerowej
przyciąganie planet
kosmos się uparł żeby
zagubione komety się zderzyły
grawitacja bliska zerowej
przyciąganie planet
kosmos się uparł żeby
zagubione komety się zderzyły
appendix 114.
poparzyłam sobie podniebienie żarem twoich słów.
uwielbiam to piekące przypomnienie że umiemy pięknie [prawdziwie!] mówić.
uwielbiam to piekące przypomnienie że umiemy pięknie [prawdziwie!] mówić.
niedziela, 5 czerwca 2011
piątek, 3 czerwca 2011
nocą.
przez życie jadę tramwajem
bardziej zachwycam się sadzą nieba
niż czerwonym ferrari
na skrzyżowaniu z ulicą Klimeckiego
niosę swoje czarne box of desire
dzwonią dwa grosze w kieszeni
wracam po to żeby zjeść kanapki
i powiedzieć sobie dobranoc
wracam po to żeby jutro znów wsiąść w tramwaj
i pojechać jak zawsze w inną niż twoja stronę
bardziej zachwycam się sadzą nieba
niż czerwonym ferrari
na skrzyżowaniu z ulicą Klimeckiego
niosę swoje czarne box of desire
dzwonią dwa grosze w kieszeni
wracam po to żeby zjeść kanapki
i powiedzieć sobie dobranoc
wracam po to żeby jutro znów wsiąść w tramwaj
i pojechać jak zawsze w inną niż twoja stronę
czwartek, 2 czerwca 2011
środa, 1 czerwca 2011
it's all over.
deszcz burzowy to zawsze płacz z miłości
inne deszcze mogą płakać ze wzruszenia
szczęścia
smutku
rozpaczy
zwątpienia
niepewności
zmęczenia
złości
w burzy zawsze chodzi o miłość
inne deszcze mogą płakać ze wzruszenia
szczęścia
smutku
rozpaczy
zwątpienia
niepewności
zmęczenia
złości
w burzy zawsze chodzi o miłość
wtorek, 31 maja 2011
jeśli czegoś nie można zmienić trzeba to pokochać.
dzisiejszy dzień spędzam siedząc w pasiastym szlafroku i narzekając na ból w boku który męczy mnie już od ponad tygodnia. do lekarza nie pójdę. a jakże! nie lubię zapachu przychodni. nie lubię pań w rejestracji. nie lubię kiedy zakładają mi kolejną kartotekę. kartotekę rozkładu mojego ciała. lekarzy też nie lubię. zapytają czy boli. siądą odgrodzeni białym stołem. wypiszą świstek i wyproszą. w końcu twoja choroba nie jest jedyną chorobą na świecie. a już na pewno nie najważniejszą. moje endorfiny rozsypują się na korytarzach przychodni. lecznic. szpitali. wolę trzymać je skumulowane w swoim wnętrzu lecząc się czym popadnie. w domu.
- akceptujesz to że między nami jest tak jak jest, prawda?
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.
poniedziałek, 30 maja 2011
twinkle twinkle eyes of cat.
dziękuję ci za mruczącego kota camero dzisiaj kiedy dzień śmierdział rozkładem
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał
SHOWTIME!
niedziela, 29 maja 2011
piątek, 27 maja 2011
it'll end in tears.
najbardziej boję się umierania na wiosnę
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian
czwartek, 26 maja 2011
refflection znaczy odbicie. odbiło mi.
bo my wszyscy chcemy być od razu
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.
środa, 25 maja 2011
zwiastuny końca świata.
there's something rotten in the state of Denmark.łamią się drogi pod ciężarem zakrętów
ludzie zderzają się barkami w przejściach podziemnych
najdłuższy kontakt wzrokowy nawiązują czekając w kolejce na poczcie
gapią się na swoje buty zapominając że wisi nad nimi coś wartego uwagi
p.s. dobrze
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu
jestem ta która wszystko zniesie.
świat zbuntował się przeciwko mnie.
nie słucha mnie już własna rzeczywistość.
jedynym wyjściem będzie trzaśnięcie drzwiami własnego ja.
zamknięcie wszystkich drzwi do wnętrza.
nie wpuszczanie do środka siebie nikogo i niczego.
każdy odwraca się plecami.
każdy podnosi kamień.
muszę schodzić do podziemia żeby nie kłuć was w oczy.
brzydzę się wszystkim co ludzkie.
brzydzę się wszystkim co moje
brzydzę się światem który oplótł mnie nienawiścią.
opluł gorzką pogardą.
zamykam swoje drzwi.
nie mam siły na tworzenie siebie od nowa.
[wykład z teatru powszechnego dwudziestego wieku, paranoidelle offline]
nie słucha mnie już własna rzeczywistość.
jedynym wyjściem będzie trzaśnięcie drzwiami własnego ja.
zamknięcie wszystkich drzwi do wnętrza.
nie wpuszczanie do środka siebie nikogo i niczego.
każdy odwraca się plecami.
każdy podnosi kamień.
muszę schodzić do podziemia żeby nie kłuć was w oczy.
brzydzę się wszystkim co ludzkie.
brzydzę się wszystkim co moje
brzydzę się światem który oplótł mnie nienawiścią.
opluł gorzką pogardą.
zamykam swoje drzwi.
nie mam siły na tworzenie siebie od nowa.
[wykład z teatru powszechnego dwudziestego wieku, paranoidelle offline]
powietrze.
niebo zasnuło się gęstą pajęczyną chmur
nerwowo palcami przebierają drzewa
przejście na skróty zarosło pokrzywami
słońce stopiło świeczki stojące na parapecie
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
nerwowo palcami przebierają drzewa
przejście na skróty zarosło pokrzywami
słońce stopiło świeczki stojące na parapecie
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
wtorek, 24 maja 2011
zdarza mi się czasem zapomnieć że istnieję.
siedziałam pod drzewem na parkingu na powiślu
i czekałam na mamę.
i czekałam na mamę.
przyjechał autobus ze szkolną wycieczką
znad morza
z gór
z bliska czy z daleka
nieważne.
wysiadły pierwsze
wiesz
ten typ podstawówkowych dziewczynek
ubranych w różowe uniformy
z ogromną gębą hanny montany na plecakach
dziewczynki którym do bycia najlepszymi nie brakuje niczego
posiadaczki różowych tiulowych skrzydełek
i tandetnych plastikowego diademów
wysadzanych kolorowymi szkiełkami.
one rządzą swoim podstawówkowym światem.
kolegują się z najfajniejszymi chłopakami
chwalą gadżetami z dziecięcego h&m'u
te dziewczynki tworzą świat
który świeci brokatem
i tęczą ciągniętą przez kucyki ponny...
stanęła trochę dalej
choć ubrana w czerwoną kurteczkę
chciała się schować
nerwowo skubała ramiączko plecaczka z królewną śnieżką
płowymi krótko obciętymi kosmykami na jej głowie bawił się krakowski wiatr
szkoda że przez całą wycieczkę patrzeć będzie tylko w dół
na powybijane kocie łby...
stałam z mamą na wzgórzu wawelskim
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja
raczej prośba nie rozkaz.
poniedziałek, 23 maja 2011
"I feel empty. I am so fucking empty. I don't know who I am."
JOY Ekipy telewizyjne mają w sobie coś kojącego, kiedy sobie wyobrażę, że to wszystko tutaj to tylko epizod w serialu telewizyjnym, od razu czuję się lepiej, bo seriale dobrze się kończą, zawsze, przede wszystkim w telewizji żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, a żaden problem bez rozwiązania, źli umierają, a dobrzy jakimś cudem zawsze odnajdują jeden drugiego. A tego przecież nie da się powiedzieć O TYM CHOLERNYM PRAWDZIWYM ŻYCIU ALBO JAK KURWA TO COŚ SIĘ NAZYWA, tu wszystkie pytania pozostają niestety bez odpowiedzi, bohaterowie wciąż się zmieniają, ostatecznie człowiek traci kontrolę nad całą akcją, żadna z postaci nie ma jasnego, zrozumiałego motywu, ma się wrażenie, że wspólnie oglądamy scenę, jak popadamy w obłęd, nikt niczego już nie rozumie i NIE właśnie że ludzie NIE odnajdują się ponownie, rozstają się, jeszcze zanim w ogóle się spotkają, a ich życie opowiada im pięćdziesiąt tysięcy różnych historii, których oni nie rozumieją i w które nigdy nie są w stanie wejść do końca. [...] Wszystko musi być proste i zrozumiałe bo inaczej uruchamiają się procesy wymykające się spod kontroli. W życiu chodzi przecież o to, żeby było jak najmniej komplikacji i żeby po prostu przez chwilę móc funkcjonować tak, żeby nie wpędzać od razu wszystkiego i wszystkich w obłęd. To by był cel!
„Joys World – a world of Joy”
JOY Kocham cię
TOM To słowo na K. Zaczynam się bać.
Joy śmieje się.
Richter Falk Electronic City
myślę (jak) JOY
cut.
myślę (jak) JOY
cut.
czy świat kończy się pod lewym żebrem?
who will you trust? all your facebook friends will be dead by this time.
chodzi mi po głowie ten urywek
chodzi i
zastanawia
zasmuca
zasnuwa
zamartwia
mam ostatnio obsesję
na punkcie słów zaczynających się
na taką samą literę/sylabę.
bo czyż to nie zastanawiające że
przypadek i przeznaczenie
mają wspólne prz?
chodzi mi po głowie ten urywek
chodzi i
zastanawia
zasmuca
zasnuwa
zamartwia
mam ostatnio obsesję
na punkcie słów zaczynających się
na taką samą literę/sylabę.
bo czyż to nie zastanawiające że
przypadek i przeznaczenie
mają wspólne prz?
appendix 111.
wyję.
za trudno.
za długo.
za krótko.
za mało.
za dużo.
za szybko.
zbyt wolno.
za zimno.
za ciepło.
za późno.
zbyt wcześnie.
poukładaj mnie.
za trudno.
za długo.
za krótko.
za mało.
za dużo.
za szybko.
zbyt wolno.
za zimno.
za ciepło.
za późno.
zbyt wcześnie.
poukładaj mnie.
niedziela, 22 maja 2011
sobota, 21 maja 2011
Ofelia zwiała z klasztoru rzygając na przystanku lini numer 50.
spośród wszystkich kolorów włosów upodobała sobie rude.
wiedziała że to zły wybór.
średniowiecze ochrzciło ją wiedźmą
czasy współczesne... chyba jeszcze gorzej.
dzień apokalip[s]y - pomyślała wychodząc ze swojej norki.
niebo mrużyło łzawe oczy.
skrzywiła się w gorzkim grymasie.
zmarzła w stopy przepływając w trampkach przez torowisko.
podbiegła do krawędzi świata namacalnego.
zwiała z klasztoru niemożliwego.
wyrzygała rzeczywistość na przystanku linii numer 50.
i westchnęła - bardzo tandetny jest twój scenariusz drogi Boże -dławiąc się własną naiwnością.
wiedziała że to zły wybór.
średniowiecze ochrzciło ją wiedźmą
czasy współczesne... chyba jeszcze gorzej.
dzień apokalip[s]y - pomyślała wychodząc ze swojej norki.
niebo mrużyło łzawe oczy.
skrzywiła się w gorzkim grymasie.
zmarzła w stopy przepływając w trampkach przez torowisko.
podbiegła do krawędzi świata namacalnego.
zwiała z klasztoru niemożliwego.
wyrzygała rzeczywistość na przystanku linii numer 50.
i westchnęła - bardzo tandetny jest twój scenariusz drogi Boże -dławiąc się własną naiwnością.
you're nowhere near ready.
maybe I shouldn't be so sure about who I am.
maybe there's a parallel world where everything is different.
the sun is shining at night
and the moon is hangin' on trees
pretending he doesn't want to be seen.
the stars are to heavy so they fall down
making so many sharp mountains down here
just by their arms fixed in the ground
coffee is always too cold
and sweets are not as sweet as tears
I lie there
and I lie to you
that you haven't ever meant anything
I lie to myself
you're just my imagination
my wicked dream
my blood buzz
my heart tingle
my soul twist
or maybe I'm just what I am
and nothing will ever change
we get on like a house on fire
and for sure
I can love myself just as much as I hate myself.
maybe there's a parallel world where everything is different.
the sun is shining at night
and the moon is hangin' on trees
pretending he doesn't want to be seen.
the stars are to heavy so they fall down
making so many sharp mountains down here
just by their arms fixed in the ground
coffee is always too cold
and sweets are not as sweet as tears
I lie there
and I lie to you
that you haven't ever meant anything
I lie to myself
you're just my imagination
my wicked dream
my blood buzz
my heart tingle
my soul twist
or maybe I'm just what I am
and nothing will ever change
we get on like a house on fire
and for sure
I can love myself just as much as I hate myself.
po koncercie depresyjnych kobiet.
ja dobrze umiem tylko czekać i tęsknić
do niczego innego się nie nadaję
jestem człowiek życiowo nieużyteczny w ogóle.
ale za to
jestem
wszystko
w wyrażeniu
mimo wszystko
do niczego innego się nie nadaję
jestem człowiek życiowo nieużyteczny w ogóle.
ale za to
jestem
wszystko
w wyrażeniu
mimo wszystko
czwartek, 19 maja 2011
there's only enough for one in this lonely hotel suite.
księżyc cienieje.
jeszcze przedwczoraj pełnia wisiała w powietrzu
aż było ją czuć wzrokiem.
studenci nie próżnują
impreza goni imprezę
ktoś krzyczy za oknem
ja w przyciemnionym świetle malejącego księżyca
siedzę i słuchając zero 7
czekam.
still in the waiting line.
moje idealne mieszkanie mieści mnie i moją samotność
więcej nie trzeba
można tylko wzruszyć
ramionenami.
jeszcze przedwczoraj pełnia wisiała w powietrzu
aż było ją czuć wzrokiem.
studenci nie próżnują
impreza goni imprezę
ktoś krzyczy za oknem
ja w przyciemnionym świetle malejącego księżyca
siedzę i słuchając zero 7
czekam.
still in the waiting line.
moje idealne mieszkanie mieści mnie i moją samotność
więcej nie trzeba
można tylko wzruszyć
ramionenami.
his life slipped into me.
when someone comes into your life and half of you says: "you're nowhere near ready". and the other half says: "make her yours forever".
środa, 18 maja 2011
wtorek, 17 maja 2011
alles neu!
jeden z tych dobrych poranków.
zimne powietrze wdziera się do domu
przez otwarte na oścież okno.
w kuchni pachnie smażonym jajkiem.
zakorzeni[ł]am się tu.
dobrze mi
w tym małym centrum mnie
na brzegu miasta.
alles neu!
zimne powietrze wdziera się do domu
przez otwarte na oścież okno.
w kuchni pachnie smażonym jajkiem.
zakorzeni[ł]am się tu.
dobrze mi
w tym małym centrum mnie
na brzegu miasta.
alles neu!
poniedziałek, 16 maja 2011
niedziela, 15 maja 2011
5:00 a.m. wake up call.
biec.
na pętlę.
do całodobowego pod Słowackim.
do tunelu na pięćdziesiątkę.
zrobić ci śniadanie.
kawę.
położyć się obok ciebie
jeszcze na sekundkę.
pożegnać się.
(ode)spać.
jak twoje klucze na moim stole.
klik
na pętlę.
do całodobowego pod Słowackim.
do tunelu na pięćdziesiątkę.
zrobić ci śniadanie.
kawę.
położyć się obok ciebie
jeszcze na sekundkę.
pożegnać się.
(ode)spać.
jak twoje klucze na moim stole.
klik
sobota, 14 maja 2011
po trzecim kieliszku wina teksty Izy Lach wydają się taaakie prawdziwe.
śpij Neno.
nie masz już sensu dzisiaj.
nie masz już sensu dzisiaj.
piątek, 13 maja 2011
appendix 109.
klikpobiegnę
poboczem
powoli
potrącę
powiew
powietrza
powielam
powieści
postmodernistyczne
pomiędzy
pokojem
polem
pokraczne
potrzeby
postulaty
pojedynczej
postaci
powiedziałam
poczekam
pozostanie
potem
pościel
pot
post
pompuję
pojęcia
potajemnie
podświadomość
podbija
podkrążone
powieki
blogger wrócił.
blogger wrócił zjadając ostatni post:
o zakochanych
śpiących na ławkach jak bezdomni
(dziś jestem z dala od wylęgarni uczuć)
o granatowym niebie
(dziś jest już inne
cieniowane
góra: modry
dół: rozcieńczony bielą cyjan)
ciarkach na plecach
(dziś tylko nerwowy tik prawej powieki)
ersatz
(pozostał)
JA TYLKO NIE CHCĘ ŻEBYŚ UCIEKAŁ NA MÓJ WIDOK
był też klik
ale dziś będzie inny:
klik
był też cytat
ale dziś będzie inny:
lover, put me in your beautiful bed
o zakochanych
śpiących na ławkach jak bezdomni
(dziś jestem z dala od wylęgarni uczuć)
o granatowym niebie
(dziś jest już inne
cieniowane
góra: modry
dół: rozcieńczony bielą cyjan)
ciarkach na plecach
(dziś tylko nerwowy tik prawej powieki)
ersatz
(pozostał)
JA TYLKO NIE CHCĘ ŻEBYŚ UCIEKAŁ NA MÓJ WIDOK
był też klik
ale dziś będzie inny:
klik
był też cytat
ale dziś będzie inny:
lover, put me in your beautiful bed
środa, 11 maja 2011
wtorek, 10 maja 2011
poniedziałek, 9 maja 2011
all the prayers.
obudziłam się w umiarkowanie nijakim nastroju
najpierw z apteczką przybiegł św. spokój a konkretniej jego piętro
lecz prawdziwy święty czekał na mnie wieczorem
czekał i postawił przede mną pannę A.
a właściwie posadził na szkolnych schodach.
panna A. wiele rozumie
panna A. czuje podobnie
panna A. uratowała mój wieczór.
mam wyostrzone zmysły
umysł otwarty na przestrzał
serce jak gąbka
przypomniała mi rzeczy o których powinnam pamiętać
ja wam jeszcze pokażę.
czy
ja czuję podwójnie.
czy
zawsze byłam druga. żyłam na drugim planie swojego życia...
w szkole zagrano Lacrimosę z Requiem Mozarta.
prawie na dobranoc.
w drodze do domu uświadomiłam sobie że życie potrafi uśmiechać się jak Kot z Cheshire
czy w maju może cię spotkać coś lepszego? - zapytał plakat na przystanku.
krew wrze
śnieg topnieje na ustach
to był dobry dzień.
najpierw z apteczką przybiegł św. spokój a konkretniej jego piętro
lecz prawdziwy święty czekał na mnie wieczorem
czekał i postawił przede mną pannę A.
a właściwie posadził na szkolnych schodach.
panna A. wiele rozumie
panna A. czuje podobnie
panna A. uratowała mój wieczór.
mam wyostrzone zmysły
umysł otwarty na przestrzał
serce jak gąbka
przypomniała mi rzeczy o których powinnam pamiętać
ja wam jeszcze pokażę.
czy
ja czuję podwójnie.
czy
zawsze byłam druga. żyłam na drugim planie swojego życia...
w szkole zagrano Lacrimosę z Requiem Mozarta.
prawie na dobranoc.
w drodze do domu uświadomiłam sobie że życie potrafi uśmiechać się jak Kot z Cheshire
czy w maju może cię spotkać coś lepszego? - zapytał plakat na przystanku.
krew wrze
śnieg topnieje na ustach
to był dobry dzień.
hide & seek
Jedną z najprostszych ludzkich potrzeb jest mieć kogoś, kto zastanawia się, gdzie jesteśmy kiedy nie wracamy wieczorem do domu.a jeśli nie wrócę dziś?
kto szukać mnie będzie?
ściana lewa czy prawa?
oczodoły okien?
komoda nie pobiegnie na swych krzywych nogach
sprawdzić czy nie leżę pod kamieniem na poboczu
krzesła patrzą zdumione (tworzą niezłą parę)
po co im do nie-szczęść kolejna osoba?
lodowatym wzrokiem zmierzyła mnie lodówka
ośrodek zimna moich obaw nie zrozumie.
wyjdę więc
nikt nie zauważy że nie wróciłam na noc
może tylko łóżko stęsknione dotyku...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




