wtorek, 31 maja 2011

jeśli czegoś nie można zmienić trzeba to pokochać.

dzisiejszy dzień spędzam siedząc w pasiastym szlafroku i narzekając na ból w boku który męczy mnie już od ponad tygodnia. do lekarza nie pójdę. a jakże! nie lubię zapachu przychodni. nie lubię pań w rejestracji. nie lubię kiedy zakładają mi kolejną kartotekę. kartotekę rozkładu mojego ciała. lekarzy też nie lubię. zapytają czy boli. siądą odgrodzeni białym stołem. wypiszą świstek i wyproszą. w końcu twoja choroba nie jest jedyną chorobą na świecie. a już na pewno nie najważniejszą. moje endorfiny rozsypują się na korytarzach przychodni. lecznic. szpitali. wolę trzymać je skumulowane w swoim wnętrzu lecząc się czym popadnie. w domu.





- akceptujesz to że między nami jest tak jak jest, prawda?
- hmm... a mam inne wyjście?
- no... nie.
- no właśnie.

poniedziałek, 30 maja 2011

twinkle twinkle eyes of cat.

dziękuję ci za mruczącego kota camero dzisiaj kiedy dzień śmierdział rozkładem
dziękuję kotu camero za to że cię poznałam wtedy kiedy marzec powoli topniał


SHOWTIME!

niedziela, 29 maja 2011




i tak strasznie nie chcę zasnąć dziś sama.

piątek, 27 maja 2011

I am going to die of loneliness. for sure.

Shelly Love : The Forgotten Circus

zachwyt absolutny.

can you hear the music?

it'll end in tears.

najbardziej boję się umierania na wiosnę
powietrze takie spokojne
pachną nieprzytomnie akacje
codziennie budzi mnie nowy ból
tynk odpada ze ścian

czwartek, 26 maja 2011

refflection znaczy odbicie. odbiło mi.

bo my wszyscy chcemy być od razu
za dorośli
zbyt odpowiedzialni
pozapinani pod szyję
w krochmalonych kołnierzykach
nie wiedząc że w naszej naturze leży zupełnie co innego.

środa, 25 maja 2011

zwiastuny końca świata.

there's something rotten in the state of Denmark.
łamią się drogi pod ciężarem zakrętów
ludzie zderzają się barkami w przejściach podziemnych
najdłuższy kontakt wzrokowy nawiązują czekając w kolejce na poczcie
gapią się na swoje buty zapominając że wisi nad nimi coś wartego uwagi




p.s. dobrze
oddam ci te klucze
choć mi nie ciążą
właściwie jest to jedyna rzecz
która uśmiecha się do mnie
w tej chwili
w moim mieszkaniu

appendix 113.

a gdy już nie mam siły śmieję się do rozpuku

klik

jestem ta która wszystko zniesie.

świat zbuntował się przeciwko mnie.
nie słucha mnie już własna rzeczywistość.
jedynym wyjściem będzie trzaśnięcie drzwiami własnego ja.
zamknięcie wszystkich drzwi do wnętrza.
nie wpuszczanie do środka siebie nikogo i niczego.
każdy odwraca się plecami.
każdy podnosi kamień.
muszę schodzić do podziemia żeby nie kłuć was w oczy.
brzydzę się wszystkim co ludzkie.
brzydzę się wszystkim co moje
brzydzę się światem który oplótł mnie nienawiścią.
opluł gorzką pogardą.
zamykam swoje drzwi.
nie mam siły na tworzenie siebie od nowa.

[wykład z teatru powszechnego dwudziestego wieku, paranoidelle offline]

powietrze.

niebo zasnuło się gęstą pajęczyną chmur
nerwowo palcami przebierają drzewa
przejście na skróty zarosło pokrzywami
słońce stopiło świeczki stojące na parapecie

gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
gdzie jesteś?

wtorek, 24 maja 2011

zdarza mi się czasem zapomnieć że istnieję.

siedziałam pod drzewem na parkingu na powiślu
i czekałam na mamę.

przyjechał autobus ze szkolną wycieczką
znad morza
z gór
z bliska czy z daleka
nieważne.
wysiadły pierwsze
wiesz
ten typ podstawówkowych dziewczynek
ubranych w różowe uniformy
z ogromną gębą hanny montany na plecakach
dziewczynki którym do bycia najlepszymi nie brakuje niczego
posiadaczki różowych tiulowych skrzydełek
i tandetnych plastikowego diademów
wysadzanych kolorowymi szkiełkami.
one rządzą swoim podstawówkowym światem.
kolegują się z najfajniejszymi chłopakami
chwalą gadżetami z dziecięcego h&m'u
te dziewczynki tworzą świat
który świeci brokatem
i tęczą ciągniętą przez kucyki ponny...

stanęła trochę dalej
choć ubrana w czerwoną kurteczkę
chciała się schować
nerwowo skubała ramiączko plecaczka z królewną śnieżką
płowymi krótko obciętymi kosmykami na jej głowie bawił się krakowski wiatr
szkoda że przez całą wycieczkę patrzeć będzie tylko w dół
na powybijane kocie łby...

stałam z mamą na wzgórzu wawelskim
opowiadając jej ten obrazek
miała mokre oczy
zupełnie tak jak ja


appendix 112.

nienawidzę tego dnia do tego stopnia że nie robię nic i czekam aż się skończy.

raczej prośba nie rozkaz.


zabierz mnie stąd
wyrwij z objęć tego obojętnego dnia
wywieź mnie gdzieś daleko
zamknij mi oczy
być może na zawsze

'cause even roses are blue.

poniedziałek, 23 maja 2011

"I feel empty. I am so fucking empty. I don't know who I am."

JOY Ekipy telewizyjne mają w sobie coś kojącego, kiedy sobie wyobrażę, że to wszystko tutaj to tylko epizod w serialu telewizyjnym, od razu czuję się lepiej, bo seriale dobrze się kończą, zawsze, przede wszystkim w telewizji żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, a żaden problem bez rozwiązania, źli umierają, a dobrzy jakimś cudem zawsze odnajdują jeden drugiego. A tego przecież nie da się powiedzieć O TYM CHOLERNYM PRAWDZIWYM ŻYCIU ALBO JAK KURWA TO COŚ SIĘ NAZYWA, tu wszystkie pytania pozostają niestety bez odpowiedzi, bohaterowie wciąż się zmieniają, ostatecznie człowiek traci kontrolę nad całą akcją, żadna z postaci nie ma jasnego, zrozumiałego motywu, ma się wrażenie, że wspólnie oglądamy scenę, jak popadamy w obłęd, nikt niczego już nie rozumie i NIE właśnie że ludzie NIE odnajdują się ponownie, rozstają się, jeszcze zanim w ogóle się spotkają, a ich życie opowiada im pięćdziesiąt tysięcy różnych historii, których oni nie rozumieją i w które nigdy nie są w stanie wejść do końca. [...] Wszystko musi być proste i zrozumiałe bo inaczej uruchamiają się procesy wymykające się spod kontroli. W życiu chodzi przecież o to, żeby było jak najmniej komplikacji i żeby po prostu przez chwilę móc funkcjonować tak, żeby nie wpędzać od razu wszystkiego i wszystkich w obłęd. To by był cel!

„Joys World – a world of Joy”

JOY Kocham cię

TOM To słowo na K. Zaczynam się bać.

Joy śmieje się.


Richter Falk Electronic City

myślę (jak) JOY
cut.

czy świat kończy się pod lewym żebrem?

who will you trust? all your facebook friends will be dead by this time.

chodzi mi po głowie ten urywek
chodzi i
zastanawia
zasmuca
zasnuwa
zamartwia

mam ostatnio obsesję
na punkcie słów zaczynających się
na taką samą literę/sylabę.

bo czyż to nie zastanawiające że
przypadek i przeznaczenie
mają wspólne prz?

appendix 111.

wyję.

za trudno.
za długo.
za krótko.
za mało.
za dużo.
za szybko.
zbyt wolno.
za zimno.
za ciepło.
za późno.
zbyt wcześnie.

poukładaj mnie.

niedziela, 22 maja 2011

myśleć o tobie o tej porze to grzech
zawsze jednak najbardziej rozczulasz mnie o poranku.

sobota, 21 maja 2011

Ofelia zwiała z klasztoru rzygając na przystanku lini numer 50.

spośród wszystkich kolorów włosów upodobała sobie rude.
wiedziała że to zły wybór.
średniowiecze ochrzciło ją wiedźmą
czasy współczesne... chyba jeszcze gorzej.

dzień apokalip[s]y - pomyślała wychodząc ze swojej norki.
niebo mrużyło łzawe oczy.
skrzywiła się w gorzkim grymasie.
zmarzła w stopy przepływając w trampkach przez torowisko.
podbiegła do krawędzi świata namacalnego.
zwiała z klasztoru niemożliwego.
wyrzygała rzeczywistość na przystanku linii numer 50.
i westchnęła - bardzo tandetny jest twój scenariusz drogi Boże -dławiąc się własną naiwnością.

you're nowhere near ready.

maybe I shouldn't be so sure about who I am.
maybe there's a parallel world where everything is different.
the sun is shining at night
and the moon is hangin' on trees
pretending he doesn't want to be seen.
the stars are to heavy so they fall down
making so many sharp mountains down here
just by their arms fixed in the ground

coffee is always too cold
and sweets are not as sweet as tears
I lie there
and I lie to you
that you haven't ever meant anything
I lie to myself
you're just my imagination
my wicked dream
my blood buzz
my heart tingle
my soul twist

or maybe I'm just what I am
and nothing will ever change
we get on like a house on fire
and for sure
I can love myself just as much as I hate myself.

po koncercie depresyjnych kobiet.

ja dobrze umiem tylko czekać i tęsknić
do niczego innego się nie nadaję
jestem człowiek życiowo nieużyteczny w ogóle.

ale za to
jestem
wszystko
w wyrażeniu
mimo wszystko

czwartek, 19 maja 2011

there's only enough for one in this lonely hotel suite.

księżyc cienieje.
jeszcze przedwczoraj pełnia wisiała w powietrzu
aż było ją czuć wzrokiem.
studenci nie próżnują
impreza goni imprezę
ktoś krzyczy za oknem
ja w przyciemnionym świetle malejącego księżyca
siedzę i słuchając zero 7
czekam.

still in the waiting line.

moje idealne mieszkanie mieści mnie i moją samotność
więcej nie trzeba
można tylko wzruszyć
ramionenami.

his life slipped into me.

when someone comes into your life and half of you says: "you're nowhere near ready". and the other half says: "make her yours forever".
dobrze mi z tobą.

środa, 18 maja 2011

appendix 110.

...a pełnia spełnia.
słowo u p o k o r z e n i e nie należy do moich ulubionych.

wtorek, 17 maja 2011

alles neu!

jeden z tych dobrych poranków.
zimne powietrze wdziera się do domu
przez otwarte na oścież okno.
w kuchni pachnie smażonym jajkiem.

zakorzeni[ł]am się tu.
dobrze mi
w tym małym centrum mnie
na brzegu miasta.

alles neu!

poniedziałek, 16 maja 2011

feel good inc.

śniąc na jawie przesypiam najlepsze chwile swojego życia.
i dobrze mi z tym.

niedziela, 15 maja 2011

5:00 a.m. wake up call.

biec.
na pętlę.
do całodobowego pod Słowackim.
do tunelu na pięćdziesiątkę.
zrobić ci śniadanie.
kawę.
położyć się obok ciebie
jeszcze na sekundkę.
pożegnać się.
(ode)spać.
jak twoje klucze na moim stole.

klik

piątek, 13 maja 2011

appendix 109.

Linkklik
pobiegnę
poboczem
powoli
potrącę
powiew
powietrza
powielam
powieści
postmodernistyczne
pomiędzy
pokojem
polem
pokraczne
potrzeby
postulaty
pojedynczej
postaci
powiedziałam
poczekam
pozostanie
potem
pościel
pot
post
pompuję
pojęcia
potajemnie
podświadomość
podbija
podkrążone
powieki

blogger wrócił.

blogger wrócił zjadając ostatni post:
o zakochanych
śpiących na ławkach jak bezdomni
(dziś jestem z dala od wylęgarni uczuć)
o granatowym niebie
(dziś jest już inne
cieniowane
góra: modry
dół: rozcieńczony bielą cyjan)

ciarkach na plecach
(dziś tylko nerwowy tik prawej powieki)
ersatz
(pozostał)

JA TYLKO NIE CHCĘ ŻEBYŚ UCIEKAŁ NA MÓJ WIDOK

był też klik
ale dziś będzie inny:

klik

był też cytat
ale dziś będzie inny:

lover, put me in your beautiful bed

środa, 11 maja 2011

nicconiejestmiobce.

księżyc zatoczył koło a czas wciąż się zatacza.

NIWEA

...idę i złą miłością wszystko brudzę sobie.

appendix 108. [2]

oddaj!

wtorek, 10 maja 2011

appendix 108.

oddam.

miły młody człowiek.

usta włóż mi do ucha
i mów szczelnie
łaskoczące rzeczy
mów do środka do mnie


jutro koncert - NIWEA w RE



wczoraj w wersjach roboczych: odwróciłeś mi świat do góry nogami a ja nie umiem chodzić po suficie.

poniedziałek, 9 maja 2011

lacrimosa.


dona eis requiem, amen.

all the prayers.

obudziłam się w umiarkowanie nijakim nastroju
najpierw z apteczką przybiegł św. spokój a konkretniej jego piętro
lecz prawdziwy święty czekał na mnie wieczorem
czekał i postawił przede mną pannę A.
a właściwie posadził na szkolnych schodach.
panna A. wiele rozumie
panna A. czuje podobnie
panna A. uratowała mój wieczór.

mam wyostrzone zmysły
umysł otwarty na przestrzał
serce jak gąbka

przypomniała mi rzeczy o których powinnam pamiętać
ja wam jeszcze pokażę.
czy
ja czuję podwójnie.
czy
zawsze byłam druga. żyłam na drugim planie swojego życia...

w szkole zagrano Lacrimosę z Requiem Mozarta.
prawie na dobranoc.

w drodze do domu uświadomiłam sobie że życie potrafi uśmiechać się jak Kot z Cheshire
czy w maju może cię spotkać coś lepszego? - zapytał plakat na przystanku.

krew wrze
śnieg topnieje na ustach
to był dobry dzień.

appendix 107.

nie wiem czego potrzebuję.

hide & seek

Jedną z najprostszych ludzkich potrzeb jest mieć kogoś, kto zastanawia się, gdzie jesteśmy kiedy nie wracamy wieczorem do domu.
a jeśli nie wrócę dziś?
kto szukać mnie będzie?
ściana lewa czy prawa?
oczodoły okien?
komoda nie pobiegnie na swych krzywych nogach
sprawdzić czy nie leżę pod kamieniem na poboczu
krzesła patrzą zdumione (tworzą niezłą parę)
po co im do nie-szczęść kolejna osoba?
lodowatym wzrokiem zmierzyła mnie lodówka
ośrodek zimna moich obaw nie zrozumie.
wyjdę więc
nikt nie zauważy że nie wróciłam na noc
może tylko łóżko stęsknione dotyku...

niedziela, 8 maja 2011

appendix 106.

by ohmygod


[po trzecim edicie treści tego appendixu doszła do wniosku że zamieści tu /znów/ cudzy obrazek który jakoś dziwnie się pod jej paluszki napatoczył i urzekł /tym razem/ prostotą]


trochę nieidealnie.

then:
śpi kot śpi my
- pełnia szczęścia, co?

and morning lullaby

now:
twardo ląduję na tej gorszej ziemi
gdzie samotność szczuje psami
truskawkowe światło w przedpokoju wita
smutno głowy pospuszczały żurawie...




sobota, 7 maja 2011

appendix 105. (Diablak)

– Skąd tyle pesymizmu u takiej młodej, atrakcyjnej dziewczyny?

– Mój pesymizm nie ma nic wspólnego z moim wyglądem.

– Na pewno ma pani rację. Tak mi się tylko powiedziało. Szkoda, że nie chce pani zdradzić swej historii. Może kiedyś?

– Nie jest to coś, co można opowiedzieć. Ja z tym muszę żyć, już zawsze.

– Mówi pani jak największy zbrodniarz, którym pani na pewno nie jest.

– To jest taka wina bez winy i w dodatku nie moja – albo moja jedynie w pewnym złowrogim sensie.

dobij mnie dobitnie.

z pociągu. przy stoliku barowym w warsie. 4 maja 2011:

x: (...) tylko którą półkulą ty jesteś?
nen: no właśnie ciężko powiedzieć... hm...
x: (przerywając) chociaż z drugiej strony... kto powiedział że mózg można dzielić tylko na półkule? przecież można go przeciąć na połowę również w tym drugim kierunku.
nen: masz rację. na to nie wpadłam...


miałam kawałek swojego Diablaka
powinnam częściej podróżować TLK
w warsie albo w wagonach pierwszej klasy
częściej opowiadać
odpowiadać
ludziom

zanim zajrzą do cuchnącego rozkładającym się mięsem i krwią przedziału rzeźnika
który w uśmiechem na ustach i toporem w ręku przerobi każdego z nich na rozdział miniony
przebrzmiały
były
nadający się tylko do recyclingu wspomnień na bloga.

piątek, 6 maja 2011

z endo co to rysowała nene grała w kalambury.


podwójnie
podwójne nie
podwój nenę
podwój nenie nie
podwój mnie.

spóźnia się.

za dużo motyli
żołądek odmówił posłuszeństwa
organizm zareagował zbyt nerwowo
gorączką

spóźnia się czas w którym miałam być szczęśliwa
przecież to maj
maj takich rzeczy nie robi
nie odkłada na później uśmiechu...

- pocałuj mnie.
- teraz?
- a kiedy? jak będę stara?

poniedziałek, 2 maja 2011

very funny, mr. Freud. very funny.

śniło mi się że jestem tobą.
tęsknota mnie zagryzie.

piątek, 29 kwietnia 2011

appendix 104.

don't leave me alone
standing here for ever
hoping you how ever
I'm a little girl
boiled into a mature
little piece of work

so if you see me
so if you see me
just smile

błogosławieństwo.

while watching the royal wedding…

mam zbyt ciasno zasznurowane trampki by móc zostać kopciuszkiem.

plus taki sobie klik

w poszukiwaniu jakichkolwiek wzruszeń...

czwartek, 28 kwietnia 2011

optymalny optymizm.

wzięło mnie na te wszystkie ballady romanse kawałki kulki muzyki końca lata
i przypomniało mi się jak czekałam na peronie na pociąg którym wiedziałam że nie przyjedziesz
że już przyjechałeś wcześniej a czekałam sobie bo z samego czekania dobrze mi się robiło.

appendix 103. (Łaknąć)

Gdybym mogła uwolnić się od ciebie ale nie musiała cię stracić.
- Sarah Kane

środa, 27 kwietnia 2011

nudno do obłędu.

jadę przez urojone miasta.

męczę i dręczę dramat feministyczny.
on męczy i dręczy mnie.
uczciwa
/uczuciowa?/
wymiana.

gdzieś uciekło mi pół dnia o pięknej dacie.
czekam na małe trzęsienie ziemi. na mrugnięcie ogromnych powiek.
moja rzeczywistość ziewa. lekceważy chaos i destrukcję. lekceważy bunt języka.
moja rzeczywistość leży jak kot na kaloryferze.
rozkurcza łapkę żeby pokazać pazurki.

wtorek, 26 kwietnia 2011

urodziny.

zagryzam wargi ale w oczkach szczęście.
nowy czarny telefon i nowe pulchniutkie smsy.

niedziela, 24 kwietnia 2011

destination: wieś na ka.

aparat.
zwykły do robienia zwykłych zdjęć.

łąka.
zwykła do brodzenia w zwykłej trawie.

ja.
zwykła.
tęskniąca.

utrwalająca.

czwartek, 21 kwietnia 2011

znowu na huśtawce.

nawet nie chcę myśleć ile razy musieliśmy się minąć żeby w końcu się spotkać!

a i zobaczyłam te zdjęcia.
i śmiałam się.
bo bardzo mi kogoś przypomniałeś.
może kiedyś ci opowiem.

środa, 20 kwietnia 2011

it's gonna be a bright beautiful day.

czasem warto zrezygnować z najpiękniejszych snów o 5:55
żeby dzień był udany
cieniowane niebo parzy w oczy
patrzę na siebie w lustrze i jest mi z tym dobrze
nie zmieniłam się i zmieniłam się tak bardzo
martwienie się na zapas nie ma najmniejszego sensu
tylko noce takie niespokojne
poranki przynoszą ukojenie
wciąga mnie czarna dziura kubka z kawą
niesłodzoną a słodką
od myśli wspomnień westchnień czy raczej westchneń

oh wow lovely.

wtorek, 19 kwietnia 2011

appendix 102.

wygrzebane z bebechów internetu:

- nie chce mi się żyć.
- wiem. zawsze byłaś leniwa.

śmieje mi się.

;-)

30 raz

w kuchni znów pachnie smażonym jajkiem
kubek z kawą stoi w tym samym miejscu w którym zostawiłam go rano
za oknem zmieniają opony
wciąż z letnich na zimowe
z zimowych na letnie
na gorące

spis ludności zaklasyfikował mnie jako przedstawicielkę rodzaju ludzkiego.
a moje m do mieszkań a nie kurników.
jestem w szoku
.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

sypie się popiół na moją mogiłę.

appendix 101.

było tak niemożliwie nam.
nasączałeś mnie pewnością jak likierem biszkopt.

nasączyłeś mnie jak gąbkę dziś goryczy octem.

niedziela, 17 kwietnia 2011

to już nie to samo, prawda?

nie będę pytać czy coś się stało.

historie nawijam jak spaghetti na widelec
widelec pamięci.

piątek, 15 kwietnia 2011

więc zostaniesz ze mną jednocześnie zostawiając mnie samą.
dobrze zrozumiałam?

żegnaj.

twoje konto zostało zdezaktywowane

aby ponownie uaktywnić swoje konto zaloguj się używając swojego starego adresu e-mail logowania i hasła. po ponownym uaktywnieniu konta będziesz mieć możliwość korzystania z serwisu w taki sam sposób jak przed zamknięciem konta.

mamy jednak nadzieję że wrócisz do nas wkrótce.


no to fejsbuk jest chyba jedyną osobą która jeszcze ma nadzieję.

czwartek, 14 kwietnia 2011

nigdy o miłości.

ach. jak ja nic nie mówię.

wtorek, 12 kwietnia 2011

mhm.

boję się
tak bardzo się boję
ja sobie nie wyobrażam
nie wyobrażałam
jak bardzo będę się bać

Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. Na lęk bez imienia nie pomagają nawet strzykawki.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

"nie kuś. proszę."

change/pain.

czuję się jak unoszona do góry przez ogromny kolorowy balon
pełen szczęścia pełen spokoju pełen magii
tylko dlaczego jest on przywiązany do mojej szyi?
im wyżej lecimy. tym bardziej mnie dusi.

sobota, 9 kwietnia 2011

oh dear.

a nie mówiłam: lunął na mnie deszcz.
oh dear! jak ja siebie znam.
ale będę się oszukiwać
i mówić że mi nie zależy.

piątek, 8 kwietnia 2011

zdelegalizować błękit.

odkąd na mnie spojrzałeś
jestem taka niebieska
od stóp aż po paznokcie.

czwartek, 7 kwietnia 2011

appendix 100.





znamy się tak krótko a ja już włożyłam cię w ramkę mojego życia.









już wiem czego nie będę mogła słuchać kiedy...

och, jak ja siebie znam!

chyba uważam że pewne mądrości mogą przejść przez uszy
chyba tylko po to katuję swoje wnętrze nie będę ciebie kochać
chociaż wiem że to nie podziała
właśnie że psiakrew kochać będę
ja już to wiem
chociaż mrugnąłeś przy mnie oczami zaledwie jakieś dwieście czy trzysta razy
jeszcze ta sparanojała wiosna
wszystko zmówiło się przeciwko mnie

wpadnę z deszczu pod rynnę
spod rynny w wodospad
z wodospadu pod wąż ogrodowy

och, jak ja siebie znam!
spotkałaś mnie w dziwnym okresie mojego życia.

środa, 6 kwietnia 2011

appendix 99.

gdybym tylko mogła wyjąć tęsknotę z serca jak szydełko z kłębka włóczki.

wtorek, 5 kwietnia 2011

strange what desire makes foolish people do.

KLIK

- po maratonie różnorakich wersji wicked game
znalazłam najbardziej nenową z możliwych
jeśli miałabym to śpiewać - to tylko w ten sposób
100% Neny.

2nd pikczer


kolejny piksel konkursowy

wredność kwietniowej pogody
nie tylko doprowadza mnie do szału
ale również inspiruje do tego żeby być równie wredną
.

appendix 98.

ż(r)yj swoje życie.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

pikczer.


mój konkursowy piksel.

appendix 97.

nie mogę sobie pomóc więc idę spać.

niedziela, 3 kwietnia 2011

dylemat (dialog)


- pamiętasz N.? raz prof. U. powiedział żeby zapamiętać to na zawsze, że kiedy napiszesz do kogoś list lub jakąś wiadomość, zdobądź się na to żeby tego nie wysyłać, ale schowaj do szuflady i na drugi dzień bez emocji, na spokojnie odczytaj i zastanów się czy dobrze, że został w szufladzie czy też powinieneś był go wysłać...

- droga B., tylko ja, psiakrew, zamiast szuflad mam niezliczone ilości flaszek z alkoholem, które mówią zupełnie co innego...

jedna z piękniejszych rzeczy jaką mogła mi w tej chwili przynieść pamięć.


po raz setny już dostałam bumerangiem wspomnień po głowie
serce biega po pokoju jak małe dziecko
puf! puf! wypuszcza powietrze
zakrwawiło podłogę
rozum chce sprzątać bałagan
ale odłączam mu wtyczkę
zapomnienia.

sobota, 2 kwietnia 2011

palpitacje.

moje serce zaraz wyjdzie i stanie obok.

czwartek, 31 marca 2011

appendix 96. (nie orientujesz się co może łączyć gawrona i sekretarzyk?)

jestem Alicją zakochaną w Kapeluszniku
znam odpowiedź.

bzik!

moje hormonotyki tańczą obłąkanie z poplątaniem
choć poziom fenyloetyloaminy dawno opadł
to dopamina rozgościła się na dobre bujając nogą unosi idealizującą mgłę
noradrenalina zasypia pod kocykiem rozmazanych myśli raz po raz wzdrygana przedsennym wstrząsem
serotonina serwuje emocjonalny rollercoaster
endorfiny zgubiły się gdzieś po drodze między piątym kubkiem kawy a siódmym dniem o podkrążonych oczach
oksytocyna domaga się wybuchu więc estrogeny szaleją
ich nie uda mi się zaspokoić.

bzik! bzik! bzik!

środa, 30 marca 2011

taniec bałwochwalczy.





I'm waiting for spring to come to my kingdom.

appendix 95.

kocham pana, proszę pana.

klik

oto wiosna właśnie.

jest pewien park na placu inwalidów
dalmatyńczyk z czerwoną panią
ławeczkowe babcie z pieskami różnej maści i średniej urody
wyścig wózkowych mam
umorusane konfiturą dzieci
studenci pod krzakiem latarnią przewieszeni przez ławkę
jak torebka tej czy owej modnej wiosennie a jakże
ptaki śpiewają tiru riru
przyczajone gołębie czyhają na sezamowe łezki z bajgla
słońce świeci od strony alej
wow.

dziś poznałam twojego ojca
gdybym zapomniała ile masz lat
myślałabym że to ty
ciężko o bardziej konkretne podobieństwo.

środa, 23 marca 2011

8mm



my only love was only a man.

wtorek, 22 marca 2011

copy cut paste.

jadę różowym tramwajem. do ciebie jadę. tak chciałabym dzisiaj spotkać cię. jest wiosna. oddycham chętnie. w tramwaju pachnie mandarynkami. mam na sobie tylko skrzydła ze styropianu. jedna tylko noc ta gwieździsta nie jest porą snu. uciekniemy dziś w piękne miejsce. tam gdzie nikt nas odnajdzie. pytając gdzie są tory miłości szukamy w burdelach. zaprzyjaźnij się z drugą stroną gwiazd. wrzeszczy cisza. pociąg wjeżdża mi do głowy. diabeł uśmiecha się z bilbordu. jakiż on piękny. zobacz jestem w twojej torebce. coś wisi nad nami. to jest coś ciężkiego. zmienia czasem kolor. to jest chyba niebo. noc o dzień się ociera. będzie afera. i ty powiedz sobie czemu nie. przecież ten dzień kiedyś się skończy. syreny wyją z daleka i ptaki się płoszą znienacka. muzykę ktoś puszcza z filmów Hitchcocka i szeroko otwiera okno. najbrzydsze dziewczyny wyskakują z okien. chłopcy z dobrego domu palą trawę. a ty to zignoruj. nie patrz i nie słuchaj. bo takie prawdziwe bywają moje sny. nie mamy żadnych szans. szyderczy uśmiech nasącza twarz. ja ćwiczę w wannie swoją śmierć. my za te chwile pójdziemy do piekła. spłonęło niebo. już pora kończyć dzień. czy będziesz mnie kochać gdy świt zniekształci mi ciało? czy będziesz mnie kochać gdy świt zabierze nam sny? czy będziesz mnie kochać gdy nie wyjdę z tego cało? uderzam głową o szybę bo za szybą jesteś ty. zostaw mnie wybierz sobie lepszy cel. znów ja będę broczyć krwią.

monolog zmontowany na własny użytek (duchowo-uczuciowy) z tekstów z płyty Ekspresje Depresje Euforie zespołu Bruno Schulz.
wyżuć
wypluć
wyrzygać

poniedziałek, 21 marca 2011

z włączonym żelazkiem, r.e.m i stertą brudnych garów.

za dużo ciebie u mnie. niefizycznie a namacalnie.

niedziela, 20 marca 2011

appendix 94.

nadziewam się nadzieją jak pączek różą
nie róża nie pączek nie teraz
rączkę pulchną podam w czwartek.

wielki p.

poszłam na ceremonię a ciebie nie było.
kolejne cztery dni postu -
wyzwolenie czy ostateczna ofiara?
popiół z samobójstw mojej miłości
zmiotłam pod niewidzialny dywan zapomnienia.
nie posypuję już serca solą jednak daleko mi do słodzenia herbaty.
przyjdź
odejmij
obejmij.

sobota, 19 marca 2011

nowonderland.

chmura pytajników nad głową nie da mi dzisiaj spać
wiszę na cienkiej nitce uczucia pośród twoich paranoi
wymykasz się spod mojej kontroli
spod swojej kontroli
wymykasz się
chmura pytajników zagęszczona do czarności
usilnie wydzierasz mnie za królicze uszy z ciepłej nieświadomości

przeklinam mówiąc że wolałam kiedy _ _ _ _ _ _ o n rządził tobą
ale bez niego nie wiem kim jesteś

piątek, 18 marca 2011

każdy ma swoją Francję?






!
!
!
!
!
!
!


can it be possible again?

czwartek, 17 marca 2011

your norm life, baby.



odbija się echem w mojej głowie
twój dzwonek telefonu

appendix 93.

moje serce podskakuje w takt zmienności jego nastrojów.

NAUCZĘ GO WSZYSTKIEGO OD NOWA.
- wspominam słowa snu z drugiego września

nie pytam za jaką cenę.

jestem już zmęczona tym że zawsze jestem zmęczona.


zimna kawa parzona razy dwa
słone paluszki z żółtej miski
do kawy nie na słodko
na słodycz czasu nie ma
paznokcie fuksjują na deszczowym tle
wczoraj zamarzłam na przystanku
dzisiaj zamarzam wewnątrz siebie
siwizna wychodzi na skroniach
farbowanego rudego lisa

klik

wtorek, 15 marca 2011

I'm just a girl you lost to cocaine.

track title: the girl you lost to cocaine
album title: some people have real problems
[sic!]

spacery.

- wiesz, odnoszę wrażenie że czasy w których to gołębie pocztowe roznosiły listy miłosne były o wiele lepsze. co ty masz z tej gry? lubi - nie lubi?
wiem. niektórych piosenek nie zamieszcza się bezkarnie. nie klika się bezkarnie lubię to pod wyjątkowo jednoznacznym statusem...
ale wiesz, niedługo można będzie kręcić seriale o tym jak to rozwijają się miłostki na fejsbuku. no i ja to polubiłam, a on polubił tamto, ale tego już nie, więc nie wiem co o tym myśleć?

- może masz rację. chociaż w naszym (och! jak to dumnie brzmi) wypadku pewnie i tak gołąb upuściłby niekompletnie zaadresowany liścik prosto pod moje stopy kiedy spacerowałabym kilka kilometrów od domu. co wtedy? skąd pewność że to słowa dla mnie? że to słowa od niego? że nie miał na myśli kogoś kto mieszka w tym domu z wielkim oknem pod którym właśnie bym stała. a co jeśli przez to okno zwisałby jasnowłosy warkocz a piegi deszczem posypały się na ulicę? skąd wiedziałabym że to dla krótkowłosej krótkonogiej rudej mnie?

- ech. N. jacy wy (tak, to brzmi tak dumnie) jesteście dziwni. a to pewnie nie koniec...

poniedziałek, 14 marca 2011

appendix 92.

znowu lubimy nasze statusy o miłości.
[sic!]